pragnieniemilosci
RECENZJE | 14.01.2013

Życie po (M. Franco „Pragnienie miłości”)

Już po raz kolejny Meksykanie starali się podbić serca Amerykańskiej Akademii Filmowej produkcją, która niewiele ma wspólnego z kinematografią popularną na północ od Río Bravo. Nagrodzone w Cannes i wystawione w wyścigu po Oscara Pragnienie miłości Michela Franco to kolejne dziecko minimalistycznej fali, na której od dekady unoszą się młodzi meksykańscy reżyserzy, starając odciąć się od rodzimej tradycji powtarzania hollywoodzkich schematów. Jeżeli jednak zeszłoroczna porażka kapitalnej Miss Bali zaskoczyła i zabolała, to fakt, iż Pragnienie… zakończyło wyścig tam, gdzie nasze 80 milionów, zupełnie mnie nie dziwi. Na przyjęcie do zakonu dumnych ascetów pod wezwaniem Reygadasa i Perezcana przyjdzie Michelowi Franco jeszcze poczekać.

W Pragnieniu miłości nastoletnia Alejandra i jej ojciec, Roberto, przyjeżdżają do stolicy Meksyku, by zacząć nowe życie – stare zginęło wraz z matką dziewczyny w wypadku samochodowym. Miasto wydaje się dla nich nadzwyczaj gościnne: Roberto zostaje szefem kuchni w niedużej, ale dobrze położonej restauracji, Alejandra szybko znajduje w nowej szkole grupkę znajomych. Wydaje się, że trauma śmierci w rodzinie została przezwyciężona, a ojciec z córką są na najlepszej drodze do odzyskania spokoju. Roberto wprawdzie jeszcze nie pogodził się ze stratą, swój ból manifestując szeregiem nieracjonalnych zachowań, jednak Alejandra nie tylko nie korzysta z pomocy psychologa (co proponuje firma ubezpieczeniowa), ale i dobrze odnajduje się w nowym towarzystwie.

Do czasu: seks z kolegą pod wpływem alkoholu i okiem kamery, film, który dzięki internetowi staje się hitem na skalę szkolną, łatka „szmaty” i „puszczalskiej”. Alejandra z dnia na dzień zostaje ofiarą niedawnych znajomych, teraz znajdujących dziką przyjemność w wymyślnych aktach poniżania koleżanki. Poddawana kolejnym torturom bohaterka nie reaguje. Czasem kopnie, czasem krzyknie, ale pozostaje bierna, swoimi problemami nie dzieli się nawet z ojcem. Roberto również ukrywa troski przed córką, jej pytania zbywając wzruszeniem ramion lub naprędce wymyślonym kłamstwem. Kolejne sceny obalają wykreowaną na początku filmu iluzję – relacje Alejandry i Roberta tylko z pozoru nie noszą już śladów traumy, faktycznie ograniczają się wyłącznie do wspólnych śniadań i oglądania filmów. O wzajemnej szczerości i otwarciu nie może być mowy.

Oryginalny tytuł Pragnienia miłości to Después de Lucía, czyli PoLucii. Tytułowa postać nie pojawia się w filmie ani razu – Lucía to imię matki Alejandry. Franco nakręcił film o próbie przepracowania straty, o tym, jak kolejny dramat – szkolnego bullyingu – otwiera niezagojone jeszcze do końca rany, wywołane niedawną tragedią. Tortury, którym rówieśnicy poddają Alejandrę, to najbardziej wyrazisty element filmu – Franco poświęca im wiele metrów taśmy, doskonale zdając sobie sprawę, jakie wrażenie muszą robić na widzu rozrywające spokojną atmosferę filmu momenty okrutnej przemocy. Reżyser, eksponując eskalację tortur, sam jednak zastawia na siebie pułapkę, w którą wpada, gdy na ekranie zaczynają panować żądni krwi rówieśnicy Alejandry. Fabularną rolą wątku bullyingu jest bowiem wyłącznie zburzenie pozornego spokoju młodej bohaterki, Franco traktuje go jako narzędzie do obnażenia traumy, a nie kompleksowe, wielowymiarowe zjawisko. Przez to w Pragnieniu miłości bullying sprowadzony zostaje do szeregu brutalnych epizodów, w których szkolna młodzież jawi się jako jednolita masa psychopatycznych, krwiożerczych bestii. Franco porusza problem poważny i popularny, ale, mimo że poświęca mu sporo filmowego czasu, nie poświęca mu wystarczająco dużo uwagi. Wyzuty z szerszych kontekstów, tła i odcieni szarości bullying to w filmie dziwaczny, miejscami ocierający się o groteskę festiwal przemocy, który, oprócz szokowania, każe nieustannie zadawać pytania w rodzaju: „Gdzie byli rodzice?”. Franco chce opowiedzieć o rozterkach jednostki, a za pretekst służy mu problem społeczny – nie można jednak sprowadzić go wyłącznie do efektownych scen, nie wywołując tym samym w widzu szeregu wątpliwości. Obrazy przemocy, gdy wypełnią już swoją rolę, przestają nieść ze sobą znaczenie, nie stają się przyczynkiem do głębszej refleksji – intymna psychologia znika, zakrzyczana przez sceny kolejnych tortur. Wstrząsnąć widzem ma też zakończenie filmu, w którym brak porozumienia między bohaterami doprowadza w końcu do tragedii. Franco jednak znowu zamiast głębszej puenty woli pusty szok i niebezpiecznie ociera się o pseudoartystyczną hochsztaplerkę.

Pragnienie miłości to fachowo sporządzony ekstrakt najpopularniejszych zabiegów, jakimi posługują się współcześni latynoscy autorzy – długie ujęcia, nieruchoma kamera, rzadko stosowane zbliżenia. Franco pozbawia swój film tradycyjnej dramaturgii, często z bliska przygląda się wydarzeniom fabularnie nieistotnym, te ważniejsze spychając na drugi plan. Reżyser zręcznie unika wiszącej nad filmem groźby arthouse`owej nudy, co z tego jednak, skoro swój potencjał marnuje, zbyt przywiązując się do scen efektownych, a wypranych ze znaczeń. Autorowi Pragnienia miłości do klasy rodaka, Fernanda Eimbcke – reżysera innej intymnej opowieści o stracie, arcydzielnego Nad jeziorem Tahoe (2008) – jeszcze sporo brakuje.