graham_jorie
RECENZJE | 27.05.2013

Zielnik Jorie Graham („Prześwity”)

12.

Czytelniku, protokół:

(z wiersza: Autoportret jako pośpiech i opóźnienie)

 

Po trzydziestu trzech latach od debiutu, za sprawą Biura Literackiego, witamy i gościmy w Polsce Jorie Graham – jedną z najbardziej cenionych amerykańskich poetek, laureatkę Nagrody Pulitzera, uhonorowaną MacArthur Genius Grant, rektorkę Akademii Amerykańskich Poetów, eseistkę, wykładowczynię Uniwersytetu Harvarda.

Biuro Literackie, w związku z pewnego rodzaju narzuconą sobie „misją” nadrabiania zaległości, konsekwentnie udowadnia, że literaturę amerykańską należy czytać. Klasycy zza oceanu docierają do Polski za sprawą świetnych tłumaczeń, a fragmenty najbardziej reprezentatywnych tekstów, które znane były wcześniej chociażby z osławionego „niebieskiego” numeru „Literatury na Świecie”, doczekały się pełnego wydania. Jednak w przypadku Jorie Graham i wydanych na początku 2013 roku Prześwitów jest inaczej. Zupełnie inaczej. Na próżno bowiem szukać jakichkolwiek informacji o poezji Graham czy niezwykle interesującej postaci samej autorki w antologiach tłumaczeń amerykańskich poetów formacji powojennej, brak też komentarzy i tekstów krytycznych (wyjątkiem, dla mocno zaawansowanych szukających, może być esej tłumaczki tomu, Ewy Chruściel, będący częścią antologii O wiele więcej okien. O amerykańskiej poezji kobiecej, a w Prześwitach stanowiący posłowie. O tym jednak za chwilę). Nieznajomość poetki i brak recepcji jej twórczości zaskakują, zważywszy na fakt, że Graham wyrasta z tradycji poetyckich Williama Butlera Yeatsa i Thomasa Stearnsa Eliota, stawiana jest w jednym rzędzie z Johnem Keatsem czy Rainerem Rilkem.

Prześwity nie są jednym z regularnych tomików poezji Graham, to wybór wierszy dokonany przez tłumaczy – Miłosza Biedrzyckiego oraz, wspominaną wcześniej, Ewę Chruściel (zaznaczę, że tłumaczenie jest świetne, wyrazy podziwu i uznania dla architektury słów i konstrukcji poetyckich, które oddane są piękną polszczyzną). Niemniej, jak to niestety bywa z wyborami wierszy – mają czemuś służyć, ale nie do końca wiadomo, czemu. Zdawkowo prezentują twórczość danego autora czy autorki przy jednoczesnym zaakcentowaniu preferencji osób wybierających. Wszystko i nic. Za autorką mogę powiedzieć tylko: wybór rujnujący zmysłowe tutaj, wspaniałe tutaj – / rujnujący piękno / (Rozszczepienie). Prześwity to wybór utworów z jedenastu opublikowanych wcześniej tomów – poczynając od wydanego w 1980 roku debiutu pod tytułem Hybrids of Plants and of Ghosts, kończąc na najnowszym, wydanym w 2012 roku i niezwykle ciepło przyjętym przez krytykę tomie Place. Wybór, który jest chronologiczny, nierówny i niespójny. Prześwity zbyt szybko chcą nadrobić ponad trzydziestoletnie zaległości – tak duża doza różnych etapów twórczości Graham wymaga nie lada cierpliwości. Tej książki jest za dużo, po prostu. Wiersze różnią się od siebie nie tylko w zakresie tematyki, ale i formy, konstrukcji. Można bez trudu zorientować się, że w poszczególnych utworach mamy do czynienia z zupełnie inną tkanką poetycką, mimo że w Prześwitach nie wydziela się w żaden wyraźny sposób charakter kolejnych tomików.

