• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 06.01.2020
Podsumowanie 2019
Artykuły | 06.01.2020

Podsumowanie 2019

Tak jest Drogie i Drodzy, niniejsze podsumowanie to znak, że przeżyliśmy wspólnie kolejny rok – a to w dzisiejszych czasach całkiem spory sukces. Ci z Was, którzy są z nami od dawna, znają zasady gry, reszcie natomiast służymy pomocą: poprosiliśmy nasze autorki i autorów, aby podsumowali miniony rok. Każda i każdy z nich ma dla Was trzy plusy i trzy minusy oraz jedno odkrycie pochodzące sprzed 2019, dokonane jednak w ostatnich miesiącach. Mamy głęboką nadzieję, że ich rekomendacje przydadzą się Wam w Waszych prywatnych poszukiwaniach. Zaczynamy!

 

Jan Bińczycki

il. Katarzyna Olbromska

Dużo dobrego

Nigdy dotąd nie przeżyłem roku równie obfitego w doznania kulturalne. Jego ukoronowaniem było przyznanie podwójnej Nagrody Nobla Oldze Tokarczuk i Peterowi Handkemu. Nagrodzono postaci z dwóch biegunów literatury, o różnych wrażliwościach i spojrzeniach na świat. Salomonowy wyrok. Ale 2019 r. był intensywny w każdej interesującej mnie dziedzinie. Nigdy wcześniej nie ekscytowałem się tyloma premierami książkowymi, płytowymi i filmowymi, nie widziałem tylu koncertów, wystaw i seriali. Dzieje się! Mam przyjemne uczucie sytości.

Halo.Radio

Wielogodzinne rozmowy o kinie (Magdalena Żakowska), poranne jamajskie fristajle Tomasza Koncy (Transmisja, Cinq G), ostra publicystyka autorów związanych z wydawnictwem Arbitror, ironiczne komentarze Romana Kurkiewicza, Irina Novokhatko-Kowalczyk szukająca podobieństw i różnic pomiędzy Rosją a Polską i wiele więcej. A wszystko finansowane z publicznych składek, w kontrze wobec polityków i wielkiego biznesu. W mikroświatku polskich podcastów pojawił się potentat – Halo.Radio, organizowane przez Fundację Obywatelską. Powstało z inicjatywy ekscentrycznego dziennikarza Jakuba Wątłego. W ciągu kwartału wyrosło na jedną z najciekawszych i najbardziej oryginalnych inicjatyw medialnych. Oby tak dalej.

Giuda

Rzymianie, którzy glam rocka z londyńskiego East Endu grają lepiej, niż niejeden oryginalny  zespół z połowy lat 70. W tym roku wydali czwartą płytę i zagrali dwa koncerty w Polsce. Prawdziwe szczęście dla wszystkich zbyt młodych, by załapać się na złote lata glamu.

Za dużo dobrego

Wspominałem o kulturalnej obfitości. Pod koniec roku zacząłem odczuwać przesyt. Nie wiem, czy osiągnąłem granicę reagowania na bodźce, czy algorytmy odpowiedzialne za media strumieniowe, wyświetlanie reklam internetowych księgarni i wydarzeń kulturalnych poznały mój gust tak dobrze, że dostarczają mi tylko interesujących ofert. Za dużo tego dobrego.

Infantylna kultura dla dorosłych

Nic bardziej nie złościło w ubiegłym roku niż filmy na bazie komiksów (z chwalebnym wyjątkiem w postaci Jokera). Superbohaterowie w obcisłych kostiumach przeżywają kryzysy wieku średniego, problemy w związkach i wypalenie zawodowe. Mam wierzyć, że te filmy są o czymś więcej niż o fruwaniu i strzelaniu z laserów. Przemysł rozrywkowy upupia dorosłych i uzależnia od coraz bardziej niedorzecznych gadżetów. A stare konie jak ja chodzą do kina na filmy o nastolatkach, kolekcjonują komiksy i ekscytują się zjawiskami przynależnymi do kultury młodzieżowej. Chyba czas dorosnąć i zrobić sobie rok popowego detoksu.

Polityka kulturalna

Co roku sarkam na sposób, w jaki Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego obchodzi się z artystkami i artystami, utrudnia pracę dobrze prosperującym instytucjom oraz faworyzuje wąskie, nacjonalistyczne myślenie o dziedzictwie narodowym. W tym roku też. Wciąż mam nadzieję, że kiedyś będę mógł ten stały element podsumowań przenieść do plusów.

Czwarta fala ska

Jestem niedzielnym słuchaczem ska i najczęściej sięgam po sprawdzone klasyki z pierwszej lub drugiej fali, a o większości reprezentantów trzeciej, która opierała się na niezbyt udanym mariażu jamajszczyzny i amerykańskiego punk rocka, chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Tymczasem od bodaj dwóch lat przebąkuje się o wielkim powrocie ska na taneczne parkiety i do mediów muzycznych. Brzmi nieźle i bardzo stylowo. Poniżej najświeższy przykład prosto z Mexico City.

______________________________________________________________________________

Olga Drenda

il. Olga Szczechowska

To, co dzieje się w Częstochowie

Przedmiejska galeria Iron Oxide, Monstfur, Free Market Simpson, wystawa  „Wiejskie śmieci” Bartka Zaskórskiego i Marka Rachwalika. Polecam to miasto!

Zimowla Dominiki Słowik

Bawiłam się pysznie czytając.

Małomiejska fotografia dokumentalna na Instagramie, niestrudzeni podróżnicy powiatowi 

Wciąga i zachęca do organizowania wycieczek. Być może dzięki takiej motywacji uda mi się zrobić postęp w 49 województw challenge i odwiedzić np. Konin (polecam konta Kierunkowy44, Pozdrowienia z małego miasta, Alternatywny Mustafa i wiele innych).

To, co dzieje się w kulturze na Śląsku 

Niestety, nadchodzi wielka inercja i smuta. Najlepiej wyartykułowała to Anna Cieplak, śledźcie, co pisze.

Inby w internecie na tle tożsamościowym i przynależnościowym. 

Polecam się wypisać i nauczyć algorytmy, żeby pokazywały inne treści. Pomaga na głowę i ogólny humorek.

Zużywanie się estetyki nostalgii PRL-owskiej

Wszystko zmierza coraz mocniej w kierunku „a pamiętasz, jak się bujaliśmy na trzepaku” i pasty o mieszkaniu w jeziorze, tylko że na serio. 

Niedziela wieczur i humor popsuty 

To meme weszło na dobre do słownika mego.

______________________________________________________________________________

Grzegorz Fijas

il. Anna Krztoń

 

Szczęśliwy Lazarro, reż. Alice Rohrwacher*

Poruszające kino, które wyjątkowo subtelnie opowiada o odwiecznej przemocy wobec stojących niżej w społecznej hierarchii. Kontrast między pięknymi ujęciami włoskiej prowincji a przygnębiającą historią Lazarro sprawił, że był to zdecydowanie najmocniejszy i najmądrzejszy filmowy seans w tym roku.

* Film powstał w 2018 roku, ale w Polsce miał premierę dopiero w marcu 2019 roku.

Ariana Grande, thank u, next

Szkoda, że ta płyta nie powstała kilkanaście lat wcześniej – nie straciłbym wtedy tyle czasu na słuchanie starszych panów z gitarami. W 2019 ukazało się mnóstwo świetnych albumów, ale do żadnego z nich nie wracałem równie często jak do thank u, next – nieczęsto trafia się w mainstreamie tak pomysłowa i pełna autentycznej energii płyta, która dodatkowo świetnie działa jako całość.

Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius 2019

Być może powinna się tu znaleźć bardziej prestiżowa nagroda literacka tego roku, ale wydaje mi się, że gest Macieja Bobuli, Michała Domagalskiego i Jana Rojewskiego, aby podzielić się nagrodą za debiut poetycki, zasługuje na wyróżnienie. Zwłaszcza że sprowokował dyskusję na temat wynagradzania pracy literackiej.

