Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

M. Kośla, „mokre wilgotne” (fragment) 

6/2026

w dniu komunii słońce wypalało nam dziury

stałam w rządku na schodach przed kościołem za Martynką, która miała taką czuprynę, że wchodziła do nosa, ust i oczu. Tfu!, wypluwałam jej włosy z buzi i przekręcałam głowę w kierunku kolegów. Większość dziewczynek miała koki, loki, czupryny i głowy prosto, piękne głowy, wydęte usta, błyszczące rzęsy. Głowa prosto i nie pluj!, usłyszałam. Siostry zakonne pilnowały porządku. Mnie uczesałaś sama na szczotkę, mamusiu, i skróciłaś grzywkę nożyczkami do papieru. Dobrze, że miałam krótkie włosy, bo w długich bym się ugotowała. Gorąco jak w piekle, powiedziała siostra. Chłopcom pot ciekł od czół po kostki, ale mi też. Zapatrzyłam się na Maćka. Jaki ten Maciek jest ładny, jaki wysoki, jak ja lubię, jak ten Maciek siedzi przede mną w ławce i może być mój w wyobraźni. Poprawiam i bałaganię sukienkę, bo wachluję się nią przez chwilę. Ślina napływa mi do gardła, przełykam ją głośno zamiast świętej wody. Ręce w amen!, słyszę od siostry zakonnej. Jezu, aż podskoczyłam. Dobra, już dobra, chwilę o Maćku nie można pomyśleć, myślę sobie i na chwilę łączę ręce. Mam białe satynowe rękawiczki za łokcie, koronkę na klatce piersiowej, medalik z bozią na szyi, białe kabaretki i błyszczące lakierki, czuję się staro. Sukienkę kupiłyśmy na Bazarze Różyckiego. W ogóle mi się nie podobała, ale ty powiedziałaś, że jestem piękna, więc w moment spodobała mi się bardzo. Stanęłam na skrzynce i zrobiłam obrót. Brawo, brawo, zaklaskała sprzedawczyni, córka wygląda jak księżniczka. Skrzywiłyśmy się obie, bo żadna z nas nie lubiła księżniczek, ale sukienkę wzięłyśmy. Dziś nie mogłam się doczekać, aż zdejmę ją z siebie, włożę legginsy w groszki i będę się ganiać z rodzeństwem ciotecznym po podwórku, a jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać, aż będę ganiać z Maćkiem po szkole w poniedziałek. Maciek, Maciek, Maciek. Oblizuję usta, wachluję się sukienką, Amen!, ledwo zdążyłam i cyk, zdjęcie. Poszliśmy do ołtarza, do Jezusa Chrystusa, który czeka z otwartymi ramionami, cierpiąc na krzyżu za nasze grzechy. My klękamy w pięknych sukniach, garniturach i czuprynach, jemy Jego ciało, Mmmaciek, jakie pyszne to ciało, rozpuszcza się na języku i podniebieniu. Ksiądz patrzy, jak długie mamy języki, szerokie, mięsiste, wybiera sobie ulubione języki, ulubione czupryny, garnitury i popija winem. My w przerwach od modlitw i pieśni zerkamy na siebie ukradkiem. Moglibyśmy już teraz wziąć śluby i z głowy, bo z prawej chłopiec, z lewej dziewczynka, świat jest poukładany specjalnie dla nas, ale w ogóle nie myślimy o porządku, bo pot ścieka nam po udach, pot wchodzi do gardła, pot wisi na czubku języka, pot klei się między palcami, zostaje we włosach, na brzuchu, pośladkach i buziach, pot wybucha z gorąca jak wulkan, pali, parzy, leje się po naszych ciałkach i zastyga, Maciek, skąd ja wiem takie rzeczy, Mmmaciek

