Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Podsumowanie 2020

Artykuły /

To nie był zwyczajny rok. Mimo całego piekła zgotowanego nam przez wirusy i inne instancje życia publicznego, nie mogliśmy zrezygnować z naszego corocznego popkulturalno-społecznego podsumowania. Jak zwykle: nasi autorki i autorzy mają dla Was trzy plusy, trzy minusy i jedno odkrycie dokonane w ubiegłym roku, ale pochodzące z lat wcześniejszych. Zapraszamy do zapoznania się z ich typami:

Monika Borys | Olga Drenda | Teresa Fazan | Konrad Janczura | Rozalia Knapik-Wojtaczka | Aleksandra Kumala | Łukasz Łoziński | Artur Nowrot | Bartek Przybyszewski | Filip Ryba | Konrad Sierzputowski | Rafał Sowiński | Olga Szmidt | Mateusz Witkowski | Przemysław Zańko

_______________________________________________________

Monika Borys

Strajk Kobiet

Rewolucja feministyczna trwa w Polsce od lat, ale w tym roku mieliśmy jej najmocniejszą, najbardziej wymagającą, ale też triumfalną odsłonę. Strajk Kobiet był dla mnie najważniejszym przeżyciem roku i prawdopodobnie trzech ostatnich dekad. Pierwszy raz od dawna poczułam wspólnotę, która nie ograniczała się do grupy najbliższych, ale oplotła całą Polskę. W małym miasteczku, gdzie się urodziłam, w którym dotąd jedynymi marszami w przestrzeni publicznej były procesje, na ulicę wyszło ponad 500 kobiet, żądając podstawowych praw do samostanowienia o sobie i swoim ciele. Nigdy nie będziecie szły same.

Przeczytaj także: Kuce i pijani władzą

Przyroda

W roku kryzysów otuchę i ukojenie przynosił mi kontakt z przyrodą. Zdałam sobie sprawę, że zastygając na długie miesiące w Warszawie, staje się przyrodniczą analfabetką i zapominam, że to w lesie czuję się najlepiej. Moje postanowienie na nowy rok to więcej spacerów po lasach, obserwacji natury, dbania o zwierzęta i kontakt z nimi.

Mira Marcinów, Bezmatek

Najbardziej erotyczna książka, jaką przeczytałam w ubiegłym roku i najbardziej zmysłowa książka o śmierci, jaką przeczytałam kiedykolwiek. O tym, jak żałoba po stracie matki włazi w ciało, które chce żyć intensywniej niż wcześniej.

Przemoc państwa

Żadne z negatywnych zjawisk w 2020 roku nie dorównuje ruchom, które wykonało Prawo i Sprawiedliwość wobec kobiet i mniejszości seksualnych. Wyrok TK w sprawie aborcji, propaganda „ideologii LGBT”, homofobiczne ciężarówki, transfobia w mediach głównego nurtu… Musieliśmy być bardzo silni i silne, żeby to przetrwać.

Antyszczepionkowcy w mainstreamie

Zdaję sobie sprawę, że niepewny czas pandemii to warunki cieplarniane dla teorii spiskowych, które mogą pomóc oswajać trudną rzeczywistość. Mimo ze rozumiem, z czego wynika psychologiczna potrzeba szukania wytłumaczeń dla kryzysów, trudno nie uznać za wyjątkowo szkodliwe dla zdrowia publicznego, że prezydent podczas telewizyjnej debaty puszcza oko do antyszczepionkowców, a kolejne platformy i media dają przestrzeń celebrytom snującym opowieści o tym, jak Bill Gates chce zdepopulizować ludzkość, a na odporność najlepsze jest oregano.

Prawica w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Trudno też wyobrazić sobie sytuację, by sztuką współczesną zajmowały się osoby, które, używając języka III Rzeszy, tę sztukę uznają za „zdegenerowaną” i przed nią przestrzegają. A w ten sposób, chodząc po ultraprawicowych mediach, o sztuce opowiada Krystyna Różańska-Gorgolewska, wicedyrektorka CSW. Co zostanie z instytucji kultury po trwającej faszyzacji?

ContraPoints

ContraPoints (Natalie Wynn), nazywana Oscarem Wilde’em Youtube’a, już od kilku lat tworzy wideoeseje, ale dopiero w tym roku obejrzałam wszystkie jej filmy. Myślę, że jest najlepszym, co mogło się Youtube’owi przytrafić. Jeśli robić w sieci karierę jako filozofka, to tylko taką. ContraPoints opowiada o polityce i płci, cancel culture czy toxic masculinity, często rozpisując swoje kwestie na intensywne, długie dialogi. Moją ulubioną postacią, w którą wciela się Wynn, jest Tabby – transgenderowa catgirl reprezentująca poglądy radykalnej lewicy. Polecam szczególnie osobom, które chcą zrozumieć dynamikę dzisiejszych podziałów politycznych.

_______________________________________________________

Olga Drenda

Karambol w Kosmosie

Podnoszący na duchu i bardzo sprawnie zorganizowany festiwal w malutkim Łobzie. 

Piotr Paziński, Atrapy stworzenia

Pięknie napisany esej o analogowej dolinie niesamowitości, czyli o manekinach, lalkach i sztucznych ludziach. 

Wystawa Urszuli Broll w Królikarni

Nareszcie cała Polska poznała dorobek wielkiej malarki z Katowic. Mędrczyni.

Zmęczenie

Zapasy nadziei wydają się zużywać, niebawem pewnie wszyscy wejdziemy w tryb kryzysowy. Dla kultury oznacza to renesans DIY, samoorganizacji i może jakiś nowy odpowiednik punka, ale dla codziennego życia ludzi nic wesołego. 

Kampania oszczerstw wymierzona w osoby LGBT+

Świństwo.

Śmierć Kim Ki-Duka i Harolda Budda

Wszystkie zgony spowodowane COVID-19 to wielki smutek, ale do tych dwóch twórców byłam bardzo przywiązana.

Playlista Inner Life na Spotify

Stworzona przez Tomka Szpaderskiego z grupy Kamp! (i aktualizowana na bieżąco) gwarantuje nam spokój instant.

_______________________________________________________

Teresa Fazan

Jessie Ware, What’s Your Pleasure

Zastanawiając się nad ukochanym albumem 2020, w pierwszej chwili pomyślałam o Disco Kylie Minogue, który przyniósł mi sporo radości pod koniec roku, jednak to nowa płyta brytyjskiej artystki Jessie Ware – również sięgająca ejtisowej tradycji disco – stała się moim osobistym numerem jeden. Zwłaszcza dzięki tanecznym teledyskom do tytułowego What’s Your Pleasure, Step into my life czy Soul Control. Nic tak nie umila jesienno-zimowych wypraw rowerowych jak dobry disco pop. Z polskich płyt w przetrwaniu kolejnych lockdownów pomogły mi zwłaszcza dwa romantyczne krążki: wiosną Piosenki dla dziewczyn Brożka, a w końcówce roku Odbierz w końcu Młodego Polaka. 

Więcej: Pandemiczne disco

Odgrzewanie starego, czyli kilka ważnych przekładów 

Pandemia była dla mnie czasem odkrywania istniejącego: chętniej sięgałam po teksty przedpandemiczne i klasyczne niż po nowości wydawnicze. Na szczęście rok 2020 okazał się łaskawy jeśli chodzi o polskie wydania zagranicznych tekstów. Najważniejsze dla mnie przekłady tego roku to – w końcu! – Czarna skóra, białe maski Fanona (przeł. Urszula Kropiwiec) i trzy pozycje pisarek anglojęzycznych: Argonauci Maggie Nelson (przeł. Kaja Gucio), Jesień Ali Smith (przeł. Jerzy Kozłowski) i Misterium i maniery Flannery O’Connor (przeł. Michał Kłobukowski). Niech żyją tłumaczki i tłumacze! 

