leftovers
ARTYKUŁY | 22.09.2014

Życie po dniu ostatecznym („The Leftovers”)

Wyobraź sobie, że 14 października, w samym środku niczym niewyróżniającego się, pochmurnego dnia, nagle ewaporuje (dosłownie!) z powierzchni ziemi ponad 140 milionów ludzi. Nie zostaje po nich żaden ślad, nikt nie wie też, gdzie są. Dotąd niemożliwe było stwierdzenie, dlaczego akurat te osoby zniknęły i jaki jest powód ich nieobecności. Taka jest w skrócie fabuła najnowszego serialu HBO The Leftovers. Ostatni odcinek pierwszej serii tego show wyemitowano 7 września 2014 roku. Planowany jest drugi sezon, o ile twórcy serialu nie znikną w październiku.

Wspomniane 140 milionów ludzi to zaledwie dwa procent całej populacji − mimo wszystko ich nagłe zniknięcie (określane jako Sudden Departure) wyraźnie wpływa na życie tych, którzy pozostali. Fabuła serialu została zainspirowana przez ideę „pochwycenia Kościoła do nieba”, które miałoby się odbyć przed drugim przyjściem Chrystusa. Jest ona popularna wśród fundamentalnych chrześcijan w Stanach Zjednoczonych, choć jest z pewnością teologiczną kontrowersją. Niektórzy teologowie i duchowni interpretując Nowy Testament, szukają przesłanek popierających przekonanie, że takie wydarzenie miałoby mieć miejsce. Niestety tekst Pisma Świętego nie potwierdza wprost tej teorii, a samo słowo „pochwycenie” nawet nie występuje w Biblii − przynajmniej w tym kontekście. W samym Leftovers z kolei nic nie wskazuje na to, że Sudden Departure miałoby mieć jakikolwiek związek z Bożą Opatrznością − co nie przeszkadza niektórym ludziom interpretować ten fakt w taki sposób.

W Mapleton, w którym rozgrywa się akcja serialu, mieszka wielu ludzi dotkniętych przez Sudden Departure. W samym centrum opowieści mamy czwórkę bohaterów − rodzinę Garveyów − których życie zmienia się diametralnie po 14 października. Większość wydarzeń przedstawionych w serialu ma miejsce trzy lata po Sudden Departure, kiedy Mapleton sprawia wrażenie, jakby zaczynało radzić sobie z tragedią, której doświadczyli mieszkańcy. Ich życie zostaje jednak zakłócone przez tajemniczy ruch Guilty Remnant. Jego uczestników można zobaczyć w różnych miejscach miasta, jak stoją w parach i gapią się bezczynnie na ludzi. Są ubrani na biało i ciągle palą papierosy. Nie bardzo można się z nimi dogadać (wszyscy uporczywie milczą) i robią wszystko (z wyjątkiem mówienia), żeby przypominać mieszkańcom Mapleton, co stało się 14 października. W międzyczasie działają również inne ruchy parareligijne, jak ten zogniskowany wokół człowieka określonego jako Holy Wayne, którego dotyk ma podobno moc usuwania cierpienia z ludzkiej duszy. W tej szczególnej atmosferze mieszkańcom Mapleton ciężko jest pogodzić się z utratą bliskich.

Po raz pierwszy historia Garveyów i innych mieszkańców Mapleton ukazała się w książce Toma Perrotty z 2011 roku. Producenci HBO postanowili wykorzystać jej fabułę jako pomysł na serial − jego produkcją zajął się w porozumieniu z autorem powieści Damon Lindelof, który brał udział między innymi w produkcji Lost. W Leftovers może zainteresować to, co być może przyciągało niektórych do tego drugiego serialu − atmosfera przebywania w miejscu, które na pozór nie różni się od innych, ale wokół dzieją się rzeczy dziwne i niewytłumaczalne; są jak déjà vu, jak to senne wrażenie, że to, co widzisz, nie powinno się dziać, ale czy z pewnością nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć?