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie, J.J. Abrams

Ostatni Jedi sprawił, że na czymś w popkulturze znowu zaczęło mi zależeć. Disney niecnie wykorzystał mój entuzjazm i dostarczył tchórzliwy filmopodobny produkt, który potwierdził, że w świecie rządzonym przez korporacje trudno liczyć na coś więcej. Po disnejowskich Star Wars pozostaną chyba tylko memy z Baby Yodą.

Wit Szostak, Poniewczasie

Minus, ale mały. Nowa powieść Szostaka dostarcza sporo czytelniczej radości, a we fragmentach broni się świetnie. Jednak po moim ulubionym polskim pisarzu w 2019 roku spodziewałem się czegoś odważniejszego od dość już zużytych metaliterackich zabiegów. 

Literackie wojny

W zeszłym roku narzekałem na poetyckie gównoburze. W tym nie było lepiej, chociaż ważniejsze stały się pytania: „Gdzie wypada publikować i czy wypada brać za to pieniądze?”. Chamstwo i poczucie wyższości bijące z niektórych wypowiedzi tylko zniechęca do potrzebnej dyskusji, ale przede wszystkim do samego środowiska.

Babylon Berlin (2017)

Zacząłem oglądać, by wspomóc naukę języka – perypetie Gereona Ratha (który na początku opowieści solidnie pracuje na tytuł najgorszego policjanta w historii) wciągnęły mnie na tyle, że szybko zapomniałem o edukacyjnym celu seansów. Doskonały balans między kryminalną intrygą a odtwarzaniem realiów społecznych i politycznych sprawił, że twórcom udało się uniknąć banałów fabularnych, a obraz Republiki Weimarskiej jest wyjątkowo niejednoznaczny i fascynujący.

______________________________________________________________________________

Rozalia Knapik

il. Agnieszka Wiśniewska

 

Nasza Planeta i cały ekotrend

Ujęcia, od których opada szczęka, porywające harce humbaków, żabnic i głuptaków, a w pakiecie kojący głos Krystyny Czubówny, który daje nadzieję, że jeszcze wszystko będzie przepięknie. Pozycja obowiązkowa – dla tych przejętych losem planety, a jeszcze bardziej dla tych, którzy wciąż nie widzą problemu. Nic, tylko odpalić Netfliksa i wyruszyć na wojnę z plastikiem.

Czarnobyl

Historia niby dobrze znana, a jednak poprowadzona w taki sposób, że szarga nerwy i wbija w fotel. Gra tu ze sobą wszystko: nastrojowa muzyka Hildur Guðnadóttir, znakomici aktorzy o niesymetrycznych, za to wiarygodnych twarzach i zdjęcia, które aż chce się wywołać i zrobić z nich album. Do tego „not great, not terrible” jako zawsze dobra odpowiedź.

The Dumplings dla kampanii Durexa

Gorące Letnie Noce to dowód na to, że da się zrobić kampanię reklamową, która nie wyklucza, uświadamia (co ważne, gdy edukacja seksualna wisi na włosku), a na dodatek ma wartość artystyczną. Cieszy teledysk Daniela Jaroszka, który uwzględnia pary w różnym wieku i o różnych preferencjach, a sam kawałek Bez słów zapętlam bez opamiętania, choć po gorących letnich nocach już ani śladu. Przejście z oddechami to jakiś kosmos!

Bonus: Krzysztof Krawczyk królem Juwenaliów

Pierwszy baryton Rzeczypospolitej odnalazł w kwiecie wieku publiczność idealną. Studenci w imprezowym cugu wyśpiewują wszystkie zwrotki leciwych przebojów, rzucają w scenę stanikami i wytrwale skandują błagania o drugi bis. Podbudowany Trubadur przemierzył Polskę od Krakowa po Białystok i najwyraźniej przeżywa właśnie drugą młodość. Co w tym wszystkim najbardziej pocieszne, nad elementem ironicznym przeważa tu ten ludyczny – ani się obejrzysz, a odpłyniesz z Krzysztofem w piękny rejs.

Zawieszenie działalności Lao Che

Chłopaków kocham miłością najszczerszą, bo licealną. I chociaż do pierwszych płyt jest mi bliżej niż do tych ostatnich, jakoś trudno mi przełknąć, że to by było na tyle. Smuteczek i niedowierzanie.

Zakończenie Gry o Tron

Broniłam tego serialu jak Lannisterska lwica. Do końca wierzyłam, że scenarzyści wiedzą, skąd przyszli i dokąd zmierzają. Czarny ekran wytłumaczyłam sobie wadą wzroku. Zakończenie kluczowego wątku w połowie sezonu – szansą na błyskotliwy twist. Później było już tylko gorzej i jeszcze bardziej na skróty. Przyłączam się do jojczących i modlę się o wenę i zdrowie dla George’a R.R. Martina.

Chryja na Marszu Równości w Białymstoku

To nie żaden mglisty incydent z dawno minionej epoki, ale brutalne tu i teraz. Najwyraźniej w 2019 roku za machanie tęczową flagą, noszenie koszulki w ryzykownym kolorze czy przejście nie tą stroną ulicy wciąż można oberwać kamieniem w głowę. Poza tym noblistka zbyt „antypolska”, a obsada Wiedźmina „za czarna”. Wiadomo.

Skazani na Shawshank

A jeśli ostatnie ćwierć wieku spędziliście w bunkrze albo (jak ja) cierpicie na zaniki pamięci i nie do końca ogarniacie, co widzieliście za młodu, a czego nie, odświeżcie sobie klasyczka, czyli Skazanych na Shawshank. Wiem, że to polecajka godna Filipa z Konopi, ale co tam – a nuż ktoś się skusi i będzie miał udany wieczór.

______________________________________________________________________________

Bartek Konarski

Joaquin Phoenix

Choć w opinii wielu Joker to brutalny i szkodliwy teatr jednego aktora, to jednak nikt nie jest w stanie zaprzeczyć genialności roli samego Phoenixa, który jest być może największym aktorem swojego czasu. Po trzech nominacjach prawdopodobnie doczeka się wreszcie swojego pierwszego Oscara. 

Siedzący słoń, reż. Bo Hu

Pierwszy i ostatni pełnometrażowy film chińskiego pisarza Bo Hu (1988-2017) to prawie czterogodzinna imponująca epopeja społeczna o czwórce ludzi, którzy chcą się wyrwać z marazmu na chińskiej prowincji. Przesiąknięty literacką manierą film to wielkie wyzwanie dla widza, które bardzo warto podjąć. 

Le Mans ’66, reż. James Mangold

Okazuje się, że w epoce MeToo i Marvela stać jeszcze Hollywood na klasyczną męską opowieść o dwóch facetach ścigających się samochodami. James Mangold robi kino w starym dobrym stylu i nawet przez moment nie ma z tego powodu kompleksów. W dzisiejszych czasach to odwaga. 

Reakcje na ostatni sezon Gry o tron

Najpierw rozbuchany do olbrzymich rozmiarów hype, a później jeszcze większy hejt. Ale punkt krytyczny osiągnięto dopiero przy petycji o remake całego finalnego sezonu. Okazuje się, że czasami twórcy nie mają prawa do porażki. 

Śmierć Agnes Vardy  

Najwybitniejsza reżyserka francuskiej Nowej Fali, a być może najwybitniejsza reżyserka w ogóle, odeszła w marcu tego roku tuż po premierze swojego ostatniego filmu Varda według Agnes, w którym rozprawia się ze swoim dorobkiem.    

Śmierć Anny Kariny

Nowa Fala straciła też w tym roku swoją najsłynniejszą aktorkę, której twarz stała się w latach 60. symbolem całego nurtu. Muza Jean-Luca Godarda zmarła nagle kilka tygodni temu. 

Kantemir Bałagow

28-letni Rosjanin w swoim drugim pełnometrażowym filmie Wysoka dziewczyna, opowiadającym o relacji dwóch doświadczonych przez wojnę młodych kobiet, prezentuje kunszt jakim zazwyczaj odznaczają się starzy mistrzowie po 70-tce. Trudno sobie wyobrazić, co będzie tworzył, gdy skończy 40 lat.

