Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Rzeczy niestworzone | J. Ambrożewski „Mała ilustrowana kronika polskich zjawisk paranormalnych 1927-2012” [LEM: REWIZYTA]

Artykuły /

Odnoszę wrażenie, że myślenie o zjawiskach paranormalnych, równolegle do przewracania oczami, budzi w nas fascynację barwnym kuriozum. Bogato ilustrowana książka Jacka Ambrożewskiego podejmuje to wyzwanie z dobrodziejstwem inwentarza – obok opowieści o spotkaniach ze stworzeniami o niejasnym statusie publikację wypełniają obrazy tych ulotnych istot. Jak pisze Grażka Lange: W swojej pracy dyplomowej [twórca] wziął na warsztat takie właśnie światy: istniejące i nieistniejące, a w każdym razie nie w pełni istniejące. To frapujący pomysł – ilustrowania wprost z ludowej, anegdotycznej wyobraźni, która nie zniesie testu ani nauki, ani rzeczywistości. Może także literatury.

Rok Lema obfituje w deklaracje i podsumowania życia i twórczości, o czym będziemy mogli się przekonać już za moment przy okazji publikacji kolejnej biografii pisarza. Wiele osób – pewnie słusznie – skorzystało z wzmożonego zainteresowania autorem, aby wyjawić swoje uwielbienie dla Lema, który w fantastyce nie ma sobie równych. Gdybyśmy pozostali na poziomie indywidualnych preferencji, nie byłoby chyba większego problemu, choć trochę szkoda, że wyznania te ośmieliły dopiero oficjalne obchody. Słuszne polemiki wobec nieco bardziej generalnych diagnoz (np. tu, tu i tu), m.in. z Krzysztofem Zajasem, na które zwrócił mi uwagę Artur Nowrot przy okazji swojego niedawnego tekstu, nie pozbawiły mnie wrażenia, że co najmniej część obchodów przebiega pod znakiem intronizacji kolejnego wieszcza. Jest to w naszej kulturze boleśnie przewidywalne dążenie, jednak sam wybór wydaje się nieco zaskakujący – zważywszy zarówno na specyfikę twórczości Lema, jak i jego niełatwo ulegającą brązowieniu postać. Celebracja literatury w przestrzeni publicznej, jak się kolejny raz przekonuję, rządzi się jednak swoimi prawami. Mojemu zmęczeniu tymi rytuałami przychodzą z odsieczą dyskutanci nieco bardziej przekornie nastawieni nawet jeżeli nie do samego Lema, to do uwznioślających praktyk krytycznych. 

Powiedzieć, że fantastyka nie jest moim chlebem powszednim, to nic nie powiedzieć. Śledząc jednak w tym roku bardzo interesujące lemowskie i okołolemowskie dyskusje (nie zawsze jest, jak się okazuje, tak patetycznie), zaczęłam się zastanawiać nad rewersem science fiction. Ludowych wizjach obcych, osobnych światów, przyszłości i technologii, lęku przed porwaniem przez kosmitów, ufologii oraz ufonautach, spodkach i śladach, wstydliwie chowanych do szufladki z zabobonem, pseudonauką i przesądem. Dorastając na przełomie wieków, wydawało mi się rzeczą całkiem zwyczajną, że co jakiś czas pojawiają się kręgi w zbożu, ktoś twierdzi, że widział latający spodek, a ktoś inny z pewnością godną twardych badań naukowych przekonywał, jak „tak naprawdę” kosmici wyglądają. Nie jestem pewna, czy ta intensyfikacja wynikała raczej z miejsca, czy czasu, jednak do dziś, gdy widzę teledysk do In This World Moby’ego, w oku kręci mi się łezka.

Specyfika milenium odegrała tu z pewnością istotną rolę, powracam jednak do tego tematu przy okazji książki Jacka Ambrożewskiego – stworzonej jako praca dyplomowa na warszawskiej ASP. To niewielki tom – dostępny zarówno online, jak i w formie materialnej, w sklepie Pan tu nie stał. Autor i ilustrator w jednej osobie zebrał kilkadziesiąt opowieści, świadectw, anegdot  z ostatniego stulecia, w której bohaterowie doświadczają zjawisk paranormalnych. Bardzo podoba mi się, że historie te zostały umiejscowione nie tylko w czasie, ale i konkretnych lokalizacjach – oddaje to frazy, w jakie ubierane były podobne doniesienia, którym przysłuchiwałam się w dzieciństwie. Miejsce stawało się „naznaczone” niezwykłym zdarzeniem – odwiedzane chętnie przez media i okolicznych mieszkańców, czasem zdawało się wręcz, że jest przez to w pewnym sensie wybrane, wykraczające poza swoją familiarną przyziemność. Podobieństwo tego schematu do różnego rodzaju religijnych objawień wydaje mi się nieprzypadkowe. 