jest już po wszystkim. Dorośli piją alkohol i przekrzykują się przy stole, a kto krzyczy najgłośniej, krzyczy najgłupiej, i jest to wujek Józek. Jemy słodycze i wydurniamy się w legginsach, naśladując kury. Trochę słyszymy, a trochę się bawimy, coś tam wchodzi do głów z ciekawości, ale też fuj, nie chcemy słuchać dorosłych. Mama puszcza głośniej Majteczki w kropeczki, a wujek Józek przekrzykuje radio, że dziewczynki gdaczą, jak stare kuuuu… (zatrzymuje literkę dla dorosłych) wy, dokańcza i dostaje w łeb od mojej mamy. Patrzymy po sobie i chichramy się chwilę, choć atmosfera robi się napięta. Idziemy na podwórko. Za chwilę tata wyprowadza wujka za bramę. On śpiewa i zatacza się, Łohohoho! Myślałam, że coś naprawdę nabroił i już nigdy go nie zobaczę, ale za miesiąc odwiedzają nas z ciocią znów. Oglądamy zdjęcia z komunii. Nagle wujek nachyla się nade mną i mówi, że mam kurwiki w oczach. Zatrzymuję w policzkach duży łyk herbaty, patrzę przestraszona za mamą albo chociaż tatą, ale oni są w kuchni. Przestań, Józek! Jak ty się wyrażasz przy dziecku!, ciocia zdzieliła go przez łeb, a ja przełknęłam te kurwiki głośno i głęboko jak ślinę, myśląc sobie, że to walenie ich po łbie chyba nie działa. Zbliżyłam się i spojrzałam na niego kurwikami

weekendy u babci sprawiają, że rośniemój apetyt i brzuch

na szczęście mam też drugą babcię. Tamta była biała i dobra. Druga babcia jest czarna i jeszcze żyje. Ma oczy takie, jakie się ma, kiedy patrzymy na kogoś spod brwi, spod rzęs, znad talerza z zupą i czyjegoś brzucha. Ciemną skórę. Ciemne włosy. Ta babcia jest czarownicą. Co wieczór klęka przy ścianie i szepcze zaklęcia, trzymając w dłoniach koraliki. Kiedy tylko chce, zamienia chleb w mąkę i sól. Wszystko robi sama, chleb, pierogi, pieczeń, od początku, od pierwszych składników. Często widzę, jak stoi w kuchni z brudnym od wieprzowej krwi nożem. I buja biodrami, czarnymi, a ja wcinam coś, co właśnie zrobiła. Nawet nie skończę jeść, a ona już tłucze kolejne mięso. To wszystko jest straszne, ale takie pyszne, że nie można przestać

babcia ma małą emeryturę, a zawsze wciska mi duże papierowe pieniądze do kieszeni. Jak raz dostałam pięć dych, to mi się w głowie zakręciło, dosłownie nie wiedziałam, czy przeżyję, jak nakupię sobie za to słodyczy. Poszła kiedyś na pielgrzymkę na kolanach. Przyjechała do nas na rowerze w upał. Wygrała wycieczkę nad morze. Sprzedawała ciasta do cukierni po śmierci dziadka pijaka. A dla mnie zamienia złotówkę w lody Bambino, wysyłając mnie do sklepu, kiedy przyjeżdżam na weekend. Idę poboczem. Po ulicy nie jeździ nic poza rowerami. Ważki i muchy przelatują mi przez palce, boli, kiedy uderzają w uda. Mam na sobie krótkie zielonkawe szorty, które pewnie są majtkami dla niektórych chłopców, a dla innych w ogóle ich nie mam, od razu dupa na wierzchu. Choć kobiety też tak mówią, na przykład ciotka Kryśka. Tak, zwłaszcza kobiety. Choć „kobieta” brzmi dziwnie, może lepiej „pani”. Dziś ciotka do mnie wyskoczyła, że mogłabym coś założyć na dupę, a babcia do niej: Gorąc jest, dobrze się ubrała, dupa też musi oddychać. Od razu widać, że to mama mojej mamusi. A potem, pod prysznicem, kiedy ciotka Kryśka myła mnie i córkę, powiedziała, że wcale taka szczupła nie jestem, brzuch mi wywaliło, tłusty mam ten brzuch, oj, tłusty, i przekazała to sąsiadce zza płotu, która się z nią zgodziła. Wtedy się dowiedziałam, że w ogóle mam brzuch, bo wcześniej tak o sobie nie myślałam. A teraz nagle jesteśmy ja i on, obcy i brzydki. Brzydki, racja, oj, tłuściutki, oj, albo zgubi, albo taka jej uroda