Przeczytaj także: Wolność, czyli walka (F. Fanon, „Czarna skóra, białe maski”)

Wielka (Hulu/HBO)

Doskonale pastiszowy, niesmaczny i przesadzony serial z Elle Fanning i Nicholasem Houltem w rolach głównych wybrzmiał na przekór mody na melodramatyczne i nadęte produkcje o monarchiach. Niby historyczny, a jednak absurdalnie współczesny, kpiący z głupoty i przemocy władzy, a także z uwikłania nieogarniętych i wpływowych rządzących. Z iskrą emancypacyjnej energii dzięki błyskotliwej i zadziornej Katarzynie – choć bez złudzeń, że sfeminizowana władza traci cokolwiek ze swego przemocowego charakteru.

Śmierć Davida Graebera

Ratuje nas to, że autor był niezwykle płodny i nadal pozostaje sporo do przetłumaczenia i przeczytania (zwłaszcza, jeśli podobnie jak ja, natknęliście się na jego twórczość stosunkowo niedawno). Do tej pory w polskiej wersji językowej ukazały się Utopia regulaminów (2016), Dług (2018) i Praca bez sensu (2019), wszystkie wydane nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Mam nadzieję, że śmierć pisarza stanie się motywacją do tego, aby przekładać i czytać jego książki. Nie tylko punktują one absurdy późnego, zbiurokratyzowanego kapitalizmu, ale także przywołują historycznie alternatywy i proponują możliwe linie ujścia z rzekomo omnipotentnego systemu. 

Online da się wszystko albo skandal braku wsparcia

Krytykowanie przenoszenia wszystkiego do internetu w sytuacji, kiedy wielu artystów/instytucji/festiwali nie miało innego wyjścia (możliwość chwilowego odpuszczenia „produkcji” okazało się ekonomicznym przywilejem nielicznych) jest oczywiście kompletnie bezpłodne – równie dobrze można by się obrazić na pandemiczną rzeczywistość. Krytykować jednak można formę wsparcia dla ludzi kultury. Powinna być to pomoc bezwarunkowa, a nie grantowa czy konkursowa. Niewielkie, ale bezwarunkowe i natychmiastowe dotacje otrzymali twórcy w niektórych krajach Unii (np. w Niemczech), a chwilowy brak produktów ich działalności nie doprowadził do zapaści świata kultury i sztuki. Wręcz przeciwnie: odnoszę wrażenie, że przerwa w nadawaniu/odbieraniu przydała(by) się wielu z nas. 

Tenet, reż. Christopher Nolan

Może to deficyt konkurencyjnych, dużych produkcji albo brak możliwości obejrzenia filmu w kinie, ale wiszący na afiszach przez całe półrocze film Nolana okazał się dla mnie dwu i półgodzinnym seansem bijatyk i nudy. Aha, no i nadal nie mam pojęcia o czym jest Tenet. Mały plusik za Kennetha Branagha, który naprawdę stara się być medalowym szwarccharakter co wychodzi mu… no, jakoś tam.

Przeczytaj także: Po nas choćby potop (refleksje wokół „Teneta”)

Ursula K. Le Guin, Wydziedziczeni, przeł. Łukasz Nicpan

W oryginalnym tytule powieści z 1974 roku znajduje się dopisek An Ambiguous Utopia. Istotnie, zestawienie życia na planecie opanowanej przez anarchizm ze światem zdominowanym przez system przypominający późny kapitalizm tworzy niezwykle ambiwalentną opowieść. Owa ambiwalencja dotyczy obu rzeczywistości i podważa istniejące rozwiązania systemowe, czyniąc alternatywy możliwymi do pomyślenia. Odnoszę wrażenie, że Le Guin to pisarka doskonała na czas stuporu. Bez popadania w naiwność czy idealizm pomaga ćwiczyć wyobraźnię w patrzeniu poza to, co zwykło się uznawać za oczywiste i niemożliwe do zmiany.

_______________________________________________________

Konrad Janczura

Gry wideo nabrały na znaczeniu

Choć na przestrzeni lat powstało w grach mnóstwo interesujących fabuł i mechanik, to dekodowanie zawartych w nich kontekstów potrafiło absorbować jedynie wąskie kręgi wtajemniczonych. Jednak po świetnych produkcjach ostatnich lat, nie tylko wielkich jak Red Dead Redemption 2, ale i kameralnych, jak Celeste, Disco Elysium czy zeszłoroczny Hades, kulturalne salony nie są już w stanie traktować wirtualnych narracji z pobłażaniem. Zwłaszcza gdy tegoroczne dyskusje o The Last of Us 2 czy Cyberpunku 2077 zjadły uwagę wszystkim wziętym autorom książek.

Przeczytaj także: Głód fantomowy, czyli dlaczego zbieram śmieci w grach

Muzyka w pandemii przestała być tłem

Po latach marazmu pisma i portale kulturalne znowu zaczęły zawierać w sobie wnikliwe recenzje muzyczne, pisane często w całkiem nowatorski sposób. Chciałoby się napisać „jak trwoga to do Boga”, ale dobrze, że w czasach kryzysu na nowo odkryliśmy sztukę słuchania całych albumów. Tuż przed covidowym kryzysem miałem wrażenie, że dźwięki stały się już tylko przyprawą do jedzenia i kawy. Tak: ja też tam bywałem, I saw the best minds of my generation… oh, wait!

Szczepan Twardoch dorósł

Premiera nowej książki Ślązaka obyła się bez rękawic bokserskich, potu i Mercedesa. Pisarz wypowiadał się zwięźle i rzeczowo, a żaden z ataków na jego osobę nie potrafił wytrącić go z tej, widać, w bólach wypracowanej równowagi. Opłacało się. Tak trzymać!

Przeczytaj także: Do połowy

Literatura jest słaba

Spójrzmy prawdzie w oczy: ani Zadie Smith, ani Paul Auster, ani Olga Tokarczuk… Żadne z nich nie obroniło nas przed populistyczną prawicą, covidem czy nawet codziennym neoliberalizmem, choć słowa wielkich pisarzy zawsze można „przytulić do serca”. Mam jednak wrażenie, że nie wszystko rodzi się wpierw w opowieści, jak chciałby to Czuły Narrator. Opowieść powstaje na końcu, gwoli formalności. Wieczna jest tylko walka klas… ponownie: oh, wait!

Przeczytaj także: Herezje głosić zuchwałe rzemiosło (O. Tokarczuk „Księgi Jakubowe”)

CD PROJEKT RED

Choć wiosną postanowiłem zagrać na nosie polskiej propagandzie sukcesu i na łamach Krytyki Politycznej ostentacyjnie wzgardziłem Cyberpunkiem, nie sądziłem nawet, że pół roku później wszystko spełni się co do joty. Gra pełna błędów, anachroniczna w swojej konstrukcji, z efektowną grafiką miasta, która ma odwrócić uwagę od stosu niedoróbek. A największym wygranym jest korporacja, umiejąca ten okupiony pracowniczą męką bubel opchnąć w milionach egzemplarzy.

Teorie spiskowe

Kiedy w 2016 roku współredagowałem z Filipem Fierkiem numer tematyczny Ha!artu o teoriach spiskowych (kiedyś Ha!art miał swoją gazetę, tak, moi mili), Jan Bińczycki podczas spotkania promocyjnego nie dowierzał mi, że teorie spiskowe staną się głównym środkiem i sposobem rozumowania współczesnej polityki. Jak bardzo wtedy chciałem się mylić. Jak bardzo nie lubię, gdy wychodzi na moje.

Nowa polska poezja

Od kilku lat, od kiedy jestem trzeźwy, poza grami i gimnastyką moim skrytym zajęciem jest czytanie nowych polskich poetów. Zwłaszcza w pandemii ich słowo mogłem „przytulić do serca” (choć często ich bólem gasiłem swój własny, jakkolwiek to brzmi), a także, dzięki nim byłem w stanie odpocząć od mało ludzkich języków współczesności. Uwielbiam wiersze Ilony Witkowskiej i Agaty Jabłońskiej, wspaniale ekspresyjny tom wydała rok temu Nina Manel, bardzo cenię artystów związanych ze Stonerem polskim: Patryka Kosendę, Pawła Harlendera, Filipa Matwiejczuka czy Krzysztofa Pietralę. Czekam na debiut Alicji Duszy i wszystko, co wyjdzie spod redakcji Mai Staśko. W sercu został mi szczególnie prosty poemat Aleksandry Wstecz (red. Miłosz Biedrzycki), być może przez słabość do Morza Czarnego albo ogólną tęsknotę za światem wczorajszym, w którym na poetyczność pozwalałem sobie zbyt rzadko. Zdecydowanie.

