Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Kamuflaż (M. Ksieniewicz-Mil, „Mira. Kobieta światowa”)

2/2026

Biografie wymagają ogromu pracy – zarówno od autora, jak i od czytelnika. Co w sytuacji, gdy bohaterką jest twórczyni kultury popularnej (talk show, komedii, felietonów), którą biografistka poznała osobiście? Monika Ksieniewicz-Mil zaznacza, że Mira Michałowska nie byłaby zadowolona z faktu, że stała się bohaterką biografii. Mimo to zaryzykuję stwierdzenie, że książkę w takiej formie byłaby skłonna zaakceptować. Może z lekko złośliwym uśmiechem, ale i skinieniem głową.

Wojna domowa, Tele-Echo, Szklany klosz Sylvii Plath, ale też: Ernest Hemingway, John Steinbeck, Twój styl. Nawet, jeśli ktoś nie zna nazwiska Miry Michałowskiej, zapewne zna jedno z jej dzieł: pierwsze polskie przekłady opowiadań Hemingwaya i autobiograficznej książki Plath, jeden z istotniejszych seriali komediowych z czasów PRL-u lub pierwsze treści lifestylowe w III RP. Czytając zastanawiałam się, jak to możliwe, że nie ukazało się dotąd opracowanie zbierające jej bogaty i różnorodny dorobek. Poza tytułami i materiałami w polu zainteresowań powinny się przecież znaleźć także inne kwestie: doświadczenie kształtowane w czasie trzech ustrojów i wojny oraz wizerunek i umiejętności, które pozwoliły jej znaleźć miejsce dla siebie zawsze i wszędzie. Felietony zebrane w książce Przez kuchnię i od frontu Michałowskiej pozwalały zajrzeć do wielkiego świata, a zarazem sprawiały wrażenie, że autorka zaprasza nas równie serdecznie, jak ambasadorów, noblistów i najważniejsze pisarki pokolenia. To przepis na idealną strategię kontaktu z odbiorcami: połączenie aspiracji i autentyczności. […] chroniła swoją prywatność, jednocześnie stwarzając pozory, że opisuje ją szerokiemu gronu czytelników. Ubarwiała rzeczywistość, zamieniała ją w kolorową uwodzicielską opowieść Szeherezady, skrywając prawdę o sobie. Czyż w dobie social mediów taka postawa nie wydaje nam się na wskroś współczesna? Jak to możliwe, że jedna kobieta wydawała się idealnie dopasowana do kolejnych, bardzo przecież od siebie odmiennych, epok?

Kontekstem rozważań biograficznych jest jednak nie tylko praca Michałowskiej. Tak o jej małżeństwie z Jerzym – w okresie jego pracy w londyńskiej ambasadzie – mówiła Maria Ewa Zielińska: Oni byli wyjątkową parą jak na tamte czasy – dobrze wychowani, obyci, a tu było zgrzebnie, byli ładni, dobrze ubrani, a w tym Londynie zaraz po wojnie świetnie Polskę reprezentowali, aczkolwiek to nie była nasza Polska.

Opowieść o Mirze to też opowieść o zjawisku, które w Polsce XX wieku było rzadkością – o zachowanej ciągłości kapitału kulturowego. Mamy zaledwie kilka takich przypadków i jeszcze mniej książek, które podejmują tak niewygodny i niepopularny temat. Zazwyczaj rzeczywistość była inna, by wspomnieć tylko Bronisława Zielińskiego, tłumacza Ernesta Hemingwaya. Mira napisała zresztą książkę o ich przyjaźni. Zieliński pochodził z rodziny ziemiańskiej, w II RP obronił magisterium z prawa, w czasie II wojny światowej był oficerem. Po wojnie pracował między innymi w Muzeum Narodowym w Warszawie i w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Po aresztowaniu w 1947 roku przez UB był torturowany i trzy lata spędził w więzieniu. W jego przypadku praca tłumacza literackiego była narzuconą odgórnie profesją, korzystną z punktu widzenia ówczesnych władz. Losy wojenne i powojenne Miry były zgoła inne, inna też była jej strategia przetrwania. Ostrożnym wnioskiem autorki wydaje się słowo „kamuflaż”.

