Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Trzy słowa o trzech biografiach Boznańskiej

8/2025

Kończy się rok Olgi Boznańskiej, zakończyły się rocznicowe wystawy. Zostanie z nami kilka katalogów i kilka biografii. Mimo że niektóre spośród tych książek są szczególnie godne uwagi, nadal brakuje popularnej publikacji, która w literackiej formie odpowie na pytania stawiane poprzez wystawy, przez zespoły kuratorskie. Czyżby na tym polu sztuka wyprzedzała literaturę?

Olga Boznańska za życia nie była ceniona w Polsce. Jak czytamy w materiałach Muzeum Narodowego w Krakowie: …Kraków, do którego zawsze tęskniła i który zawsze z ulgą opuszczała. Dopiero interwencja Mai Berezowskiej w 1936 roku sprawiła, że zaczęto kupować prace Boznańskiej do polskich kolekcji. Artystka zapisała swoją spuściznę muzeum w Krakowie i to tutaj właśnie pośmiertnie trafiły jej kufry, notatki, juwenilia, korespondencja i pamiątki. Oznacza to, że nawet w zbiorach publicznych jest dostępnych na tyle dużo prac malarki, że można tworzyć zróżnicowane wystawy, w zaktualizowanych ujęciach, podejmując nowe problemy badawcze. Zespoły kuratorskie korzystają z tej możliwości, jak mogliśmy zobaczyć na wystawach Boznańska. Kameralnie w Krakowie czy Jak zostać artystką i nie umrzeć z głodu we Wrocławiu. Dobrze znane obrazy można układać w nowe znaczenia – podobnie jak na podstawie tych samych materiałów (dziś wiele spośród nich znajdziemy już cyfrowo) można stworzyć różne opowieści biograficzne. 

Trzy biografie, trzy sposoby ujęcia

Aktualnie na rynku dostępne są trzy biografie Olgi Boznańskiej adresowane do szerokiego grona czytelników. Najstarszy jest Portret za mgłą. Opowieść o Oldze Boznańskiej Marii Rostworowskiej z 2005 roku, książka później wielokrotnie wznawiana. W 2019 roku ukazała się książka Boznańska. Non finito Angeliki Kuźniak, z kolei Boznańska. Nie tylko dziewczynka Marty Motyl to już 2025 rok. Te trzy książki adresowane są do podobnej grupy docelowej, a różnią się nie tylko datami powstania, lecz przede wszystkim kreowanym nastrojem i rozłożeniem akcentów. Jest to widoczne zwłaszcza na przykładzie wątku relacji Olgi Boznańskiej z ojcem. 

Rostworowska jako pierwsza sięgnęła do listów, notatek, dokumentów – do arcybogatego archiwum. Widać, jak bardzo polubiła swoją bohaterkę: pisze w ukłonie, a stylem oddaje melancholię końca XIX wieku. Piszę „bohaterkę”, bo autorka niejednokrotnie przeplata akcję z opisem, stopniując napięcie podobnie do powieści. Z kolei narracja Angeliki Kuźniak nie płynie, lecz płonie. Jeśli ktoś uważa malarstwo Boznańskiej za zbyt nastrojowe i delikatne, to w tej publikacji znajdzie duże amplitudy emocji. Trzecia publikacja natomiast to jedyna książka z tych trzech napisana przez historyczkę sztuki. Tekst sytuuje się najbliżej obrazów Boznańskiej, Motyl wzbogaca całość o analizy dzieł i frapujące spostrzeżenia formalne. Jej książka jest skondensowana, przez co dobrze nadaje się na pierwsze spotkanie z malarką.

