• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 31.08.2020
Mapa to więcej niż teren. Kartografia perswazyjna i imperialne fan fiction
Artykuły | 31.08.2020

Mapa to więcej niż teren. Kartografia perswazyjna i imperialne fan fiction

Mapa to nie zawsze tylko graficzne, symboliczne przedstawienie przestrzeni. Często jest ona czymś znacznie więcej – bywa wyrazem aspiracji, nadziei lub lęków; bywa groźbą skierowaną do „innych” i zachętą wobec „naszych”. Mapa jest nośnikiem opowieści – czasem zresztą więcej odsłaniającą poprzez to, co woli przemilczeć. Czasami stanowi domenę czystej fantazji.

Chociaż mapy i kartografia raczej nie stanowią obiektów masowego zainteresowania, to jednak powstałe wokół nich internetowe społeczności i projekty wskazują na istnienie całkiem prężnie rozwijającej się niszy. Wśród rodzimych przestrzeni tego typu warto wymienić chociażby facebookową grupę Jak będzie na mapie? – sekcja geograficzno-kartograficzna (ponad 37 tys. członków) czy stronę Kartografia ekstremalna (ponad 98 tys. obserwujących); wśród zagranicznych – stronę I Fucking Love Maps (ponad 748 tys. obserwujących) czy subreddity MapPorn (prawie 1,1 miliona członków) i Maps (ponad 55 tys. członków). Miłośniczki i miłośnicy map wytworzyli nawet swój własny folklor i towarzyszące mu memy: nieśmiertelne „widać zabory” w wypadku wszelakich przedstawień zróżnicowanych zjawisk na terenie Polski (ale czasem również Rumunii i innych państw), „Białoruś jak zwykle na szaro” (z racji częstego braku danych) czy odnotowywanie map świata pomijających Nową Zelandię

Kartograficzne fan fiction sprzed ery internetu, czyli projekt europejskiej federacji podzielonej na 24 kantony Mapa wydana w 1920 roku, źródło: Cornell University – PJ Mode Collection of Persuasive Cartography.

Mapa jako narzędzie kontroli

Przyczyn tak powszechnej fascynacji mapami upatrywałbym w dwóch źródłach. Pierwsze z nich to warstwa czysto estetyczna – mapy potrafią zachwycać jako dzieła z pogranicza sztuki i nauki. Z tej racji bywają wykorzystywane jako popularny element designu wnętrz, swego rodzaju staroświecki sznyt we współczesnym wystroju – czasem o nieco kolonialnej, ale jednak wciąż inteligenckiej proweniencji, jak ma to miejsce z mapami świata stylizowanymi na dziewiętnastowieczne. Mnie osobiście – i na pewno nie jestem w tym odosobniony – bardziej pociąga to, co znajduje się głębiej: mapa jest bowiem sposobem redukcji złożoności świata. Czasem cel tej redukcji wynika z programu duchowego i stricte symbolicznego, jak miało to miejsce chociażby z popularnymi w średniowieczu mapami O-T (uproszczonym przedstawieniem Europy, Azji i Afryki z Jerozolimą w centrum świata). Kiedy indziej mapa jest już techniką o ściśle pragmatycznym zastosowaniu – handlowym czy wojennym, jak przykładowo mapy topograficzne Galicji przygotowane przez austriacką armię. W obu przypadkach mapa ignoruje to, co nie jest istotne dla jej celu – jest zatem wynikiem selekcji informacji. Dzięki temu staje się jednak narzędziem uzyskiwania intelektualnej kontroli nad rzeczywistością.

Nierzadko mapa próbuje kontrolować nie tyle przedstawiane terytorium, co samego odbiorcę. Wciąż niespotykanym na polskim gruncie, ale dobrze ujmującym tę sytuację terminem, jest kartografia perswazyjna – w ten sposób tłumaczę persuasive cartography, którym to pojęciem biblioteka Uniwersytetu Cornella opisuje swoją wirtualną kolekcję map. Zadaniem perswazyjnej mapy jest nie tyle przedstawienie świata i występujących w nim zjawisk, co ugruntowanie w umyśle odbiorcy pewnej jego wizji – stąd rozkwitowi kartografii perswazyjnej szczególnie sprzyjają niespokojne czasy, w których ścierają się sprzeczne interesy i ideologie. Doskonałym tego przykładem jest okres I wojny światowej i tuż po jej zakończeniu, kiedy mapy próbowały uchwycić (a może raczej: zaprojektować) przyszły kształt Europy. Stąd chociażby ahistorycznie i z niemałą przesadą przypominano dawne granice Polski czy – z racji planowanych plebiscytów terytorialnych – porównywano potencjał formującej się II Rzeczpospolitej z Czechosłowacją.

Porównanie potencjałów Polski i Czechosłowacji w kontekście planowanych plebiscytów na Śląsku Cieszyńskim, Spiszu i Orawie. Mapa wydana po 1919 roku, źródło: Polona.pl.

