Nie wierzę w to, co wyczytałem z Czerwonej fali Joanny Stingray. Wydaje się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Jak baśń o tryumfie szlachetnych, prostych uczuć oraz rock and rolla nad imperialną polityką. Albo scenariusz na melodramat w punkowych kostiumach. Ale może właśnie takiej czerwonej, rockandrollowej baśni potrzebujemy. Dziś szczególnie, bo świat znów przypomina mroczne lata 80.
Joanna Stingray jest dziś agentką nieruchomości. W 1984 roku była początkującą wokalistką nowofalową, która przypadkiem (korzystając z politycznej odwilży) wybrała się na studencką wycieczkę do ZSRR. Przed wylotem dostała namiar na Borisa Griebienszczikowa, legendę prężnego rockowego podziemia w Leningradzie. I tu zaczyna się (prawie) baśniowy wątek prawdziwej opowieści. Znudzona życiem w USA i sfrustrowana komplikacjami w muzycznej karierze dwudziestolatka rusza w egzotyczną podróż i trochę przypadkiem odkrywa świat, w którym punk, czy po prostu rock’n’roll, wciąż ma głęboki egzystencjalny sens. W ZSRR to nie bunt „salonu odrzuconych” czy zdefaworyzowanych mieszkańców przedmieść, którym niewygodnie żyje się na peryferiach demokratycznego i w miarę liberalnego społeczeństwa, lecz życiowa dyscyplina, w której wygraną jest ocalenie wewnętrznej wolności i człowieczeństwa, przegraną zaś: śmierć lub uwięzienie w szpitalu psychiatrycznym za odstępstwo od sowieckiej normy.
Joanna Stingray spotyka się Griebienszczikowem, charyzmatycznym liderem grupy Akwarium i jego kolegami z podziemia. Odwiedza tzw. kwatirniki (nielegalne koncerty w prywatnych mieszkaniach) i półoficjalny przegląd w Rock Klubie pod czujnym nadzorem KGB. Poznaje muzyków najważniejszych lokalnych grup, takich jak Kino, Akwarium, Alisa, Stranyje Igry czy happenerski kolektyw Pop-Mechanika. A prawie każdy z nich to przy okazji malarz, niezależny filmowiec, performer i poeta. Okazuje się, że ich twórczość jest nie tylko bardziej szczera, ale – mimo ograniczeń i represji – ciekawsza od tej, którą można usłyszeć w ojczyźnie rock’n’rolla.
Stingray zaczyna współpracować z nowymi kolegami ponad żelazną kurtyną, tworzyć wspólne kompozycje i teksty, szmuglować sprzęt (gitarę Gibson dla Griebienszczikowa sfinansował David Bowie) i różne niedostępne dobra, od adidasów po sos sojowy. W drugą stronę przewozi nagrania. W końcu doprowadza do wydania dwupłytowej kompilacji Red Wave: 4 Underground Bands From The USSR, która spotyka się z zainteresowaniem w opiniotwórczych kręgach na Zachodzie. Po egzemplarzu otrzymują Reagan i Gorbaczow, co – jak przypomina autorka – wpływa na decyzję pierwszego sekretarza o zaprzestaniu sekowania rockmanów i umożliwieniu im normalnego funkcjonowania.
Stingray poświęciła Rosji i jej artystom dwanaście lat życia i jest bodaj najbardziej zasłużoną ambasadorką kontrkultury dawnych demoludów. Czerwona fala, napisana wspólnie z córką Madison, jest zgrabną kompilacją anegdot i wspomnień z tamtego okresu, sprawozdaniem z prób przełamania żelaznej kurtyny. Na polskim rynku wydawniczym stanowi jedną z nielicznych publikacji przybliżających mało znany u nas fenomen podziemnej kultury w ZSRR oraz w młodej, „transformacyjnej” Rosji. Doskonale uzupełnia się z książkami Konstantego Usenki, skądinąd autora wstępu do niniejszego wydania, czy sympatycznym choć nieco zbyt pocztówkowym filmem Lato Kiriłła Sieriebriennikowa z 2018 roku.