______________________________________________________________________________

Aleksandra Kumala

Historia małżeńska, reż. Noah Baumbach 

O czymś tak trudnym jak rozstanie Noah Baumbach – z pomocą świetnych Scarlett Johansson i Adama Drivera – opowiada subtelnie, szczerze, wzruszająco. Woli przerwać w pół zdania, niż powiedzieć za dużo. Stroni od efekciarstwa, które tak drażniło mnie w niektórych zeszłorocznych hitach. Najbliższy mojemu sercu film tego reżyserapremierę miał co prawda w grudniu, ale warto było czekać. I choć na Oscarze raczej się nie skończy, kciuków trzymać nie zaszkodzi! 

Remis („Historia małżeńska”)

Czarnobyl, reż. Johan Renck

Po każdym odcinku gorączkowo sprawdzałam godzinę – choć zawsze była zbyt późna, bez wahania włączałam kolejny. Siła Czarnobyla– świetnie pomyślanego, zrealizowanego i zagranego – tkwi w paradoksalnej zależności: im łatwiejszy do przewidzenia ciąg dalszy, im większa przepaść między świadomością bohaterów a świadomością widzów, tym lepszy efekt. Zamiast pozwolić odbiorcom na przyjęcie protekcjonalnej perspektywy, twórcy nieustannie budują napięcie, podsycają niepokój. Towarzyszące seansowi uczucie pamiętam do dziś – właśnie dlatego uznaję ten serial za zeszłorocznego faworyta. Wybaczam mu nawet okropne, patetyczne zakończenie.

Drugi sezon Wielkich kłamstewek, reż. Andrea Arnold, Jean-Marc Vallée

Dwa słowa: MERYL STREEP. A oprócz niej – Reese Whiterspoon w najlepszej ze swoich ról. Fakt, w porównaniu z pierwszym sezonem historia trochę nudniejsza, soundtrack i użyta w czołówce wersja Cold Little Hearttrochę gorsze, całość po prostu trochę słabsza. Mimo wszystko to nadal dobry i ważny serial – przez ducha #girlpower, ale i przez echa #MeToo.

Joker, reż. Todd Phillips 

Miało być ambitnie, że hoho. Nieznana historia narodzin superzłoczyńcy, a przy okazji historia współczesnego świata, w którym spychanie ludzi na margines i reprodukowanie wykluczenia ma się świetnie. Wyniki box office’u nie kłamią – chwyciło. Ale nie wszystkich. Dla mnie Jokerto najnudniejszy, najbardziej przewidywalny i przereklamowany film 2019 roku. Talent Joaquina Phoenixa niewiele tu zmienia – on zagrałby dobrze nawet w Koronie królów

Ad Astra, reż. James Gray 

Pomyślałam – zrobię to dla Brada. Tymczasem nawet on nie uratuje tak kuriozalnie głupiego filmu. Już wyjściowy pomysł budzi wątpliwości, a dalej jest tylko gorzej. W jednej z moich ulubionych scen bohater od spodu wdrapuje się na startującą rakietę; w innej – osłonięty DRZWIAMI bezpiecznie przelatuje przez deszcz meteorytów. Jego monologi wewnętrzne są uciążliwe nie tylko ze względu na swą częstotliwość i wątpliwą głębię. Utrudniają wymianę prześmiewczych komentarzy ze współtowarzyszami niedoli…

Jonathan Littell, Stara historia. Nowa wersja 

Najbardziej spektakularna literacka porażka minionego roku. Książka tak zła, że nawet czytanie jej w klimatycznych paryskich kawiarniach sprawiało fizyczny ból. Skarżyłam się na niąwiosną, ale ciągle mi mało. 

Bad Sex in Fiction Award 2019 nie trafiła w ręce Littella. Cóż, widocznie nawet na taki rodzaj wyróżnienia nie zasłużył. 

Świecenie tyłkami (Jonathan Littell „Stara historia. Nowa wersja”)

Pororoca, reż. Constantin Popescu

Dwuipółgodzinny dramat, w którym właściwie niewiele się dzieje. Ten impas oddziałuje najsilniej – stopniowo wyniszcza bohaterów, ekranową rzeczywistość, widza. Od dłużących się, pozbawionych ozdobników scen nie sposób oderwać wzroku. Kluczowe dla rozwoju fabuły, ciągłe ujęcie trwa 18 minut, w przeciągu których starałam się nie mrugać i nie oddychać. Constantin Popescu połączył straszność i zwyczajność tak genialnie, że gdy następnego dnia po seansie otworzyłam oczy, druzgocące zakończenie jego filmu było pierwszym, o czym pomyślałam.  

______________________________________________________________________________

Artur Nowrot

il. Ewelina Rynkiewicz

Polskie fantastki

W tym roku ukazały się dwa świetne debiuty: Skrzydła Karoliny Fedyk oszałamiają złożonością świata, Iluzja Marty Malinowskiej – głębią, z jaką opisuje moralne i duchowe rozterki bohaterów. Doświadczone pisarki zrzeszone pod szyldem Hardej Hordy wydały natomiast świetną antologię opowiadań. Grupa początkowo powstała jako sposób na wzajemne wsparcie i wymianę doświadczeń – wspaniale, że staje się też narzędziem promocji i wspólnego zdobywania pozycji na rynku.

Na noże, reż. Rian Johnson

Inteligentny, zabawny, obdarzony sercem – taki jest najnowszy film Riana Johnsona, łączący strukturę klasycznego kryminału w stylu Agathy Christie ze zjadliwym komentarzem społecznym.

Russian Doll oraz Living with Yourself

W swoich produkcjach Netflix coraz częściej stawia na solidną przeciętność, ale w tym roku wyróżniał się w nieoczekiwanej niszy: egzystencjalistycznych komediodramatach z wątkami SF. W Russian Doll bohaterka przeżywa swój własny Dzień Świstaka, w Living with Yourself protagonista rywalizuje z nową, lepszą wersją siebie. W obu serialach fantastyczne sytuacje stają się bodźcem do rozliczeń, introspekcji, zmiany. Mam nadzieję, że to dopiero zapowiedź większego trendu.

Opowieść z krypty („Russian Doll”)

Awantura o Spider-Mana

W schyłkowym kapitalizmie relacja konsumentów kultury i wielkich korporacji, do których należą znane marki, staje się coraz bardziej patologiczna. Jednym z wyrazistszych przykładów było wykorzystanie przez Disneya gniewu fanów jako instrumentu w negocjacjach z Sony. Okazało się, że miłośnikom popkultury na rękę jest tworzenie się monopolu, jeśli tylko umożliwi on Spider-Manowi spotkanie Wolverine’a.

Rok za rokiem

Russell T Davies to wybitny scenarzysta, a Rok za rokiem – świetny serial. Ale stawiana w zakończeniu teza, że ludziom wystarczy wiedza o piekle, jakie gotują innym rządzący, by powstać i walczyć, nie przekonuje. Przykład choćby niehumanitarnych obozów detelncyjnych funkcjonujących obecnie w Stanach Zjednoczonych wskazuje o wiele bardziej przygnębiającą możliwość: że część społeczeństwa może wiedzieć i zupełnie się tym nie przejmować. Finał tego jakże aktualnego serialu zestarzał się jeszcze przed emisją.

Peaky Blinders

Dla mnie serial do hatewatchingu: pełna przestylizowanej przemocy i seksu produkcja o ciężarach spoczywających na barkach patriarchy gangsterskiego rodu i trudach walki o władzę i pozycję społeczną. W piątym sezonie protagonista Thomas Shelby mierzy się jednak z postacią autentyczną: Oswaldem Mosleyem, liderem Brytyjskiej Unii Faszystów. Z przykrością odkryłem, że w starciu z większym złem autentycznie zaczynam kibicować Shelbyemu, a serial wciąga mnie naprawdę.

