Poród jako transgresja. Powieści Sabiny Jakubowskiej, dzienniki Jadwigi Beaupré
Wydanie
4/2026Autor
Zofia Ozaist-ZgodzińskaAkuszerki Sabiny Jakubowskiej wywindowały oczekiwania wobec jej kolejnej powieści. W Położnych wracają ci sami bohaterowie, zostają rozwiązane wątki, które we wcześniejszej części pozostały niedopowiedziane. O ile jednak pierwsza spośród tych powieści tworzy spektakularną panoramę społeczną w okresie transformacji, o tyle Położne chwilami brzmią jak fanfik. Jednocześnie ukazała się inna książka podejmująca wątek rozwoju opieki okołoporodowej w Polsce z perspektywy non-fiction: pierwszy tom dzienników Jadwigi Beaupré. Czy to oznacza, że temat porodu jako doświadczenia transgresyjnego zagościł wreszcie na dobre w polskiej literaturze?
Główną bohaterką Położnych jest Regina, położna z powołania i wykształcenia. Poznajemy ją jako dojrzałą kobietę sukcesu, która pomimo degradacji w czasie II wojny światowej nadal cieszy się szacunkiem personelu. Losy Reginy są tylko pretekstem do opowiedzenia o medykalizacji porodów. Razem z nią i jej koleżankami znajdujemy się w nielegalnym domu publicznym w dobie wojny, w schronie w czasie bombardowania, w krakowskim Podgórzu w suterenie zalanej po deszczu, w izbie porodowej na zamku w Niepołomicach, na Placu Centralnym w czasie pochodu pierwszomajowego i oczywiście w salach operacyjnych. Porody są zróżnicowane, w przeciwieństwie do sytuacji kobiet. W Akuszerkach uwagę dostały dzieci niepełnosprawne, bardzo trudne wybory w rozmowach między położną a rodzącą, pary niemogące mieć potomstwa oraz „obsoleci” czyli rodzice po poronieniu. Tym razem mamy wiele bardzo różnych przypadków medycznych, lecz uwadze umknęły kwestie życiowe, które babka i matka Reginy nie tylko obserwowały, ale także którym stawiały czoła.
Autorka podkreśla, że lubi swoją bohaterkę i być może właśnie dlatego nie doświadcza jej zbyt mocno. Co więcej, Reginie przydarzają się najróżniejsze tragedie, lecz ona sama nie przechodzi przemiany. Przemianę przeszła w Akuszerkach, w Położnych robi swoje i próbuje przetrwać, nie jest jednak postacią, której wybory determinują fabułę. To Serafin występuje w roli deus ex machina, a jego postać jest skonstruowana podobnie, jak mafioso w Pachinko Min Jin Lee – sadze o kobietach z Korei. Serafin jest potrzebny, aby kolejne wydarzenia mogły zaistnieć, jednak jego skupienie na Reginie i brak widocznych zmian w jej charakterze są niewiarygodne i sztuczne. O ile wprowadzenie Śmierci czy Jasia Maleńkiego pozwala poczuć więź bohaterek i bohaterów ze światem w całym jego bogactwie, złożoności i tajemnicach, o tyle Serafin w powieści nie wydaje się osobą, lecz rozwiązaniem czysto technicznym, dzięki któremu akcja się rozwija, a narrator może przenieść uwagę na opisy porodów.
Medycyna, emocje, literatura
Cały ten powieściowy układ sił jest to o tyle zastanawiający, że pierwszy poród Reginy był ważnym wątkiem w Akuszerkach tak z powodów medycznych, jak i emocjonalnych. Córka i wnuczka akuszerek rodzi w krakowskim szpitalu. Poród bliźniąt odbywa się przez cesarskie cięcie, a bez wsparcia medycznego porodu nie przeżyłaby ani ona, ani żadne z jej dzieci. Zawierzyła swojej intuicji i podjęła decyzję, a w efekcie nie tylko symbolicznie odseparowała się od matki, lecz także uratowała życie swoje i synów. W kontekście Akuszerek poród Reginy pokazuje, że medycyna jest niezbędna, aby ograniczyć śmiertelność kobiet i noworodków. Ta sytuacja dopełnia fabułę i uniemożliwia bezwarunkowe gloryfikowanie domowych porodów. Położne kończą się idealnym porodem, który Regina przyjmuje pod koniec życia, występując w roli nie tyle położnej, ile douli. Być może trzeci tom sagi będzie nosił właśnie tytuł Doule. Jednak o ile w Akuszerkach poród Reginy musiał wywołać refleksję tak w głównej bohaterce, jak i w czytelnikach, o tyle w Położnych jest to po prostu kolejny z długiej listy opisanych przypadków. Mimo że jest o wiele lepiej skonstruowany, wciąż pozbawiony jest przełomowego znaczenia i refleksji o sytuacjach, w których potrzebna jest nie tylko doula, lecz także sala operacyjna z personelem medycznym.
Czemu kluczowa scena nie niesie takiego ciężaru emocjonalnego, jak w pierwszej powieści? W całej książce wydarzenia poznajemy poprzez opowieści świadków, nie uczestniczymy w żadnym z nich. Regina jest autorytetem, mentorką, wsparciem. Pozostali bohaterowie chętnie się jej zwierzają. W efekcie dowiadujemy się o nawet najbardziej traumatycznych historiach kazirodczych gwałtów czy eksterminacji Żydów poprzez relacje – z drugiej ręki i ochłodzone przez dystans czasowy. Relacje świadków sprawdzały się w greckiej tragedii, gdy było o wiele mniej bohaterów. Z tego względu napięcie w powieści nie narasta, a ostatni poród nie staje się satysfakcjonującym zwieńczeniem narracji.