pies biegnie w moim kierunku, ale na szczęście brama jest zamknięta, więc nie ugryzie mnie w kostkę. Mógłby zjeść ten mój brzuch. Wtedy byłabym niewidoczna i mogła w spokoju chodzić po lody, lizać lody, połykać lody o świcie i na środku drogi, z całą dupą na wierzchu, ale nie taki jest świat. Świat jest taki, że boję się zrobić kupę. Od kilku dni mam problem i chowam się za drzwiami, żeby ją wstrzymywać. Po prostu kucam na piętach i mocno zaciskam pośladki. Mama to kiedyś przyuważyła i wiem, że powiedziała babci, która teraz ma na mnie oko i patrzy, kiedy idę do łazienki po zjedzeniu Big Milka. Jej ciemne spojrzenie krępuje mnie jeszcze bardziej, więc w efekcie nie robię kupy kolejne dni, a potem mam wrażenie, że to w ogóle nie jest potrzebne. Aż w końcu łapie mnie taki ból tłustego brzucha, tak okropny skurcz, że chcę umrzeć. Tata wchodzi do pokoju i mówi, jaka biedna jestem i słaba, jaka nieodporna na zarazki, jak bardzo niechlujna i niemyjąca rąk po szkole, nienauczona higieny osobistej, i strasznie kłopotliwa w tym chorowaniu, bo ciągle zdana na tę naszą biedną mamę, a mnie łapie wtedy ciągłość skurczu wielkości całego ciała

to wszystko dzieje się po powrocie od babci. Mama wyszła do apteki, więc według taty to jest właśnie czas na wykład o beznadziejności mojego zdrowia i charakteru, no i zrobienie tej kupy. On mnie nauczy, on mnie wychowa, więc ciągnie mnie na siłę do łazienki. Tłumaczę mu, że mi się nie chce, nie mogę, a on, że zrobię, jak tylko usiądę na sedesie. Ściąga mi majtki i tak bardzo się wstydzę, zasłaniam ręką, a on patrzy. Nie chcę, żeby patrzył czarnymi oczami jak babcia. Zaciskam pośladki jeszcze bardziej, on zaczyna się denerwować i tłumaczyć mi, jak się to robi, że trzeba przeć, że mocno napinać brzuch, a ja nigdy nie byłam bardziej napięta niż teraz, więc mówi mi, że nawet tego nie potrafię zrobić, i wtedy czuję, jakbym miała wybuchnąć, Mama!, krzyczę przez drzwi, tata wychodzi i jest ona. Ma czarne oczy, brwi i włosy. Patrzy na mnie z troską i zdejmuje okulary przeciwsłoneczne

opowiada mi historię o takich małych ludzikach, które są w nas, i one, jak się o nich pomyśli, zaczynają pomagać i wypychają tę kupkę na zewnątrz, tylko trzeba się rozluźnić, oddychać głęboko, a kupki nie ma się co bać, bo to jest po prostu inna forma tego, co zjadam, i trzeba to z siebie wydalić, żeby było miejsce na kolejne pyszne rzeczy, bo jak ładnie zrobię, co trzeba, to dostanę coś dobrego, no i dostałam

zanim to wszystko się stało, zrobiliśmy z rodzeństwem ciotecznym dom z koców. Zawsze jest tak samo. Znosimy na podwórko wszystkie koce i za niektóre dostajemy po łapach, bo nie są na podwórko. Dorośli przebierają w nich i kłócą się między sobą, który jest do czego. W tym czasie znosimy poduszki, mnóstwo poduszek. Dorośli nie wiedzieli nawet, że takie są w domu, i oczywiście po łapach za nie, bo okazuje się, że to najważniejsze poduszki świata. Się nagle przypomniało. Kiedy kłócą się o poduszki, my wybieramy koce, które nam się podobają. I tak to się kręci w naszym świecie. Rozkładamy krzesła mniej więcej w kwadrat albo prostokąt i dostawiamy jedno na środku do podparcia całej konstrukcji. Brat cioteczny jest głównym dowodzącym, bo jest najstarszy i najsilniejszy, a my, siostrzyczki i córeczki, trzymamy rogi koców albo podajemy mu poduszki. Po trzech godzinach pracy albo trzech minutach, nie wiem, nie umiem oszacować czasu, udaje się zrobić najważniejszy dom na świecie, ważniejszy od poduszek dorosłych. Przynosimy tam wodę, soki, słodycze i tyle, bo tyle mamy. Zabieramy też chińczyka, w którego i tak nie będziemy grać. Wypełniamy pustkę albo niepokój, bo w środku jest duszno, ciemno i gorąco. Kładziemy się, każdy inaczej, i po prostu leżymy w tej ciszy. Szukam słów na nazwanie tego uczucia. Jest specyficznie. Nasze twarze i ciała są w kolorze koca naświetlonego słońcem, lekko różowe, trochę czerwone, jakieś takie dziwne. Nagle jesteśmy bardzo cicho, powietrze stoi gęsto. Stoi, rośnie i twardnieje. Robi się ostre. Nie wiemy, o czym mamy ze sobą rozmawiać ani co tu właściwie robić w tej ciemni. Wychodzimy pod pretekstem gorąca albo siku i zawsze wpadamy na wzrok babci albo ciotki, stojących niebezpiecznie blisko. Te spojrzenia są czarne jak noc, więc nagle nasz dom staje się ciepłym i jasnym miejscem. Chcemy wejść tam znów albo zrobić lepszy. Będzie jeszcze większy. Będzie ciemniejszy. Urośnie w naszych dłoniach i oczach