Jeden z moich ulubionych przykładów (wymuszonej) perswazyjności w kartografii znajduje się w Atlasie historycznym świata wydanym przez PPWK w 1974 roku. To mapa polityczna ukazująca Europę tuż przed wybuchem II wojny światowej – a zatem próbująca przedstawić geopolityczne siły, które doprowadziły do wybuchu tego konfliktu. Uwagę zwraca pewien szczegół – całe wschodnie terytorium II Rzeczpospolitej, Ruś Zakarpacka oraz Besarabia (współczesna Mołdawia) zostały zakropkowane jako „obszary o przewadze ludności ukraińskiej, białoruskiej i mołdawskiej poza granicami ZSRR”. Informacja o stosunkach etnicznych to w wypadku historycznej mapy politycznej zastanawiająca, choć w świetle epoki zrozumiała nadgorliwość – celem tego zabiegu jest rzecz jasna uzasadnienie aneksji tych terenów przez Związek Radziecki. Zakropkowany obszar Polski podejrzanie dokładnie zarysowuje jej powojenną granicę ze wschodnim sąsiadem – żeby było zabawniej, tę po korekcie w 1951 roku

Nawet pozornie neutralne współczesne polityczne mapy świata najczęściej przedstawiają stan prawny, który wynika z międzynarodowych ustaleń, ale który wcale niekoniecznie pokrywa się z realną terytorialną dystrybucją władzy. Ona stanowi przedmiot zainteresowania tzw. map faktycznej kontroli, które starają się uwzględnić państwa nieuznawane czy rzeczywisty przebieg niestabilnych granic. Kartografia perswazyjna nie służy wyłącznie uzasadnianiu roszczeń i zmian granic – być może nie da się uniknąć perswazyjności przy jakimkolwiek przedstawianiu rzeczywistości społeczno-politycznej. Idealnym przykładem tego problemu są mapy przedstawiające wyniki wyborów. Efekt perswazji może w nich zależeć od analizowanych jednostek podziału administracyjnego (podział wyników na okręgi wyborcze, gminy, powiaty, województwa, a nawet województwa sprzed reformy z 1999 roku), doboru kolorów i ich nasycenia, wreszcie – od próby znalezienia korelacji między geograficzną dystrybucją preferencji wyborczych a innymi zjawiskami. Niedawnym sukcesem kartografii perswazyjnej – by nie powiedzieć: propagandowej – była popularność krążącej niedawno po opozycyjnej stronie polskiego Facebooka mapy, której zawartość sygnalizowała wybitne nasilenie „alkoholizmu i przemocy domowej” we wschodniej części Polski. Nie szkodzi, że mapa była oczywistą fałszywką – udało się jej zredukować złożoność świata w sposób zgodny z oczekiwaniem odbiorców.

Spacer w poszukiwaniu siebie, czyli o psychogeografii

Kartograficzne fan fiction, czyli sny o potędze

Mapy nie tylko mogą snuć programowe opowieści o świecie zastanym lub projektowanym, ale również bywają sposobem wyrażania quasi-literackiej fikcji. Nie mam tu na myśli map światów fantasy, na których wielu potencjalnych autorów zaczyna i kończy swoje twórcze zmagania. Szczególnie fascynuje mnie bowiem sfera, którą lubię nazywać kartograficznym fan fiction – a zatem wszelakie mapy przedstawiające układy sił w alternatywnej historii lub wyobrażonej (choć niekoniecznie pożądanej) przyszłości.

Podobnie jak w przypadku map faktograficznych, tutaj również mamy do czynienia ze sporym internetowym fenomenem – dowodem może być subreddit Imaginary Maps zrzeszający 231 tys. osób czy aktywność twórców publikujących w serwisie DeviantArt. Większość tych map to eksperymenty myślowe spod znaku „co by było, gdyby…” – im bardziej niecodzienny pomysł, tym bardziej interesujące konsekwencje. W ten sposób można wyobrazić sobie II Rzeczpospolitą, która została krajem czarnomorskim, Polską Socjalistyczną Republikę Radziecką biorącą udział w rozbiorze III Rzeszy, zjednoczone Imperium Nordyckie kolonizujące Syberię czy zwycięstwo panarabskiego projektu. Czasem fantazja wydaje się na tyle wiarygodna, zaś powstała w jej wyniku mapa – na tyle profesjonalna, że mogą one zostać błędnie uznane za opracowanie historyczne. W ten sposób luźno inspirowana alternatywnym przebiegiem linii Curzona mapa Polski z DevianArta została umieszczona w tajskim przewodniku turystycznym.

