• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 08.01.2018
Przyszłość jest kobietą („Doctor Who”)
Artykuły | 08.01.2018

Przyszłość jest kobietą („Doctor Who”)

W Twice Upon a Time, świątecznym odcinku Doctora Who, zmienił się odtwórca głównej roli: po kilkunastu mężczyznach kolejnym Doktorem została znana z Broadchurch Jodie Whittaker. To pierwsza aktorka, która wcieli się w tego bohatera – jednak czy rzeczywiście mamy do czynienia z rewolucją?

Zmiana ta, to z jednej strony tradycyjny już element serialu (od 1966 roku, kiedy twórcy postanowili zastąpić chorującego Williama Hartnella, co zostało wyjaśnione w ramach świata przedstawionego specjalną zdolnością kosmicznej rasy, do której należy Doktor), z drugiej – konsekwencja zmian na stanowisku głównego scenarzysty, gdzie Stevena Moffata zastąpił ostatnio twórca Broadchurch, Chris Chibnall.

Dla osób zaangażowanych w tworzenie serialu, pomysł, że podróżujący w czasie i przestrzeni za pomocą niebieskiej budki kosmita, zdolny do całkowitej zmiany wyglądu, charakteru, a nawet akcentu, mógłby przybrać postać kobiety, nie był niczym nowym. Już w latach 80. Sydney Newman, producent i jeden z pierwotnych twórców serialu, słał do BBC listy, w których przekonywał, że aby podnieść oglądalność tracącego na popularności serialu, należy w głównej roli obsadzić kobietę. Również ustępujący właśnie ze stanowiska Steven Moffat, w latach 2010–2017 główny scenarzysta i jeden z producentów serialu, poświęcił tej koncepcji sporo uwagi. Doktor zmienia się w kobietę chociażby w wyemitowanym w 1999 roku komediowym skeczu Doctor Who: The Curse of Fatal Death jego autorstwa. W 2010 roku w serialu zaczynają się pojawiać bohaterki do Doktora podobne, takie jak River Song – żona Doktora, która zupełnie jak on przeżywa przygody podróżując w czasie. Poczynając natomiast od roku 2014, kiedy wyemitowano pierwszy sezon z Peterem Capaldim w głównej roli, do tego grona dołączyła jeszcze Ashildr, obdarzona nieśmiertelnością dziewczyna z wikińskiej wioski, czy Missy – żeńskie wcielenie Mistrza, wieloletniego nemezis Doktora.

Doktor bardzo rzadko podróżuje samotnie, zwykle jest częścią duetu lub tercetu. Jego towarzyszki (najczęściej chodzi o młode kobiety z Wielkiej Brytanii XXI wieku) stanowią dopełnienie formuły serialu: z jednej strony umożliwiają wprowadzenie ekspozycji (Doktor ma komu tłumaczyć rzeczy), z drugiej oferują często inną perspektywę na stojące przed bohaterami wyzwania lub spierając się na temat najwłaściwszego rozwiązania problemu. To one przechodzą też na ogół największą przemianę, swoją własną wersję Podróży Bohatera. Wiemy, że Doktor musi do pewnego stopnia pozostać taki sam (nigdzie nie zagości na długo, zawsze będzie pakował się w kłopoty i walczył z niesprawiedliwościami), one natomiast wkraczają w opowieść jako niedoświadczone, dojrzewają w konfrontacji z ogromem wszechświata i często kończą swój serialowy staż świadome swojego miejsca w świecie i aktywnie kształtujące jego losy. Z reguły jednak (szczególnie w nowszych, nakręconych już w XXI wieku sezonach) trafiają ostatecznie z powrotem na Ziemię; Doctor Who przypomina pod tym względem klasyczne powieści fantasy dla młodych czytelników, gdzie – po okresie fantastycznych przygód – bohaterki i bohaterowie zawsze wracają do domu, do swojego dawnego życia.

Jedną z największych innowacji Moffata była zmiana tej formuły w przypadku towarzyszek Dwunastego Doktora. Pierwsza z nich, Clara (w tej roli – występująca obecnie w serialu Victoria – Jenna Coleman), była postacią co najmniej tak skomplikowaną, niedoskonałą i pełną wewnętrznych sprzeczności, co sam Doktor, i często w toku odcinków przejmowała jego funkcję. Jej historia kończy się tak, jak rozpoczęły się losy Doktora: kradzieżą wehikułu czasu i wyruszeniem w poszukiwaniu przygód. To narracyjne zrównanie stanowiło najbardziej chyba do tej pory empowering finał losów towarzyszki, wyrażało bowiem przekonanie, że kobieta może pełnić dokładnie tę samą funkcję, co Doktor. Trudno się dziwić – choć wśród fanów dały się słyszeć głosy niezadowolenia w związku z tą fabularną powtórką – że kolejną towarzyszkę, Bill, spotkał podobny los i jako nieśmiertelna istota zaczęła przemierzać kosmos ze swoją dziewczyną. Właśnie, dziewczyną, ponieważ Bill jest czarnoskórą lesbijką, która pracuje w uniwersyteckiej stołówce. Powtórzenie narracyjnego schematu znanego z przygód Clary, pozwoliło jeszcze bardziej poszerzyć zbiór osób, które mogą się cieszyć takim stopniem sprawczości, jak Doktor, który mógł wprawdzie mówić ze szkockim akcentem, ale do tej pory musiał pozostawać białym mężczyzną.