znowu szukam dłońmi kłopotów

szukam czegoś ciekawego. Dotykam bioder. Chyba są za szerokie. Tak jak twoje piersi, mama. Są za duże. Widać to nawet od tyłu. Ludzie mają do ciebie pretensje o te piersi. Widzę to na bazarze, kiedy kupujemy cukierki na wagę, nowe płyty, wybierasz mi na stoisku majtki w motyle i żaby. Twoje za duże piersi są cały czas z tobą, ale nie ma tych wszystkich ludzi z pretensjami. Oddalają się coraz bardziej i są malutcy jak muszki owocówki, kiedy pędzisz na rowerze przez park. Masz wtedy rozwiane włosy w ciemnym odcieniu i opaloną skórę, oczy wielkie jak u sarny, brązowe jak kasztany, jak grzyby, zielone jak mech, kojarzą mi się z zagubieniem w lesie, ciemne i piękne. Nosisz kolory, dużo kolorów i wzorów, które ruszają się, nawet kiedy stoisz, a to też czasem się zdarza, choć nieczęsto, bo my już tak mamy, że nas wszędzie pełno. Wszystkie kobiety w naszej rodzinie lubiły tańczyć, powiedziałaś mi pewnego razu. Myślę, że dlatego mają dzieci i córeczki. Tańczyły biodrami, tańczyły na dole i górze, na trawie i materacu, po przebudzeniu i tuż przed snem. Czuję w sobie, jak tańczyły kobiety z naszej rodziny, kiedy sprawdzam szerokość swoich bioder. Córeczki są właśnie z tańca. Nagle dochodzi do mnie ta myśl i jestem przerażona

dotykam kosteczek i ciałka. Łokcie, barki, kolana. Pupa i brzuch. Czuję, jakbym coś zgubiła. Macam się po niewidzialnych kieszeniach. Krew odpływa z głowy i robię się niebieska i przezroczysta jak woda. Czy kiedyś wyjdzie ze mnie dziecko? Skąd niby? Jak tam trafi? Dziadek przecież już mi to kiedyś przepowiedział. Usłyszałam od niego, że powinnam zacząć sobie wyobrażać, że z tych moich bioderek wyjdzie kiedyś dzidziuś. Dopiero myślałam o tym lęku, kiedy włożyłam w dziurkę opuszkę palca wskazującego, a teraz jeszcze dziecko? Z gigantyczną głową, brzuchem i biodrami. Ze strachu siadam na pupie i łapię się za głowę. Ja nawet nie umiem sobie wyobrazić, żeby włożyć do środka cały palec. Ja nawet nie umiem powiedzieć na głos „cipka”

koniec tego. Biorę się za rękę i idę do łazienki

dotykam się mocno przez spodnie

to raczej boli. Sprawdzam swoje reakcje. Mam jedenaście lat, jestem dzielna, nie tracę nadziei. Zdejmuję jeansy i siadam na sedesie z podniesionymi nogami. Kiedy robię sobie dobrze, pocierając się szczoteczką do zębów albo długopisem, często tak siadam. Przyjemna pozycja. Ułożenie moich ud i pupy na zimnej klapie sedesu bywa czasem przyjemniejsze od tego, co sobie robię. Tylko jest jeden problem. Mamy szybę w drzwiach łazienki i nie wiem, że widać moje kontury. Kiedy tata puka do drzwi, a ja krzyczę

zajęęęęęteeeee! 