Istnieją pewne, niebagatelne zresztą, różnice pomiędzy książką a serialem, ale generalny zarys fabuły jest ten sam. To samo dotyczy również podstawowego problemu filozoficznego i egzystencjalnego − jak możliwe jest „niewyjaśnione” w świecie, w którym wszystko zdaje się wytłumaczalne przez słowa duchownych albo naukowców? Ich twierdzenia tworzą w życiu bohaterów Leftovers dysonans, wobec którego trudno jest przeżyć prawdziwą utratę. Proponuję rozważyć ten temat i zanurzyć się w melancholijne życie Mapleton. Drogi Czytelniku, jeśli jeszcze nie widziałeś tego serialu, ale zamierzasz, to zrób to, bo od tego momentu mówię spoilerom zdecydowane „tak”.

 

Znaki na niebie, diabelskie fajerwerki oraz armia zbawionych

Jeśli jesteś bohaterem Leftovers, bez względu na to jak wygląda twoje życie po 14 października − musisz mieć świadomość tego, że pomimo iż dziesiątki milionów ludzi zniknęło (w tym być może twoi bliscy), ty pozostałeś. Wszyscy wokół ciebie zastanawiają się nad znaczeniem Sudden Departure; naukowcy nie są w stanie ustalić niczego pewnego, powstaje mnóstwo teorii spiskowych, a religie − zwłaszcza należące do „objawionych” − nadają temu wydarzeniu szczególny wymiar. Czy jednak ci, którzy zniknęli, są w jakiś sposób szczególni? Co jeśli są to ludzie, którzy niczym w rzeczywistości się nie wyróżniali? Mieszkańcy Mapleton nie chcą znać prawdy o utraconych − łatwiej jest o nich myśleć jako o bohaterach. Cierpienie dotkniętych utratą, żeby było znośne, musi być szczególne. Wymiar wydarzenia, jakim jest Sudden Departure, nadaje cierpieniu wyjątkowości − doczesne problemy są przecież jedynie problemami pozostawionych.

Garveyowie są typem ludzi, którzy wydają się bardziej doświadczeni przez bycie pozostawionymi niż przez stratę. Ich życie zmienia się diametralnie po 14 października − z różnych powodów nie są w stanie być ludźmi, którymi byli. Laurie opuszcza rodzinę, aby dołączyć do Guilty Remnant, a Tom wyjeżdża i zostaje zwolennikiem Holy Wayne’a. Dlaczego opuszczają dom rodzinny? W ich zachowaniu wyraźny jest pewien nieokreślony przymus zerwania z życiem, które dotąd prowadzili − nie da się go sprowadzić do banalnej psychoanalizy.

Fascynującą postacią jest Jill − w głównym wątku serialu przedstawiona jako wciąż poszukująca wrażeń dziewczyna, choć niegdyś była wzorową córką i uczennicą. W związku z odejściem Toma i Laurie, Jill traci dwie najbliższe osoby − problem polega na tym, że w świecie z Leftovers jej utrata nie może równać się tej, której doświadczyli bezpośrednio dotknięci przez Sudden Departure.

Każda z tych osób należy do pozostawionych i to właśnie dla takich jak oni funkcjonuje Guilty Remnent. Dlaczego jego członkowie za wszelką cenę chcą przypomnieć ludziom o 14 października? Co chcą przekazać? Zapewne jedną z odpowiedzi na to pytanie może stanowić zerwanie z wyobrażenia o Apokalipsie otoczki kojarzonej ze znakami na niebie, diabelskimi fajerwerkami oraz armią zbawionych i skupienie się na sednie tego, z czym tak naprawdę wiąże się wyobrażenie dnia, który ma być ostatecznym − z nagłą, uniwersalną i radykalną transformacją otaczającej rzeczywistości. Członkowie Guilty Remnant chcą przypomnieć, że taka transformacja już miała miejsce i nie da się jej cofnąć.

 

Utrata totalna i nadzieja związana z przemianą

Utrata, z którą mierzą się niektórzy z mieszkańców Mapleton, jest totalna w tym sensie, że nie da się jej umiejscowić w przestrzeni. Nie bez powodu w Stanach Zjednoczonych przedstawionych w Leftovers kwitnie handel kukieł przypominających osoby, które zniknęły 14 października − przecież nie chodzi o to, żeby pochować „kogoś”, ale pochować „gdzieś” i mieć poczucie, że sprawa została w jakiś sposób „zamknięta”.

