mapa2
RECENZJE | 01.12.2014

Mapa melancholii (Giovanni Catelli „Geografie”)

„Geografie” Catellego to niezwykła, opowiedziana w wielu odsłonach historia poszukiwań sensowności, zmagań ze zmienną, nieoswajalną przestrzenią, prób dotknięcia materii rzeczywistości. To hymn tych, co nigdy nie odnajdą straty, jak nazwał melancholików Bieńczyk – życiowych flanerów pogrążonych w drażniącym, nieusuwalnym smutku.

Nieprzypadkowo już na początku przywołuję określenie Bieńczyka. Catelli również dotyka kwestii straty, mówi o żalu po tym, co ulatuje w zachłannym oddechu teraźniejszości. Nieobecność, wyrażająca się poprzez poczucie tęsknoty i braku, przenika każdy z krótkich tekstów składających się na Geografie. Celowo używam słowa „tekstów”, a nie „opowiadań”, bo niewielu w nich bohaterów, a i fabuła raczej skąpa. To jedynie (a może aż) zapis ulotnych chwil, doznań, myśli, wywołanych przez ciąg skojarzeń; wrażeń, na których skupia uwagę dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa.

 

Negocjacje samotności

Zwodniczy jest więc tytuł, którego Catelli używa. Zamiast map – zagubienie, zamiast uporządkowania – bezgraniczny chaos. Brak tu stałych punktów odniesienia, azymutów; wprost przeciwnie – protagonista, a więc sam autor, podkreśla niejednokrotnie niestałość wszystkiego, co go otacza. W niepewnym świecie nigdzie i nigdy nie czuje się na swoim miejscu, a poczucie owej niepełnej obecności potęguje wrażenie, czy raczej przekonanie, o niemożności porozumienia pomiędzy ludzi. Spotkania to zawsze negocjacje dwóch samotności, będących obok siebie, a jednak osobno. W oczach Catellego ludzie są zamknięci, hermetyczni, nie może między nimi dojść do prawdziwego spotkania, zetknięcia wnętrz, zastępuje je nieudolne prześlizgiwanie się po powierzchni obłości. Dlatego bezpieczniej jest nie próbować, przyjąć taki stan rzeczy i nie starać się go zmienić. Nigdy nie marnuję okazji, żeby zostać w samotności, pisze autor – bo wszystko, co rozgrywa się wśród ludzi, wydaje się wyreżyserowanym spektaklem. Nawet gdy nikt nie patrzy, odtwarzamy założony scenariusz, poruszamy się wedle znanych reguł, wystudiowanymi gestami pokrywamy własny smutek, żal, niepewność.

Wszystkie te emocje, piętrzące się wewnątrz z niebezpieczną siłą, wywołują potrzebę ciągłego ruchu, podążania nieznanymi drogami, odkrywania nowego, szukania własnego miejsca, chociaż przecież z góry wiadomo, że jesteśmy skazani na niepowodzenie. W ostatecznym rozrachunku zamiast zyskiwać, tracimy – zostawiając fragmenty siebie we wszystkich miejscach, które zdarza nam się odwiedzić.

 

Płynna przestrzeń

Przestrzenie, w których Catelli snuje swoje narracje, podkreślają przenikającą wszystko tymczasowość, stanowiąc odbicie wyższego porządku. Bowiem kształt świata jest oszustwem, jego rozległość projekcją potworności. Mistyfikacją, scenografią są miejsca wybierane przez autora – wnętrza kawiarni, place wielkich miast, zatłoczone dworcowe hale. Nawet gdy narracja na chwilę przenosi się do wnętrza domu, to jest to dom nietrwały, chwiejny, rozpadający się, trwałość jego fundamentów z każdym dniem jest coraz bardziej niepewna. Jak mógłby więc stanowić schronienie, oparcie, bezpieczny azyl?

Również miasta zyskują u Catellego nowy wymiar. Inne niż zwykle, odarte z historii, chwilowe, stanowiące udany miraż zmieniający się wraz z porą roku, porą dnia, obranym szlakiem. Ulice miasta są bez wytchnienia wprawiane w ruch, rodzą się i odradzają przy każdym zawahaniu światła. A miasto nieustannie zmienia kształty, ewoluuje, osnowa ulic rozszerza się lub zagęszcza. Miasto, czy raczej jego wizja, bo przecież wiele z nich  utrzymuje przy życiu samo ich wyobrażenie. Catelli zdaje się mówić, że rzeczywistość jest umowna, a imaginacje mają równorzędną wartość; to pamięć jest ojczyzną prawdziwą, najprawdziwszą.

 

Strach przed jutrem

Życie, mimo ciągłego ruchu, sprowadza się do czekania na nieoczekiwane. Ludzie czekają na jutro, chociaż go nie pragną, bo jutro oznacza nieprzewidywalne, nowe rozdanie, którym rządzi przypadek. Rzeczy wydarzają się poza naszymi gestami, wszystkie drogi trwają w bezruchu oczekiwania, zdarzenia pozbawione są sensu i znaczenia, pojawiają się przez przypadek i nie są w stanie zapełnić pustki. Z losem nie sposób wygrać, bo nie da się poznać reguł, według których nas doświadcza. Proces rozumienia postępuje, ale zawsze zbyt wolno, nie przystając do rzeczywistości. Jeżeli sens życia się przed nami odkrywa, to jedynie na chwilę, nie w codzienności, a w sytuacjach granicznych. Także sfera materialna bywa kapryśna i groźna. Dzisiejszy stan posiadania może okazać się jutrzejszym brakiem; w końcu nie kupujemy przedmiotów, a marzenia, na tyle, na ile możemy – z drobną przeszkodą w postaci pieniądza. Każda rzecz stanowi zbędny balast, przywiązanie do niej prowadzi do zguby, w końcu przedmiot jest tylko przechowalnią teraźniejszości, ale przechowalnią naznaczoną z góry rozkładem. Lekkomyślne jest przekonanie, że cokolwiek przetrwa. Koniec końców zostaje pustka.

Niespełnienie, miraż, obietnica. Catelli dokonuje niezwykłego: opisuje rozczarowanie, to najgłębsze, bo dotyczące życia sensu largo, w sposób nieskończenie piękny. Opisuje siebie – unurzanego w melancholii wędrowca – w swym procesie wyłączania się ze świata. Wędrowca zmęczonego stałym ruchem, a także przerażonego możliwościami, jakie przed nim stoją. Jedynie niepamięć mogłaby uwolnić go od rozczarowań, ale pamięci pozbyć się nie potrafi, bo tylko ona – więcej nic – stanowi jego własność.

 

Giovanni Catelli

Geografie

Biuro Literackie, 2014

Liczba stron: 80