Czerwoną Falę czyta się bardzo przyjemnie. W dużej mierze jest to wpływ tłumaczki Ewy Horodyskiej, którą można postawić za wzór niemal wszystkim autorom przekładów wychodzących u nas książek o rock and rollu. Potrafiła odnaleźć w tekście ironię dwuznaczności, przełożyć na współczesną polszczyznę rockową idiomatykę i endemiczny „rock and rollowy socjolekt amerykańsko-rosyjski”, ustrzec się przed gafami i translatorskimi kuriozami, których pełno w innych tłumaczonych książkach o rocku i kontrkulturze. Ale za pierwotną energię tekstu odpowiadają oczywiście Joanna i Madison Stingray. Żywiołowa opowieść wynika z dwóch epifanijnych doświadczeń. Pierwsze to zetknięcie dwudziestoletniej kalifornijskiej punkówy z odmienną i na pierwszy rzut oka nieludzką wręcz cywilizacją komunizmu i stopniowe odkrywanie w niej jaśniejszych barw, dzięki osobistym kontaktom:
Z wolna zaczynałam czuć, że gdzieś w głębi miękkie podbrzusze Związku Radzieckiego jest ciepłe i pełne życia, ukryte pod całą tą metalową zbroją. W czasach komunizmu kraj najwyraźniej wyszkolił się do akceptowania bezosobowego chłodu, ale pod niewzruszoną fasadą wciąż kryła się bogata kultura.
Druga epifania to odkrycie prawdziwej, wyzwolicielskiej siły rocka powstającego w nieprzyjaznych warunkach. Muzycy z Leningradu, za życia szykanowani, niedoceniani, dziś zmarli lub w sporej części żyjący na emigracji, zyskali dzięki jej książce żywe i ciepłe portrety, zastępujące im pomniki, których nie doczekali się w ojczyźnie (może z wyjątkiem tragicznie zmarłego Wiktora Coja z grupy Kino).
Jeśli któraś z tych warstw wydaje się niedostatecznie reprezentowana, to zdecydowanie opis spraw pozamuzycznych i szoku kulturowego wynikającego ze spotkania z sowiecką rzeczywistością. Ale skoro Stingray już w chwilę po przybyciu do Leningradu trafiła pod właściwy adres, to trudno się dziwić, że skupiła się na undergroundowym fenomenie i rzadko wychodziła poza barwny świat artystów-dysydentów.
A czemu ta opowieść przypomina bajkę i wydaje się niewiarygodna, choć tak bardzo chwyta za serce, że chce się w nią wierzyć z całych sił? Bo pamięć o brutalnej, pauperyzującej całe narody dyktaturze jest żywa do dziś, zwłaszcza w naszej części Europy. Jeśli amerykańskiej punkówie o ekscentrycznej fryzurze udało się uniknąć poważnych kłopotów, aresztowania i oskarżeń o szpiegostwo, skutecznie zwodzić KGB i wywozić z ZSRR nagrania, klisze fotograficzne i inne materiały, to miała wyjątkowe szczęście, choć pewnie rolę grały tu także amerykański paszport i postępujący rozkład Związku Radzieckiego. Tym, co Stingray wywiozła, podzieliła się z kolegami po drugiej strony kurtyny oraz słuchaczami z Zachodu. I jest to jej ogromny wkład.
Dziś rosyjska cenzura i kontrola nad społeczeństwem osiągnęły poziom niemożliwy do uzyskania w schyłkowym ZSRR. Muzyczni dysydenci wyjechali z kraju, zamilkli lub działają w najgłębszym podziemiu. Pozostaje czekać na kolejną odważną załogantkę, która do nich dotrze i wywoła kolejną falę kruszącą imperialne podziały, a my dostaniemy nową baśń na ciężkie czasy.

Joanna Stingray, Madison Stingray
Czerwona Fala. Amerykanka w rockowym radzieckim undergroundzie
przeł. Ewa Horodyska
Fundacja Ośrodka KARTA, Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, Warszawa 2025
Liczba stron: 488