Przeczytaj także: Aleksandra Wstecz, „Kwiaty rozłączki” (fragment)

_______________________________________________________

Rozalia Knapik-Wojtaczka

Radio Nowy Świat i podcasty Anny Gacek

Po trójkowej aferze pod mój dach nieoczekiwanie powróciło radio. Co ciekawe, w Nowym Świecie częściej od tuzów polskiego dziennikarstwa słucham młodych talentów. Audycje Mateusza Andruszkiewicza i Kingi Krasuskiej robią mi każdą sobotę. Warto też przyjrzeć się pozaradiowym projektom Anny Gacek, zwłaszcza podcastowi Sweet 90’s, który przenosi słuchaczy w bezpieczne lata dziewięćdziesiąte (odcinki z niejasnych przyczyn zniknęły z Audioteki, ale podobno mają powrócić).

David Attenborough: Życie na naszej planecie

W tym roku wystawiłam na Filmwebie dwie dziesiątki: jedną za Parasite (wiadomo), a drugą za film przyrodniczy na Netfliksie. David Attenborough kreśli obraz barwnego świata, który ujednolicał się i pustoszał dosłownie na jego oczach. Trudno w najlepsze ignorować galopujący kryzys ekologiczny, kiedy 94-letniemu biologowi łamie się głos z bezsilności. Na pożegnanie dostajemy jednak promyk nadziei. Przy tej okazji polecam też serial Nasza planeta, który zachwalałam w podsumowaniu 2019 – znajdziecie w nim bardziej pogłębione wątki i jeszcze więcej humbaków.

Przeczytaj także: Podsumowanie 2019

Instagram Make Life Harder

Nie wiem, jak zniosłabym ten rok, gdyby nie stories chłopaków z @make_life_harder. Codzienny zlepek wyselekcjonowanych memów, nierzadko o ironicznym i politycznym zacięciu, można spokojnie rozpatrywać jako fenomen kulturowy. W czasach upadku autorytetu mediów cieszy, że są jeszcze miejsca, w których można sobie i pośmieszkować, i pooglądać relacje z protestów. W ogóle – zaangażowany Instagram jest super, a szczególne ukłony należą się @kasia_coztymseksem, która ma w sobie wystarczająco dużo energii, żeby nieść polskiej młodzieży kaganek seksualnej oświaty.

Kulturowy lockdown

O minusach bardziej zbiorczo, bo w 2020 starałam się unikać nadprogramowych ciosów ze strony wytworów popkultury. Jak wiadomo, większość wydarzeń odwołano lub przeniesiono (wciąż wybieram się na pożegnalną trasę Lao Che, ale nie mam bladego pojęcia, kiedy – straciłam rachubę gdzieś przy czwartym terminie). To samo dotyczy kinowych premier, i o ile odroczony Bond to jeszcze pół biedy, przed nami kolejne dziesięć miesięcy czekania na Diunę. Najbardziej i tak martwi niepewna przyszłość ledwie dyszących instytucji, które pozamykano na cztery spusty. Niby powołano fundusz wsparcia, który miał pomóc to wszystko posprzątać, ale wyszło jak zawsze, a niesmak pozostał. 

Przeczytaj także: Nowy Bond, stare sztuczki (Spectre)

Afera wokół Trójki

Smutna historia o nadgorliwości, upolitycznieniu mediów i małostkowych ludziach, którzy nie potrafią przyznać się do błędu. Wygrał tylko Kazik, przegrała cała reszta. 

Edyta Górniak i przyjaciele

Jak to zgrabnie ujął Bartek Przybyszewski, o kilku osobach publicznych dowiedzieliśmy się więcej, niż byśmy chcieli. Mniej więcej od marca toczyła się gra o foliarski tron i choć pretendentów było wielu, na ostatniej prostej zwyciężyła Edyta Górniak (po czym „pożegnała” fanów i całkiem odleciała). Skalę szkodliwości pseudonaukowych orędzi, które w minionych miesiącach zalały social media, będziemy mogli oszacować dopiero niebawem.

Mad Season 

Rok 2020 sprzyjał powrotom do przeszłości, więc odkryć z lat poprzednich było prawdopodobnie więcej niż nowinek, ale będę się streszczać. Mad Season, czyli supergrupa z Seattle z McCreadym na gitarze i Staleyem na wokalu. Long Gone Day, River of Deceit i cała reszta albumu to solidny materiał na otarcie łez, gdy dopadną Was sentymenty, a zmęczycie już całą dyskografię Alice in Chains. 

Przeczytaj także: Seattle bez prądu. Pearl Jam, Nirvana i Alice in Chains dla MTV Unplugged

_______________________________________________________

Aleksandra Kumala

Aida, reż. Jasmila Žbanić

Dla mnie najlepszy tytuł wirtualnego 20. MFF Nowe Horyzonty, pokazujący bezsilność międzynarodowych organizacji w starciu z czystym złem. Miażdżące kino.

Unorthodox (Netflix)

Choć zarzucano jej proste, czarno-białe podziały, dla mnie to jedna z najlepszych odcinkowych produkcji 2020 roku. Magnetyczna Shira Haas, opowieść z gatunku coming-of-age i wielka Historia w tle. Dodatkowy plus za niewymuszone, otwarte zakończenie.

Nowy papież (HBO)

Dwa słowa: Jude Law. Zawsze. Wszędzie. Amen.  

Rozłąka (Netflix)

Główna bohaterka to dowódczyni wyprawy na Marsa (!), która w kosmosie zajmuje się wyłącznie problemami pozostawionych na Ziemi męża i nastoletniej córki. Dodatkowe atrakcje: rosyjski członek załogi (Misha, a jakże!), który poi pozostałych wódką i bożonarodzeniowe dekoracje, których – w przeciwieństwie do innego, niezbędnego na statku kosmicznym wyposażenia – nie brakuje. 

Od nowa (HBO)

Jedyny mocny punkt tego mini-serialu to Hugh Grant, który na starość zaczął świetnie grać. Jeśli chodzi o słabości, wyliczać można by bez końca, więc skupię się na największej – skrajna egzotyzacja i erotyzacja latynoskiej bohaterki oraz przemocy wobec niej, połączona ze stereotypowym przedstawieniem jej męża – jako agresywnego macho, oczywiście. 

Sylwester Marzeń z Dwójką

Bracia Golec przylecieli na niego balonem (w Zakopanem żegnał ich burmistrz miasta, w Ostródzie witał sam Jacek „Pik” Kurski; w drodze pokonali nawet tunel czasoprzestrzenny!), Cleo i Roksana Węgiel playbackowały w najlepsze, ZWISAJĄC Z SUFITU, zespół Boys wystąpił w sombrerach. Natalii Oreiro niestety zabrakło.

Wojenne dziewczyny (TVP)

Serial tak zły, że nie da się od niego oderwać, choć z odcinka na odcinek oczy szczypią coraz bardziej. Wojenne science-fiction z najniższej półki: festiwal stereotypów, przekłamań i fatalnego aktorstwa, o scenografii i kostiumach nie wspominając. Guilty pleasure z gatunku Wiadomości: zupełnie alternatywna rzeczywistość. 

_______________________________________________________

Łukasz Łoziński

Kultura języka z polskich ulic

Podmiot nie zgadza się z orzeczeniem, Annuszka już rozlała olej – te hasła przeczytali chyba wszyscy. Warto poza tym wyróżnić chłopaków, którzy na demonstrację pod Pałacem Biskupim w Krakowie przyszli z transparentem o treści: Las Birnam ruszył. Klasyka literatury została przeczytana, a i lekcje gramatyki przerobione. I z całą świadomością krzyczymy: wypierdalać!

