Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Rewizje. Powrót do korzeni we współczesnej kulturze ukraińskiej

Artykuły /

Ukraina przeżywa bezprecedensową falę popularności. Cały świat śpiewa nasze piosenki, uczy się języka, wywiesza flagi, przejmuje trendy. Twarz prezydenta Zełenskiego jest praktycznie wszędzie: na ścianach, okładkach książek i magazynów, jego wizerunek znaleźć można nawet na poduszkach. Prawie każdy wie, dokąd musi pójść rosyjski wojenny statek, o Czornobajewce i słowie „palianycia”. Jak to możliwe? Po raz pierwszy w ciągu wielu lat nie wybieramy między Wschodem a Zachodem, idziemy własną drogą. Zaczynamy rewizję swojej przeszłości, żeby mieć przyszłość.

W ciągu 30 lat swojej niepodległości Ukraina nigdy nie była w pełni niezależnym państwem. W kwestiach polityki, kultury i nawet powszechnego światopoglądu agresywnie dominowała optyka rosyjska. To sprawiło, że zaczęliśmy traktować ukraińską kulturę jako coś mniej wartościowego, słabszego i skazanego na niewielką popularność. Gorszego od rosyjskiego. Zapomnieliśmy o swojej odrębności kulturowej, zastępując ją kulturą sąsiada.

Nigdy specjalnie nie uczyłam się języka rosyjskiego, ale znam go doskonale, bo oglądałam filmy animowane z rosyjskim dubbingiem, czytałam książki i słuchałam popularnej w Rosji muzyki. Nie wybierałam tego, po prostu nie wiedziałam, że można inaczej. 

Po agresji Rosji w 2014 roku, a szczególnie teraz, zwróciliśmy uwagę na „swoje”. Ze zdziwieniem odkrywamy niedocenionych mistrzów, genialne filmy, zapomniane piosenki. Szukamy fundamentu ukraińskiej kultury, aby zbudować swoją tożsamość na nowo.

Nowe życie starej piosenki 

Oj, na łące czerwona kalina pochyliła się – śpiewają wszyscy, lecz nie wszyscy wiedzą, o czym opowiada ten utwór. To szyfr, tajemnicze przesłanie z dawnych czasów, do którego trzeba dobrać odpowiedni klucz. 

Червона калина (Czerwona kalyna) została międzynarodowym hitem w tym roku. Słyszymy ją na ulicach europejskich miast, w czasie protestów, manifestacji, koncertów. Trudno wyobrazić sobie jakieś wydarzenie związane z Ukrainą bez tej piosenki. Czemu wszyscy przepadają za Kalyną? Powodów jest co najmniej kilka:

– bo wybrzmiała na opuszczonych ulicach Kijowa, kiedy świat z ogromnym zainteresowaniem śledził wydarzenia w Ukrainie odliczając te zapowiedziane przez „mędrców” trzy dni, w ciągu których stolica miała skapitulować pod naciskiem Rosji; 

– bo zaśpiewał ją frontman zespołu Boombox Andrij Chływniuk ubrany w mundur wojskowym z kałasznikowem za plecami, a przyznajmy, to robi wrażenie;

– bo podchwycili ją wykonawcy z całego świata i nawet legendarny Pink Floyd po prawie trzydziestoletniej twórczej przerwie nagrał swoją wersję piosenki.

Można by sądzić, że to zwykły zbieg okoliczności doprowadził do światowej sławy utworu i że na tym miejscu mogłaby się znaleźć każda inna piosenka, lecz wydaje się, że nie jest to aż tak oczywiste. Червона калина (Czerwona kalyna) nigdy nie była zwykłą piosenką. Jej słowa są zapisane w DNA Ukraińców, podróżują razem z kolejnymi pokoleniami, przez epoki i kraje. Przekazują te same wartości, przypominają o tym samym wrogu, wychwalają tych samych bohaterów. 

Po raz pierwszy Червона калина (Czerwona kalyna) wybrzmiała we Lwowie w 1914 roku w czasie przedstawienia teatralnego pod tytułem Сонце руїни (Słońce ruiny) znanego ukraińskiego poety, dramaturga, malarza Wasyla Paczowskiego. W centrum fabuły jest walka Ukraińców o niezależność pod przewodnictwem Stepana Doroszenki pod koniec XVII wieku. Oczywiście takie dzieło potrzebowało mocnej kompozycji muzycznej, aby publiczność poderwała się z krzykiem Слава Україні! (Chwała Ukrainie!). Na pomoc przyszedł poeta Stepan Czarnecki, który na bazie piosenki kozackiej Гей, не дивуйтеся (Hej, nie dziwcie się) stworzył pierwszą wersję Червоної калини (Czerwonej kalyny). 