Ewelina Krupska

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym/ mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew

Poetka niezwykle wyczulona na materialność przeszłości, opisująca młodość w sposób daleki od sentymentalizmu czy łatwej nostalgii, pamiętająca o zadrach kryjących się we wspomnieniach. Czekam na jej kolejną książkę jak na wakacje. Dzięki Bogu, że bloguje.

______________________________________________________________________________

Magdalena Okraska

il. Katarzyna Szybka

Serial Niewiarygodne (Unbelievable) na Netfliksie – pierwsza tak udana serialowa próba pokazania dramatu gwałtu wyłącznie od strony kobiet (ofiar i policjantek), a jednocześnie w formie zachęcającej szerokie masy do obejrzenia (zagadka kryminalna, atmosfera thrillera, pogoń za złoczyńcą). W serialu padają bardzo ważne słowa podsumowujące kulturę gwałtu i przyzwolenie na nią – Where is their outrage? (Gdzie jest ich oburzenie?) – wypowiada je jedna z głównych bohaterek na wieść o statystykach niewyjaśnionych gwałtów, które nikogo nie obchodzą. A zwłaszcza nie obchodzą one mężczyzn. Język polski pozwala także na ciekawą zabawę tłumaczeniem tytułu – „niewiarygodne” może się odnosić zarówno do samego splotu wypadków, jak i do postaci samych bohaterek/ofiar. I właśnie wokół (nie)wiarygodności kręci się serial, który nie jest żadnym must have aktywisty, lecz po prostu przyzwoitego człowieka.

Działalność Mai Staśko – dziewczyny, która bezkompromisowo, nie oglądając się na straty na wizerunku i komentarze ludzi, broni ofiar gwałtów i molestowania, służy im tym, co najważniejsze: zaufaniem i obecnością. Robi to jednocześnie w formie, która nie pozwala jej zignorować. 

Książka Therese Bohman O zmierzchu. Przejmująca w wyrazie, a jednocześnie oszczędna w środkach literackich powieść o tym, co się dzieje, gdy kobieta, nawet w „wyzwolonej” kulturze zachodniej (rzecz dzieje się w Szwecji), zerwie w wieku czterdziestu lat długoletni związek i rozpocznie poszukiwanie miłości i małżeństwa. Autorka opisuje drogę przez romanse, przypadkowy seks, zawiedzione nadzieje i samotne poranki. Opisuje też – może przede wszystkim – walkę z ciałem i kompulsywne poszukiwanie oznak starzenia się.

Książka Agnieszki Pajączkowskiej Wędrowny zakład fotograficzny. Z jednej strony pomysł – samotna podróż samochodem przez Podlasie i robienie zdjęć napotkanym osobom w zamian za rozmowę – wydaje się prosty i cudowny, trudny do zepsucia. Z drugiej – co kilka stron miałam wrażenie fałszywych tonów i przedzałożeń autorki, gdy np. deklarowała swoją otwartość i dbałość o komfort rozmówców, po czym bez słowa przerywała rozmowę i uciekała z czyjejś chałupy, bo gospodarz wyraził poglądy antysemickie. Książka jest o odczuciach i wrażliwości autorki w konfrontacji z „innym”, a to w przypadku takiego przedsięwzięcia spory minus.

Utwór Maty Patointeligencja. Pół Warszawy wzrusza się losem złotego chłopca, który ma wszystko, ale „zawsze chciał być z bloków” i nienawidzi swojej złotej klatki (nie na tyle jednak, by ją porzucić i np. smażyć kurczaki w KFC). No, przepraszam, ale ja się wzruszyć nie umiem.

Ciężki przekaz, czyli polski hip hop na salonach

Debata medialna związana z podsumowaniem trzydziestolecia III RP i jej ogólny wydźwięk. Fetowanie Leszka Balcerowicza przez znane postacie, które posądzałam o więcej oleju w głowie, np. Adama Bodnara. Opowieść o nowej Polsce jako krainie sukcesu połączona z zapominaniem o przegranych, którzy nie „przegrali” przecież z własnej winy.

Twórczość fotograficzna Jacentego Dędka, genialnego fotografa bez zadęcia i warszawskich znajomości. W 9 lat odwiedził 430 miejscowości do 30 tysięcy mieszkańców, co rozmachem przebija o wiele głów każdy projekt fotograficzny i socjologiczny „o Polsce”. Jego zdjęcia mówią o niej więcej niż fakultety uniwersyteckie i debaty mądrych głów.

______________________________________________________________________________

Paweł Pijanowski

Nasi chłopcy

Ostatni rok przyniósł kilka udanych miniseriali spoza anglosaskiego kręgu kulturowego (np. chorwacki Sukces czy szwedzkie Ruchome piaski). Z całej zeszłorocznej oferty telewizyjnej największe wrażenie zrobiła na mnie izraelska produkcja: Nasi chłopcy. Jest to nie tylko trzymająca w napięciu i świetnie zagrana historia, ale także subtelne studium eskalacji nienawiści i konfliktu społecznego.

Boże Ciało, reż. Jan Komasa

Po ostatnim wysypie filmów antykościelnych w polskiej kinematografii wybrałem się na Boże Ciało bez wielkich oczekiwań. Przekonałem się, że temat wcale nie jest wyczerpany. Boże Ciało to najlepszy antyklerykalny film ostatnich lat. Bez klasistowskiej pogardy dla prowincjonalnej religijności pokazuje, że kryzys w kościele to przede wszystkim kryzys stłumionych emocji i zerwanej komunikacji.

Paweł Mościcki, Lekcje futbolu

W swoim błyskotliwym eseju Mościcki traktuje piłkę nożną jako pretekst do rozważań nad współczesną kulturą i społeczeństwem. Jednocześnie udowadnia, że wnikliwość obserwacji i krytyczność spojrzenia mogą iść w parze z zachwytem nad pięknem tej gry. Dla kibica-humanisty Lekcje futbolu to lektura obowiązkowa.

Paweł Mościcki „Lekcje futbolu” (fragment)

Oscary 2019

Cieszą statuetki dla Faworyty (zdecydowanie za mało) i Romy. Jednak cztery Oscary dla przyjemnego, ale bardzo laurkowego, Bohemian Rhapsody i trzy (w tym najważniejszy, za najlepszy film) dla poprawnego Green Book nie wyznaczają dobrego kierunku współczesnemu kinu.

Oni, reż. Paolo Sorrentino

Gdy Sorrentino decyduje się trzymać widza przed ekranem ponad dwie i pół godziny, to oczekuje się czegoś więcej niż grubo szytych kontrastów (Berlusconi vs. Chrystus, nuuuuda) i flirtu z estetyką śródziemnomorskiego high life’u.

Reakcje na strajk nauczycieli

Wydarzenia polityczno-społeczne ostatnich miesięcy w Polsce to niewyczerpana studnia „minusów”. Najsmutniejszym z nich było dla mnie zakończenie strajku nauczycieli oraz towarzyszące mu pogardliwe reakcje niektórych polityków i brak poparcia społecznego.

The Office (2001-2003)

Po zetknięciu się z genialną kreacją Ricky’ego Gervaisa praca w „korpo” już nigdy nie będzie taka sama. Pracujący w biurze i w terenie, zatrudnieni w sektorze publicznym i prywatnym, przełożeni i podwładni – obejrzyjcie serial Gervaisa.