Przeczytaj także: Kuce i pijani władzą

Dua Lipa, Future Nostalgia

Styl jej nowego albumu może zaskakiwać. Tym razem, zamiast aranżacji eksponujących wokal, otrzymujemy gęste struktury, zdominowane przez mocne rytmy klubowe. Choć Future Nostalgia nie dostarcza takich earwormów jak poprzedni album, to wciąż ma wiele do zaoferowania – otwiera złożone przestrzenie, które nie nudzą się po dwudziestym przesłuchaniu. Duę Lipę okrzyknięto Madonną nowego pokolenia i oczywiście nie brak głosów, że to porównanie jest przesadzone. Ja natomiast powiem więcej: Madonna od 15 lat nie nagrała tak ciekawego albumu jak Future Nostalgia.

Przeczytaj także: Pandemiczne disco

Mank, reż. David Fincher

Recenzenci wysuwają solidne argumenty przeciw Mankowi. Rzeczywiście film można uznać za przegadany i nadmiernie skupiony na objaśnianiu przemian społeczno-politycznych Ameryki lat 30. i 40. Ale jest to zniewalająco piękna wycieczka po zapleczu Fabryki Snów, gratka dla fanów starego kina. Niektóre sceny zdają się nawiązywać do Słodkiego życia (ogród, fontanna). Podobnie jak u Felliniego dostajemy koktajl z wiary i zwątpienia w sens opowiadania sobie historii. Nie każdemu smakuje, ale ja proszę jeszcze raz to samo.

Tenet, reż. Christopher Nolan

Tenet jest taki jak Incepcja, tylko że zupełnie inny. Bo zamiast DiCapria dostajemy młodego Washingtona, który fajnie się bije, ale gdy trzeba coś powiedzieć, to lepszy byłby syntezator mowy. Naszym przewodnikiem po świecie stojącym na głowie, w zastępstwie szarmanckiego Gordona-Levitta, jest Pattinson, a pogłoski o jego przebudzeniu po Zmierzchu to jednak zbyt wiele. Rolę Elizabeth Debicki może i bym zapamiętał, gdyby nie fakt, że ciągle myślałem o Marion Cotillard. Nolan przygotował w Tenecie sztuczki wszelkiego rodzaju. Ale zasadnicze pytanie, jak zwykle, brzmi: czy obchodzą nas bohaterowie i ich historie.

Przeczytaj także: Po nas choćby potop. Refleksje wokół „Teneta”

Szczepan Twardoch, Pokora

Początek obiecuje wiele. Niestety w połowie powieść traci wysoką jakość. Być może termin gonił.

Przeczytaj także: Do połowy (Szczepan Twardoch, „Pokora”)

Suburra (Netflix)

W gruncie rzeczy to serial godny uwagi. Umieszczam go jednak wśród rozczarowań dlatego, że rozbudził nadzieje, których trzeci sezon nie zdołał spełnić. Już sam pomysł, by stworzyć gangsterską sagę w scenerii współczesnego Rzymu brzmi jak samograj. Co ciekawe, twórcy scenariusza uciekli od gatunkowego schematu i, zamiast opowiadać dzieje jednej rodziny mafijnej, skupili się na outsiderach. Czego zabrakło? Fabularnego realizmu. W ostatnim sezonie bohaterowie są gotowi w zasadzie na wszystko, więc przestajemy traktować ich działania serio. Serialowi zabrakło też wizualnej jakości, jaką miała neapolitańska Gomorra, będąca w jakimś sensie wzorem dla Suburry. Pościgi i strzelaniny zbliżają się wręcz do groteski. Mimo wszystko to niezła rozrywka i szkoda, że nic więcej.

Arcade Fire

Słuchałem ich płyt wcześniej, ale dopiero podczas pandemii okazały się niezastąpione. Wyraziste rytmy z Suburbs i Reflektora pomogły mi przetrwać straszną nudę pracy zdalnej.

Przeczytaj także: Orfeusz i Eurydyka w świetle reflektora (Arcade Fire, „Reflektor”)

_______________________________________________________

Artur Nowrot

Susanna Clarke, Piranesi, przeł. Wojciech Szypuła

Wielki powrót autorki Jonathana Strange’a i pana Norrella. Książka skromna pod względem objętości, ale pięknie napisana, wciągająca i zaskakująca, mądra.

Elliot Page

Rok 2020 był to rok przytłaczający rozmiarami queerfobii, szczególnie wymierzonej w osoby transpłciowe. Ujawnienie się znanego m.in. z głównej roli w Juno Elliota Page’a było aktem odwagi, ale też po prostu jasnym promykiem.

Napisy na transparentach

W tle walki osób z macicami o swoje prawa rozgrywało się też starcie języków: z jednej strony pełen eufemizmów i dogwhistles, rozmydlający znaczenia socjolekt polityków i duchownych, z drugiej zaś język bezpośredni i szczery, nie bojący się dosadności, a jednocześnie żywotny i świeży w komunikowaniu, że podmiot nie zgadza się z orzeczeniem. Poezja zaangażowana wyszła na ulice.

Przeczytaj także: Kuce i pijani władzą

Isabel Fall

Na początku zeszłego roku w magazynie „Clarkesworld” ukazało się opowiadanie I Sexually Identify as an Attack Helicopter – przewrotny tekst w inteligentny sposób przejmujący nieśmieszny transfobiczny żart. Kilka dni później – po socialmedialnej burzy, w trakcie której zarzucano autorce (jak się okazało: nieujawnionej transpłciowej kobiecie) bycie TERF-ką, mężczyzną i neonazistką – tekst został usunięty, a Isabel Fall z myślami samobójczymi trafiła do szpitala. Nie wiadomo, czy jeszcze coś napisze. Jeśli zarzuty wobec tzw. „cancel culture” są w jakimkolwiek stopniu zasadne, to nie w odniesieniu do krytyki dobrze sytuowanych osobistości medialnych – ale marginalizowanych autorów odważnych, prowokujących tekstów.

Homofobia w „Nowej Fantastyce”

W samym środku rozkręconej przez walczącego o reelekcję prezydenta nagonki na osoby LGBTQ czasopismo literackie publikuje opowiadanie o gejach porywających dzieci na użytek pedofilów. Następnie tłumaczy się rozdziałem literatury i polityki, a fani krytykę i próby nagłośnienia sprawy traktują jak zdradę i cenzurę. Jest i jasny punkt: redaktorzy ostatecznie przeprosili i przygotowali numer tematyczny poświęcony fantastyce z motywami queerowymi.

Rome, The Lone Furrow

Nie sądzę, żeby lider Rome – Jerome Reuter – był faszystą. Ale nie potrafię słuchać jego nowej płyty bez zaniepokojenia bliską faszyzmowi retoryką odrzucenia miałkiej współczesności i powrotu do pradawnych pogańskich tradycji. A gościnnego występu Nergala życzącego wrogom, aby ich nasienie zgniło, nie potrafię słuchać w ogóle.

Brytania (HBO)

Wielowątkowy serial fantasy, który świetnie miesza historyczne realia ze współczesnymi dialogami, podniosły, mityczny rejestr chętnie kontrapunktuje humorem, a wszystko okrasza hojną dawką psychodelii.

_______________________________________________________

Bartek Przybyszewski

Matthias Cramer, Watergate

Intrygująca planszówka wydana przez działające w Polsce od niedawna wydawnictwo Lucky Duck Games. Ciekawa jest już na poziomie konceptu – oto ktoś przerobił jedną z najniesławniejszych afer amerykańskiej polityki na grę, do tego traktując temat poważnie i posługując się prawdziwymi nazwiskami i cytatami. Ba – sama instrukcja tłumaczy zasady tylko przez 10 stron, pozostałych 13 poświęca na szczegółowe objaśnienie kontekstu historycznego. Mechanika to przeciąganie liny połączone ze świetnie pomyślaną planszą, imitującą tablicę korkową, do której jedna strona (dziennikarze) przypina poszlaki mające zatopić Nixona, a druga strona (Nixon) zaciera ślady i ucisza informatorów. No i wreszcie: Watergate jest intrygująco asymetryczna. Strona grająca prezydentem ma po prostu dużo większe szanse w starciu z niemal bezbronnymi dziennikarzami. Grałem kilka razy i za każdym razem wygrywał Biały Dom. Ta nierówność jest nie tylko zgrabnym komentarzem politycznym wpisanym w mechanikę, ale też zachęca do kolejnych partii.

