popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Znaleźć język wódki („Pod Mocnym Aniołem”)
pod-mocnym-aniolem
RECENZJE | 27.01.2014

Znaleźć język wódki („Pod Mocnym Aniołem”)

Pod Mocnym Aniołem Jerzego Pilcha, wydane ponownie pod pretekstem premiery ekranizacji Wojtka Smarzowskiego, dostaje drugie życie. Rekordowy box office napędza ruch w księgarniach. Książki znikają z półek – tych prawdziwych, zaś e-booki – z wirtualnych.

banknot1O chłodnym przyjęciu filmu można się przekonać, czytając recenzje w większości mediów. Mało kto poświęca jednak czas i miejsce na to, żeby po raz kolejny, po prawie półtorej dekady, przyjrzeć się książce Pilcha. Co zostało z wrażenia, jakie robiła, jak wpływa na nią czas, jak czytamy ją dziś – to zestaw pytań obowiązkowych, jakie padłyby na polonistyce, gdyby wykładowca kazał zderzyć dzieło sprzed wielu dekad ze współczesnością. Nie tędy droga. W wypadku Pilcha nie ma czego zderzać – dla historyków literatury trzynaście lat to przecież nic. Ale nie tylko dla nich. Trzynaście lat, a nawet dwadzieścia i więcej, to nic także dla bohaterów Pod Mocnym Aniołem, ugruntowanych alkoholików. To z ich perspektywy warto się temu utworowi ponownie przyjrzeć. O ile w głowie polonisty historia literatury płynie nurtem chronologii, napotykając wyspy w postaci dat i wydarzeń, o tyle w głowie alkoholika każda historia z tego nurtu wypada. I tak właśnie próbował przedstawić ją Pilch. Dlatego jego powieść złożona jest z niechronologicznych rozdziałów, niepowiązanych ciągiem przyczynowo-skutkowym i niemających na siebie bezpośredniego wpływu. Naturalnie, znajdą się pewne powiązania fabularne: tu pomacha pamiętany z poprzedniego epizodu bohater, tam echem odbije się jakiś pseudonim, to znów okaże się, że pisarz zaprowadził czytelnika do znanej przestrzeni. Jednak prawdziwą cechą wspólną okazuje się co innego – język.

Pierwsze wydanie książki Pilcha poprzedziło głośny w naszym kraju w drugiej połowie ubiegłej dekady „spór o żeńskie końcówki”. Zwolenniczki i zwolennicy psycholożek, doktorek czy historyczek wykonali ważną pracę społeczną, niejako wymuszając na rzeszy Polaków refleksję nad uwikłaniem w płeć języka, którym się posługują. W tym kontekście interesujące wydaje się, że Jerzy Pilch już wcześniej próbował uwikłać język – w wódkę, w Pod Mocnym Aniołem właśnie. Terapeucice próbują doprowadzić rzeczywistość do trzeźwości, ja pragnę doprowadzić rzeczywistość do literatury – mówi bohater obdarzony imieniem pisarza. I właśnie owo „doprowadzanie” jest najciekawszym i najlepszym, co się w tym utworze czytelnikowi przydarza.