Otoczony przez River Song, Missy, Clarę i Bill główny bohater sprawiał wrażenie figury coraz bardziej staroświeckiej. „Doktor przyjął sprawę!” – woła jedna z jego towarzyszek w pierwszym odcinku Petera Capaldiego, nadając mu w ten sposób rys genialnego detektywa (odcinek ten rozgrywa się w dodatku w wiktoriańskim Londynie, domenie Sherlocka Holmesa). Niejako w odpowiedzi na dwóch poprzedników, których można zaklasyfikować jako młodych, atrakcyjnych i stosunkowo przyjaznych, Dwunasty Doktor od początku był przedstawiany jako nie tylko starszy, ale i obdarzony trudniejszym charakterem. „Ona się przejmuje, żebym ja nie musiał” – mówi o Clarze w drugim odcinku. Wyraźnie sytuuje się w ten sposób pośród geniuszy o niskich umiejętnościach społecznych, typie postaci popularnym w czasach Gregory’ego House’a, ale w 2014 roku mocno już zużytym. Sam Doktor od samego początku tej konkretnej wersji siebie wydaje się zmęczony: „Bierzesz miotłę, wymieniasz w niej trzonek, a następnie szczotkę, i tak raz za razem. Czy to nadal ta sama miotła? Odpowiedź: oczywiście, że nie. Ale nadal możesz zamieść podłogę” – w kwestii tej pobrzmiewa znużenie powtarzalnością procesu, który przechodzi. Kiedy w kolejnych sezonach dorabia się gitary elektrycznej i noszonych wewnątrz pomieszczeń okularów przeciwsłonecznych, przypomina to kryzys wieku średniego. I chociaż w kolejnych sezonach przechodzi też stopniową ewolucję, obierając za swoją najważniejszą wartość dobroć (ang. kindness), to w ostatnich odcinkach wciąż debatuje, czy zmienić się po raz kolejny, czy może zwyczajnie umrzeć. Dotychczasowa formuła uległa wyczerpaniu.

Na jej odświeżenie zdecydował się nowy producent i główny scenarzysta serialu, Chris Chibnall, znany przede wszystkim z cieszącego się uznaniem i dużą popularnością wśród widzów Broadchurch, ponawiając przy tym współpracę z odtwórczynią jednej z jego głównych ról, Jodie Whittaker. Broadchurch demonstrowało zainteresowanie kobiecą perspektywą, serial poświęcał dużo miejsca i uwagi swoim bohaterkom, co dobrze rokuje również na przyszłość Doctora Who.

Ten rewolucyjny dla serialu krok trudno jednak nazwać popkulturowym przełomem w 2017 roku, w sytuacji, kiedy kobiety zagrały główne role w trzech najlepiej zarabiających filmach na świecie (Wonder Woman, Pięknej i Bestii oraz, oczywiście, Ostatnim Jedi – najnowszej odsłonie ukochanej przez miliony franczyzy science fiction). Wciąż wiele mogłoby się również zmienić na lepsze za kulisami: w ostatnich trzech sezonach kobiety napisały tylko cztery z czterdziestu odcinków, i tylko jedna – Rachel Talalay – pracowała jako reżyserka. Te dwie kwestie nierozerwalnie się zresztą łączą: w wywiadzie dla „The Telegraph” Steven Moffat przyznał, że jednym z powodów, dla których dwa razy obsadził w roli mężczyznę, była obawa przed wyalienowaniem konserwatywnej części widowni. Trudno powiedzieć czy w ciągu ostatnich lat bardzo się ona zmieniła – od pół roku pod wzmiankami o nadchodzącym sezonie, już z Jodie Whittaker w roli głównej, można się natknąć na liczne komentarze osób przeciwnych zmianie – być może jedynym rozwiązaniem jest postawienie ich przed faktem dokonanym, a kobieta na stanowisku głównej scenarzystki i producentki szybciej by tego dokonała?

Z drugiej strony może nie warto traktować tej sprawy jak wyścigu – lepiej cieszyć się z kolejnego tekstu kultury, który stawia kobiety w centralnym miejscu. Zwłaszcza że Doktor to bohaterka nietypowa, posługująca się raczej sprytem i słowami niż siłą i bronią. Trudno byłoby ją zastąpić jakąkolwiek inną.