15.06.15
RECENZJE | 15.06.2015

Zmęczone życiem psy (P. Vega „Złe psy”)

Patryk Vega nie daje o sobie zapomnieć. Urodzony w Warszawie twórca w 2005 roku zaliczył niezwykle mocne wejście do świata kina dzięki obnażającemu prawdę o polskiej policji Pitbullowi, następnie rozszerzonemu do wymiarów – składającego się z trzech sezonów – serialu, za sprawą którego szerokiej publiczności dali się poznać m.in. Marcin Dorociński i Roma Gąsiorowska. Później reżyser postanowił zejść z autorskiej ścieżki na rzecz zupełnie nieudanych komedii, aby wreszcie powrócić do tego, co wychodzi mu najlepiej, czyli produkcji sensacyjnych mocno osadzonych w polskich realiach. Dopiero co na ustach wszystkich były jego Służby specjalne (także w wersji serialowej), a już warszawski autor zapowiedział dwa kolejne filmy, w tym kontynuację głośnego debiutu – Pitbull. Pałacowi vs miastowi, który na ekranach kin pojawi się pod koniec stycznia 2016 roku. Czas oczekiwania wszystkim miłośnikom reżysera umili jego właśnie wydana książka pt. Złe psy. W imię zasad, zbiór wywiadów z policjantami. To dzięki tym historiom powstał Pitbull. Dzięki tym spowiedziom miał szansę zaistnieć także Patryk Vega.

We wstępie autor zaznacza, że książka jest efektem licznych rozmów z wieloma policjantami, które miał okazję przeprowadzać od 2000 roku, gdy realizował dokumentalny serial Prawdziwe psy. Wówczas towarzyszył funkcjonariuszom jako tak zwana osoba przybrana, co oznacza, że na ściśle określonych zasadach mógł uczestniczyć w działaniach policji. Brał udział w przesłuchaniach, rozpytaniach, odprawach oraz wszelkich akcjach policyjnych, oczywiście na własne ryzyko. Pozbawiony broni, wyposażony jedynie w kamizelkę kuloodporną, zbliżył się do świata policjantów i bandziorów. W pewnym sensie na chwilę stał się jednym z „psów”; przychodził do komendy o tej samej porze, co funkcjonariusze, i razem z nimi wychodził, a następnie szli wspólnie na wódkę, aby odreagować. I tak też jest skonstruowana ta książka: wygląda jak rejestracja rozmowy dobrych kumpli o pracy, rodzinie i życiu, oczywiście przy odpowiedniej ilości czystej.

Złe psy. W imię zasad nie wystawiają najlepszego świadectwa polskiej policji. Obraz formacji, który wyłania się z książki Vegi, nie nastraja optymistycznie. Większość bohaterów to osoby zmęczone życiem oraz pracą, a przede wszystkim rozczarowane otaczającą ich rzeczywistością. Bez ogródek opowiadają o nieformalnych zasadach rządzących służbą i przydatnych umiejętnościach, jak np. bicie bez zostawiania śladów na ciele, które okazuje się niemal niezbędne podczas rozpytania zatrzymanego. Zresztą stosowanie przemocy i prowokowanie zatrzymanych to tylko wierzchołek góry lodowej. Gliniarze uzależnieni od kokainy, awansowanie wyłącznie nikomu nieprzydatnych w pracy operacyjnej funkcjonariuszy, usuwanie ze stanowisk kierowniczych niewygodnych policjantów czy historia „misia”, który podczas kilku lat swojej służby zastrzelił trzech ludzi i za każdym razem sprawę wyciszano – to i więcej znajdziecie na ponad 350 stronach rozmów, sprawiających wrażenie szczerych aż do bólu. Vega nie przeszkadza swoim rozmówcom, czasami jedynie lekko naprowadza ich na pewne kierunki. Można zaryzykować stwierdzenie, że pełni rolę spowiednika, który ma wyłącznie słuchać. Oczywiście należy pamiętać o tym, że twórca Służb specjalnych starannie dobrał policjantów, dokonując selekcji według pewnego klucza – wybrał tych, którzy nie tylko kochają swoją pracę, ale wręcz bez niej nic nie mają i nic nie znaczą. Autor określa ich – być może trochę na wyrost – mianem ostatnich żyjących romantyków, którzy pracę zawodową przedłożyli nad życie osobiste. „Zmęczone życiem psy” – tak ich przedstawia. Zabieg ten może być próbą zbudowania wokół rozmówców legendy jeszcze większej wiarygodności. Czytelnik sam musi zdecydować, czy wierzy w każde słowo wypowiadane przez tych funkcjonariuszy, czy kupuje ich zeznania, gdyż głosu z drugiej strony barykady nie uświadczy.