on stoi przez chwilę i czeka. Wisi nade mną jego cień. Słyszę w tej ciszy wstyd, aż ciarki przechodzą, zostają między nogami i w dłoni. Na pewno widzi stopy uniesione wysoko, ale chcę wierzyć, że to, co robię ze sobą, zostaje tylko ze mną. No ale nie. Inni ludzie biorą mnie bez mojej wiedzy i zgody. Dobrze, że przynajmniej w dziurce od klucza jest klucz i to ja decyduję, kiedy się nim zamykam i otwieram. Jednak wciąż czuję, że moja dziurka, mimo że przykryta jest materiałem, i tak zawsze jest za przezroczystą szybą. Cała jestem za szybą, a świat ogląda moje kontury. Chude i cienkie, duże i grube, przekrzywione, smukłe, gęste, suche, za chude, za cienkie, za duże, za grube. Ja siebie nie widzę tak, jak widzą mnie oni. Patrzę ze środka, więc nie umiem ocenić konturów. Jestem w ich skórze. Tu mi się zatrzęsie, tu napnie, ale czy to jest takie, jakie powinno się nosić? Nie wiem i moje koleżanki też tego nie wiedzą, dlatego przed wuefem pokazujemy sobie majtki i klatki. Porównujemy je i oceniamy. Wtedy dowiaduję się o tym, jak wyglądam i jak chcę, żeby wyglądała koleżanka. Jesteśmy w tym razem

dowiadujemy się, kto wypycha stanik skarpetkami, bo wtedy, żeby się przebrać, ucieka do łazienki. Ej, ona wypycha skarpetkami, serio, ale przypał, mówi jedna. Dowiadujemy się, kto nosi bawełniany top, a kto prawdziwy stanik z fiszbinami, Wow, ale fajny, mówi druga, Nie jest ci w nim sztywno na wuefie?, pyta trzecia. A ja mogę już sama kupować sobie majtki, te są z 5.10.15, zsuwam spodnie z bioder. Wiemy, kto się całował, kto lizał, kto z kim pisał. Kto z kim umówił się na lody, który chłopak śmierdzi najbardziej, wiemy nawet, kto ma okres. Ale nie wiemy, która z nas robi sobie dobrze. Nie mam klucza do swojego pokoju, dlatego przychodzę do łazienki. Gdzieś muszę to robić. Jestem pewna, że wszystkie robimy to właśnie tu. Ale czuję też, że jedne z nas wychodzą do łazienki wyciągnąć skarpetki ze stanika, a drugie idą do łazienki pocierać się do czerwoności. Robię sobie źle. Piecze, swędzi, drapie jak metka w majtkach. Tata się za mnie wstydzi, a co dopiero robią ze mną inni ludzie

cała się trzęsłam

dygotałam, jakbym była naga na mrozie. Naga w kościele. Różowa na pogrzebie. Biała na czyimś weselu. Robiłam to wcześniej dziesiątki razy, ale przysięgam, że nie wiedziałam, czym skończy się pocieranie długopisem, dopóki nie poczułam mokrej, wysokiej, ostrej narastającej fali, wiszącej nade mną jak niezdecydowane tsunami, z którego kapały malutkie kropelki, zawieszały się na szczycie, wiły, ciągnęły, bawiąc się mną, spadały regularnie, raz więcej, raz mniej, na moje ciało, gdzieś w brzuch, w pupę, uda, bałam się, ale pragnęłam, czułam lęk, ale chciałam wiedzieć, skąd ten lęk, skąd to wypłynie, uderzy i gdzie powstanie ślad, wstyd, tak nie wolno, grzech, ale trzeba. W tym czasie gdzieś na świecie zawaliły się budynki. Na pewno ktoś umarł i płakał. W każdej następnej sekundzie mojego orgazmu umierali kolejni ludzie, a ja robiłam sobie źle, brzydko, przepraszam, przepraszam, co za przyjemny ból

wstydziłam się dotknąć tam dłonią. Moja dłoń mnie nie podniecała. Musiało to być coś obcego. Długopis po wszystkim pachniał dziwnie. Wsadzałam go do buzi na matematyce, kiedy myślałam o zadaniach z iksem. Tego zapachu nie dało się do niczego porównać. Głośno go wdychałam i wtedy pani prosiła mnie do tablicy, wzdychając. Czy wszystkie kobiety zabraniają sobie czuć? Czy wszystkie kobiety czują wstyd za siebie i inne kobiety? Wracałam do ławki i wąchałam znów, przecież nie weźmie mnie kolejny raz do równania. Nadgryzałam plastikową końcówkę, sam koniuszek zapachu. Dziwny, uporczywy, specyficzny, odurzający, skąd ja znam takie określenia. Pogryzłam cały i musiałam użyć nowego, niestety świeżego. Musiał być gładki, obły i najlepiej gruby, ale tego dowiedziałam się później. Stąd ta szczoteczka do zębów i jej masywny trzon jak przerysowany wielki penis

