Rashōmon, ale śląski, w PRL i o punkach (S. Szwajger, „Nienormalne miasto…”)
Rashōmon, ale śląski, w PRL i o punkach (S. Szwajger, „Nienormalne miasto…”)
Autor
Jan BińczyckiNienormalne miasto. Opowieści o Gliwickiej Alternatywnej Scenie pióra Szymona Szwajgera to dobrze skomponowana kronika jednego z najciekawszych punktów na mapie polskiej kontrkultury. Lektura powoduje tyle nostalgicznych uniesień za złotą epoką w dziejach krajowego rocka, co rozczarowań z zaprzepaszczenia jego potencjału.
Uwagi o uniesieniach, straconych nadziejach i niedosytach znajdują się w dalszej części niniejszego omówienia. Najpierw należy jednak dociec, skąd do śląskiego załoganta-kronikarza przyszło skojarzenie ze słynnym filmem Akiry Kurosawy. Bo Szymon Szwajger we wstępie zaznacza, że chciał napisać „punkowy Rashōmon” pokazać zróżnicowane perspektywy uczestniczek i uczestników sceny, w tym własną. Wydarzenia w pamięci wielu osób czy w różnych źródłach mają nierzadko odmienny przebieg i wydźwięk. I choć te różnice nie dotyczą spraw tak dramatycznych, jak w słynnym japońskim filmie, to można w ślad za autorem posłużyć się ryzykownym porównaniem i stwierdzić, że kontrkulturowcy z PRL byli trochę jak samuraje w filmach Kurosawy (o tym też dalej).
Punkowe regionalia
We współczesnym piśmiennictwie można znaleźć dwa nurty, które jednocześnie odpowiadają na istotne potrzeby społeczne, a zarazem stanowią głębokie nisze, przez co nie stawia im się większych wymagań. Tym samym nie są zachętą do lektury i poszerzania horyzontów, bo zawężają je do tematu podstawowego. Owe nisze to monografie regionalne i punkowe memuary. Pierwsze budują lokalne tożsamości, są pomocą w badaniach i przyczynkiem do dumy lokalnych społeczności, ale często oferują niewiele ponad to. Drugie podobnie: opisują niezwykły fenomen życia społecznego w końcówce XX wieku, ale często nużą. Bo zamiast wynotować anegdoty z epoki i ciekawe spostrzeżenia bohaterów po dekadach od wydarzeń, punkowi dziejopisarze grzęzną w detalach, wypisują kolejne zmiany składów i badają właściwości starego sprzętu. Badania lokalności i punkowe historie łączą też ich potencjalne walory: wartościowe publikacje z obu nurtów mogą trafić do czytelników spoza kręgu wtajemniczonych, a w dygresjach pokazać nieco bardziej złożony obraz rzeczywistości.
Nienormalne miasto przynależy do obu segmentów rynku wydawniczego. To rzecz dla fanek i fanów undergroundowego rocka, ale też przyczynek do muzycznej historii Śląska i Gliwic, wstęp do analizy życia kulturalnego w klubach studenckich oraz domach kultury, a także reportaż o młodości w ostatnich latach PRL-u. Autorowi udało się ominąć pułapki i wyzyskać walory regionaliów oraz punkowych wspominków.
Za część tego sukcesu zapewne odpowiada jego osobiste doświadczenie i dobre pióro – a w zasadzie dwa pióra, bo Szwajger z „pierwszego powołania” jest gitarzystą związanym między innymi z zespołami Rottweiler, Whitman, Venta Quemada, więc używa nie tylko „pióra piśmienniczego”, ale też takiego do szarpania strun. Zna z autopsji blaski i cienie punkowej sceny na przełomie PRL i III RP, ale nie brnie w techniczne szczegóły czy sprawy organizacyjne, za to rozsądnie gospodaruje detalami. Umie wyciągnąć z rozmówców atrakcyjne anegdoty oraz refleksje o trudnych doświadczeniach, ale czyni to taktownie.
Gliwicka Alternatywna Scena
Polski punk i nowa fala szczególnie ciekawie rozwijały się w mniejszych miastach. Od prowincjonalnych Ustrzyk Dolnych (KSU) przez nadmorskie Władysławowo (Nocne Szczury) po historycznie ważne, choć w PRL dość mroczne Puławy (Siekiera). W kilku wypadkach muzyczny ferment wśród młodzieży przyczynił się do rozwoju miejscowych scen posiadających specyficzny, lokalny charakter. W Trójmieście grano psychodeliczne odjazdy i flirtowano z purnonsensem. Z Częstochowy wywodzą się offowi jazzmani, ale i zespoły, które z punkowych korzeni wyrosły na mainstreamowy pop rock. W Rzeszowie rozwinęły się cold wave i nowa fala. Z kolei w Gliwicach, mieście o bogatych, choć przerwanych przez wojnę tradycjach kulturalnych, w latach 80. działały zespoły, które twórczo rozwijały zachodnie inspiracje. Śmierć Kliniczna oraz Absurd łączyły punk, post punk i parajazzowe patenty. R.A.P. (Reggae Against Politics) to jedna z najbardziej udanych prób zaaranżowania jamajskiej muzyki na słowiańską modłę. Brzytwa Ojca grała ostry punk i zrealizowała bodaj pierwszy polski antyamerykański protest song.