Jeżycjada z okolic Brzeska
Choć schemat słuchającej Reginy staje się nużący, uzasadnia wycofanie głównej bohaterki i jej trudności w relacjach z dziećmi i mężem. Rodzina bohaterki jest frapująca nie tylko ze względu na dyskusyjny związek młodych ludzi wychowanych jako rodzeństwo. W narracji podkreśla się więź Reginy z synem, mimo że nie jesteśmy świadkami żadnej ich rozmowy. Podobnie jest w przypadku rozpadu małżeństwa głównej bohaterki. Mamy uwierzyć narratorowi na słowo, przyjąć jego wnioski, mimo że nie możemy poczynić własnych obserwacji. Przypomina to sposoby kształtowania narracji w Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz, które spotkały się z krytycznymi uwagami czytelniczek i badaczek.
Do skojarzeń z Jeżycjadą skłaniają też zmiany w fabule lub życiorysach bohaterów znanych z Akuszerek. Przykładowo nic nie wskazuje, aby Florek został ojcem chrzestnym jednego z synów Reginy, gdyż wydarzenie to miało miejsce zapewne w Krakowie, a nieletni Florek był zaledwie synem przyjaciela rodziny. Powinowatym został później. Nazwisko jednej z bliźniaczek zostało pomylone w taki sposób, że sugeruje inną postać. Jadwiśka – nazywana w drugim tomie położną z powołania – w Akuszerkach nawet nie zaniosła swojego dyplomu położnej do urzędu. Dopiero po własnym porodzie i spotkaniu ze Śmiercią zdecydowała się korzystać z uprawnień i wejść do zawodu. Brat Reginy zostaje rozpoznany dzięki podobieństwu do ojca, mimo że w pierwszej części wzorem jego wyglądu jest dziadek dziedzic dziwkarz. Być może redakcja czytała Akuszerki i Położne mniej uważnie niż wierne fanki?
Dziennik panny z dworku, pionierki szkół rodzenia
Położne warto czytać równolegle z inną nowością na polskim rynku literackim: z pierwszym tomem dzienników Jadwigi Beaupré. To założycielka jednej z pierwszych w Polsce szkół rodzenia, ginekolożka, panna z dworku prowadząca działalność społeczną w swoim majątku. Przyznaję, że szukałam jej na kartach Położnych. Akcja powieści ma miejsce w okolicach Brzeska, zaś Jadwiga wychowała się w Sygneczowie nad Wieliczką. To okolice Krakowa, jednak oddalone od siebie na tyle, że los tej autentycznej postaci nie przeciął się z bohaterkami fikcji. Może w trzecim tomie…?
Jadwiga rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim dopiero w 1930 roku jako 28-letnia mężatka z 9-letnim stażem. W 1938 została doktorem nauk medycznych. Przed II wojną światową pracowała w Szpitalu im. Narutowicza w Krakowie, a od 1953 w Szpitalu im. Żeromskiego. Poznajemy panienkę, która postanawia, że nie będzie się więcej starać, marzy o własnym biureczku i porządku wokół siebie. Z takiej dziewczynki na naszych oczach wyrasta nastolatka, która następnie podejmuje pierwsze kroki w działalności społecznej – stąd już tylko krok dzieli ją od medycyny i nauki. Jest odległa od wszelkich XIX-wiecznych wyobrażeń o kobietach cichych i pokornego serca. Cechuje ją determinacja i odwaga, a przy tym nie jest literatką, dlatego nie sposób ocenić, na ile jej dzienniki są autoterapią i operują przesadą. Bez względu na to, jej dzienniki czyta się szybko, jakby towarzysząc kobiecie, która nie ogląda się za siebie. To bezcenne źródło dla badaczek i badaczy przemian społecznych związanych z szeroko pojętymi kwestiami zdrowia kobiet, a także dla wielickich i małopolskich regionalistek i regionalistów. Warto dodać, że Jadwigę Beaupré badają równolegle miejscowi społecznicy (szkoła w Sygneczowie nosi nawet jej imię), jak i osoby zajmujące się historią kobiet. Publikacja pierwszego tomu jej dzienników przez Fundację Ośrodka KARTA pozwala scalić te badania, wzbogacić je o nowy materiał oraz popularyzować w jeszcze szerszym gronie.
Sabina Jakubowska chce swoje bohaterki uczynić żywymi, przez co Regina nie budzi oczywistej sympatii, mimo że aż chce się jej kibicować. Taka postać może być trudna do rozegrania w powieści, za to pomaga z empatią spojrzeć na prawdziwych ludzi, jak bezkompromisowa Jadwiga Beaupré. Paradoksalnie właśnie w ten sposób fikcja pozwala nam lepiej odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości i nie oczekiwać w prywatnych dziennikach przekazów hagiograficznych. Warto czytać te książki równolegle i zarazem trzymać kciuki za to, aby w trzecim tomie – jeśli powstanie – któraś z bohaterek uczyła lub uczęszczała do szkoły rodzenia założonej przez Jadwigę Beaupré. Czekam na taki zwrot akcji równie mocno, jak na podnoszenie jakości opieki okołoporodowej dostępnej dla każdej kobiety, w każdych czasach i w każdych warunkach.