Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Dżiny, czarna magia i dabbe. Kilka słów o tureckim horrorze

Artykuły /

Jednym z moich największych zaskoczeń filmowych tego roku było znalezienie aż ośmiu tureckich produkcji wśród niszowych horrorów Netfliksa. Zdziwienie to częściowo usprawiedliwić może stan naszego rodzimego kina grozy, które dopiero w ostatnich latach zaczęło się rozwijać. Córki dancingu Agnieszki Smoczyńskiej czy Wilkołak Adriana Panka śmiało czerpią inspiracje także z innych gatunków filmowych. Naturalnie rok 2020 przyniósł również pierwszą próbę stworzenia polskiego slashera – W lesie dziś nie zaśnie nikt, któremu wtórował zaskakująco udany sequel. 

Zamieszczone poniżej zwiastuny mogą zawierać niepokojące treści oraz szybko zmieniające się obrazy.

Mroczne zaklęcie

Seans składający się z kilku filmów reprezentujących serię Dabbe, a także poszerzenie mojego pola wiedzy o kontekst historyczny dotyczący tureckiej kinematografii sprawiły, że w stosunkowo krótkim czasie stałem się entuzjastą tureckiej fali horroru. Jak jednak doszło do wykształcenia się tego podgatunku? O rozwoju tureckiego kina grozy mówić można dopiero w kontekście XXI wieku. Co prawda pierwsze tytuły podejmujące próby nakręcenia horroru datować można już na lata powojenne, jednak w większości były to niskobudżetowe próby adaptacji hollywoodzkich hitów, takich jak remake Egzorcysty zatytułowany Şeytan. W ostateczności do 2000 roku powstały zaledwie cztery filmy, które można zaklasyfikować do tego gatunku. Zdaniem autorów artykułu A General Look on the Impact of Turkish Horror Movies mniejsza liczba tureckich produkcji w minionych dekadach może wynikać ze słabo rozbudowanej infrastruktury technicznej, znacznie ograniczającej możliwości twórców. Brak dostępu do efektów specjalnych, a także profesjonalnego oświetlenia i charakteryzacji sprawiały, że wszelkie dotychczasowe próby osiągały, niezamierzony efekt komiczny. Znaczącą zmianę przyniósł dopiero rok 2004, w którym na ekrany tureckich kin trafiły dwa tytuły – Okul oraz być może bardziej istotny dla późniejszego rozwoju podgatunku Dark Spells

To właśnie dzięki temu filmowi istotne dla narracji stały się wątki czarnej magii oraz złych dżinów, które aktualnie zdają się dominować w produkcjach tego podgatunku. Wszystkie motywy fabularne, które pierwszy raz pojawiły się w Dark Spells, ostatecznie skodyfikowane zostały jednak dopiero rok później przez reżysera Hasana Karadacağa w debiucie filmowym, który stanął u podstaw pierwszej tureckiej franczyzy horrorowej, jaką jest Dabbe. Co ciekawe, Karadacağ większość swojej edukacji filmowej odbył w Japonii. J-horror do tej pory postrzegany jest jako jedna z najistotniejszych alternatyw wobec głównonurtowego kina grozy zza oceanu. Naturalnie nastąpiło wiele prób przeniesienia produkcji azjatyckich na rynek Stanów Zjednoczonych, których niski poziom negatywnie wpłynął na późniejszy odbiór podgatunku. Warto jednak pamiętać, że pobyt Karadacağa w Japonii przypadł na okres najintensywniejszego rozwoju j-horroru. Premierę miały wówczas m.in. The Ring: Krąg, Gra wstępna oraz Puls – filmy, które wkrótce uzyskały status klasyków wśród fanów gatunku. To właśnie ostatni z tych filmów, na co w opisie filmu zwrócił uwagę Jon Towlson w książce Global Horror Cinema Today, posłużył reżyserowi jako inspiracja przy tworzeniu pierwszego D@bbe.