Kuratorka i biografka

Wszystkie trzy biografistki miały dostęp do podobnych źródeł. Korzystały też z wcześniejszych opracowań historyczek i historyków sztuki, w tym przede wszystkim z publikacji Heleny Blum, do 1974 roku kuratorki Muzeum Narodowego w Krakowie. Blum nie tylko osobiście poznała Boznańską w Paryżu, lecz także spotkała się z jej koleżankami ze szkoły i studiów w Monachium. To dzięki niej mamy informacje od rówieśnic Boznańskiej, gdyż ich opowieści przetrwały jedynie w jej tekstach. Blum otwarcie pisze o swoim warsztacie i refleksji. W książce z 1965 roku wprost podkreśla, że na podstawie nowych badań zweryfikowała informacje zawarte w swoich wcześniejszych publikacjach. Nie analizowała tła krakowskiego środowiska mieszczańskiego, gdyż wykraczało to poza zakres jej pracy. W latach sześćdziesiątych XX wieku taka analiza nie była odbiorcom potrzebna, bo z dużym prawdopodobieństwem można było założyć, że książka trafi raczej do osób, którym zwyczaje miejskiej XIX-wiecznej inteligencji były dobrze znane. Po latach okazje się, że jednak brakuje informacji np. o tym, że Olga Boznańska mogła pierwszy raz zobaczyć sylwetkę kobiety w ciąży dopiero wtedy, gdy przyszła odwiedzić swoją dawną koleżankę ze szkoły i nie była na ten widok przygotowana. Kobiety z towarzystwa obowiązkowo nosiły gorsety, toteż przestawały pokazywać się publicznie, gdy tylko ciąża zaczynała być widoczna. Matka Olgi zmarła na tyle wcześnie, że nie odbyła z córką tradycyjnej przedślubnej rozmowy. Boznańska nie miała w Krakowie bliskich krewnych od strony matki i roli kobiety-mentorki nikt w jej życiu nie wypełnił. Na przestrzeni ostatnich 150 lat w obyczajach zaszły zmiany tak duże, że popularne współczesne biografie mogłyby zyskać, pokazując ich skalę. Bez tego część życiowych decyzji może wydawać się nieuzasadniona, podczas gdy były w innych realiach były logiczne, a przynajmniej zrozumiałe.

Ostrożne obserwacje historyczek sztuki

Poza pracami Heleny Blum biografistki korzystały też z opracowań z początku lat dwutysięcznych, autorstwa dwóch współczesnych historyczek sztuki, Anny Król i Joanny Sosnowskiej. Anna Król z Muzeum Manggha analizowała japonizm u Boznańskiej i wspomniała o możliwym trudnym doświadczeniu, być może molestowaniu w dzieciństwie. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” dodała, że niektórzy posądzają o to ojca malarki. Joanna Sosnowska osadziła twórczość kilku artystek w kontekście społecznym i kulturowym wykorzystując teorie feministyczne. Zauważa relację młodej Olgi z matką i zahamowanie (czy może zamrożenie) rozwoju psychoseksualnego młodej kobiety po śmierci matki, a następnie tego konsekwencje. 

Angelika Kuźniak powstrzymuje się od jednoznacznych wniosków, zamiast tego obszernie cytuje między innymi teksty Sosnowskiej. W ten sposób pokazuje szerokiemu gronu odbiorców feministyczne badania w praktyce – rewizję źródeł traktowanych jako literatura (a nie zapis faktów), kontekst społeczny, podwójne szyfrowanie nawet w prywatnych listach. Podobnie Marta Motyl zaznacza, że Sosnowska nie nazywa trudności, z jakimi mierzyła się Boznańska. Sama opisuje dzieciństwo malarki poprzez analizę obrazu W oranżerii. Sporo miejsca poświęca chorobie matki i ówczesnym drastycznym metodom leczenia oraz dodaje inne szczegóły o charakterze rodzajowym. Dzięki temu książka ma kameralny, przytulny klimat, przy jednoczesnej porządnej faktografii. Krótki tekst wciąga i zaprasza na wystawy, do bezpośredniego kontaktu z opisanymi obrazami. Cel stawiany przed biografią malarki został osiągnięty. 

Prawda i etyka w biografii, plotki 150 lat po fakcie

Biografistyka wiąże się z trzema głównymi polami sporu etycznego i metodologicznego. Pierwsze to wybór między prawdą a ewentualnymi szkodami dla bohatera i jego bliskich. Drugie to wpływ i współpraca opisywanej osoby, napięcie między sprzeciwem a zbyt bliską współpracą. Trzecie i jedyne istotne w sytuacji, gdy bohaterka i jej rodzina już nie żyją, to granice spekulacji, domysłów i rekonstrukcji intencji oraz uczuć. Anna Król wspomina o tym w wywiadzie dla dziennika, czyli w publikacji o charakterze ulotnym, Sosnowska pokazuje skutki – nie przyczyny. W kolejnych publikacjach innych autorek, zwłaszcza gromadzących biografie wielu kobiet, te rozważania nabierają znaczenia i zataczają coraz szersze kręgi. Jak plotka. Ta pozorna pewność (np. dotycząca ewentualnych nadużyć ojca Boznańskiej), sugestia bez danych i bez kontekstu środowiska inteligencji drugiej połowy XIX wieku jest uproszczeniem na granicy błędu rzeczowego. Zdanie, które padło na marginesie badań lub w jednym medialnym wywiadzie przed laty, pojawia się teraz bez większych badań w książkach przekrojowych, które mają zachęcać szerokie grono do poznawania historii kilku wybitnych kobiet naraz. 