wielkie penisy pokazała mi kiedyś koleżanka z podwórka w komiksach, które znalazła u brata za łóżkiem. Później ja szukałam czegoś u swojego i znalazłam pornosy. Chichotałyśmy z wypiekami na twarzy, a potem opowiadałyśmy sobie sprośne historie, wymyślając głupoty, i strasznie się tego wstydziłyśmy, ale też strasznie nam się chciało zrobić to znowu. Strach kusi. Robi coś dziwnego w głowie. Namawia, żeby go zjeść, prosi, by przynajmniej spróbować, dotknąć, polizać, zajrzeć, No chodź, no weź, strach mówi jak chłopcy. Po wszystkim ma się niesmak w ustach, ale też tęsknotę. Któregoś dnia odważyłam się sama narysować swój pierwszy komiks. Rozłożone nogi, kobieta na górze, mężczyzna na dole, penis przed twarzą, cipka nad albo pod, nie pamiętałam, jak to było, więc wymyślałam pozycje z komiksów i pornosów, które były niemożliwe do zrealizowania, jak cały ten seks, bo przecież tam nawet palec nie, ledwo pół

i mama przyszła. Odwróciłam szybko kartkę na drugą stronę i na pytanie, co porabiam, odpowiedziałam: A nic, rysuję sobie. Pokaż, jak skończysz, powiedziała ze spokojem i wyszła. W tych komiksach były dialogi podobne do tych, które czytałam w opowiadaniach erotycznych znalezionych w internecie, bo mogę już z niego korzystać. Bardziej niż widok cierpiącej kobiety i wielkiego penisa podniecały mnie słowa i wyobraźnia. W niej wszystko było miękkie i mokre. Seks wślizgiwał się we mnie z łatwością, smarował i smażył do różowości, skwiercząc delikatnie i strzelając jak popcorn, jak wata cukrowa. Później przychodziły fale, oceany i piasek. Seks smakował jak słone paluszki, jak cukier puder. Tak miałam pod powiekami, kiedy czytałam: I nagle złapał ją za piersi i zaczął ściskać jej sutki, najpierw powoli i delikatnie, a później coraz mocniej i szybciej w rytm tego, jak posuwał ją w tyłek, albo: przyparł ją do ściany, chwycił za włosy i odchylił głowę w tył, kiedy jego nabrzmiały z podniecenia penis wsunął się gładko w jej wilgotną cipkę. Mama już nigdy nie przyszła bez pukania

na przyjemność trzeba sobie zasłużyć, wszyscy rodzice mówią to, kiedy mamy za dużo przyjemności. Pierwszy orgazm był tak bolesny, że z każdym dotknięciem w trakcie, rzucało moimi biodrami tak, że buzia sama otworzyła się ze zdziwienia, a łzy napłynęły do oczu, emocje do gardła, ślina na język. Wybuchłam gdzieś na świecie i to był przyjemny masaż wszystkiego, z czego się składam, i tak bolesny skurcz, że długo po tym musiałam dochodzić do siebie. Czy teraz zasłużyłam na przyjemność? Matko i córko, co ja właśnie przeżyłam, chciałam nas zapytać, ale się wstydziłam, więc po szkole uczę się sama, czym jest seks. Uczę się z komiksów, pornosów brata chowanych za łóżkiem, pornosów w tajnych folderach na pulpicie, opowiadań, gadania innych i uczę się od siebie. Boję się jednego. Że kiedyś będę ekspertem od seksu, ale nigdy nie będę mogła włożyć sobie do środka penisa

seks jest wielki i tajemniczy, ale ja czuję mocno, że jestem seksem, więc wszyscy chcą się ze mną lizać, cały świat, gałęzie drzew, szyberdachy aut, barierki, ławka w parku, łańcuchy, pasek do spodni, skóra, guma do żucia, palce, lody, kartki w kratkę, błyszczyki, głośniki na szkolnych dyskotekach w stołówce

Małgorzata Kośla, mokre wilgotne, Wydawnictwo Cyranka 2026.