Plakat promocyjny D@bbe

Początek koszmaru

Tytuł filmu nawiązuje do muzułmańskiej wizji apokalipsy, którą zapowiadać miała istota budząca niezgodę między ludźmi – Dabbe. Podobnie jak w Pulsie, fabuła skupia się wokół serii samobójstw trawiącej świat, ściśle powiązanej z rozwojem technologii. Inspiracje japońskim horrorem widoczne są również w warstwie wizualnej dzieła. Czerpiąc z charakterystycznej niebiesko-zielonej palety kolorystycznej kojarzonej głównie z The Grudge, Karadacağ posłużył się (paskudną, ale pasującą do estetyki filmu) burożółtą tintą. Na tym podobieństwa do kina japońskiego się jednak kończą. Ponury, refleksyjny ton Pulsu odsyła odbiorców do konwencji dramatu obyczajowego bądź psychologicznego. W D@bbe natomiast dominującą rolę spełnia próba wzbudzenia przerażenia wśród odbiorców. Czerpie przy tym liczne inspiracje zarówno z podgatunku possession horror, jak i kina gore, niecieszących się obecnie zbyt dużą popularnością. Większość ich wad neutralizowana jest jednak poprzez osadzenie akcji w kulturze arabskiej, a także rozbudowany storytelling. Żaden z wydanych później filmów nie świadczy jednak o zaletach tego podgatunku w takim stopniu jak wydana w 2013 roku czwarta część serii zatytułowana Dabbe: Ci̇n Çarpmasi.

Sukces D@bbe umożliwił twórcy kontynuowanie serii. Kolejne dwie części – D@bbe 2 (2009) oraz Dabbe: Bir Cin Vakasi (2012) – stworzone przy wykorzystaniu wyższego budżetu, wprowadziły do serii elementy innego podgatunku kina grozy, jakim jest found footage. Bir Cin Vakasi, wykorzystujące konwencję nagrań z monitoringu domowego, rozpatrywać można jako turecką odpowiedź na Paranormal Activity. Ci̇n Çarpmasi, obdarzone przez Netfliksa angielskim podtytułem The Possession, kontynuuje tradycję found footage. Zerwano tu z przewijającym się przez wszystkie poprzednie filmy motywem technologii, co symbolizować może usunięcie z tytułu symbolu „@”. Na szczęście nie jest to jedyna innowacja, którą ten film wprowadzić może do serii. Ci̇n Çarpmasi opowiada historię Ebru, psycholożki usiłującej pomóc przyjaciółce z dzieciństwa, Kubrze, która twierdzi, że w dniu ślubu została opętana przez złego dżina. Sceptyczna natura kobiety sprawia, że postanawia przeprowadzić badania naukowe, w których trakcie udowodni jej chorobę psychiczną, a także zdementuje przesądy o opętaniu. Jak to zwykle w horrorach bywa, sprawy komplikują się bardzo szybko.

W sidłach dżina

Jedną z największych zalet Ci̇n Çarpmasi jest czytelność fabuły. Od momentu postawienia przez dr Ebru stopy w domu jej przyjaciółki z dzieciństwa, film zwalnia zaledwie w nielicznych momentach, co chwile oferując kolejny zwrot akcji. Jest to czynnik, który mógłby stanowić o niezrozumiałości zdarzeń oraz wywołać u widza poczucie przesytu. Karadacağ zapobiega jednak temu, wykorzystując rozbudowaną ekspozycję, która pomimo jej niekiedy irytującej wszechobecności, pozwala widzowi odnaleźć się w świecie przedstawionym. Jest to szczególnie istotne w kontekście wiary muzułmańskiej, której znikoma obecność w horrorowym mainstreamie powodować może trudności w zrozumieniu przedstawionych wydarzeń. Seria Dabbe w równym stopniu bazuje na niej i na elementach anatolijskiego folkloru, na którego ukształtowanie, jak wyjaśnia Bilgehan Ece Şakrak, wpłynęły elementy tengryzmu, zoroastrianizmu czy też szamanizmu. To właśnie ta mieszanka kulturowa dostarczyła Karadacağowi wciąż przejawiających się w opowieściach ludowych motywów takich jak czarna magia czy „złe oko” – symbol, który ma kluczowe znaczenie w kontekście narracji Ci̇n Çarpmasi

