Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Rajder: Marazm krytyczny

3/2026

Artykuły /

Jest jak jest, inaczej nie będzie. Pozostaje dyskutować o kulturze, mimo że nasz wielki sojusznik, niegdysiejszy wyzwoliciel, jest dziś rozwydrzonym, nieobliczalnym niezdarą. 

Nieodmiennie bryluję z psiną po polach. Główna uciecha – przejechać po tym, po czym rowerem jeździć się nie powinno. Pokonuję strumyki, błota, trawy i kamienie. Wjeżdżam do starych, kujawskich dworków, na których napisane jest „własność prywatna” i „budynek grozi zawaleniem”. W pobliskim domu kultury rozkręcam przestrzeń dla spotkań literackich, dyskusji, może nawet klubu książkowego. Mam nadzieję w ten sposób spotkać starych znajomych. Nawet dam im zarobić na tej skromnej wycieczce. Chciałbym rozmawiać o czymkolwiek, nawet o romantycznej poezji.

Co z wrażliwością

Od początku roku jednak nie wydarzyło się nic – no, może poza dyskusją o tekście Piotra Sadzika. W moim mniemaniu twórczość Małgorzaty Lebdy brzmi jak Paulo Coelho, ale Paulo Coelho kiedyś też nie brzmiał tak źle. Wczesne lata zerowe chłonęły ten język, Alchemika czytali nawet moi koledzy w dresach. Trzeba mieć też na uwadze, że każdy język mający pretensję do wzniosłości, czułości… można uznać za pretensjonalny. Ale ludzie mają prawo czuć potrzebę różnych rejestrów, nawet tych zupełnie nie z tej ziemi. 

Kiedy byłem nastolatkiem, modni stawali się inni artyści – tacy, którzy ścigają się na liczbę fucków w jednym tracku. A więc już nie Izrael, Brylewski, Grabaż czy Kazik, ale Eminem, Fred Durst i Korn. Może dlatego, na przykład, nie rozumiem, skąd w Janie Bińczyckim tyle miłości i wyrozumiałości dla Pawła Sołtysa, lecz z drugiej strony wiem, że słuchał więcej czułostkowych, miejskich piosenek, bo dla takich był klimat. 

Ja na przykład nigdy nie lubiłem twórczości Doroty Masłowskiej. Nie lubiłem nawet twórczości Sławomira Shutego, mimo że się z nim przyjaźniłem. Nie wyobrażam sobie, by czerpać przyjemność czytelniczą chociażby z Dropii Natalki Suszczyńskiej, choć ten styl pisania bardzo podziwiam i szanuję. Nie wyobrażam sobie nawet, by dla przyjemności czytać całe Trash Story Górniaka, ale za to mogę godzinami przyglądać się akapitom z tego zbioru. Lubię, gdy tekst pokazuje jakąś interesującą możliwość języka, która zadziać się może w danym momencie. Jest ona wypadkową wielu procesów, co widać w zdaniach, wierszach. I za to jest nagradzany.

Co w krytyce

Oczywiście różne są tryby lektury, różnie też można definiować przyjemność płynącą z tekstu, czy też jego obiektywną wartość, a właśnie o tym jest krytyka literacka. Zatem zupełnie nie zgadzam się z Grzegorzem Wysockim, który na łamach Dwutygodnika ostatnio stwierdził, że krytyka literacka jest w dzisiejszych czasach niemożliwa. Współczesność jest dla krytyki niesamowitym wyzwaniem, a dowodem na to są chociażby rozbrzmiewające w różnorakich mediach dyskusje, jak na przykład ta, którą podsumowała ostatnio Zuzanna Sala na łamach Dziennika Literackiego . Dodać można tu również książki Dawida Kujawy czy teksty Adama Wrotza – czy wszystko to nie nadaje jakości naszej epoce? W szerszej perspektywie krytyka literacka wyznaczać może „człowieczeństwo tekstu” w dobie maszynowo pisanych książek i dokumentów. Wszystko rozwija się po żmudnych debatach, kolejnych redefinicjach istoty pisarstwa, tworzenia czy właśnie – krytykowania.

I właściwie, czy chce mi się na to wszystko strzępić pióro? 

Co u mnie

Ja tymczasem wciąż studiuję Ulissesa, robiąc sobie przerwy na lektury zwyczajnie chudsze. Odkryłem na przykład doskonałą powieść sensacyjną – Dzień Szakala Fredericka Forsytha. Wszystko to za sprawą doskonałego serialu z 2024 roku o tym samym tytule. Akcja ma miejsce już wprawdzie w zupełnie innym czasie i miejscu, ale odsyła do tegoż klasyka, jak i dwóch wcześniejszych, kinowych ekranizacji: jednej z 1973 roku, będącej wierną adaptacją powieści, jak i drugiej: z 1998 roku, z Bruce’em Willisem w roli głównego, czarnego charakteru. To jedna z najlepszych ról tego aktora!

Wciąż też kontempluję wydarzenia w świecie gier, tracąc przez to często spore pieniądze tylko dlatego, że uważam, że wypada mi jakąś grę „sprawdzić”. Tak więc sprawdziłem Crimson Dessert i… zapowiadana na mesjasza gra mesjaszem się nie stała, ale jest doskonałą zabawką dla graczy-włóczęgów, którzy bez końca lubią błąkać się po ogromnym świecie, pełnym gór i drzew, zwierząt, dziwacznych stworzeń i ludzi. Myślę jednak, że najlepsze scenariusze napiszą w niej sami gracze. To kawał porządnej eksploracji, w której kluczowy jest ruch. Tylko wyobraźnia ogranicza sposób poruszania się po tym świecie. Ja najbardziej lubię wystrzeliwanie się z linki z drzewa, a potem nawigowanie w powietrzu mieczem. 

I jeszcze na koniec

Dojeżdżając do czterdziestego roku życia, coraz bardziej lubię komiksy, też za sprawą kolegów-rówieśników, którzy mi je polecają. I tak, czytam komiksy superbohaterskie, którymi karmiłem się jako ośmiolatek. Od tamtych czasów wszystko się w nich zmieniło, fabuły dojrzały, a rysunki wzbiły się na niebywały poziom. 

Dziś wiem, że Spiderman był postacią jednak o wiele bardziej nobliwą od Batmana. Cała jego dramaturgia polega na pogodzeniu ze sobą obowiązków pracownika, naukowca, męża, wzorowego pomocnika cioci May i… Spidermana. Wszystko to było bliżej życia, bliżej niż Batman, który…. no właśnie. Batman nie jest po prostu milionerem zakutym w czarną zbroję, lecz refleksją o dwóch maskach: tragicznej i komicznej. O tym, jak jedna z drugą ścierają się na przestrzeni dziejów. Dlatego też śledzę jedną historię razem z drugą, łudząc się, że gdzieś tam odpowiedź drzemie. Odpowiedź na trudne czasy. Znawca komiksów ze mnie żaden, ale na pewno mogę polecić to, co zostało już mi polecone: The Amazing Spiderman autorstwa J. Michaela Straczynskiego i Johna Romity Jr. oraz zbiór nowel Batman: Black And White wielu różnych autorów, najlepiej w angielskim wydaniu, które bez problemu kupicie w internecie. Na pewno nikomu nie zaszkodzi kontemplacja amerykańskich bogów, zwłaszcza ci dzisiejsi są wyjątkowo kapryśni.

Konrad Janczura

(ur.1988) – kiedyś dobrze zapowiadający się pisarz i krytyk, teraz... pracownik bankowego IT. Autor powieści „Przemytnicy” (Ha!art, 2017). Trzeźwy jak świnia miłośnik gier video