Graham urodziła się w 1950 roku w Nowym Jorku, w rodzinie rzeźbiarki i malarki oraz korespondenta wojennego, spędziła dzieciństwo w Rzymie i w Paryżu, podjęła studia filozoficzne na Sorbonie, skąd została wyrzucona za udział w strajkach studenckich, wróciła do Stanów, gdzie rozpoczęła naukę na wydziale filmowym Uniwersytetu Nowojorskiego w klasie m.in. Martina Scorsese. Wszystkie wątki biograficzne są niezwykle silnie odzwierciedlone w jej twórczości, tu nakładają się przestrzenie amerykańska i europejska, poznawane w trzech różnych językach (w tomie Hybrids of Plants and Ghosts Graham pisze: Nauczono mnie trzech / nazw na drzewo za moim oknem), w Erosion antyczni filozofowie i średniowieczni święci mieszają się z angielskimi poetami, freski Signorelliego przeplatają z obrazami filmowymi. W orbicie zainteresowania Graham pozostaje artysta, doświadczenie pracy twórczej i kreacji, autorka akcentuje bardzo mocno kwestie, które są kluczowe dla całej jej twórczości – zainteresowanie ciałem i naturą. Krytycy próbują przypiąć jej łatkę feministki, postmodernistki czy ekopoetki, jednak poetka wymyka się wszystkim określeniom i metkom, miesza je, tworząc nową jakość.

Graham jest autorką, która wpisuje się bardzo mocno w nurt sztuki kinetycznej. Zainteresowanie ruchem, kształtem, fizycznymi zależnościami, optyką i falami światła jest charakterystyczne dla Prześwitów. Poetka wielokrotnie powołuje się na malarstwo Jacksona Pollocka. Zamieszczona na okładce reprodukcja obrazu Six By Six Petera Sacksa – malarza i poety, ekspatrianta z Republiki Południowej Afryki, którego „rozumienie historii ukryte jest głęboko w kościach”, prywatnie męża Graham – zbiega się z tym, co reprezentuje autorka i co wyrasta z tradycji Pollockowego action painting. Zarówno w obrazach, jak i w wierszach działa bardzo mocna siła odśrodkowa, faktura i struktura utworów są chropowate i niejednorodne, choć kierując się dywizjonistyczną metodą malarską, tworzą zgrabną całość (Impresjonizm). Opisy Ocalałych z burzy: zapamiętujących wód, konarów rozrzuconych po ulicach, kilku gałęzi, które spadły w sam środek rzeczy, które podmiot liryczny przemyślnym gestem demiurga wprawia w ruch, zatrzymuje, układa, by znów poruszyć, czy pozorny ruch tekstu samego w sobie (w warstwie formalnej są to różnego rodzaju luki, pominięcia, przerzutnie, nawiasy i rozstrzelenia tekstu – zwłaszcza w wydanym w 2000 roku tomie Swarm) współbrzmią z reprezentującymi sztukę kinetyczną rzeźbami Alexandra Caldera tudzież konstrukcjami Nauma Gabo. Autorka działa, posługując się skojarzeniami, tworzy struktury kolażowe, punktowe i dywizjonistyczne, forsuje sensy, wybija niektóre elementy na pierwszy plan, ale dzięki niezwykle rozbudowanym formułom pozostawia czytelnikowi swobodę odczytania – Uwielbiam / ściegi, oddechy przewlekają się twardo i ciasno / jeden w drugi (Na pastwisku).

Przyznam szczerze, że wertując tę książkę po raz pierwszy, zastanawiałam się, jak opasły będzie to zielnik – tyle tu tulipanów (W rzeczy samej tulipany / zmieniają czas / zbyt szybko), róż, migdałów, kasztanowca, lawendy, bergamotki, owoców z pestką (Migdale, / owocu z pestką, / byłbyś brzoskwinią, morelą – / ale zobacz, jak blisko możesz podejść) i tak dalej, i tak dalej, wszystkiemu towarzyszy atlas zwierząt – żurawie (żurawiu unieś swą małą główkę – / wierzę w ciebie –), wiewiórki oraz kałamarnice (Kałamarnice, nieznane ludzkim oczom). Oczywiście, piszę o tym z przymrużeniem oka, nie chcąc trywializować, ale na początku wydawać się mogło, że to niekończąca się opowieść o florze i faunie. Przecież od tych wszystkich aromatów może zakręcić się w głowie! Wątki ekologiczne powracają we wszystkich tomikach Graham (zwłaszcza w ostatnim pod tytułem Place), ale nie wydają się tak nachalnie naiwne jak te z debiutanckiego tomu.