Możliwość przeżycia żałoby odebrano m.in. Meg, choć nie straciła matki w takich samych okolicznościach jak ludzie doświadczeni przez Sudden Departure. Podobnie jak Laurie dołącza do Guilty Remnant − czy motywem tego działania nie jest jednak złość na tych, którzy odebrali jej wartość żałoby? Przeżycie utraty totalnej może dać nadzieję jedynie w obliczu totalnej przemiany. Ten fakt wydaje się rozumieć Nora Durst, najpierw prowadząc romans ze śmiercią, potem z Kevinem Garveyem, żeby wreszcie dojść do punktu, w którym będzie mogła całkowicie się zmienić − nie godząc się z utratą, nie zapominając o bliskich, ale uświadamiając sobie, że po prostu nie ma już życia, które prowadziła kiedyś − zniknęło razem z jej bliskimi.

Kevin Garvey − wybraniec czy szaleniec?

Celowo zostawiłem na sam koniec kwestię przemiany postaci Kevina Garveya. Ewidentnie dużo pracy włożył w tę postać główny producent Damon Lindelof − moim zdaniem są pewne podobieństwa pomiędzy Kevinem a Jackiem Shephardem z Lost. Może się wydawać, że obydwaj mają „misję” zaprowadzenia pokoju i przewodzenia innym ludziom w kryzysowych sytuacjach. Kevin z książki Perrotty różni się zupełnie od tego z serialu − tam Kevin jest burmistrzem, a nie szefem miejscowej policji; brakuje też elementu ewentualnego szaleństwa lub spotkania z siłami „nie z tego świata”.

Kevin z Leftovers wydaje się typowym szefem policji, który chce utrzymać porządek w swoim mieście; a jednak od pierwszego odcinka wplątuje się w dziwną znajomość z Deanem − tajemniczym człowiekiem, który zabija błąkające się po mieście psy pozbawione po Sudden Departure właścicieli. Pomimo całej mojej sympatii (oczywiście z nutką ironii) do mężczyzn, którzy mają misję, ale najpierw sprowadza się ona do picia codziennie wieczorem kilku piwek, a potem kończy na szalonych wybrykach − muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o postać Kevina, dostrzegam pewne niekonsekwencje w scenariuszu. Myślę, że apogeum tego, co ta postać chce nam przekazać to odcinek dziewiąty (moim zdaniem jeden z najlepszych). Kevin jest tam przedstawiony jako człowiek, który wydaje się posiadać wszystko, a jednak wciąż odczuwa brak. Na tym etapie nie jest w stanie do końca określić, czego on dotyczy − Kevin Garvey z przeszłości wygląda raczej na znudzonego mężczyznę w średnim wieku. Dopiero znając późniejsze wydarzenia, możemy zadać sobie pytanie: czy szef policji w Mapleton jest szaleńcem, czy może został „wyznaczony” do wypełnienia „duchowego posłannictwa”? Dwuznaczność jego sytuacji mogła zostać wykorzystana inaczej i mam nadzieję, że tak się stanie w drugim sezonie.

Moim zdaniem finał pierwszej serii nie zamknął również innych wątków serialu w sposób satysfakcjonujący. Jakie znaczenie miały dzieci Holy Wayne’a? Do czego właściwie prowadził wątek z tajemniczym numerem National Geographic, którego szukał ojciec Kevina? Mam wrażenie, że producenci poszli trochę na skróty, kończąc historię w momencie dramatycznego buntu mieszkańców Mapleton. Mimo wszystko uważam jednak tę produkcję za jedną z najlepszych w 2014 roku.

Krzysztof Kunisz

Krzysztof Kunisz

(ur. 1987) − wychowany w wietrznym mieście Kielce, ale od kilku lat mieszka w Krakowie. Doktorant filozofii na krakowskim UP. Naukowo zajmuje się metafizyką i fenomenologią. Prywatnie blisko mu do zjawisk współczesnej kultury. Ogląda dużo seriali, słucha różnych gatunków muzyki i sporo czyta − głównie martwych ludzi. Publikuje teksty naukowe i artykuły, a próby literackie chowa do szuflady. Jeśli będzie musiał dorosnąć, chce być jak Tom Waits.