Kadr z Dabbe: Ci̇n Çarpmasi 

Wiara w czarną magię oraz możliwość rzucenia klątwy na człowieka są motywami centralnymi większości filmów reprezentujących turecką falę horroru, w tym również Dark Spells. Łączy się to również bezpośrednio z figurą dżinów, które często wypełniają rolę przeznaczoną demonom w amerykańskich possession horrors. Ich status w islamie, jak przekonuje Şakrak, nie jest jednak jednoznaczny, jako że w przeciwieństwie do chrześcijańskich złych duchów, nie mają one określonej moralności. Są raczej ambiwalentnymi figurami, pod wieloma względami przypominającymi ludzi. Częstym motywem wykorzystywanym w tureckich horrorach jest chęć wykorzystania potęgi dżinów przeciwko swoim wrogom. To też ma miejsce w Cin Çarpmasi oraz wielu innych filmach reprezentujących serię Dabbe. Motyw klątwy jest tym, co odróżnia tureckie filmy o opętaniach od ich mainstreamowych odpowiedników. Wprowadza on do narracji element dwuznaczności, która nie występuje w konstrukcjach zła znanych głównie z filmów amerykańskich. Prawdziwą monstrualną obecnością w świecie Dabbe nie są dżiny, lecz ludzie.

Dziedzictwo

Aktualnie franczyzę Dabbe zamykają Dabbe: Zehr-i Cin (drugi film z serii dostępny na polskim Netfliksie) oraz Dab6e. Porzucają one konwencję found footage na rzecz odważniejszej pracy kamery. Jest to szczególnie widoczne w przypadku części piątej, ponownie wykorzystującej intensywną koloryzację kadrów oraz dystorsję obrazu. Pomimo ambitnego podejścia do strony wizualnej oraz wykorzystania podobnej struktury fabularnej Zehr-i Cin nie osiągnęło popularności swojego poprzednika. Może się to wiązać z nieoczekiwaną popularnością, którą Cin Çarpmasi zdobyło po dodaniu do horrorowej oferty Netfliksa. Podobnie jak w przypadku Megan is Missing, poprzez twitterowe oraz tiktokowe rekomendacje film szybko zyskał miano najstraszniejszego horroru wszechczasów

Trzeba podkreślić, że największą popularnością Cin Çarpmasi cieszyło się w kręgu kultury arabskiej. W Europie i Stanach Zjednoczonych film ten wciąż oczekuje podobnego zainteresowania. Niemniej, pomimo nieco irytującej powtarzalności fabuły, którą zauważyć można przy seansie części od trzeciej do szóstej, uważam że całokształt franczyzy również zasługuje na uznanie, choćby ze względu na istotne zmiany, które wprowadziła w tureckiej kinematografii. Wkrótce po wydaniu pierwszego D@bbe nastąpił napływ wielu nowych tytułów, takich jak Mussalat, Üç Harfliler czy Siccin, które wkrótce również przekształciły się w popularne franczyzy. Na wyszczególnienie zasługuje tu ostatni z tytułów, jako że w obecnej ofercie polskiego Netflixa figuruje aż sześć części tej serii. Są to jednak filmy opierające się w znacznie większym stopniu na jump scare’ach, nastrojowo bliższe (co prawda mniej krwawym) produkcjom Jamesa Wana niż Karadacağa. Najbardziej przerażające momenty zarówno Cin Çarpmasi jak i innych części Dabbe bazują na długich, rozbudowanych sekwencjach. Są to filmy intensywne i ciężkie w odbiorze, zapewniające jednak niepowtarzalne wrażenia.