______________________________________________________________________________

Bartek Przybyszewski

il. Joanna Jaskólska

Dobrze się dzieje w amerykańskim horrorze

10 czy 20 lat temu amerykański horror tkwił się w głębokim kryzysie – banał gonił banał, jumpscare poganiał jumpscare’a, a po Szóstym zmyśle ogromną część filmów wyposażano w obligatoryjny plot twist w trzecim akcie. Od paru lat tendencje wyraźnie się odwróciły – fani arthouse’owej grozy dostali między innymi Coś za mną chodzi, Mięso, Anihilację, Luz czy remake Suspiriów. Miłośnicy bardziej mainstreamowego straszenia też nie mogli narzekać – dostali przecież wybitną Czarownicę, Babadooka, Ciche miejsce, pierwsze To czy najnowsze Halloween W ostatnich latach z powodzeniem wskrzeszono nawet mój ulubiony miks horroru i komedii (Uciekaj!, Oślizgły dusiciel, Nina wiecznie żywa). Rok 2019 na tym tle zupełnie nie odstaje. Na nasze ekrany weszło kilka rzeczy świetnych (Midsommar, „Lighthouse”, „To my”, „Zabawa w pochowanego”) i kilka bardzo solidnych („Laleczka”, „Pełzająca śmierć”, „Doktor sen”) produkcji. Powstaje też coraz więcej dokumentów skupionych na historii kina grozy, w tym kapitalny Horror Noire: Historia czarnego horroru. Póki co nie ma go w polskiej dystrybucji, ale mocno liczę na to, że ktoś go do nas ściągnie.

American Film Festival 2019

To pierwsza edycja wrocławskiego AFF, na jakiej byłem, i jestem bardzo zaskoczony wysokim poziomem organizacyjnym i naprawdę niegłupią selekcją. W listopadzie festiwalowicze mogli obejrzeć m.in. świetne Wolności! Mikhanovskiego, Sztukę samoobrony Stearnsa, Waves Shultsa czy Her Smell Perry’ego. Znakomicie prezentowała się też retrospektywa, dzięki której mogłem zobaczyć na wielkim ekranie Czas Apokalipsy (DOZNAŁEM), Rzymskie wakacje i Rób co należy. Serdecznie dziękuję i do zobaczenia za rok.

Tylko nie mów nikomu

Film braci Sekielskich nie zmieni ani Polski, ani polskiego Kościoła, jak sugerował niejeden komentator tuż po jego premierze. Ale to i tak ogromny i dość niespodziewany sukces – oto panowie z telewizji crowdfundingowo zrealizowali jeden z najważniejszych polskich dokumentów ostatnich lat i wrzucili go ot tak na YouTube’a. Tam Tylko nie mów nikomu uzyskał kilkadziesiąt milionów wyświetleń, orając nawet najpopularniejszych polskich youtuberów. Co jednak najważniejsze: to po prostu bardzo dobry film, wciągający i ukazujący problem na tyle kompleksowo i jednoznacznie, że jeszcze w dniu premiery odniósł się do niego prymas Wojciech Polak. Ten sam prymas Wojciech Polak, który kilka miesięcy wcześniej odmówił rozmowy z Sekielskimi. Brawo.

Filip Chajzer

Syn prowadzącego Idź na całość to przypadek nieco podobny do Donalda Trumpa – wydaje się, że nie mógłby zrobić niczego, co zaszkodziłoby jego karierze lub wizerunkowi. I choć TVN-owi zdarzyło się już przepraszać za jego zachowanie, to Chajzer wciąż pozostaje ulubieńcem stacji. Nie przeszkadzają jej ani jego homofobiczne czy transfobiczne odzywki, ani każualowy rasizm, ani stygmatyzowanie osób cierpiących na ataki paniki, ani okazjonalne wystawianie krytykujących go osób na socialmediowy lincz na jego fanpage’u. A to tylko niewielki ułamek wyczynów naczelnego wesołka polskiego dziennikarstwa i niekwestionowanego mistrza świata w non-apology. Aż by się chciało sparafrazować słynny wers Joki o Tadeuszu Droździe z trzeciej płyty Kalibra 44.

Zakończenia Gry o tron i nowej trylogii Gwiezdnych wojen

Dwa bardzo złe zwieńczenia i zarazem niezwykle interesujące przypadki od strony produkcyjnej. Cztery ostatnie odcinki Gry o tron powinno się prezentować jako przykład zgubnych efektów wypalenia zawodowego. Jak na dłoni widać, że Benioffowi i Weissowi – showrunnerom serialu – po ponad dekadzie skupiania na jednym projekcie, zwyczajnie nie chciało się konstruować godnego zakończenia największego hitu HBO. Bo wymagałoby to jeszcze przynajmniej kilku lat pracy. A dziewiąty epizod gwiezdnowojennej sagi wyszedł jak wyszedł, bo producenci wystraszyli się fanów niezadowolonych z poprzedniej części. Ktoś więc zakrzyknął: „w tył zwrot” – i powstał film jednocześnie zachowawczy i przedziwnie negujący kierunek artystyczny, w jakim poszedł reżyser epizodu ósmego. W obu przypadkach mocno czekam na relacje twórców zza kulis.

Dwa lata temu w odległej galaktyce („Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi”)

Opóźniona premiera Złodziejaszków

Jedna z najistotniejszych produkcji 2018 roku, zdobywca Złotej Palmy w Cannes i nominacji do Oscara w kategorii nieanglojęzycznej, czyli Złodziejaszki Hirokazu Koreedy, wszedł na ekrany polskich kin prawie rok po premierze w Europie i na świecie. Jak się ktoś nie załapał na seans podczas Nowych Horyzontów 2018, to miał pecha. Z tego miejsca pragnę serdecznie pozdrowić polskiego dystrybutora Złodziejaszków, PMPG Polskie Media. 🙋

Nintendo Switch

To moja pierwsza konsola od ponad 20 lat (Pegasus [*]). I po raz pierwszy w życiu stałem się fanem jakiegoś konkretnego urządzenia. Bo Switch to fantastycznie pomyślany sprzęt – modułowa konsola rodzinno-imprezowa, którą możemy uruchomić na telewizorze, w pociągu czy na wykładzie. Idealna do gry wieloosobowej, nie tylko przez internet, ale też bardziej oldskulowo, na podzielonym ekranie. No i z efektowną biblioteką gier: w Nintendo Game Storze dostaniemy dziesiątki najgłośniejszych tytułów mainstreamowych i niezależnych ostatnich lat. Wadę widzę w zasadzie jedną: gry na Switcha sporo kosztują. Skyrim czy trzeci Wiedźmin – tytuły już przecież nie najnowsze – kosztują niekiedy kilka razy więcej od swoich odpowiedników na inne konsole czy na PC. Ale za możliwość mobilnego ogrywania stu- czy dwustugodzinnych erpegów chętnie płacę switchowe.

No dobra, wracam do najnowszej Zeldy. Do zobaczenia za rok.

______________________________________________________________________________

Rafał Sowiński

UNIT_296.tif

Dider Eribon, Powrót do Reims

Skłamałbym mówiąc, że Powrót do Reims dał mi nową wiedzę. Po lekturze odniosłem wrażenie, że ja to już wszystko wiedziałem, że to wszystko było moje, jeśli nawet nie potrafiłbym tego wyrazić. Esej ten zrobił coś cenniejszego – zmusił mnie do przyjrzenia się samemu sobie. Snuta przez francuskiego filozofa narracja to z jednej strony intymna, bardzo emocjonalna opowieść o wstydzie, cenie awansu klasowego i wynikającym z niego zawieszeniu między światami, z drugiej – socjologiczna obserwacja międzyklasowych napięć i uwikłania w grę lepiej lub gorzej ukrytych przywilejów. Lektura zarówno dla wszystkich aspirujących, jak i tych, którzy nigdy nigdzie aspirować nie musieli. 

Ciemny kryształ: Czas buntu

To był bardzo dobry rok, jeśli idzie o seriale fantasy – jeśli nie zawsze jakościowo, to przynajmniej ilościowo. I tak mogliśmy obejrzeć finałowy, niezwykle słaby sezon Gry o tron (ale czy po wcześniejszych wolno było spodziewać się czegokolwiek lepszego?), umiarkowanie interesujące Mroczne materie (ale fani estetyki steampunku niespecjalnie mają z czego wybierać), wreszcie zaskakująco strawnego, pomimo galopującej i rwanej akcji, Wiedźmina. Tytuł najlepszej serialowej produkcji AD 2019 w tym gatunku należy się jednak Ciemnemu kryształowi – prequelowi pełnometrażowego, kukiełkowego filmu z 1982 roku pod tym samym tytułem. To opowieść o nadziei i oporze – dość prosta, ale przedstawiona przepięknie, z należytym dla heroicznego fantasy rozmachem. Nie sposób ją oglądać bez dostrzegania analogii z naszą globalną sytuacją klimatyczną. Zarazem to produkcja niepozbawiona ciepłego poczucia humoru, pełna szacunku wobec oryginalnego filmu, twórczo rozwijająca świat tam przedstawiony. Jeśli macie jakiekolwiek uprzedzenia wobec kukiełek – porzućcie je.