Żarty żartami, spłycając troszeczkę sensy wyboru wierszy z pierwszego tomiku, chciałabym zwrócić uwagę na trzy zamieszczone w Prześwitach teksty z wydanego w 1991 roku The Region of Unlikeness, zwłaszcza na Rozszczepienie. Graham z prawdziwą wirtuozerią słowa i plastycznością obrazu opisuje doświadczenie seansu Lolity Stanleya Kubricka, seansu, który został przerwany wiadomością o śmierci Johna Kennedy’ego. Sama autorka mówi, że to jeden z najważniejszych momentów w jej życiu. W tym wierszu po mistrzowsku mieszają się doświadczenia jednostki oraz kreacje postaci filmowych, które w towarzystwie rozpraszających się promieni świetlnych, odbijających strukturę równo przystrzyżonego trawnika na przedmieściach, wprawiają w ruch obsesyjną machinę czasu. Wszystkie opisane punkt po punkcie sceny i ruchy kamery przecinane są tykaniem zegara i podskórnym oczekiwaniem. Graham, pisząc wiersz z perspektywy dorosłej osoby, jest spokojna, nie panikuje; usłyszawszy wiadomość o zabójstwie Kennedy’ego w kinie, przekształca ją na kolejną scenę z filmu, z lekkim niepokojem pisze jedynie: nie pamiętam, co można by wtedy zrobić, / chciałam móc kogoś kochać… Wszystkie lęki zostają przeniesione na ekran, emocje i napięcia spowodowane wiadomością wpływają na odbiór filmu, kumulują się, tworząc momentami nieprzyzwoicie intensywne doświadczenie. Następuje tytułowe rozszczepienie osobistych przeżyć, dzielonych między kreację filmową oraz osoby zebrane na seansie. Śmierć Kennedy’ego z pewnością jest dla pokolenia Graham, a już na pewno dla samej autorki, jednym z najważniejszych i kluczowych momentów historycznych. W wierszu Graham napisze: znieruchomienie, / obecność bardziej żywa niż bycie, / mój ojciec szlochający obok mnie, mężczyzna / krzyczący na scenie, kobieta za nami zaczynająca / się modlić, / znieruchomienie, obecność bardziej żywa niż / bycie, by w kolejnym wierszu z tego tomu W kabarecie „Teraz” dodać: Amerykanie są osamotnieni. Nie wiedzą, co się stało. / Nie śpią jeszcze i tyle zostało czasu do zabicia. Trzy zaprezentowane wiersze z tego tomu emanują niezwykłą precyzją w opisaniu konstrukcji i doświadczenia podmiotu, na tle pozostałych wyróżniają się rozmachem i, choć nie jest to wartość poetycka, bardziej epickim wymiarem.

Na koniec chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną część Prześwitów – na posłowie, będące – jak wspominałam – fragmentem większego eseju Ewy Chruściel, a które w zamierzeniu miało zapewne stanowić dopełnienie wyboru wierszy Graham. Chciałabym, by po takiej dawce nieznanej dotąd w Polsce poezji ktoś wytłumaczył mi swój zamysł i kryterium doboru tych tekstów: dlaczego akurat te, a nie inne wiersze powinny iść na pierwszy tłumaczeniowy i wydawniczy ogień? Chociaż jedno zdanie, jeden akapit. Niestety. W zamian za to dostajemy permanentny zachwyt i solidną analizę zaimków percepcyjnych, przestrzennych, wskazujących i innych, poza tym omówione zostają wiersze, których w tomie najzwyczajniej nie ma. Nie rozumiem tego zabiegu, dlatego radzę zatrzymać się po prostu na czytaniu wierszy i zapoznaniu się z autorką.

 

Jorie Graham

Prześwity. Wiersze wybrane (1980–2012)

Przekład: Ewa Chruściel, Miłosz Biedrzycki

Biuro Literackie, 2013

Liczba stron: 164

Urszula Pieczek

Urszula Pieczek

(ur. 1986) - lubaczowianka z pochodzenia, krakowianka z wyboru. Absolwentka ukrainistyki i polonistyki UJ, obecnie doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Redaktorka trójjęzycznego czasopisma "Radar" i miesięcznika "Znak". Tłumaczy z języka ukraińskiego, zajmuje się dyskursem tożsamościowym i udaje, że nie czyta poezji.