Nowe dane, nowe możliwości, nowe oczekiwania

Tymczasem z dokumentów wyłania się obraz innego przekroczenia. Z ostatniego listu Józefa Czajkowskiego do Olgi wynika, że zrobił coś wbrew jej woli. Dziś nazwałybyśmy to działaniem bez świadomej zgody, czyli gwałtem. Po tym wydarzeniu Olga zrezygnowała z podążania za modą oraz jakichkolwiek planów małżeńskich. Jednak analizy owego listu pod kątem takich konsekwencji w biografiach brakuje, podobnie jak brakuje uwagi dla wszystkich koleżanek i kobiet, które towarzyszyły malarce na każdym etapie jej kariery: od szkół w Krakowie, przez salony, w których bywała razem z rodzicami, koleżanki z Monachium i towarzyszki pierwszych europejskich podróży, aż po stałe bywalczynie pracowni w Paryżu. Dziś wiemy o nich coraz więcej, powstają opracowania o życiu kulturalnym mieszczaństwa krakowskiego przełomu XIX i XX wieku, umiemy odtworzyć krąg towarzyski Boznańskich, rozpoznajemy coraz więcej osób na obrazach jako podpisywanych dotąd jako „portret anonimowej damy z broszką, naszyjnikiem, wachlarzem”. Ostatnio zmieniła się także atrybucja jednego z płócien i obraz przypisywany dotąd Boznańskiej jest teraz ujęty w dorobku Anieli Pająkówny. Bezcennym źródłem są również pamiętniki Marcina Samlickiego, niedawno wydane w opracowaniu Pauliny Tendery. Teraz pozostaje nam tylko czekać na kolejną biografię Olgi Boznańskiej: z analizą danych jak u Rostworowskiej, energią tekstu Kuźniak i uwagą dla sztuki jak u Motyl.

Wyjście przez pracownię

W publikacjach popularnych potrzebujemy rewizji źródeł, ich analizy zgodnie z najnowszą metodologią i stylu, który przykuje uwagę. Sięgamy po biografie jako po literaturę faktu i tych faktów potrzebujemy. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na książkę Własna pracownia Karoliny Dzimiry-Zarzyckiej. Pisarka – historyczka sztuki, autorka biografii Marii Dulębianki – analizuje pracownie wybranych artystek, w tym Olgi Boznańskiej. W oparciu o dokumenty weryfikuje zastane opinie i stereotypy oraz systematyzuje wiedzę. Nawet zwierzęta w pracowni Boznańskiej opisuje konkretnie, podając lata życia danego pupila. Gdy Olga skarżyła się, że w sąsiedztwie ciągle słyszy rozpaczliwe wycie zwierząt, uznawano ją za – delikatnie mówiąc – przewrażliwioną. Autorka publikacji zweryfikowała także i ten fakt, pokazując, że tuż obok znajdowało się laboratorium, w którym dokonywano wiwisekcji. W ten sposób przestajemy patrzeć na Boznańską jak na osobę oderwaną od rzeczywistości, a zaczynamy dostrzegać kogoś, kto zauważył niewyobrażalną krzywdę i próbował reagować. Wtedy jednak nie była traktowana poważnie, za to dziś, dzięki odpowiedniemu ujęciu możemy ją zobaczyć z dystansu, a zarazem, paradoksalnie, wyraźniej.

Zofia Ozaist-Zgodzińska

Historyczka sztuki i literaturoznawczyni, autorka kilkuset warsztatów i artykułów z historii sztuki. Zajmuje się głównie recepcją twórczości kobiet oraz sztuką z perspektywy odbiorców. Społeczniczka.