Janusz Jurga, Hypnowald

Swoją wizję „leśnego techno” Janusz Jurga zaprezentował już w 2018 roku na albumie Duchy Rogowca; ubiegłoroczny Hypnowald to właściwie jego estetyczna kontynuacja – osobiście lubię słuchać obu wydawnictw w jednym ciągu. Hypnowald to niespełna 40 minut elektroniki – organicznej, pierwotnej, pulsującej niczym rozrastające się komórki grzybni (nie mam pojęcia, co by to miało w ogóle znaczyć, ale takie skojarzenia wywołuje we mnie ta muzyka). Rzecz doskonała na podróże – te z głową przy szybie autobusu, jak i te w głąb siebie, na pograniczu jawy. Kilka ciepłych słów należy się też całemu netlabelowi Opus Elefantum, wydającemu albumy Jurgi; w jego katalogu znalazła się zresztą jeszcze jedna z moich ulubionych płyt 2019 roku, Legendy spopielonego. Warto śledzić, co też wydadzą w 2020!

Wielka schizma w zespole Batushka

Nie wierzyłem, że koncept prawosławnego black metalu konstytuujący estetykę Batushki będzie czymś wybitnie żywotnym. I rzeczywiście – o grupie było głośno, ale nie z powodów artystycznych, tylko z racji konfliktu między tworzącymi ją muzykami, eskalującego zresztą do postaci sprawy sądowej. Dziś Batushki są dwie, ale pomimo prób nie jestem w stanie wykrzesać zainteresowania twórczością żadnej z nich. Cóż, Kombi i Kombii zrobiły to lepiej.

Patointeligencja Maty traktowana jako objawienie

Nie zrozumcie mnie źle: sam utwór nie jest moim zdaniem aż tak zły, by koniecznie go w tym miejscu wskazywać. Zmierziło mnie natomiast wszystko to, co wydarzyło się wokół niego – czyli, w znacznej mierze, bezkrytyczny zachwyt nad „trudnym przesłaniem” od „głosu pokolenia”. Bo wiecie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a ja ze swojego niespecjalnie dostrzegam w Patointeligencji jakąś krytyczną refleksję, co najwyżej jej pozór ukrywający potężny problem podmiotu lirycznego z rozpoznaniem swojego przywileju. Tymczasem wyższo- i średnioklasowy komentariat toczył Facebookowe i LinkedInowe (tak!) dyskusje o tym, jakiż to jest „mocny” kawałek i o odnajdywanym tam wołaniu o pomoc, kwitowane zresztą stwierdzeniem tyleż słusznym, co właściwie pustym znaczeniowo: zainteresujmy się naszymi dziećmi. Z tym się zgodę. Zainteresujcie się.

Kino ARS, które nie wróciło na mapę Krakowa

Pomimo kilku zapowiedzi powrotu, zamknięte 1 stycznia 2019 roku kino ARS nie znalazło dotychczas nowej siedziby. To spora strata. Można się pocieszać tym, że Kino Pod Baranami nieustannie działa w swoich dwóch lokalizacjach, zaś ukryte na Podgórzu kino KIKA to chyba jedno z najfajniejszych miejsc w Krakowie na kameralny seans, a jednak wciąż czegoś jakby brak. Miasto o takich aspiracjach zasługuje jeśli nawet nie na nowe kina studyjne (w to, niestety, raczej nie wierzę), to przynajmniej na zmartwychwstanie Kina ARS.

Nevada Hardware, No Future

Zastanawiałem się, czy nie napisać tutaj czegoś o swoich filmowych odkryciach z pogranicza kina coming-of-age i horroru: It Follows oraz Lato 84 (odpowiednio z 2014 i 2018 roku). Doszedłem jednak do wniosku, że to jednak rzeczy, do których stosunkowo łatwo dotrzeć (a i tak udało mi się je zareklamować – jak sprytnie!). Bez jasnej rekomendacji lub ogromnego przypadku nie ma natomiast szans, by trafić na No Future, debiutancką i jak na razie jedyną płytę Nevada Hardware z 2018 roku. To oryginalna próba interpretacji synthwave’u, który tutaj zostaje jednak oparty nie o estetykę lat 80., tylko 90. i wczesnych dwutysięcznych. Stąd w utworach usłyszymy echa popu z „epoki”, subtelne nawiązania do nu metalu czy podniosłe chóry rodem soundtracków anime. Wśród wykorzystanych sampli znalazł się nawet cytat z wypowiedzi Marshalla McLuhana, de facto podsumowujący ideę stojącą za płytą. No Future to wielowątkowy, inteligentny, samoświadomy album, którego nie przesłuchał prawie nikt.

______________________________________________________________________________

Olga Szmidt

Flannery O’Connor, Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane

W 2018 roku głośno było o wznowieniu antologii poetów amerykańskich (O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich Piotra Sommera), w tym roku szczególnie ucieszyło mnie wznowienie i zebranie opowiadań Flannery O’Connor. Wspaniałych, wymagających, skomplikowanych.

Faworyta, reż. Yorgos Lanthimos

Bardzo martwiłam się o dalsze losy greckiego twórcy po seansie Zabicia świętego jelenia. Lanthimos jest moim ulubionym współczesnym reżyserem; na Faworytę czekałam z wypiekami na twarzy. Był to dla mnie najwspanialszy seans tego roku. Perfekcyjna, poplątana opowieść i równie skomplikowane – groteskowe i tragiczne zarazem – postaci z pogranicza fantazji i historii. Doskonały dramatycznie, estetycznie i technicznie. 

The Morning Show (Apple TV+)

Można było przewidywać, że 2019 rok przyniesie kilka istotnych produkcji skupiających się na różnych historiach spod znaku #metoo. The Morning Show jest moim zdaniem najlepszą z nich. Jednym z najciekawszych, jakościowych, od początku trzymających w emocjonalnym i politycznym napięciu. Poza wieloma komplementami i ledwie kilkoma zastrzeżeniami wobec hollywoodzkich rozwiązań narracyjnych, które mogę wyrazić, największe uznanie wzbudziło u mnie wielowymiarowe pokazanie, jak głęboko i daleko sięgają skutki nie tylko molestowania w showbiznesie, ale jak różne emocje i skutki towarzyszą jego ujawnieniu. Rola Jennifer Aniston jest jedną z najświetniejszych w jej karierze, z uznaniem obserwowałam, jak zwykle obsadzana w kasowych komediach, aktorka przebija własny szklany sufit.

Oni, reż. Paolo Sorrentino

Zachowuję to zdanie na wyjątkowe okazje, dzieło jedno na milion, perłę w koronie: to skandal, że ten film ujrzał sale kinowe.

Katarzyna Wielka (BBC)

Nie chodzi nawet o to, że trzeba mieć tupet, żeby serial o Cesarzowej Rosji zrobić po angielsku i z brytyjskimi aktorami. Mimo że tego rodzaju decyzje zawsze wywołują u mnie niesmak, mamy dowody na to, że da się zrobić nawet w takich ramach wartościowy serial (nawet, jeżeli zastrzeżenia dotyczące reprezentacji pozostają w mocy), czego dowodzi tegoroczny Czarnobyl. Słuchanie Katarzyny Wielkiej było dla mnie nie do zniesienia, z zadziwieniem obserwowałam przeniesienie zachodnich wyobrażeń o monarchii, jej zwyczaików, manier, ekspresji, wyobrażenia o ludzie. Rola Helen Mirren jest – poza do dziś dla mnie niezrozumiałym niestosownym wiekiem aktorki wobec granej postaci – żenująco nieautentyczna, teatralna w najgorszym tego słowa znaczeniu. Brytyjscy twórcy serialu uznali najwyraźniej, że wszystko im wolno – wszystko im wolno w opowiadaniu niezrozumiałej dla siebie historii, wszystko im wolno w przejmowaniu symboli, ignorowaniu języka, opowiadaniu najważniejszych opowieści innej kultury „po naszemu”. Mam nadzieję, że w latach 20. czas takiej kultury dobiegnie już końca.