Niedługo po tym, ataman Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych Hryhorij Truch dodał do tekstu jeszcze jeden kuplet o bitwie z wojskiem moskiewskim i Червона калина (Czerwona kalyna) stała się hymnem pierwszej ukraińskiej formacji wojskowej w XX wieku, łącząc tym samym dwie historyczne epoki: Hetmanat (1649-1764) і Ukraińską Republikę Ludową (1917-1921). 

W czasie II wojny światowej piosenka zyskała ogromną popularność wśród ukraińskich żołnierzy, a po wojnie została zabroniona z polecenia władz ZSRR. Powraca dopiero w latach 80. I 90., tym razem jako pieśń przewodnia wszystkich manifestacji za niepodległość Ukrainy. Ostatnie zmiany do tekstu wprowadziła ukraińska poetka i dysydentka Nadija Svitlyczna, dodając strofy, które w przekładzie brzmią następująco

Nie zginaj się, czerwona kalina, masz biały kolor.

Nie martw się, wspaniała Ukraino, masz wolną rodzinę

Nie zgięła się. Dała odpór. W ciągu swojej prawie stuletniej historii Червона калина (Czerwona kalyna) zachowała pomiędzy strofami wszystkie strachy, tragedie i zwycięstwa Ukraińców w bohaterskiej walce za niepodległość, która trwa o wiele dłużej niż trzy ostatnie miesiące. 

Zakazany film powraca na ekrany

Twoja służba – wierny koń i czysta łąka. Ludziom służ – mówi Kozak Wasyl w filmie Пропала грамота (Zaginiony list). Jednak jego przesłanie trafi do odbiorców dopiero po 40 latach całkowitego zapomnienia.

W tym roku obchodzimy pięćdziesiątą rocznicę powstania legendy ukraińskiej filmografii doby radzieckiej – filmu Пропала грамота (Zaginiony list) w reżyserii Borysa Iwczenki. Dlaczego „legendy”? Podobnie jak pozostałe wartościowe ukraińskie dzieła, film był długo cenzurowany w ZSRR i to z bardzo konkretnych powodów:

– bo ktoś z ważnych działaczy Partii Komunistycznej dostrzegł swoje podobieństwo z filmowym czartem;

– bo w finale Kozak Wasyl policzkuje rosyjską cesarzową Katarzynę Wielką, a taki brak wychowania jest nie do wytrzymania;

– bo w ukraińskim filmie było za dużo ukraińskiego (języka, obyczajów, kultury), co już pachnie nacjonalizmem.

Może dlatego obejrzenie filmu Пропала грамота (Zaginiony list) sprawiało i wciąż sprawia widzom taką niesamowitą przyjemność, oczywiście nie wszystkim i nie zawsze.

W ZSRR kino było częścią państwowej propagandy. Musiało spełniać wszystkie reguły gatunku socrealizmu: umieścić w centrum robotnika, radziecką rzeczywistość i partię. Podsunąć jasny przekaz i morał. Zapewne artystyczny film o podróży dwóch Kozaków do Petersburga, aby przekazać listy od hetmana Ukrainy rosyjskiej cesarzowej, nie pasował do tego schematu, co gwarantowało mu z jednej strony sukces, z drugiej musiało skończyć się zakazem.

Пропала грамота (Zaginiony list) to opowieść o ukraińskich rycerzach – Kozakach – wolnych, niezależnych, honorowych, bohaterskich. Coś zupełnie niespodziewanego, szczególnie ze względu na to, że w radzieckim kinie Ukrainiec mógł być tylko grubym chłopem w wyszywance, który uwielbia sało i wódkę, który leży na piecu, a wareniki wpadają mu same do ust. Bardzo pomógł w kreacji wizji „śmiesznego chochoła” – jak obraźliwie nazywano Ukraińców – znany pisarz ukraińskiego pochodzenia Mikołaj Gogol. Szczególnie wyraźnie jest to widoczne w Wieczorach na chutorze w pobliżu Dikańki czy Jarmarku w Soroczyńcach. Na szczęście obok ciemnych autor ma na swoim koncie i jasne karty, kiedy tworzył dzieła o zupełnie innym wydźwięku. Jednym z nich jest Пропала грамота (Zaginiony list), o ekranizacji którego dziś mówimy.

Reżyserem miał zostać Wiktor Greś, który chciał stworzyć bardzo patriotyczny film, lecz zachorował i pracę przejął Borys Iwczenko. Nowy reżyser spodziewanie zmienił scenariusz, przyjmując wersję Iwana Dracza (znanego poety i dramaturga), lecz w sumie to nie ma znaczenia, bo i tak ogromna liczba najlepszych scen jest improwizacją. Dzięki kreatywności wykonawcy głównej roli, Iwana Mykolajczuka, prawdziwej gwiazdy tamtych czasów, powstało wiele znakomitych cytatów:

Jak Kozak śpiewa, to znaczy, że boli go dusza

I to właśnie ukraińską duszę otworzył dla publiczności film Пропала грамота (Zaginiony list) dzięki kozackim pieśniom, perfekcyjnemu – pozbawionemu dialektów i rosyjskich naleciałości – ukraińskiemu językowi, tradycjom, dawnym legendom i naszym sławnym bohaterom, nieustannie walczącym ze złem. 