Gdyby nie ona, nigdy nie zostałabym dziennikarką, nigdy nie napisałabym też tej książki, i właśnie dlatego czasami mam wrażenie, że ją zdradzam – zaznacza Ksieniewicz-Mil. Podkreśla, że Mira Michałowska ukrywała swoje żydowskie korzenie. W pisaniu opowieści o życiu osoby, która całe życie obsesyjnie ukrywała swoje pochodzenie i przeszłość, jest więcej hipotez niż faktów – dowodów brak, bo spłonęły, bo była powódź, bo była wojna. To, co wygodne dla bohaterki, jest utrudnieniem dla biografistki. Udało się zrekonstruować i scalić ogromne wewnętrze bogactwo wyjątkowo pracowitej osoby, która, co więcej, czerpała z pracy twórczej widoczną przyjemność. Wydaje się, że miejsca, w których autorka zatrzymuje swoje pióro czy klawiaturę, wykraczają poza biografistykę, a wkraczają w obszar krytyki literackiej sensu stricto czy szerszych badań społeczno-historycznych. Te białe plamy kuszą – czekam zatem na książkę eseistyczną porównującą drogę Bronisława Zielińskiego i Miry Michałowskiej oraz opisującą ich relację. Czekam na fikcję historyczną opisującą przygody prawdziwych uczennic żydowskiego gimnazjum w Łodzi, w którym polonistą był poeta Mieczysław Jastrun, a Mira poznała Irenę Wiernik (Szymańską) i Irenę Tuwim. Czekam na analizę zmian w melodii tłumaczeń poprzez porównanie polskich tekstów Sylvii Plath w wersji Miry i Agi Zano. 

Mira. Kobieta światowa kończy się podziękowaniami m.in. dla Magdaleny Grzebałkowskiej za polecenie „Papugi Flauberta” i podzielenie się technikami warsztatowymi oraz Piotrowi Oczce za piękne tłumaczenie „Nad jeziorem Lugano” Miry Michałowskiej i za to, że sam nie napisał tej biografii. Zastanawiam się, jaka książka o Mirze Michałowskiej wyszłaby spod pióra Piotra Oczki? Monika Ksieniewicz-Mil podkreśla wielokrotnie, że pisze własnymi słowami własną wersję zrekonstruowaną z akt bezpieki, stenogramów podsłuchiwanych rozmów, listów oraz artykułów, wywiadów, wypowiedzi publicznych. Jednocześnie tekst sprawia wrażenie bliskiego stylowi Miry. Mamy krótkie rozdziały, anegdoty, płynność, bez dopowiadania szerokiego kontekstu kulturowego. Dla osoby z innego kraju sytuacja rozmowy o programie Tele-Echo, gdy Mira (autorka scenariusza) oraz prowadząca program Irena Dziedzic omawiają decyzje polityczne, które zapadły w telewizji, może być mało zrozumiała. Scena rozpaczy Johna Steinbecka, którego śmierć prezydenta Kennedy’ego zastała w komunistycznej Polsce – również. Myślę, że książka o tłumaczce i biografce tłumaczy może być fascynująca sama w sobie. Co więcej, dla tłumaczy i tłumaczek mogłaby stanowić dodatkowe, inspirujące wyzwanie przy ewentualnym przekładzie.

Monika Ksieniewicz-Mil spełniła pisarską radę i napisała książkę, jaką sama chciałaby przeczytać. To jest tekst napisany dla świadomego czytelnika/czytelniczki, dzięki czemu rytm jest stały, każde słowo ważne, a błyskotliwe komentarze krótkie i celne. Nie ma wyjaśnień, dłużyzn, wprowadzeń i dopowiedzeń, przez które sens ginie w opisach dat i wydarzeń kluczowych historycznie, ale dla bohaterki będących jedynie kontekstem. Autorka potraktowała adresata jako inteligentnego współtwórcę tekstu. Mira tworzyła dla swoich odbiorców z takiej samej perspektywy, dzięki czemu były tak popularne, a i po latach są interesujące. Tak, Mira mogłaby przeczytać tę książkę z przyjemnością.

Zofia Ozaist-Zgodzińska

Historyczka sztuki i literaturoznawczyni, autorka kilkuset warsztatów i artykułów z historii sztuki. Zajmuje się głównie recepcją twórczości kobiet oraz sztuką z perspektywy odbiorców. Społeczniczka.