Animal Crossing: New Horizons

Okej, gra zjadła mi dużo za dużo czasu, ale w najtrudniejszych momentach pandemii ratowała mnie przed dołkiem. I chociaż finalnie po dwóch miesiącach ją odinstalowałem (miałem dość losowości i niekończącego się craftingu), to na początku pandemii Animal Crossing zrobiło dokładnie to, co miało zrobić. Odrywało od świata.

Intruz, Strzeżone osiedla

Od paru lat mam wrażenie, że polski rap (zarówno ten wykonywany przez 40-letnich weteranów, jak i ten tworzony przez osoby dwa razy młodsze) trochę za mocno zbliżył się do strzeżonych osiedli. Młody gracz o ksywie Intruz udowodnił mi, że w 2020 roku wciąż można nieironicznie napisać bardzo dobry tekst o nierównościach. A potem tak charyzmatycznie go nawinąć, że zachwyci się nim nawet ktoś, kto za ulicznym rapem raczej nie przepada (czyli ja). A ponadto: dostajemy tu najlepsze wykorzystanie wyrazu „chudziuteńki” w historii polskiego tekściarstwa.

Celebrycka szuria

W całej biedzie roku 2020 mieliśmy okazję dowiedzieć się czegoś więcej o mniejszych i większych postaciach polskiego showbiznesu. Karolak bez maseczki awanturujący się z ochroniarzami w Ikei, a potem wyżywający się na obsłudze sklepu w internecie. Doda pytająca w kwietniu Krzysztofa Ibisza, czy ten zna kogoś, kto zmarł na koronawirusa (bo ona nie zna, szach mat). Raperzy Bilon i Kali wygadujący szkodliwe bzdety. Oraz Edyta Górniak i Iwan Komarenko, u których nie wiadomo, od czego zacząć. Na 2021 rok życzyłbym sobie i Państwu nieco więcej odpowiedzialności u ludzi z dużymi zasięgami w social mediach.

Wcześniejsze szczepienie na COVID-19 dla wybranych ludzi biznesu, kultury i polityki

Nie żeby mnie to jakoś specjalnie zaskoczyło, ale niesmak jest.

Marvel Ultimate Alliance 3

Marvelowy hack’n’slash zawodzi i jako gra singlowa, i – co gorsza – jako „kanapowy” co-op (do którego ponoć jest przeznaczony). W tym drugim trybie gra jest nieczytelna i chaotyczna, a szalejąca kamera momentami uniemożliwia ogarnięcie tego, co dzieje się na ekranie (patrz: walka z Magneto). W „singlu” z kolei jest zwyczajnie nudno, bo mimo ogromu (może nawet nadmiaru) znajdziek i systemów rozwoju drużyny, MUA3 pozostaje bezmyślną klikałką z krindżowymi dialogami w cutscenkach.

Renata Gąsiorowska, Cipka

Niepotrzebnie aż 5 lat przekładałem obejrzenie tej świetnej, 8-minutowej animacji (którą w dodatku można za darmo obejrzeć w internecie, o tutaj). Piękna, ciałopozytywna, oswajająca i w przeuroczy sposób przełamująca tabu.

_______________________________________________________

Filip Ryba

Jelani Aryeh, Stella Brown

Jego pierwsza epka, zatytułowana Suburban Destinesia, była świeżym głosem amerykańskiego przedmieścia, zbuntowaną wypowiedzią młodego twórcy, zderzającą się z jakąś gorzką, ale trafną obserwacją przemian we współczesnym świecie. Album z 2019 roku (Helvetic) był najbardziej osobistym zwierzeniem chłopaka, z jakim spotkałem się w ostatnim czasie. Tegoroczny singiel zapowiada natomiast zupełnie nową opowieść. Lekkie brzmienie zbliża się w stronę indie, odchodząc tym samym od twardszego elektronicznego brzmienia i rapu. Tego właśnie było mi trzeba w minionym roku. Stella Brown, I don’t know what to talk about.

Czyj to dom?, reż. Remi Weekes

W horrorach rzadko szukam czegoś więcej niż wieczornej rozrywki albo interpretatorskiej zabawy w duchu Slavoja Žižka. Czasem daję się jednak zaskoczyć. Czyj to dom? jest jednym z najbardziej błyskotliwych studiów uchodźctwa, na jakie ostatnio natrafiłem. Niech was nie zwiodą średniej klasy efekty specjalne, to opowieść o resztkach i widmach, których nie da się zostawić za sobą, jak porzucanego kraju.

Aleksandra Lipczak, Lajla znaczy noc

Książka ważna, nie tylko dlatego, że napisana z postkolonialnym wyczuciem, co w polskich realiach nie jest żadnym standardem, ale przede wszystkim dlatego, że stworzona z potrzeby zbliżenia. Nie ma tu zbędnego epatowania egzotyką, jest raczej próba sensownej debaty o dawnej i przyszłej koegzystencji.

Muzułmański głos w RuPaul’s Drag Race

Długo czekałem na reprezentację świata islamu w programie, którego jestem fanem. W sezonie 11 Mercedes Iman Diamond jako pierwsza otwarcie mówiła o muzułmańskim pochodzeniu. Był to jednak wątek poboczny. Kiedy w sezonie 12 Jackie Cox w pokazie zatytułowanym Gwiazdy i pasy są wieczne wyszła na wybieg w hidżabie i abai, to dosłownie nie posiadałem się z radości. Niestety, rozmowa z jurorami, bezmyślne zarzuty i niekompetentne odpowiedzi powodują, że zamiast odczarowania islamu w pełnym amerykańskości klimacie otrzymujemy zalęknionego i obezwładnionego uciekiniera, uratowanego z piekła.

Przekształcenie Hagii Sophii w meczet

Decyzją sądu unieważniono jeden z najbardziej konstytutywnych dla Republiki Tureckiej gestów – przemianowanie Świątyni Mądrości Bożej w muzeum. Recep Erdoğan po raz kolejny pokazał swoją wizję państwa fundowanego na autorytaryzmie i fanatyzmie religijnym.

Rok 2020

Od oczywistego tematu epidemii, przez apoteozę Joe Bidena, wybuch w bejruckim porcie (będący szczytowym osiągnięciem libańskich elit biznesowo-politycznych), skandaliczną decyzję polskiego Trybunału Konstytucyjnego, brutalną okupację kurdyjskiego Efrinu, represje wobec polskiej społeczności LGBTQIA, aż po okrucieństwo zwolenników reżimu Łukaszenki. Cały rok 2020 zasługuje na poczesne miejsce w minusach.

Przeczytaj także: Kino chrześcijańskiej eksploatacji 

Rebecca Solnit

Nadzieja w mroku, Zew włóczęgi – tego właśnie było mi trzeba, kiedy doskwierały pandemiczne czasy.

Przeczytaj także: R. Solnit, „Mężczyźni objaśniają mi świat” (fragment)

_______________________________________________________

Konrad Sierzputowski

Gracjan Pan. Musical, reż. Cezary Tomaszewski

Jak kocham teatr, tak nienawidzę go w wersji online. Podczas festiwalu Boska Komedia zdarzył się jednak Gracjan Pan i pandemiczne obostrzenia i niemożliwości pełnego uczestnictwa w kulturze przestały być tak irytujące. Musical o gwieździe internetu Gracjanie Roztockim to z założenia pomysł, tak ekscytujący, jak i przerażający. Jednak w piosenkach Gracjana (w nowej aranżacji) na nowo odnalazłem radość i bezgraniczną miłość do świata, a wersy takie jak: Strach się bać, bo to życie takie jest lub Internet, internet. Łączy, łączy ludzi. Internet na stałe weszły do mojego słownika opisu codziennej egzystencji.