Jednym z najciekawszych zespołów nie tylko w lokalnej, ale i ogólnopolskiej skali, wydaje się po latach Processs z niewielkich Pyskowic nieopodal Gliwic. W kilkunastotysięcznym mieście pojawiła się orkiestra licząca w porywach nawet 11 osób i grająca niezwykle oryginalną i sugestywną odmianę punk rocka.
W dziejach polskiego rocka najmocniej zapisał się Dariusz Dusza, współzałożyciel Śmierci Klinicznej i Absurdu, późniejszy gitarzysta grupy Shakin` Dudi i autor tekstów dla Dżemu (tych lepszych). Po dziś dzień gra w kolejnych punkowo-rock-and-rollowych składach. Właśnie ukazała się płyta Polska Republika Tekturowa grupy Darek Dusza i Demony.
Historia muzyki w Gliwicach, podobnie jak wszystkich PRL-owskich scen, to dzieje sukcesów osiągniętych „pomimo”, a nie dzięki wsparciu decydentów, zmagań, podchodów, „wychadzania”, nieoficjalnego załatwiania wszystkich niezbędnych do grania spraw. Gliwicka Alernatywna Scena powstała dzięki jazzowej tradycji miasta (obficie przytoczonej przez Szwajgera) i otwartości kilku działaczy studenckich wspomagających jej rozwój w kilku klubach, w tym kultowym Gwarku.
Trudności organizacyjne, niedomagania branży muzycznej i cenzura to tylko część problemów. Muzycy i fani musieli się też mierzyć z brutalną codziennością. W Nienormalnym mieście znalazło się kilka takich historii, ale autor cytuje je oszczędnie. Pozwolę sobie przytoczyć najbardziej brutalną – nie w celu wywoływania sensacji, ale przypomnienia realiów. Oto fragment wspomnień Dariusza Duszy z podróży na koncert w Jarocinie:
Pociąg był bardzo rozrywkowy. Jechała nim setka kiboli Wisły, którzy w pewnym momencie zaczęli robić taki dym, że na każdej stacji na pociąg czekało ZOMO. Ale nie wyciągało tych ultrasów – wyciągało, jak leci, byle kogoś spałować. A ultrasi podpalili i wyrzucili jakiegoś kolesia z pociągu podczas jazdy – na szczęście przeżył, spotkaliśmy go później w Jarocinie, poparzonego i wysmarowanego żółtą maścią. Byliśmy spękani na maksa, podobnie jak konduktorzy, którzy zamknęli się z nami w pocztowym.
Rzeczywistość bywała okrutna, ale stwarzała też absurdalne i zaskakująco wyzwalające sytuacje. Dla równowagi warto przytoczyć wspomnienie z pierwszego znaczącego występu grupy Attack:
Pojawiła się możliwość zagrania naprawdę dużego koncertu – w pyskowickim amfiteatrze z okazji Pierwszego Maja. Katastrofa. Zagraliśmy 4 czy 5 numerów, ale za to był to na pewno awans środowiskowy. Na koncercie było pełno żołnierzy, spędzonych do zrobienia frekwencji. Jak wyszliśmy po wszystkich recytujących emerytkach i zaśpiewałem „Słowa pana generała kłamstwem i obłudą”, to zaczęli – a byli już pewnie lekko podpici – kręcić pasami i okazywać entuzjazm.
Historia przegadana i niedopowiedziana
Nienormalny świat to “mówiona historia punka” – rozwinięcie konwencji znanej z Please kill me Legsa McNeila i Gillian McCain, najważniejszego punktu odniesienia dla wszystkich punkowych dziejopisów. Szwajgerowi udało się dobrze ją wykorzystać, zasygnalizować zjawiska, ale uniknąć przegadania. Opisuje kluby muzyczne i niedzielne giełdy płytowe, gromadne i ekumeniczne (bo międzysubkulturowe) przesiadywanie na gliwickim rynku, będącym wówczas głównym punktem spotkań okolicznej młodzieży. A przede wszystkim oddaje głos muzykom. A kiedy ich relacje zaczynają się powtarzać (początki w piwnicy, trudności i radości, rodzina/wojsko kończą działalność zespołu), wieńczy opowieść, nim ta zaczyna nużyć. Dzięki temu całość jest zwarta i atrakcyjna, choć niekompletna. Chciałoby się przeczytać więcej o codzienności, płytach, eksperymentach z wyglądem i młodzieńczych przygodach. Szkoda też, że autor tylko wspomniał o brzydszej twarzy gliwickiego podziemia – początkach działalności Mariusza Szczerskiego (zmarłego w 2005 roku), który założył neonazistowski zespół Honor, jedną z „międzynarodowych gwiazd” prawicowego rocka. Wzajemne relacje i walki pomiędzy subkulturami też warte są spisania i zachowania dla potomności, zwłaszcza, że oficjalne media pisały o nich w sposób niezbyt wiarygodny.
Owocną i momentami zabawną lekturę należy podsumować jeszcze jedną uwagą: Szwajger uniknął „zbowidziarstwa” – romantyzacji dawnych wydarzeń i pokoleniowych doświadczeń – tak częstego u jego rówieśników. Może dzięki temu spełni się jego posłannictwo zawarte w podsumowaniu: Wśród setek kolorowo ubranych dzieciaków, pojawiających się choćby na organizowanych przez Zimę festiwalach Punk Generation, na pewno są takie, które niedługo chwycą – a może już chwyciły – za gitary i pokażą zgredom, co o nich myślą. I bardzo dobrze.

Szymon Szwajger
Nienormalne miasto. Opowieści o Gliwickiej Alternatywnej Scenie
Zima Records, Gliwice 2025.