Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

A. Tanner, „Worry” (fragment)

3/2026

Założyłyśmy z Poppy identyczne buty firmy Danskos oraz skarpety do kompletu. Gdy spacerujemy ścieżką na skraju Long Meadow — w obrębie Central Parku — fotografuję nasze stopy na tle brudnego śniegu, a następnie otwieram Instagrama, wstawiam pomarańczowe serduszko w rogu ekranu i publikuję relację. Nie oznaczam Poppy, ponieważ tego nie lubi.

W ciągu kilku minut otrzymuję odpowiedź z konta, którego nie rozpoznaję — getwellwithwendy. Jedyną Wendy, jaką znam, jest nasza matka. Otwieram wiadomość i widzę, że getwellwithwendy wysłała mi kciuka w dół i linijkę tekstu: Buty okropne… To w stylu matki. Klikam w profil. Oczywiście miałam rację. To ona. Nikt nie obserwuje jej konta, ale zamieściła pierwszy post — rozmazane zdjęcie smoothie, otagowane #getwellwithwendy, #koszerne, #smoothie, #czas_na_koszerne_smoothie.

Chcę pokazać wiadomość Poppy i zapytać ją, czy wie, co matka robi na Instagramie i od jak dawna stosuje koszerną dietę, ale siostra mnie wyprzedza:

— Słyszałaś, że z łatwością moglibyśmy odgryźć sobie palec, jak marchewkę, ale jakaś część naszego mózgu nam na to nie pozwala?

— Każdy to słyszał — odpowiadam.

Siadamy na ławce. Poppy wyciąga telefon.

— Dlaczego mnie nie oznaczyłaś?

— Nie znosisz, gdy cię oznaczam.

— Racja, ale mimo wszystko mogłaś.

Słyszymy odgłosy zamieszania dobiegające z boiska. Jedno z dzieci leży na ziemi, trzymając się za nogę. Kiedy trener odsuwa jego dłonie, aby sprawdzić, co się stało, widać krew.

— Moja kość! — krzyczy dziecko. — Widzę kość!

— Dobra — odzywa się Poppy. — Chodźmy.

Wstaję razem z nią, ale nadal wpatruję się w dziecko i obserwuję przebieg wydarzeń.

— Poczekaj — odpowiadam. — Chcę tylko zobaczyć…

— Jesteś nienormalna. Chodź.

Zaskoczona ruszam za nią w kierunku wyjścia z parku. Zwykle to ona lubi oglądać różne okropieństwa. Pewnego razu, gdy chodziłyśmy jeszcze do liceum, wstałam w środku nocy, żeby skorzystać z naszej wspólnej łazienki. W środku zastałam Poppy siedzącą na toalecie ze swoim szkolnym laptopem. Z głośnika dochodziło wołanie: „O Boże, kurwa, o Boże, o mój Boże!”. Szybko zamknęłam drzwi i wróciłam do łóżka. Poppy ruszyła za mną, usiadła na mnie, odsunąwszy kołdrę, a następnie odwróciła ekran laptopa w moim kierunku, na wpół krzycząc, na wpół szepcząc: „To nie było porno, to nie było porno, to nagranie z jedenastego września. Chodzi o skoczków. Ludzie filmowali skaczących z okien”.

W drodze powrotnej do mieszkania Poppy chce zajrzeć do sklepu z pamiątkami, który mieści się w Muzeum Brooklyńskim, więc tam idziemy. Wybiera koszulkę za czterdzieści dolarów z napisem CITY OF NEW YORK i macha do mnie.

— Myślisz, że tacie by się spodobała? — pyta.

— Prawdopodobnie nie — odpowiadam. — Ale ty znasz go lepiej.

— Sama nie wiem. Jest już taki stary, że trudno stwierdzić, co mu się podoba, a co nie. — Niedbale składa koszulę i odkłada ją na półkę. — Wymienił wszystkie światła w domu na żarówki LED i teraz każdy pokój przypomina salę operacyjną. Przez trzy dni łaził z drabiną z pokoju do pokoju i za każdym razem, gdy skończył, wołał mnie, włączał światła i pytał: „No i? Co ty na to? To dopiero coś, prawda? To dopiero c o ś”. Od tamtej pory, gdy leżę w łóżku, a w pokoju zapalone jest górne światło, mam wrażenie, że czeka mnie za chwilę operacja.

Nasz ojciec, dermatolog, ma obsesję na punkcie dobrego oświetlenia. Jeszcze kilka lat temu relacje między nami były całkiem dobre, w miarę normalne. Potem jednak zaczęłam się interesować zabiegami i teraz co kilka miesięcy ojciec bierze moją twarz w dłonie, ocenia ją i określa, która jej część mogłaby być większa, mniejsza, gładsza czy też piękniejsza. „Mam nowy laser, który usunie te włoski na szyi. Mam nowy wypełniacz, który wypełni blizny po ospie wietrznej. Mam nowy neuromodulator, który otworzy trochę twoje małe oko”.

Śmieję się, a potem podnoszę koszulkę i składam ją nieco staranniej. Zdejmuję z niej kłaczek w kolorze brzydkiego szalika Poppy.

— Zawsze podważasz mój autorytet — stwierdza Poppy i przed wyjściem ze sklepu jeszcze raz muska koszulkę tylko po to, by być ostatnią osobą, która jej dotknie.

Alexandra Tanner, Worry, przeł. Monika Popławska, Wydawnictwo Literackie 2026.