Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Na dnie w Wirginii Zachodniej (B. D’J Pancake, „Trylobity”)

1/2024

Recenzje /

Czy łobuz kocha najbardziej? Czy życie blisko natury wiąże się z szacunkiem wobec niej czy raczej z pozbawioną refleksji eksploatacją? Czy bieda uszlachetnia, czy upadla? Czytanie zbioru Trylobity Breece’a D’J’a Pancake’a pozwala na sparing z komunałami i własnymi przeświadczeniami, ale też na refleksję nad istotą literackości i pożytkami samymi przez się.

Breece D’J Pancake popełnił samobójstwo w Niedzielę Palmową 1979 roku, mając zaledwie 26 lat, a na koncie druk sześciu opowiadań w prasie. Trylobity składają się z dwunastu utworów, obejmują więc całość dorobku amerykańskiego pisarza.

Wydawca kusi zapewnieniami o wielkości autora, przyrównując go do Faulknera i Hemingwaya oraz przytaczając słowa uznania innych literackich sław, na czele z Margaret Atwood i Kurtem Vonnegutem. Oczekiwania wobec prozy Pancake`a pobudza ukuty w Stanach Zjednoczonych tytuł Hemingwaya hillbilly*, mroczna legenda i żywe w ostatnich latach zainteresowanie amerykańską prowincją.  Na dodatek Trylobity zawierają w sobie wszelkie elementy, które stanowią o atrakcyjności pewnych nurtów „ciemnej” prozy. Kolejne opowiadania eksponują brutalność, niesprawiedliwość społeczną, brak perspektyw i przedmiotowe traktowanie kobiet. Trudno znaleźć odpowiedni eufemizm dla ostatniego z wymienionych wątków. Relacje damsko-męskie nacechowane są tu nie tylko przemocą, ale też karygodną, zwłaszcza wedle dzisiejszych standardów, pożądliwością dorosłych mężczyzn wobec nastoletnich kobiet. 

Pierwsze zetknięcie z tymi opowiadaniami wywołuje specyficzną ambiwalencję. Bo czytelnikom lubiącym naturalistyczną, stereotypowo męską, “mocną” literaturę Pancake oferuje w sporej dawce wszelkie jej przymioty. Gdyby jednak czytać je krytycznie, po odrobieniu lekcji z gender i teorii feministycznej, to brutalność wzrasta ponad dobrze zapoznaną konwencję. Pancake nie uznaje znieczulenia w postaci niuansów, wymienności ról. Unika także moralizowania. Pamiętając o tym napięciu, należy jednak wystrzegać się pułapek prezentyzmu, pozwolić, by to, co etycznie niepokojące, przemówiło jako świadectwo czasów i rzeczywistości społecznej. Niezależnie od przyjętej perspektywy, z Trylobitów wyłania się obraz patriarchatu, który się zaciął, machismo, w którym korzyści z dominacji i wyzysku kobiet blakną wobec niedoli współdzielonej przez bohaterki i bohaterów. Bo patriarchat ma przecież także wymiar klasowy. Uprzywilejowanie mężczyzn ulega społecznej stratyfikacji. 

Blurby i posłowie pióra Andre Dubusa III wskazują na językowe walory prozy Pancake`a. Tłumaczenie Macieja Świerkockiego zdaje się je delikatnie sugerować, za pomocą oszczędnie stosowanych stylizacji gwarowych. W niektórych (Łowcy lisów) jest ich więcej, w innych schodzą na dalszy plan. Polski przekład daje pewien ekwiwalent kolokwialnej amerykańskiej mowy ludzi prowincji, jest jednak daleki od stylistycznych szarży, dzięki czemu bohaterowie mówią po swojemu i po ludzku, nie osuwając się w polski pastisz „rednecków”.

Najważniejszym pytaniem o wartość i pożytki z lektury Trylobitów jest kwestia wiarygodności i plastyczności scen przedstawiających codzienność bohaterów. Czy w tych naznaczonych przemocą życiach wydarza się coś oprócz znoju, odczuwania i zadawania bólu? Czy można z opowiadań Pancake`a wyczytać więcej niż naturalistyczne opisy? Dodatkowe walory tej prozy wyłaniają się ze słów, które nie padają z ust bohaterów lub detali na marginesie wydarzeń. I wtedy, paradoksalnie, najpełniej ujawnia się psychologiczna prawda lub ciężar i fatum. Na przykład wtedy, gdy Alena, bohaterka opowiadania Tak już musi być, chce uwolnić się od związku z kryminalistą, a zamiast puenty pojawia się wzmianka o jego dłoni muskającej rewolwer, którym przed chwilą jej groził. Lub wtedy, gdy narrator tytułowych Trylobitów prowadzi niełatwą rozmowę z matką o przyszłości rodzinnej farmy po śmierci ojca. 

– Idzie wielka burza? – pytam.

Mama nie odpowiada, tylko chłodzi się wachlarzem ozdobionym znakiem firmowym zakładu pogrzebowego. Wiatr rozwiewa jej włosy, lecz ona ciągle macha tekturowym Jezusem jak wariatka.

Te puste pola, w których bohaterowie nie wypowiadają swoich zamierzeń ani emocji, urwane historie bez puent, fatum, które nie prowadzi do złych lub dobrych rozwiązań, lecz więzi w bezradności, stanowią istotę literackiego talentu przedwcześnie zmarłego amerykańskiego prozaika. I choć można by wskazać wielu, którzy operowali nimi z jeszcze większą sprawnością, na czele z popularnym u nas Denisem Johnsonem, to trzeba zauważyć, że w przypadku pisarstwa Pancake`a skupienie na braku, niemożności, detalach i drobiazgach, przez które ukazuje się to, co najważniejsze, wyzwala opowieść z naturalistycznych ram i pozwala jej osiągać uniwersalne wartości. Każde z dwunastu zawartych w Trylobitach opowiadań zabiera czytelników w podróż od egzystencjalnego banału po aksjologiczne pytania, które stanowią fundament literatury od samych jej początków. Tym razem padają one wśród zdezelowanych samochodów, w biedaszybach, tanich hotelach i mordowniach. Być może właśnie właśnie dlatego wybrzmiewają tak mocno. 

*Nacechowany ambiwalencją termin, którym określa się „wieśniaków z gór”, ludność zamieszkującą pierwotnie Appalachy, a następnie różne grupy przedstawicieli „białej biedoty”.

*

Breece D’J Pancake, Trylobity. Opowiadania zebrane, przeł. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Czarne, 2024.

Jan Bińczycki

(ur.1982) – bibliotekarz, publicysta, regionalista współzałożyciel kolektywu „Tłusty Druk”, co tydzień prowadzi program pod tą samą nazwą na kanale Reset Obywatelski.