Książka nie opowiada jedynie o ciemnych stronach policji. Nie brakuje innych wątków, jak chociażby historia prawdopodobnie najmniej fartownego samobójcy w Polsce albo próba wyjaśnienia, czym jest i gdzie leży granica dzieląca policjanta od „gangusa”. Patryk Vega sporo miejsca poświęca swoistemu kodeksowi honorowemu „operacyjniaków” oraz „miastowych”, nakazującemu wzajemny szacunek. Bo przecież co innego ganiać się z „klamkami” po mieście, a co innego pomóc sobie w potrzebie na wakacjach. Autor ciągnie rozmówców za język w sprawie gangsterów z grupy mokotowskiej, skupiając się na tym, w jaki sposób rozpracowywano kolejnych liderów. Czyżby mała zapowiedź nowego filmu? Część historii przeraża, inne rozbawiają do łez, a w jeszcze innych można odnaleźć osoby będące swego czasu na pierwszych stronach gazet. Taka historia współczesnej Polski oczami policjantów.

W specyficznej roli w książce Vegi pojawiają się kobiety. Żony, byłe żony, córki, kochanki czy prostytutki stanowią zaledwie tło jego historii. Bardziej interesujące wydają się kobiety zamieszane w działalność przestępczą, które podczas wywiadów policjanci określają w jeden sposób: „zimne suki”. To najczęściej młode dziewczyny, kompletnie pozbawione uczuć, nie wspominając już o jakichkolwiek wyrzutach sumienia. Są zdolne do wszystkiego, a także zakładają, że za pomocą ciała są w stanie ułatwić sobie życie. Nawet w więzieniu. W tym miejscu można zadać pytanie o wiarygodność tak jednoznacznego przedstawienia przestępczyń, choć niektóre głośne sprawy kryminalne sprzed lat, jak np. zorganizowane i zaplanowane przez Małgorzatę Rozumecką morderstwo dwóch przedstawicieli jednej z sieci telefonii komórkowej w czerwcu 1997 roku, przekonują, że i takie jednostki istnieją. Zresztą Patryk Vega tej zbrodni poświęcił jeden z odcinków drugiego sezonu Pitbulla.

Na okładce książki widnieje Sławomir Opala, jedyny funkcjonariusz, którego personaliów Patryk Vega nie musiał zmieniać, gdyż w lipcu 2014 roku popełnił on samobójstwo. Opala medialnie zaistniał dzięki serialowi Prawdziwe psy, którego był jednym z głównych bohaterów. W międzyczasie jego życie legło w gruzach: przypadkowy postrzał ciężarnej partnerki, wyrzucenie z policji, krótka praca u Krzysztofa Rutkowskiego, próba wejścia w biznes paliwowy – to był dopiero początek jego kłopotów. W 2011 roku usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Wolność odzyskał w 2013 roku. Warto dodać, że karze poddał się dobrowolnie. W wywiadzie udzielonym portalowi Onet.pl zaraz po wyjściu na wolność tak mówił o swoim wyroku: To była czysta kalkulacja. Kiedy zdecydowałem się na samoukaranie, miałem już rok spędzony w areszcie śledczym. Zacząłem liczyć, co bardziej się opłaca. […] Nigdy nie przyznałem się do winy, gdyż nie miałem do czego się przyznawać. […] I to nie chodzi nawet o wyrok, bo gdyby sąd uznał, że jestem niewinny, to ludzie i tak by powiedzieli – wyślizgał się. Dlatego wziąłem to na plecy, a wyrok uzgodniłem z prokuratorem.

Po opuszczeniu murów zakładu karnego zagrał epizod w Służbach specjalnych i wydawało się, że wyjdzie na prostą. Wybrał jednak inne rozwiązanie. Jego osoba w niektórych środowiskach osiągnęła rangę legendy, co prawdopodobnie przerosło samego Opalę, ale to już materiał na zupełnie inny artykuł. To właśnie na nim w największym stopniu opierała się postać Despera z Pitbulla. Rozumiem, że taką okładką Patryk Vega chciał oddać byłemu oficerowi hołd – co sam przyznaje w wywiadach – ale jednocześnie może ona wprowadzać w błąd. Nie jest tajemnicą, że przed śmiercią Opala chciał spisać swoje wspomnienia i pracował nad własną publikacją, ale jej nie dokończył. Czytelnik może więc mieć wrażenie, że sięga po historię zmarłego policjanta, gdy tymczasem Opala jest tylko jednym z wielu bohaterów. I to zresztą tym, który mówi najmniej.

Złe psy. W imię zasad to książka niewygodna, ujawniająca wiele brudu rządzącego polską policją. To historia formacji uwięzionej między poprzednim ustrojem a XXI wiekiem, która w latach dziewięćdziesiątych nie tyle przechodziła transformację, co zwyczajnie rodziła się na nowo. Całość czyta się jednym tchem, a opowieści funkcjonariuszy są tak emocjonujące, że wciąga się je jak dobrą kokainę skradzioną dilerowi przez nieuczciwego gliniarza. To nie jest książka, która przypadnie do gustu kierownictwu przy Puławskiej ani w Pałacu Mostowskich, ale czytelnikowi raczej tak. Warto chociaż na chwilę zanurzyć się w tej rzeczywistości, gdzie „psy” i „chamy” toczą odwieczną rywalizację. Walkę, która nigdy nie będzie mieć końca.

 

Złe psy. W imię zasad

Patryk Vega

Wydawnictwo Otwarte 2015

360 stron