Joanna Bator, Gorzko, gorzko 

Kobieca saga Joanny Bator wciągnęła mnie całkowicie i to bez ostrzeżenia. Przyznaję, była to forma całkowitego eskapizmu (to też potężna objętościowo książka) i dziękuję autorce za umożliwienie mi wędrowania między porządkami czasowo-przestrzennymi i śledzeniu losów Berty, Barbary, Violetty i Kaliny. W pragnieniach bohaterek odnajdywałem swoje własne plany, które porzuciłem dawno, nie znając w sumie przyczyny. Zbrodnia, która jest jednym ze spoiw wszystkich historii opisanych w książce, to tylko dobrze rozegrany scenariusz, ale nie on jest tu najważniejszy. Warto przeczytać!

Queerowy Marsz w Nowym Jorku

Z perspektywy czasu widzę, że nic nie było dla mnie ważniejsze podczas tego pandemicznego roku niż udział w queerowym marszu w Nowym Jorku. Zorganizowany pod hasłem Trans Black Lives Matter, bez wsparcia wielkich korporacji oraz banków, za to z ogromną ilością uczestników (nie tylko przedstawicieli LGBTQIA), dał mi więcej siły do pracy nad zmianą sytuacji we własnym kraju.

Przeczytaj także: Czas na radykalną solidarność. Rozmowa z Michaelem Bollandem

Mężczyźni tłumaczący kobietom, że przeklinanie nie przystoi damom

W tym roku irytowało mnie wiele rzeczy, ale dyskusje towarzyszące protestom kobiet przekraczały wszelkie granice przyzwoitości. Opinie polityków, dziennikarzy a nawet akademików były wręcz nieprawdopodobne i tak mocno oderwane od rzeczywistości, że teraz są gdzieś na wysokości  stratosfery. Mam nadzieję, że kiedyś spadną i przygniotą swych twórców ciężarem słusznego wstydu.

Naprzód, reż. Dan Scanlon

Kolejny film PIXARA i tyle. Zmiana „kostiumów” stara się ukryć te same wyświechtane i wielokrotnie używane motywy i rozwiązania narracyjne. Pojawiające się „awangardowe” elementy komiczne są pożyczone bez podania źródła cytatu (ojciec powracający zza grobu w formie wyłącznie nóg – znamy to z Krowy i Kurczaka). Ludzie, ile można? Największe emocje (i słuszny gniew) wokół filmu wzbudziło zatajenie orientacji jednej z trzecioplanowych bohaterek w polskiej wersji językowej. 

Lady Gaga, Chromatica

Pamiętam początki XXI wieku i to, jak po kilku latach muzycznej mamałygi serwowanej na Viva Polska, objawiła się Lady Gaga. Była obietnicą nowego ekscytującego porządku w krainie amerykańskiego popu. Dziwna, kontrowersyjna i świeża. Żaden z tych epitetów nie przystaje jednak do najnowszego krążka Gagi, który jest nudny, wtórny i pachnie stęchlizną. Ale co z tego? Czy mi się to podoba, czy nie Stupid Love i Rain on Me będą grane w radio i klubach tanecznych na całym świecie aż do obrzydzenia. Ja nostalgicznie pozostanę przy czasach świetności Poker Face i Born This Way.

Przeczytaj także: Pandemiczne disco

God of War (Santa Monica Studio) 

Nie określiłbym się mianem gracza, choć przyznaję, mam dwie konsole, które trafiły do mnie przez przypadek. Jednak na sam koniec 2020 roku postanowiłem, że będę grał w grę. Padło na czwartą część serii God of Wa” z 2018 roku i – o, matko! Jakie to było cudowne, wciągające i ekscytujące doświadczenie. Trudno zdecydować się na jeden epitet określający emocje, które mi towarzyszyły przy zwiedzaniu świata nordyckich bóstw. Czułem jakby ubiegły rok na chwilę został zawieszony, gdy biegałem po pokrytych śniegiem górach stworzonych z kodu źródłowego. Straciłem kilka dni z życia, co w kontekście całego pandemicznego roku nie robi żadnej różnicy. Żadnego momentu z Kratosem i Atreusem nie żałuje. W kolejnego Sylwestra zagram w inną grę.

_______________________________________________________

Rafał Sowiński

Lebanon Hanover, The Last Thing

Ta jedna, konkretna piosenka idealnie odzwierciedla wszystko to, co czułem wiosną 2020 roku. Nieczęsto coś aż tak namacalnie wpisuje się w kontekst. 

Sala samobójców. Hejter, reż. Jan Komasa

Trochę nie wierzę, że to piszę, bo pierwsza Sala samobójców była bardzo denna, więc do sequelu byłem od początku nastawiony negatywnie. Hejter to jednak coś zupełnie innego. Pomimo podjętej tematyki nie jest to typowe kino polskiej smuty, a jednocześnie uderza w tony w naszym medialnym mainstreamie wciąż niezbyt częste: podejmuje temat zróżnicowania klasowego i przemocy symbolicznej. To wszystko jest bardzo przerysowane, wręcz komiksowe i być może Komasa jest rewersem Vegi, ale z pewnym niedowierzaniem to kupuję.

Przeczytaj także: Zagrajmy w powstanie („Miasto 44”)

Polskie wydanie Realizmu kapitalistycznego Marka Fishera (przeł. Andrzej Karalus)

Tak, tak, wiadomo, wszyscy już to przeczytali po angielsku. Jasne, jasne. Bez tłumaczeń nic jednak nie funkcjonuje w pełni w lokalnym obiegu intelektualnym, dlatego chwała Książce i Prasie za pierwsze wydanie Fishera na polskim rynku. Chcemy więcej.

Przeczytaj także: Kochasz jak kapitalista (M. Napiórkowski „Kod kapitalizmu…”)

Arogancja i głupota (różnych) władz

Pandemia ostro dała nam w kość, a jednocześnie poprzednie wyzwania – klimatyczne, energetyczne, społeczne – wciąż pozostają aktualne. Czym tymczasem zajęły się różnego rodzaju polskie władze (państwowe, samorządowe, medialne, kościelne)? Szczuciem na osoby LGBT+ i ograniczaniem prawa do aborcji. Brak słów, szkoda strzępić ryja. A może odwrotnie: trzeba krzyczeć.

Przeczytaj także: Kuce i pijani władzą

Digitalizacja kultury nie jest odpowiedzią na brak wydarzeń

Kibicuję każdej inicjatywie, która sprawia, że kultura w internecie ma się lepiej, a jej oferta staje się bogatsza. Wymuszona przez pandemię digitalizacja jasno jednak pokazała, że w wyjściu na koncert, do kina czy na dyskusję chodzi nie tylko o treść, ale i o towarzyszący jej rytuał – społeczny kontekst. Chodzi o przypadkowe spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, współuczestniczki i współuczestników, których później można obgadać, o atmosferę bycia razem. W internecie to nie to samo.

Przeczytaj także: O niepewnym istnieniu produktu

The Midnight Gospel (Netflix)

Teoretycznie powinienem być modelowym odbiorcą tej serii: orientuję się w duchowości alternatywnej, interesuję się kulturą psychodeliczną, no i swego czasu byłem wielkim fanem Pory na przygodę. Tymczasem The Midnight Gospel okazało się nadzwyczaj niestrawne – każda rozmowa ślizga się po powierzchni, prowadzący nie jest w stanie zadać gościom żadnego kłopotliwego pytania, a animacja szybko męczy. Nawiedzone i płytkie. 

Ghost World, reż. Terry Zwigoff

W 2020 roku oglądałem sporo filmów z – chyba mojego ulubionego – gatunku: coming-of-age, w szczególności o subkulturowym zabarwieniu. Wiele z nich mi się spodobało, ale żaden nie tak bardzo, jak Ghost World z 2001 roku. Jest tam wszystko, co w takim filmie powinno się znaleźć: atmosfera wakacyjnego bezczasu, rozpadające się znajomości, mimowolne krzywdzenie siebie i innych, poszukiwania własnej tożsamości. Po obejrzeniu żałowałem, że nie widziałem go z dziesięć lat wcześniej – wtedy doceniłbym jeszcze bardziej.