Generyczne teksty kultury

Zjawisko najbardziej wyraziste w tekstach audiowizualnych (Słowo na L: Generacja na Q; ostrzeżcie rodzinę i przyjaciół), żniwo zebrało także we współczesnej prozie. Lektura Znikającej ziemi Julii Phillips (jak bumerang powracają rosyjskie konteksty) dostarczyła mi niemałego bólu głowy. Poprawna warsztatowo i narracyjnie, książka okazała się doświadczeniem rodem z maszyny do wytwarzania „obcej” kulturowo powieści. Sztucznej, pustej i nieprawdziwej. Z realnym doświadczeniem innej kultury czy języka niemającej absolutnie nic wspólnego. Ten rok kończę zmęczona dwoma podskórnymi trendami w kulturze: generycznym wytwarzaniem opowieści o mniejszościach i uzurpowaniem sobie prawa, by z anglojęzyczną niewrażliwością – w iście pańskim geście – opowiadać o całej reszcie świata. Wystarczy.

Przyjaciele (1994-2004)

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Dziesięć sezonów Przyjaciół dostarczyło mi w tym roku tak bardzo pożądanych rozrywki i relaksu. Gdyby dało się nie oglądać Rossa, byłoby jeszcze wspanialej. (Wszystkie krytyki naszej epoki skierowane wobec tego serialu są uzasadnione, choć odnoszę wrażenie, że dwadzieścia lat później z nieco zbyt dużą łatwością pozujemy na świętych).

______________________________________________________________________________

Zofia Ulańska

Debiutancka płyta zespołu Kwiat Jabłoni i jego występ na festiwalu Pol&Rock

Dzieci Kuby Sienkiewicza grają i śpiewają zupełnie inaczej niż ojciec, za to podobnie swobodnie czują się na scenie. Kasię i Jacka Sienkiewiczów uważam – obok Dawida Podsiadły – za najciekawsze głosy mojego pokolenia (wczesne roczniki 90). Zarówno od strony literackiej, jak i muzycznej oraz estetyki teledysków, „polskie The XX” dokładnie odpowiada na potrzeby wrażliwców tęskniących do ballad na dwa głosy, które koją bezradność wobec problemów współczesności.

Polsatowski serial Zawsze warto 

Dawno żadna polska książka nie opowiedziała tak trafnie o przemocy i męskiej dominacji w rodzinie jak serial w reżyserii Marty Karwowskiej i  Michała Rogalskiego. Nie ma tu sentymentalizmu, uproszczeń i stereotypów, jest za to przekonująco ukazana upierdliwa i męcząca codzienność trzech silnych kobiet w różnym wieku, którym „bliscy” mężczyźni rozpisali role do bezbłędnego odegrania. Ten serial nie zachęca do współczucia i narzekania: pokazuje jak interweniować, tu i teraz. O tym, że zawsze warto, przekonały się też odtwórczynie głównych ról (Katarzyna Zielińska, Weronika Rosati, Julia Wieniawa), które udowodniły, że celebrytyzm nie zawsze wiąże się z obniżeniem aktorskich lotów. 

Wykład Noblowski Olgi Tokarczuk

Obronić sens tworzenia i czytania literatury nie jest łatwo, podobnie jak trudno jest bronić wartości pozornie nieopłacalnych, takich jak czułość i empatia. W codziennych small talkach jest to właściwie niemożliwe, tym bardziej cieszę się, że Olga Tokarczuk, po obdarzeniu „kapitałem symbolicznym” przez Szwedzką Akademię, miała okazję podzielić się swoim programem twórczym także z tysiącami internautów. Ten nietypowy esej jest głosem z Polski, ale porusza tematy globalne, nie ma na celu umocnienia narodowej tożsamości; jest krytyczny, choć nie malkontencki, wielowątkowy, a zrozumiały. Literacka Nagroda Nobla została obroniona.

Wypowiedzi ministra kultury, szczególnie te dotyczące Olgi Tokarczuk

Rozumiem że minister kultury ma prawo do sympatii i antypatii lekturowych lub może nie mieć czasu na „doczytanie” najnowszych polskich powieści. Nie podoba mi się jednak promowanie ideologicznej cenzury w doborze lektur wynikające z konserwatywnej wizji literatury narodowej oraz instytucjonalizacji sfery duchowej i intelektualnej, które Piotr Gliński zawarł w komentarzu do wykładu Noblowskiego. Jednocześnie instytucja Szwedzkiej Akademii to dla ministra zbyt niski autorytet. Cytując tytuł wiersza innej polskiej Noblistki, „nieczytanie” staje się postawą godną rządowej pochwały. 

Wojciech Bonowicz Dziennik końca świata

Najbardziej rozczarowująca książka, którą przeczytałam w tym roku. Znając Bonowicza jako poetę i biografistę spodziewałam się ciekawych, trafnych wniosków dotyczących współczesnych kryzysów z perspektywy katolika i ucznia Józefa Tischnera, może nawet rozważań o metafizyce. Przeczytałam gawędę o zaletach dawnego, inteligenckiego wychowania i o tym, że ludzie dzielą się na obserwujących, słuchających i myślących oraz tych, którzy tego nie robią. Myślałam, że tego rodzaju moralizatorstwo w parze ze środowiskowym samozadowoleniem przestało mieć się dobrze kilkanaście lat temu. 

Wątki miłosne w komedii Miszmasz, czyli Kogel-mogel 3 (reż. Konrad Piwowarski)

Sam pomysł stworzenia kontynuacji kultowych komedii Romana Załuskiego spodobał mi się i w przeciwieństwie do części krytyków nie uważam filmu za całkowitą porażkę – broni się swojskim humorem i współczesną panoramą społeczną, która ma szansę bawić ponad podziałami. Główne wątki miłosne niestety jednak zasługują na komplet „Węży” – za dialogi, aktorstwo (szczególnie Mikołaja Roznerskiego i Anny Muchy) oraz żenująco banalne sceny. Film bardzo traci również na fabularnych skrótach. Z potencjalnie niezłego sequelu staje się niedopracowanym projektem.

Pierwsza seria serialu Dom (reż. Jan Łomnicki)

To nie jest serial wciągający jak produkcje Netfliksa, przeciwnie – bywa nudny i przesadnie melodramatyczny. Oferuje za to ciekawą perspektywę, z której zostają ukazani mieszkańcy tuż powojennej Warszawy oraz uczestnicy i świadkowie budowy komunistycznego państwa. Chociaż pierwsza seria powstała na początku lat 80., polityczne oceny nie są jednoznaczne, podobnie do społecznych sympatii narratora, który jednakowo empatycznie ukazuje wszystkie klasy społeczne. Uderzyło mnie zdanie sobie sprawy z tego, że po ’89 taka narracja (z różnych względów i na różnych etapach najnowszej historii) byłaby nie do pomyślenia. 

______________________________________________________________________________

Mateusz Witkowski

Enchanted Hunters Dwunasty Dom 

Długo, oj długo trzeba było czekać na kolejne długogrające wydawnictwo Małgorzaty Penkalli i Magdaleny Gajdzicy: od premiery Peorii minęło już przecież aż siedem lat. Warto jednak było uzbroić się w cierpliwość. Ten rok w niezalu należał do Enchanted Hunters, wynalazczyń indie popu à la polonaise, zanurzonego w jurksztowiczowych duchologiach i syntezatorowych eskapadach Adama Patoha/Papa Dance, a zarazem dialogującego z aktualnymi trendami w muzyce elektronicznej. To w ogóle był dobry rok dla polskiej muzyki niezależnej: wspomnieć należy również o Kółku i krzyżyku Cudownych Lat czy (tu bez zaskoczeń) Of the Sun, być może najlepszej płyty w dorobku Trupy Trupa.