Strategie twórcze towarzyszące tego typu mapom są bardzo zróżnicowane. Nie zawsze są to mapy polityczne – autorzy korzystają również z konwencji innych kartograficznych gatunków: map językowych, etnograficznych, wyborczych czy wojennych. Niektórzy wpisują swoje mapy w szersze uniwersa (jak Kaiserreich, w którym państwa centralne wygrywają I wojnę światową), inni pozwalają, by całe uniwersum kreowała pojedyncza grafika. Czasem kartograficzne wizje znajdują swoje źródło w czystej fantazji, czasem opierają się o pewne realne polityczne dążenia czy inne historyczne przesłanki. Przedstawieniom kartograficznym często towarzyszą rozbudowane metateksty – opisy stylizowane na historyczne wyjaśnienia, ale również wizje flag i godeł państwowych. Nawet bez takich dodatkowych narracji fikcyjna mapa może stanowić pretekst dla całego toku myślowego. W jaki sposób świat mógłby się znaleźć w takim punkcie? Czy byłby on gorszy, a może lepszy? Jak wyglądałoby w nim codzienne życie, media, handel, polityka, sport i popkultura? Do początku takich rozważań nie trzeba wiele – czasem wystarcza odmienny przebieg granic.

Mapa melancholii (Giovanni Catelli „Geografie”)

Specyficzną odmianą kartograficznej twórczości są próby wytyczenia na mapie idealnego podziału administracyjnego; ich specyfika wynika z wyraźnej ambicji przedstawienia nie tyle świata innego, co po prostu lepszego. Reforma podziału administracyjnego Polski z 1999 roku przyniosła wiele rozczarowań i frustracji, które można próbować odreagować w programach graficznych. Internetowi twórcy kreślą więc różne wizje województw (lub ziem, autonomicznych wspólnot itp.) – oparte albo o kryteria pragmatyczne, albo o próby uwzględniania krain historycznych i etnograficznych. To drugie podejście wydaje się skazane na porażkę w swych dążeniach do ideału – krainy historyczne są przecież wynikiem długotrwałych i wcale niezakończonych procesów, a ich granice niekoniecznie wytyczają zasięgi współczesnych regionalnych tożsamości oraz interesów.

W klasyczną definicję fan fiction (i fan artów) wpisuje się ta oddolna, półamatorska twórczość, która nawiązuje, rozszerza oraz przekształca światy i wydarzenia przedstawione w różnych dziełach popkultury. Czy tekstem źródłowym dla fan fiction nie mogłaby być jednak historia powszechna? Fikcyjna kartografia to wynik procesów wręcz lustrzanych wobec tych, którymi rządzi się twórczość rekontekstualizująca świat Harry’ego Pottera czy Tolkienowskie Śródziemie. Zaryzykuję tezę, że nie brakuje w niej nawet nierzadkiego w fanfikach napięcia między erotyką a przemocą. Bo czy mapy przedstawiające granice po spełnieniu wszelkich irredentystycznych i kolonizatorskich aspiracji (określane zresztą jako imperial wank) nie stanowią wyrazu swego rodzaju kłopotliwej fantazji o zagarnianiu, podporządkowywaniu i tłamszeniu? 

„Portugalia nie jest małym krajem”. Porównanie terytorium imperium kolonialnego Portugalii z obszarem Europy. Mapa wydana w 1934 roku, źródło: Cornell University – PJ Mode Collection of Persuasive Cartography.

Na tych kłopotliwych fantazjach osadzono całą gałąź interaktywnej rozrywki, jaką są strategiczne gry video. Niezależnie od tego, czy weźmiemy pod uwagę strategie czasu rzeczywistego (jak seria Age of Empires), strategie turowe (np. Heroes of Might & Magic), czy tzw. grand strategy wargame (np. Europa Universalis) – w każdym z tych podgatunków mapa staje się nawet nie tyle narzędziem sprawowania kontroli, co stawką samej rozgrywki.. Zdecydowana większość doświadczenia – obrony, ataku, rozbudowy, ekspansji – zostaje zapośredniczona przez mapę, którą gracze próbują pokolorować na wybrany przez siebie kolor.

Mapa to medium wieloznaczne i skomplikowane – zawieszone gdzieś między nauką, sztuką i polityką i gdzieś pomiędzy ambicją obiektywnego przedstawiania świata a jego ideologicznymi interpretacjami. Mapy tłumaczą, przekonują, uzasadniają i manipulują. Czasem stanowią zapowiedź grozy i technologię kolonializmu, czasem – wyraz nieskrępowanej fantazji i czerpania radości z nieustannego zastanawiania się nad światem. Słynna myśl Alfreda Korzybskiego głosi: Mapa i teren to nie to samo. Nie sposób się z nią nie zgodzić – bo pomimo koniecznych uproszczeń i zamierzonej redukcji złożoności, mapa bywa czymś znacznie więcej.

Rafał Sowiński

Rafał Sowiński

(ur. 1992) Kulturoznawca, na co dzień pracuje jako copywriter i marketingowiec. Doktorant Wydziału Polonistyki UJ, gdzie próbuje pisać pracę o związkach hauntologii i kultury internetu. Założyciel Facebookowego bloga „niskie teorie” oraz pomysłodawca i administrator grupy „Jak będzie w Polonii 1? – sekcja retromanii, duchologii i nostalgii”. Mieszka w Krakowie, pochodzi z Więckowic pod Tarnowem.