_______________________________________________________

Olga Szmidt

Niedosyt (Swallow), reż. Carlo Mirabella-Davis

Świetny, estetycznie wysmakowany, a zarazem emocjonalnie odstręczający film. Młoda kobieta połykająca coraz bardziej niebezpieczne przedmioty jeszcze długo dręczyła moją wyobraźnię. To bardzo oryginalny film, świetnie zagrany, dziwnie dekonstruujący schematy płciowe i pozornie banalne obrazy autodestrukcji. Moje skojarzenia idą niezmiennie w kierunku The Ballad of Lucy Jordan Marianne Faithfull: She could clean the house for hours / Or rearrange the flowers / Or run naked through the shady street / Screaming all the way / At the age of thirty-seven / She realised she’d never / Ride through Paris in a sports car / With the warm wind in her hair.

Wystawy w pandemicznych szczelinach

Doceniam starania i cieszę się, że tak wiele osób ma okazję skorzystać z oferty muzealnej, która – nawet w czasach przed marcem 2020 – byłaby dla nich trudno lub w ogóle nie dostępna. Prędko zorientowałam się jednak, że realne muzea to miejsca bardzo wysoko lokujące się na mojej liście pandemicznych tęsknot. Tym cieplej wspominam rewelacyjną i nowatorską wystawę Vida Americana: Mexican Muralists Remake American Art, 1925–1945 w Whitney Museum of American Art i wrażenie, jakie zrobiły na mnie gigantyczna reprodukcja muralu Diego Rivery, zestawienia obrazów przedwojennych meksykańskich i amerykańskich artystów, a także osobne obrazy przemocy i walki politycznej. Niezapomniane wrażenia wizualne. Mój drugi typ to już wiosenno-letnia wystawa: Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza w Międzynarodowym Centrum Kultury w KrakowieMożliwe, że w innych warunkach byłabym bardziej powściągliwa. Ale w lecie – okresie naszej małej stabilizacji – uważałam, że te wszystkie szkice robali i dziwnych kwiatków na zielonych ścianach to najbardziej fantastyczna rzecz na świecie.

Przeczytaj także: Sztuka współczesna w pełnym słońcu

Sarah Moss, Mur duchów, przeł. Paulina Surniak

Do ostatniej chwili wahałam się, którą pozycję wybrać z kilku tegorocznych powieści Postawiłam na Sarę Moss z dwóch powodów. Po pierwsze, nadal powraca do mnie jej powieść. Poszczególne frazy, obrazy, lęk bohaterki przed owładniętym poczuciem niższości i historycznym obłędem ojcem, wreszcie ogólniejsze refleksje o uwiązaniu dziecka do rodzica. Po drugie, dlatego, że nie spodziewałam się (kaprysząc już przy lekturze blurbu) tak znakomitej prozy, w takiej formie i ramie tematycznej, jak w Murze duchów. Znakomitej i zaskakującej.

Polska, 2020

Nawet nie wiem, od czego zacząć ani na czym skończyć tę wypowiedź. Czy na 7-mym sierpnia? Czy na wcześniejszej nagonce na osoby LGBT+? Czy może na antyaborcyjnym wyroku TK? A może wymienić ministra Czarnka? A może jednak zacząć od prezydenta? Ta enumeracja nie jest trywializacją poszczególnych zdarzeń i indywidualnych tragedii. To wyraz bezsilności. W tym politycznym koszmarze zaznaczają się także inne emocje. Od 2016 roku czuję się reprezentowana na tym polskim łez padole. Nie wiem, jak przetrwałabym tegoroczną polską jesień bez Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i bez liderki, jaką jest Marta Lempart. Na wszystkie hasła tego roku zabrakłoby mi gwiazdek. Więc tylko jedno: Nigdy nie będziesz szła sama.

Przeczytaj także: Czas na radykalną solidarność. Rozmowa z Michaelem Bollandem

Jeanine Cummins, Amerykański brud

Myślałam, że epoka dwuznacznych wyborów wydawniczych powoli przechodzi u nas w niepamięć. Po przeczytaniu Znikającej ziemi Julii Phillips, która nie stała się mimo wszystko hitem w Polsce, chciałam wierzyć, że to ostatni raz, kiedy czytam „amerykański bestseller” spod znaku kulturowej ignorancji, tłumaczenia świata na pozornie uniwersalne schematy narracyjne i język. Amerykański brud ujawnił jednak szokującą skalę problemu. Jestem – może nadmiernie – ostrożna wobec kategorii cultural appropriation, która zdaje mi się – może błędnie – zbyt grubo ciosana dla globalnej kultury. Amerykański brud to jednak powieść, która nie pozostawia w tej sprawie złudzeń. Zmusza też do rewizji tego, na co i dlaczego godzimy się w fikcji literackiej. I to chyba jedyny pozytywny efekt tej publikacji. 

Cztery wesela i pogrzeb (Hulu, HBO)

Zacznę od wyznania: świat komedii romantycznych nie ma przede mną wielu tajemnic. Cenię czas spędzony zarówno przy klasykach, zaskakująco udanych nowościach (w tym roku pozytywnie zaskoczył mnie na przykład Facet na święta), jak i przy tytułach, które stawiają raczej na guilty niż pleasure. Nie podchodzę jednak do gatunku z pietyzmem, to raczej codzienna rozrywkowa strawa. To jednak, co wydarzyło się w serialowej wersji klasyka gatunku, woła o pomstę do nieba. Słaba gra aktorska (nawet w wykonaniu utalentowanego Johna Reynoldsa) jest tylko dopełnieniem tandetnych klisz i dialogów udających progresywny światopogląd. Cztery wesela i pogrzeb są dziwnie snobistyczną parodią oryginału, której dorównuje tylko inna tegoroczna klapa – Pokochaj, poślub, powtórz. 

Przeczytaj także: Happiness is easy, czyli kobieta szczęśliwa

Lawrence Wright, In the New World. Growing Up with America from the Sixties to the Eighties 

Joan Didion, Slouching Towards Bethlehem oraz The White Album

Kiedy amerykańskie lata 60. pierwszy raz (za to na dobre) zagościły w mojej świadomości i wyobraźni, nie miałam ani finansowych, ani językowych możliwości, aby przeczytać bardziej wyrafinowane, anglojęzyczne teksty. W tym roku znalazłam więcej czasu, żeby sięgnąć lub wrócić do wielu tekstów, filmów, płyt, zdjęć, a nawet wspomnień. Był to rodzaj emocjonującego eskapizmu, ale nie tylko. Książki Joan Didion i Lawrence’a Wrighta dostarczyły mi bardzo złożonych uczuć i refleksji, także na temat współczesności. Zestawienie tych publikacji tworzy fascynujący obraz – Ameryki i Dallas u progu lat 60., kontrkulturowego San Francisco tej dekady, epizodów z innych miast w Stanach i na świecie, wreszcie długiego kaca, który dla wielu trwa do dziś. Na każdą z tych książek składają się osobiste historie oświetlane przenikliwymi i nierzadko paradoksalnymi refleksjami o „nowym świecie”. To pod względem literackim, językowym i refleksyjnym fenomenalne trio.

Przeczytaj także: Czujność. O kulturze lat 60. i rewolucyjnym dziennikarstwie Joan Didion

_______________________________________________________

Mateusz Witkowski

Ogólnopolski Strajk Kobiet

Być może zaliczanie całego wydarzenia do plusów wyda się niektórym zaskakujące lub przewrotne, ale: OSK dał mi wiarę, że w kraju, w którym sześcioosobowy zespół składa się zwykle z sześciu kierowników lub kierowniczek, możliwe jest spontaniczne, egalitarne, oddolne działanie, które ma szansę przynieść także legislacyjne skutki. Oraz że można z pełnym przekonaniem wspierać czyjś protest, nie próbując pouczać bezpośrednich zainteresowanych w kwestii metod i form wyrażania sprzeciwu.