Pilch językiem posługuje się jakby od niechcenia, ale jednocześnie z największą dbałością. Dezynwoltura miesza się tu z pieczołowitością, nonszalancja z żelazną dyscypliną. Autor świadomie i swobodnie porusza się po najróżniejszych obszarach stylizacji, za jej pomocą nadając swoim bohaterom cechy indywidualne, ale nie na tyle, by przez język dało się ich rozróżnić czy zdefiniować. Zabieg to pyszny, bo przeszłość i życie tych postaci poznajemy poprzez historie z ZAapasnikimghgadwich biografii, które spisują w ramach terapii odwykowej (budowanie narracji o sobie samym, na przykład poprzez prowadzenie dziennika, jest po dziś dzień zresztą szalenie popularne, nie tylko na odwykówkach, ale też we wszelkiej maści poprawczakach czy innych miejscach resocjalizacji). Rzecz w tym, że w książkowym „uniwersum” autorem każdego opowiadania jest Jerzy, biegle posługujący się piórem pisarz-alkoholik, który za spisane historie pobiera drobne opłaty. Drobne w naszej rzeczywistości – na oddziale mają znacznie większą wartość. Delirycy próbująopowiadać mu wyimki ze swoich biografii, ale pozbawieni zdolności narracyjnych, z umysłami przeżartymi przez wódkę, nie są w stanie wydusić z siebie spójnej opowieści. Juruś robi to za nich. Dopowiada, stylizuje, wzbogaca. Powoli też opanowuje swoich bohaterów i niejako staje się nimi. A więc może tych ludzi nigdy tak naprawdę nie było? Może byli zaledwie rojeniem pijaka-literata, tak jak prowadzący na manowce anioł z końcówki książki?

To nieważne. W zabiegu Pilcha uderza co innego. To mianowicie, że jego Juruś wyposażony jest w podobne właściwości, jakie przypisuje się głównej bohaterce tej powieści – wódce: rozwiązuje języki, uspokaja, rozumie, podpowiada, przynosi odwagę lub ukojenie, pomaga dojść do ładu z samym sobą i, co najważniejsze, tworzy dla bohaterów narrację o nich samych – mniejsza o to, czy prawdziwą, czy zrodzoną tylko w umyśle pisarza. Juruś-wódka jako jedyny mówi tu własnym językiem, którym – z jego pomocą – posługują się wszyscy inni bohaterowie. Każdy, kto raz zakosztował historii pisanej przez Jurusia, wraca doń po kolejną tak jak do nocnego sklepu po kolejny łyk ognistej wody. Alkohol i literatura są tu równie niebezpieczne, tak samo uzależniają. Byłem we władaniu języka, byłem we władaniu kobiet, byłem we władaniu alkoholu – podsumowuje Jerzy.

Na płaszczyźnie formalnej powieść jest więc popisowa, ale nie można tego samego powiedzieć o jej treści. O ile bowiem Pilch zręcznie i zajmująco bawi się konstruktem kulturowym, jakim jest język, o tyle wnosi niewiele do badań nad innym – konstruktem alkoholika. Powieściowe pijusy świecą odbitym światłem bohaterów klasyki literatury: są albo pocieszni jak boży prostaczkowie z powieści Johna Steinbecka Tortilla Flat, albo zakochani jak Kuba z opowiadania Marka Hłaski Pętla, albo otoczeni nędzą jak zdesperowani bohaterowie noweli Henryka Sienkiewicza Szkice węglem. U Pilcha niezależnie od roku i szerokości geograficznej zawsze jest tragikomicznie. Alkoholowa frenetyczność: obesrane tyłki, zaszczane spodnie i obrzygane usta wywołują zazwyczaj przeciwstawne reakcje – śmiech i zgrozę.

Pod Mocnym Aniołem jest więc i na tym poziomie hołdem oddanym literaturze, dobrą zabawą z klasyką powieści pijackiej. Śmieszy i niepokoi, ale w sposób nienachalny. Pilch nie stawia sobie ze cel budzenia społecznej świadomości ani nawracania tych, którzy językiem wódki mówią co wieczór. Chęć odnalezienia w jego powieści walorów reportażowych, dokumentacji życia alkoholika wydaje się więc tylko czczym życzeniem. Pilch może i prześwietla sposób, w jaki alkoholik myśli, ale o tym, jak żyje, nie mówi z doświadczenia, tylko z literatury. To żadne oszustwo, ale też żadne odkrycie.

 

__

Autor tekstu jest redaktorem  portalu Stopklatka.pl

Przeczytaj także: Chodzi o literaturę („Drugi dziennik” Jerzego Pilcha)