Enrico Marini Mroczny książę z bajki

Tak, od najntisów dzieli nas taki sam dystans, jaki dzielił debiuty Nirvany i Beatlesów, oficyna TM-Semic jest już historią, wydawanie komiksowych „zeszytówek” jest nieopłacalne, dreszcz związany z wyprawą do kiosku po nowego Spider-Mana nie wróci. Łatwiej pogodzić się z tymi wszystkimi faktami, gdy dostajemy do ręki pozycje w rodzaju Mrocznego księcia z bajki Enrico Mariniego, komiksu wydanego w tym roku przez Egmont. Włoski ilustrator i scenarzysta (znany z serii Skorpion czy Cygan) rezygnuje z obowiązkowych czerni i granatów na rzecz delikatnych akwareli, a przy okazji częstuje nas wciągającą, dość nieoczywistą historią. Nietoperzowi zdecydowanie do twarzy z tą całą europejskością

Charlie LeDuff Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje

Stany Zjednoczone to obwoźny cyrk, w którym nie dobija się koni, amerykańskie wartości to blaga, a sztandar nie jest wcale obsiany gwiazdami – raczej upstrzony przez muchy. Niby wielu z nas nie miało złudzeń, ale bezpośredni wgląd w tytułowy „shitshow”, na jaki pozwala nam pisarstwo LeDuffa, jest czymś nie do przecenienia.

Boże ciało, reż. J. Komasa

Ty powiesz: dzieło otwierające oczy, kolejny krok na drodze do detabuizacji sfery wiary, polski kandydat do Oscara. Ja powiem: film nieznośnie FILMOWY, utwardzający stereotypy na temat polskiej prowincji, pompujący mit „luźnych, fajnych księży”. „Boże ciało” to kolejny dowód na to, że Komasa naprawdę potrafi kręcić świetne sceny (tu: przynajmniej cztery sekwencje) – problem w tym, że nie potrafi złożyć z nich świetnego filmu.

Bez drugiej Irlandii po Tylko nie mów nikomu

Być może winić w tym przypadku powinienem tylko i wyłącznie własną naiwność. Być może za bardzo wierzyłem, że „druga Irlandia” może ziścić się nad Wisłą w formie dalekiej od neoliberalnych, platformianych mrzonek. Być może jesteśmy skazani na przekonywanie przekonanych. Tak czy siak – brawa dla Sekielskich, co się natomiast tyczy reakcji polskiego Kościoła: jej przewidywalność w żaden sposób nie ujmuje jej obrzydliwości.

Konfederacja w parlamencie 

Siedmioprocentowy wynik wyborczy sprawia, że żarty dotyczące „najwybitniejszego crossoveru w historii” czy „szurskich Avengersów” prowadzą już co najwyżej do nerwowego śmiechu. Albo do śmiechu, który zamiera na ustach. Przykro.

Serial Sukcesja

Co prawda od premiery minęło zaledwie kilkanaście miesięcy, stawiam jednak na Sukcesję, aby podkreślić, że warto nadrabiać najświeższe zaległości. Nie wiem, jak ja przeżyłem rok 2018 bez tego serialu. Jakże to jest napisane, jakże to jest zagrane, jakże to jest. 

______________________________________________________________________________

Przemysław Zańko

il. Karolina Nowicka

Wiedźmin (Netflix)

Książki Sapkowskiego zasługiwały na dobrą ekranizację – i w końcu ją dostały. Serial nie jest idealny, ale wciągnął mnie z zaskakującą siłą i przypomniał mi, za co pokochałem Geralta, Jaskra, Yennefer i Ciri. Zastrzeżenia mam tylko do zabaw chronologią, które miejscami raczej utrudniały niż wzbogacały odbiór. Na osobną pochwałę zasługuje dubbing – polskie dialogi brzmią o wiele barwniej od angielskich, a aktorzy użyczający głosu (z Żebrowskim na czele!) odwalili kawał świetnej roboty. Warto dać temu serialowi szansę.

Porozmawiajmy o Ciri (Wiedźmin)

The Future Starts Here: Adventures in the Twenty-First Century

Książka Johna Higgsa stawia śmiałą tezę, że wbrew temu, co zewsząd słyszymy, ludzkości wcale nie musi czekać rychła zagłada – i że wciąż możemy zbudować lepszą przyszłość. Żeby znaleźć argumenty na jej poparcie, Higgs zabiera nas w fascynującą podróż przez tematy takie jak sztuczna inteligencja, ekologia, eksploracja kosmosu, pułapki futurologii i psychologia generacji Z. To bardzo podnosząca na duchu lektura i świetna odtrutka na ponure medialne doniesienia. Polecam każdemu.

Midsommar

Niewiele horrorów dało radę autentycznie mnie straumatyzować. Z Midsommar wyszedłem roztrzęsiony. Ludzkie zachowania, strona wizualna, muzyka – wszystko w tym filmie było niepokojące w niedookreślony sposób, podszyte surrealityczną grozą. Nawet nietypowa struktura i tempo fabuły budują tu wrażenie niesamowitości. Jeśli dodać do tego świetną psychologię i parę bardzo drastycznych scen, powstanie koktajl, którego nie mam ochoty nigdy więcej pić. Ale raz warto było.

Finał Gry o tron

Nie byłem nigdy fanem serialu ani książek, więc ostatni sezon Gry o tron obejrzałem bez szczególnych oczekiwań i nawet mi się podobał. Ale im dalej w las, tym silniejsze miałem wrażenie, że historia rozłazi się w szwach. Zapowiadana od 8 sezonów wojna o losy świata wygrana w jedną noc przy minimalnych stratach ludzkich? Bohaterowie, którzy niespodziewanie zapominają, kim są, do czego dążą i czego się przez lata nauczyli? Bezsensowne szokujące zwroty akcji? Szkoda, że nie wykonano tego lepiej.

Glass

To nie był film okropny, ale aż ociekał zmarnowanym potencjałem. Po co kręcić sequel do znakomitego Unbreakable i fascynującego Split, który próbuje nam wmówić, że ich ciekawi, niezwykli bohaterowie to tak naprawdę zwykli, szarzy ludzie? I po co w ogóle film, w którym trójka świetnych aktorów siedzi przez większość czasu w osobnych pomieszczeniach i w zasadzie nic nie robi? Glass miało swoje momenty, ale koniec końców bardzo mnie rozczarowało. 

Resolution (Doctor Who)

Mimo szczerych chęci nie zdołałem pokochać 11. sezonu Doctora Who. Podobnie jak wielu widzów miałem nadzieję, że rozczarowujący finał sezonu był tylko zmyłką, a prawdziwym, satysfakcjonującym domknięciem historii będzie zapowiedziany na rok 2019 odcinek specjalny. To w końcu nie przypadek, że zatytułowano go Resolution, prawda? Musi chodzić o plot resolution. Niestety, okazało się, że nadzieja jest matką głupich…

Przyszłość jest kobietą („Doctor Who”)

Manifest

Samolot pasażerski wpada nagle w turbulencje. Gdy ląduje, pasażerowie odkrywają, że choć dla nich lot trwał kilka godzin, w świecie zewnętrznym minęło w tym czasie 5 lat. Było już parę seriali opartych na podobnym pomyśle (The Leftovers, 4400), ale tym, co wyróżnia Manifest, jest realizm psychologiczny. Bohaterowie zachowują się tu wiarygodnie i rozsądnie, rozmawiają ze sobą zamiast ukrywać informacje, nie mają absurdalnych pretensji, że ich bliscy ułożyli sobie życie na nowo. A do tego serial ma wartką akcję i ciekawy wątek nadprzyrodzony. Czekam na kolejne odcinki!

______________________________________________________________________________