Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Sztuka wulgarnego przekroczenia (akcjoniści wiedeńscy)

Artykuły /

Wiedeń, lata 1960-1971. Czterech artystów: Günter Brus, Otto Mühl, Hermann Nitsch, Rudolf Schwarzkogler. To tak zwani akcjoniści. Ich dzieła (“akcje”) reprezentują ideę sztuki totalnej. Wszyscy czterej działają na granicy performance’u, fotografii, malarstwa oraz kina. Różnorodność wizji prowadzi jednak do wspólnego mianownika – pragnienia przekroczenia. 

Akcjonizm przypomina wybuch bomby. Ruch rodzi się, wywołuje trzęsienie ziemi, po czym rozpływa w kłębach dymu. Przez nieco ponad dekadę jest niezatrzymywalną siłą. Napędza ją uparte dążenie ku przenicowaniu wszystkich wartości. Reprezentanci nurtu romansują z Freudowskim popędem śmierci – niektórzy dosłownie (w 1969 roku Schwarzkogler popełnia samobójstwo), inni symbolicznie. Pociąga ich autodestrukcja, pragną eksterminować społeczne normy. Proces twórczy staje się dla nich aktem absolutnej negacji. 

Najbardziej interesuje ich absurdalna natura ludzkiej cielesności. Swoją fizyczność traktują jak żywy symbol wszystkich najmroczniejszych tabu. W „akcjach” ciało pełni jednocześnie rolę tworzywa i dzieła, to forma poddawana nieustannym metamorfozom i modyfikacjom, fizycznym reinterpretacjom, zawieszona gdzieś pomiędzy obscenicznym żartem a prometejską torturą. 

Rok 1965. Günter Brus odbywa słynny Wiedeński Spacer (Wiener Spaziergang). Artysta przechadza się ulicami stolicy Austrii skąpany w białej farbie. Od stóp do głów zdobi go też pionowa, czarna linia, przez co przypomina przecięty na pół, a następnie ordynarnie zszyty kawał mięsa. Całym sobą manifestuje główną myśl akcjonizmu: jego ciało jest symbolem deformacji starego porządku, pęknięciem w symetrycznej strukturze. Potwornością zmuszającą sztukę do wyjścia z galerii na chodniki. 

W powietrzu unosi się zapach słów twórcy: Moje ciało jest intencją, wydarzeniem i rezultatem. „Akcja” performera wywołuje poruszenie u niemalże wszystkich mijanych przechodniów. Ci przypadkowi widzowie z niemałym zdumieniem zauważają, że ich codzienny rytm został właśnie zaburzony przez niekomfortowy gest protestu.

Rok 1968. Uniwersytet Wiedeński. Günter Brus oraz Otto Muehl postanawiają zaprezentować performance pod tytułem Sztuka i Rewolucja. Na chwilę sala wykładowa zamienia się w teatr groteski. Zebrani studenci czują się jak bohaterowie obrazu Hieronima Boscha. Na ich oczach akcjoniści dokonują prostej (wręcz prymitywnej) dekonstrukcji. Odwracają znaczenie obyczajowego sacrum i profanum. Po bunuelowsku pokazują publicznie czynności skrajnie prywatne. Występ, tak jak Wiedeński Spacer, jest uszyty z dwóch elementów. Po pierwsze, artyści śpiewają hymn Austrii. To przywołana wcześniej iluzoryczna biel. Po drugie, oddają się rytuałowi obsceniczności. Wykonywaniu narodowej pieśni towarzyszy odstręczający spektakl. Samobiczowanie, autoagresja, defekacja – to rozdzierająca czerń. Widowisko wymierza policzek akademickiemu mikrokosmosowi, konfrontuje się ze społeczno-polityczną biernością uniwersyteckiego dyskursu. To desperacki krzyk skierowany w stronę instytucjonalizacji myśli.

Lata sześćdziesiąte, Wylane Obrazy (Poured Paintings). Tak nazywają się najsłynniejsze malarskie dokonania Hermanna Nitscha. Abstrakcyjne dzieła są owocami intensywnej spontaniczności. Farba (najczęściej w kolorze czerwonym) jest wylewana prosto z puszki na płótno. Bywa też rozsmarowywana konwulsyjnymi ruchami ciała twórcy. Niektóre obrazy powstają przy użyciu prawdziwej krwi. Eksperymentalne wizje wyglądają jak sny mordercy zafascynowanego Pollockiem. To sztuka pozbawiona klarowności, szukająca swojego porządku w chaosie. Przedkładająca (czasem prostacką w formie i treści) impulsywność nad cierpliwy namysł. Malarstwo Nitscha wręcz perfekcyjnie wyraża radykalny, odruchowy pęd akcjonistycznej idei. Jest antyakademickim, antygaleryjnym krzykiem wolności uwolnionym ze szponów pragmatycznej refleksji. 

Lata 1965-1970. Rudolf Schwarzkogler i jego Akcja nr 3. Antologia ponad sześćdziesięciu czarno-białych fotografii. Głównym bohaterem jest tu anonimowe, nieruchome ciało. Niedbale zabandażowana, leżąca w nienaturalnej pozie sylwetka wydaje się więźniem własnej cielesności, zamkniętym w ciasnych ramach prowokacyjnej stopklatki. 

To zdecydowanie najbardziej tajemnicza spośród wszystkich “akcji”. Artysta poddaje dekonstrukcji już i tak dekonstrukcyjną filozofię ruchu. W przeciwieństwie do kolegów nie interesuje go wulgarna bezpośredniość. Jest raczej zafascynowany ukrytą obscenicznością. Szuka przekroczenia nie tyle w samej akcji, ile w reakcji. Operuje symbolicznym niedopowiedzeniem i pozwala odbiorcy snuć własne transgresyjne skojarzenia. Pod zabandażowanym ciałem ukrywa klucz do podświadomego performance’u, który widz musi odkryć samodzielnie.  

W roku 1971 krótki żywot ruchu dobiega końca. Dziś jedyny żyjący akcjonista, Günter Brus, przypomina raczej emerytowanego artystę niż bezkompromisowego prowokatora sprzed lat. Natomiast świat sztuki na pewno nigdy nie zapomni wiedeńskiej czwórki. Ich skandaliczne, niepokojące, a czasem po prostu niesmaczne “akcje” na zawsze zapisały się w historii performance’u. 

Brus, Mühl, Nitsch, Schwarzkogler. To właśnie oni zredefiniowali koncepcję wolności twórczej. Przedstawili misję sztuki współczesnej – obowiązek brania pełnej odpowiedzialności za czyny kulturowo, społecznie i politycznie nieodpowiedzialne. 

Czyny nieodpowiedzialne, ale co najważniejsze, absolutnie konieczne.  

Tekst powstał w ramach projektu „Kultura w akcji 2” współfinansowanego ze środków Miasta Krakowa
Łukasz Krajnik

(ur. 1992) – dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling.