Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Ł. Krukowski, „Kulturysta” (fragment)

7/2026

Musiałem zacząć walić Symex, lek na raka piersi u kobiet, i hCG, hormon wytwarzany w ciąży.

*

A potem na odblok Clomid, lek na niepłodność dla kobiet, ale to dopiero bliżej wakacji.

Wcześniej jednak naprawdę mocno przytyłem i obniżył mi się głos. Zmiany były nagłe, spotęgowane retencją wody, nikt mnie jednak jakoś natarczywie nie pytał, o co chodzi. Część moich rówieśników też wtedy gwałtownie urosła, szczególnie na początku liceum, albo zmieniła styl ubierania się czy coś w tym rodzaju, stąd moja przemiana okazała się jedną z wielu. Oczywiście przez większość czasu, pomijając tę lekką ginekomastię, czułem się jak bóg, nigdy później nawet się nie zbliżyłem do podobnego samopoczucia.

Dziennik treningowy z tego czasu pokazuje, że wycisnąłem sto dwadzieścia na klatę i podniosłem dwie paki w martwym, bo złamałem swoje postanowienia dotyczące maksów – tak się podnieciłem nadnaturalną siłą. Na szczęście nic się nie stało, choć mogło, bo stawy nie wzmacniają się na tej samej zasadzie co mięśnie i na pewno nie w tym samym tempie. Wtedy jeszcze nie suplementowałem kolagenu, co było głupie, ale po prostu brakowało mi wiedzy. Na co drugiej kartce dziennika zapisywałem swoje obserwacje, na przykład: czerwona morda po serii, wyjebane żyły na skroniach. Chyba raz w tym okresie zmierzyłem ciśnienie i miałem sto czterdzieści na ileś, sporo, ale nie wnikałem. Na cyklu to było normalne. Niekiedy się zastanawiałem, co by było, gdyby ktoś niewtajemniczony znalazł i prześledził tę moją autoinwigilację całego organizmu, wszystkich subiektywnych odczuć, spisaną oszczędnymi równoważnikami zdań albo po prostu hasłowo – pomyślałby, że to notatki z obsługi jakiejś maszyny.

Po tych jedenastu tygodniach dołożyłem trochę mięsa, nabrałem o wiele więcej wody, jeszcze bardziej obniżył mi się głos, wywaliło mi trochę krost na plecach, zmieniły się moje dłonie i palce, na pewno żyły już stale przebijały przez skórę, nie tylko po serii czy po prysznicu. Nie opuściłem żadnego treningu i poprawiłem się w każdym ćwiczeniu, udoskonaliłem też wszystkie partie. Zmieniało się moje podejście do własnej sylwetki: zaczęła mi się podobać mimo jej oczywistych wad. Choć byłem tak zalany, tak przesadnie zmasowany, wyglądałem potężnie, co wysuwało się na pierwszy plan, przykrywając przeciętny wzrost. Jakiś chudzielec, myślałem wtedy arogancko, mógłby mnie już nazwać potworem. Mógłbym teraz uchodzić za weterana siłowni, mimo że nawet nie mam pełnych dwóch lat stażu. Czy to w ogóle normalne, że tak mnie rozjebało po tych kilkunastu miesiącach?

 – No raczej nie jest to normalne – powiedział Józek, który sam się dziwił tym, co działo się z moim ciałem. – Masz gen do budowania masy. I raczej dobrze tolerujesz bombę, ale to się okaże na odbloku.

Pod koniec roku szkolnego – ledwo zdałem z klasy do klasy – zszedłem z testosteronu i zacząłem brać Clomid. Już po dwóch tygodniach miałem ochotę się zabić. Płakałem w nocy, w dzień chodziłem smutny albo leżałem w domu brzuchem do góry. Odpuszczałem treningi, chociaż wiedziałem, że nie mogę, bo stracę wszystkie przyrosty. I tak sobie gadałem, motywowałem się, próbowałem przynajmniej – ale ciało robiło swoje, ciało wycofywało się z życia. Opuszczałem nawet robotę, Józek na szczęście mnie rozumiał.

Wiedziałem już, że trzeba zrobić sobie badania: testosteron, prolaktynę i estradiol. Zrobiłem. Wyszedł chujowy testosteron i trochę wyjebany estradiol, który w kolejnych badaniach i po odbloku na szczęście spadł. Cyce mi nie urosły, mleko nie poleciało, to było wszystko tylko chwilowe. Tyle dobrego.

Nakłamałem w domu, że mam jakieś migreny czy coś w tym stylu, źle toleruję upał, ale nawet po odbloku, gdy już było wiadome, że będę żył, czułem się źle, nieswojo. Kto raz zasmakuje ponadnaturalnego testosteronu, pragnie go już zawsze. Spadki po cyklu były wielkie i straszliwe – sylwetka znów wydała mi się po prostu tragiczna, nienadająca się do pokazania nikomu. Mimo gorącego lata zacząłem nosić bluzy.

Zdecydowałem, że muszę o siebie zadbać. Po pierwsze będę na bombie cały czas, a po drugie zostanę kulturystą. Od tamtej pory – od momentu gdy zobaczyłem żałosną alternatywę – wszystko było już jasne.

Łukasz Krukowski, Kulturysta, Wydawnictwo Cyranka 2026.