Alfah Femmes

Ten dziwny i ubogi wydawniczo rok przyniósł nam jeden z najciekawszych polskich debiutów ostatnich kilkunastu lat. W trójmiejskim zespole Alfah Femmes podoba mi się właściwie wszystko: od nazwy, przez mnogość inspiracji i niemożność sklasyfikowania ich pod względem gatunkowym, po notki prasowe (Trudno powiedzieć, komu dokładnie to się może spodobać, ale jak graliśmy na gitarkach, to myśleliśmy, że gramy jak Devo/Television)

Adam Leszczyński, Ludowa historia Polski

W kraju, który szczególnie umiłował sobie możnych tego świata, od wielu lat śmiało broni przywilejów wielkich korporacji i wzdycha do wyobrażonych elit, książka Leszczyńskiego wydaje się wręcz – pardon my liczman – pozycją obowiązkową, a na pewno: potrzebną. Lektura Ludowej historii Polski stanowiła dla mnie ulgę po nie do końca udanej No dno jest ta Polska tego samego autora. Zamiast mało pasjonującego centonu dostaliśmy tym razem książkę obfitą w historyczne fakty i interesujące rozpoznania, a przy okazji: bardzo wciągającą narracyjnie.

Przeczytaj także: Czarownice z salonu kosmetycznego i zanik więzi

Ogólnopolski Strajk Kobiet

A ściślej: wszelkie polityczno-ideologiczno-legislacyjno-socjotechniczne przyczyny, które sprawiły, że Polki wyszły na ulicę. Dołączam również brak pozdrowień dla stoickich i zdroworozsądkowych wujów (pochodzących, żeby było jasne, z bardzo różnych pokoleń). Powracające jak refren „Oczywiście wspieram protest, ALE (…)” niebezpiecznie przypomina inne niesławne zdanie z tym samym spójnikiem.

Rafał Księżyk, Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993

Zanosiło się na fascynującą kronikę „subepoki”, zapełniającą luki w naszej wiedzy na temat polskiej sceny alternatywnej tuż po transformacji ustrojowej. Dzika rzecz… okazała się jednak „męską rzeczą”, książką miejscami nieznośnie chłopacką i sowizdrzalską, przywodzącą na myśl kombatanckie wspomnienia z Jarocina. Taką, w której wątki wykraczające poza tradycyjną narrację o niepokornych facetach z gitarą (np. Oczi Cziorne czy Balkan Electrique) pełnią rolę listka figowego (jedna wzmianka o Bartosiewicz i Holloee Polloy? kaman). Wielka szkoda.

Przeczytaj także: Hip, hip, hura! (R. Księżyk, „Wywracanie kultury”)

Polska policja

Czy trzeba coś dodawać?

Rodzina Soprano (HBO)

Przyznaje się ze wstydem: Rodzinę Soprano oglądałem ostatnio na początku trwającego millenium, na dodatek (z racji mojego wieku) przez palce. Okazja do powrotu (lub pierwszego świadomego seansu) nadarzyła się w związku z pierwszą falą pandemii. Minęło już kilka miesięcy, a ja dalej nie wiem, jak to możliwe, że Davidowi Chase’owi i spółce udało się stworzyć serial do bólu millenijny, a przy okazji wyprzedzający swój czas, „dewastujący” i niewiarygodnie zabawny, szekspirowski i scorsese’owy. Forget about it! A raczej: Oh!

Przeczytaj także: [W poprzednim odcinku] „Rodzina Soprano”

_______________________________________________________

Przemysław Zańko

Joanna Okuniewska, Ja i moje przyjaciółki idiotki

Książka Joanny Okuniewskiej jest równie znakomita jak jej podcast o tym samym tytule. Zgromadzone tu teksty o związkach są nie tylko autentycznie mądre, ale też przystępne i ciepłe, a do tego przezabawne, dzięki czemu nawet o najtrudniejszych tematach czyta się z przyjemnością. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich wrażliwców, którzy chcą poczytać, jak w sprawach sercowych idzie innym wrażliwcom – i co zrobić, by szło lepiej.

The Invisible Man, reż. Leigh Whannell

Studio Universal Pictures od dawna szukało pomysłu na to, jak stworzyć filmowe uniwersum z klasycznymi potworami takimi jak Frankenstein czy Dracula. Poprzednia próba – Mumia z Tomem Cruisem – była tak nieudana, że na kilka lat pogrzebała całą ideę. Cieszę się jednak, że UP spróbowało znowu, bo efektem był jeden z najstraszniejszych horrorów, jakie widziałem od lat. The Invisible Man to trzymająca w napięciu opowieść o przemocy domowej, gaslightingu i stalkingu z fenomenalną Elisabeth Moss w roli głównej. Znakomity pomysł na odświeżenie XIX-wiecznej historii.

Hollywood (Netflix)

Ten serial nie spotkał się z życzliwym przyjęciem, jednak dla mnie optymistyczna fantazja na temat złotej ery Hollywood była dokładnie tym, czego potrzebowałem w roku pandemii i strajku kobiet. Alternatywna wersja historii, w której osoby LGBT+ i mniejszości rasowe mają w latach 50. szansę na główne role w kinie i akceptację społeczną, wciągnęła mnie i wzruszyła. A że nie mogła się wydarzyć? No cóż, Hollywood to w końcu fabryka snów.

Opowiadanie Jacka Komudy w „Nowej Fantastyce”

Dlaczego muszę żyć w kraju, w którym największe w Polsce czasopismo fantastyczne, czytane głównie przez młodzież, bez mrugnięcia okiem publikuje opowiadanie na poziomie antysemickich paszkwili z lat 30., stawiające znak równości między gejami a pedofilami oraz powielające mnóstwo innych kłamliwych stereotypów na temat osób LGBT+? I dlaczego muszę patrzeć, jak w reakcji na przeprosiny ze strony redakcji „NF” grupa uznanych polskich pisarzy wyraża zaniepokojenie takim atakiem na wolność słowa?

Tales from the Loop (Amazon)

Dziwnie się czuję, zaliczając do minusów naprawdę dobry serial – ale robię to, ponieważ złamał mi serce. Na bazie obrazów Simona Stålenhaga, dla mnie przepełnionych magią i cudownością, powstał bowiem serial, w którym z cudowności nie ostało się nic. Niezwykłe maszyny, z którymi stykają się bohaterowie, wprowadzają w ich życie wyłącznie cierpienie, a odcinki nurzają się w egzystencjalnej grozie rodem z Black Mirror. Naprawdę nie potrzebowałem w roku 2020 ośmiogodzinnego memento mori.

Tenet, reż. Christopher Nolan

Jedyny film, jaki zdołałem podczas pandemii zobaczyć w kinie, rozczarował mnie na wielu poziomach. Centralny pomysł Teneta, choć bardzo ciekawy, jest tak skomplikowany i na tyle słabo wyjaśniony, że trudno zarówno nadążyć za akcją, jak i przejąć się losem bohaterów. Nie podobało mi się też, że film przestrzega przed katastrofą ekologiczną, ale nie ma do zaproponowania żadnych rozwiązań, a miejscami wręcz sugeruje, że przyszłością nie warto się zbytnio przejmować. Pudło, panie Nolan.

Przeczytaj także: Po nas choćby potop (refleksje wokół „Teneta”)

Euforia (HBO)

Jeśli życie współczesnej amerykańskiej młodzieży naprawdę wygląda tak jak w Euforii, to cieszę się, że jestem już stary. To ostra i brutalna historia o dorastaniu w świecie przesiąkniętym seksem, narkotykami, zaburzeniami psychicznymi oraz ludzką podłością. To również piękna i wzruszająca opowieść o poszukiwaniu miłości, akceptacji, przyjaźni oraz o trudnej próbie wyjścia z nałogu. Oszałamiająca strona audiowizualna, wspaniała Zendaya w roli głównej, niesamowicie ciekawe postaci – nic, tylko oglądać.