Książeczka Ambrożewskiego nie ma statusu pop-etnologii, zdaje się raczej czuła, trochę humorystyczna w podejściu do tematu. Pod tym względem wydaje mi się podobna do Szkiców z przyszłości stworzonych przez autora razem z Zosią Frankowską. Chętnie Małą ilustrowaną kronikę… jako taką czytam – jako zapis ciekawostek ze świata wyobraźni, małych dramatów świadomości, lęku przed załamującą się rzeczywistością. Nie zmienia to jednak faktu, że świetnie byłoby się lepiej orientować w tym, jaką skalę kreatywności pisarskiej oferuje nam rysownik. Nie do końca jasny jest dla mnie status opowieści przytaczanych przez Ambrożewskiego. Na końcu mamy informację, że zostały one opracowane przez autora na bazie zebranych materiałów oraz relacji. Zarzutem nie jest tutaj weryfikowalność faktów, raczej przypisanie tej historii osobom, które doświadczyły tych zadziwień. Nierzadko opisują je jako traumy, koszmarne doświadczenia, z których nie mogą się otrząsnąć, albo zjawiska, które ich w pewien sposób osamotniły. Tu fragment z opowieści o zdarzeniach w Longinówce w 1974 roku: Tyle lat upłynęło, nie miałam takiego zdarzenia tak jak mówiłam, ale jeżeli ktoś kiedyś mnie będzie słyszał, a będzie miał podobne, fizyczne doświadczenie, nie to że się zrodziło w głowie, tylko fizycznie, to lepiej żeby właśnie znaleźć kontakt z takimi osobami. Może to pomoże, może człowiek będzie spokojniejszy. Bo to jest trauma, to jest okropna trauma. Ja już się zajęłam zdarzeniami dnia codziennego, ucieka się od tego na wszelkie możliwe sposoby, ale tak naprawdę nie da się od tego do końca uciec, co jakiś czas to powraca.

Fantastycznym pomysłem jest stworzenie ilustracji nie tyle do opowiadań czy też ilustrujących opowiadania, co z powagą godną najlepszego pastiszu poszukujących w nich wskazówek, jak napotkane stworzenia mogą wyglądać. Świetnie w tym kontekście sprawdza się technika rysownika – zdaje się on szkicować z jednej strony precyzyjnie, nieomal technicznie, ostro, kontrastowo, jednak są to obrazy niestworzone, ulotne, pochodzące nie „z natury”, ale z wyobraźni (sic!). Artystyczna powaga, która udzieliła mi się w toku przeglądania kolejnych ilustracji, jest decydująca dla atrakcyjności tej książeczki. Anegdoty o spotkaniach ze stworzeniami nie z tego świata po dłuższej lekturze mogą być nieco nużące, choć zdarzają się perełki. Jednym z najlepszych kawałków jest ten z Chałup z 1981 roku. W wyeksponowanym fragmencie 38-letni Ryszard K. mówi: Uświadomiłem sobie, że oto jestem tu sam, niby odpowiedzialny za całą ludzkość, że moje zachowanie powinno być godne, a jednocześnie czułem się jakiś onieśmielony. W tych niestworzonych opowieściach najciekawszy jest bowiem jeden trop – konfuzji bohaterów i/lub narratorów, jak się zachować wobec istot zwykle opisywanych jako niższych niż człowiek, o nieco zwierzęcych, niepokojących kształtach. Czy okazać im serdeczność, zaopiekować się jak rannym zwierzęciem, uciekać, walczyć, wołać o pomoc?

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten moment autorefleksji, lęku i autokrytyki jest najbardziej złożonym uczuciem, które może powstawać wobec zjawisk paranormalnych – czy uważamy je za godne uwagi, czy też oddalamy je jako obrazę ludzkiej inteligencji. W Małej ilustrowanej kronice polskich zjawisk paranormalnych 1927-2012 zdają się to fascynacje całkowicie niewinne, prywatne lub osobiste, czasem dzielone z najbliższymi. W perspektywie zainteresowań rysownika wydaje mi się to całkiem przekonujące – ilustracje, które proponuje, tworzą ciekawą sekwencję (szczególnie podoba mi się to, w jaki sposób wykorzystane zostały powtórzenia i zwielokrotnienia), lekką, wręcz niezobowiązującą. Na koniec pozostaje wrażenie, jakby ktoś wciągnął nas w przestrzeń bardzo wyrafinowanego dowcipu, który kryje w sobie wątpliwość z opóźnionym zapłonem. Powtarzalność przywoływanych obrazów, kształtu kończyn, zachowania opisywanych istot nie wydaje mi się szczególnie zaskakująca, podobnie jak ich zmienność w zależności od poetyki powieści science fiction i popkulturowych wyobrażeń. To, co ze mną zostanie (poza stworem z Lasu Kabackiego z 1987 roku) po tym ujmująco bezpretensjonalnym artbooku, to pytanie, czy poza kuriozalnością zjawisk paranormalnych, nie tkwi w nich praktyczne oczekiwanie, że rzeczy niestworzone będą częścią naszego familiarnego świata – miast i wsi, pola ze zbożem, plotek o sąsiadce, wspomnienia o kimś, kto coś kiedyś opowiedział, dyskusji ze znajomymi, podczas której przewracaliśmy oczami. A niektórzy nie.

Jacek Ambrożewski

Mała ilustrowana kronika polskich zjawisk paranormalnych 1927-2012

Pan tu nie stał 2021

Liczba stron: 100

Tekst powstał w ramach projektu LEM: REWIZYTA współfinansowanego ze środków Miasta Krakowa

Olga Szmidt

(ur. 1989) redaktor naczelna portalu Popmoderna. krytyczka literacka i telewizyjna, doktor literaturoznawstwa. Pracuje w Katedrze Krytyki Współczesnej na Wydziale Polonistyki UJ. Autorka monografii naukowych „Korespondent Witkacy” (Universitas, 2014) oraz „Autentyczność: stan krytyczny. Problem autentyczności w kulturze XXI wieku” (Universitas, 2019), biografii „Kownacka. Ta od Plastusia” (Czarne, 2016) oraz tomu „Odkrywanie Ameryki. Wybór tekstów krytycznych z lat 2010-2017” (WUJ, 2018). Wydała także autorski notes „Finlandia. Książka do pisania” (Austeria, 2017). Współpracuje z Czasem Kultury i Krytyką Polityczną. Mieszka na krakowskim Kazimierzu.