Zmartwychwstanie mistrza

Kochajcie się, czarnobrewe, 

Lecz nie z Moskalami, 

Oni obcy, litować się 

Nie będą nad wami (przeł. B. Łepki) 

– zastrzegał klasyk literatury ukraińskiej Taras Szewczenko w odległym 1938 roku, lecz nikt tego wtedy nie usłyszał. 

Dla każdego ukraińskiego dziecka Szewczenko kojarzył się z koszmarem i najgorszą karą, którą tylko mógł wymyślić świat:

bo groźnie patrzy z obrazu na ścianie, gotowy surowo ukarać każdego, kto nie nauczy się wiersza na pamięć;

bo zawsze pisze o niekończącym się cierpieniu, męce, smutku, śmierci;

bo każdego roku w marcu następują Dni Szewczenkowskie, a to znaczy, że trzeba będzie długo stać przy pomniku, czekając, aż wszyscy przedstawiciele władz miasta wypowiedzą się na jego temat. 

Taki wizerunek ukraińskiego geniusza mistrzowsko wyprodukowała radziecka propaganda. Szewczenko nigdy nie był cenzurowany, było raczej na odwrót. W wyniku cenzury, skutkującej nieobecnością w szerszej świadomości czytelników innych pisarzy, został wyeksponowany. W okresie władzy radzieckiej powstała także nagroda literacka – Narodowa Nagroda im. T. Szewczenki. Jego imieniem nazywano też instytucje, szkoły, ulice, na każdym kroku stawiano pomniki. Tak samo jak wspomniany wcześniej Gogol, Szewczenko pisał w języku rosyjskim, ale nie był postrzegany jako swój – Ruskij. Pozwolono mu zostać Ukraińcem w służbie partii, bo ktoś musiał prowadzić naród w stronę „jasnej przyszłości”, mimo że z pewnością nie życzyłby sobie ani takiego losu, ani takiej roli. 

Radziecka cenzura dokonała selekcji twórczości pisarza, udostępniając szerokiej publiczności tylko te wiersze, które nie podważają komunistycznej ideologii. Zakazem objęto krytykę Imperium Rosyjskiego, wzmianki o odrębnej ukraińskiej narodowości i dążeniu do niepodległości. Każdy wiersz był obcinany – czasami więcej niż w połowę – dopóki nie spełnił wszystkich kryteriów cenzora. Tak wykreowano nowy „mit Szewczenki”, podczas gdy sam pisarz przez długie lata doświadczył poddaństwa, walki przeciwko klasom wyższym, służby wojskowej i… rosyjskich klasyków, którzy pomagali biednemu prowincjałowi wejść do towarzystwa ówczesnych elit. Taki sobie obdarty i cierpiący młodszy brat, wyróżniony z reszty biedaków. 

Rehabilitacja Szewczenki rozpoczęła się dopiero w 2014 roku, kiedy uczyniono go jednym z symboli Majdanu. Wtedy po raz pierwszy zaczęliśmy zastanawiać się, czemu jest brązowionym klasykiem, a nie żywym prorokiem i jak na jego głowę trafiła ta głupia czapka. Скиньте з Шевченка шапку та отого дурного кожуха (Zdejmijcie z Szewczenki czapkę i ten głupi kożuch) – powtarzał poeta Iwan Dracz już kilka dekad wcześniej. Nareszcie w 2019 roku ilustrator Oleksandr Hrehow usłyszał te błagania i zorganizował wystawę pod tytułem Kwantowy skok Szewczenki, podczas której zaskoczył nas nową wizją wizerunku mistrza. Szewczenko zmienił swoje stare szaty i wcielił się kolejno w Che Guevarę, Fridę Kahlo, Spidermana, Jacka Sparrowa, Dartha Vadera i inne słynne postaci popkultury. Warto dodać, że bardzo mu się przysłużyło to odmłodzenie. W popularyzacji klasyków pomógł także towarzyszący im na ilustracjach „kot inżyr” – wolontariusz, patriota, wytrawny czytelnik.

To uruchomiło nową falę „wskrzeszania mistrza”. Portrety Szewczenki ze ścian przechodzą na koszulki. Media społecznościowe wypełniają memy, a ściany budynków – murale. Drugim życiem żyją wiersze, jak się okazało, wciąż aktualne:

Więc pogrzebcie mnie, powstańcie,

Kajdany zerwijcie

I krwią wrogów Ukrainy

Wolność swą ochrzcijcie… (przeł. P. Próchniak)

Aktualnie wykonujemy ostatnią wolę mistrza, który walczył za niepodległość słowem. My walczymy, żeby to słowo wciąż brzmiało. 

Tekst powstał w ramach projektu „Kultura w akcji 2” współfinansowanego ze środków Miasta Krakowa