Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Fuck your „spoiler alert”

Artykuły /

Według Oxford English Dictionary spoiler to informacja zdradzająca istotne detale dotyczące tekstu kultury wszystkim tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z rzeczonym dziełem. Spokojnie zgodziłbym się z tą charakterystyką, jednakże wzbogaciłbym ją o jeszcze jedno zdanie. Mogłoby brzmieć mniej więcej tak: spoiler jest ponadto koncepcją wypowiadaną głosem pozbawionym wyobraźni.

Recenzenci jak ognia unikający zdradzania czytelnikom fabularnych niuansów. Forumowicze ozdabiający swoje posty spektakularnym banerem „UWAGA! SPOILERY!”. Filmwebowi komentatorzy linczujący siebie nawzajem w zwiazku z odtajnieniem kluczowej sceny najnowszego odcinka serialu. Internetowi męczennicy, którzy lękają się memów dotyczących nieobejrzanej jeszcze premiery i uprawiają scrollowanie z zamkniętymi oczami. Ta galeria barwnych postaci tworzy mozaikę współczesnego spoilerowego fetyszu – obsesji zrównującej doświadczenie odbioru kultury z obserwowaniem przeciętnego pokazu iluzjonistycznego. 

Przejmujący się spoilerami odbiorca traktuje dzieło jak kuglarską sztuczkę, łamigłówkę wyjętą z taniej, gazetowej krzyżówki. Widzi w filmie czy książce rozrywkę rodem z wesołego miasteczka. Uznaje czyjąś wizję za produkt dostosowany do prywatnej zachcianki. Krzyczy do autora: „zabaw mnie! zaskocz mnie! zrób mi niespodziankę!”. Gdy ktoś nieopatrznie odkryje przed nim treść niespodziewanego zwrotu akcji, dany wyrób kultury przestaje go podniecać. Spoilerowy fetysz promuje niezdrową fascynację bodaj najmniej istotnym komponentem każdego dzieła – fabularnymi szczegółami. 

To trend skupiający się nie na problematyce, a na pretekście pozwalającym tej problematyce zaistnieć. Przykładanie tak ogromnej wagi do spoilerów wydaje się więc wręcz absurdalne. Podczas gdy kulturalny dyskurs kwitnie dzięki interpretacji symboliki, języka czy estetycznej formy dzieła, spora część osób uważa fabularną poufność za sprawę życia i śmierci. Jeśli rzeczywiście twierdzimy, że spoiler psuje radość z obcowania z konkretnym dziełem, to znaczy, że nigdy tak naprawdę tego dzieła nie szanowaliśmy. Oznacza to też, że sztuka jest dla nas produktem jednorazowego użytku. Towarem, którego wartość jest całkowicie uzależniona od narracyjnych sztuczek i widowiskowej intrygi. 

Spoilerowy szał nasuwa skojarzenia z tzw. „jump scare’ami” pojawiającymi się w większości współczesnych horrorów. Każdy fan kina grozy na pewno wie, na czym to polega. Co druga mrożąca krew w żyłach historia oferuje widzom (czasem nawet więcej niż jedną) scenę, podczas której mimowolnie podskakują oni w swoich fotelach. Najczęściej jest to po prostu zaaranżowana od niechcenia, niechlujna sekwencja ukazująca wyskakujące zza kadru straszydło. To uczucie porównywalne z pobudką zaserwowaną przez przebity igłą balon. Powierzchowne zaskoczenie, które nie ma nic wspólnego z realnym niepokojem. Jest ono jedynie prymitywną zagrywką przywodzącą na myśl trywialny, cyrkowy figiel. 

Analogicznie, dzieło odbierane przez pryzmat fabularnej priorytetowości jawi się jako historia naszpikowana właśnie takimi „jump scare’ami” – narracyjnymi blefami, które tracą całą swoją moc tuż po pierwszym kontakcie. Tylko odbiorca wyobrażający sobie tekst kultury jako festiwal tanich trików, może być rozczarowany zaspoilerowaniem zwrotów akcji. 

Spoilerowy fetysz jest wodą na młyn kiepskiego scenopisarstwa. Niezdrowa obsesja na punkcie formalnego prestidigitatorstwa owocuje czymś, co można nazwać wirusem fabularnego twistu. Popkultura egzystuje w świecie Gry o tron. Gdy w słynnym serialu fantasy, po pierwszej szokującej śmierci (wydawałoby się) kluczowego bohatera, nastąpiło kilkanaście kolejnych, zaskoczenie stało się konwenansem. Podobnie w przypadku kultury ery spoilerowej, idea dramaturgicznej wolty przestała być novum, a stała się schematyczną regułą. 

Dziś mamy do czynienia z prawdziwym wysypem dzieł prześcigających się w zagrywkach, którym można byłoby przypisać spoilerowy potencjał. To był tylko sen, to były szaleńcze majaki, to był film-w-filmie, to była sprawka członka rodziny, i tak dalej, i tak dalej. Proste, przewidywalne pomysły dające jednak współczesnemu odbiorcy to, czego pragnie – tanią i nieskomplikowaną przejażdżkę rollercoasterem.   

Fetyszyzowanie spoilerów ogranicza kreatywność odbiorcy, a faworyzowanie istotności struktury fabularnej wypłukuje z tekstu kultury jego bardziej uniwersalne znaczenia. Nie da się dogłębnie poznać filmu lub powieści, jeśli całą uwagę poświęca się sposobom zawiązania i rozwiązania intrygi. 

Pieprzmy więc wszystkie „spoiler alerty”. Naprawdę interesująca autorska wizja zazwyczaj wymyka się banałowi, jakim jest sprawnie skonstruowana historia. Jeśli to dostrzeżemy, tak nieistotne głupstwa, jak spoilery przestaną mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie. 

Tekst powstał w ramach projektu „Kultura w akcji 2” współfinansowanego ze środków Miasta Krakowa
Łukasz Krajnik

(ur. 1992) – dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling.