artystaimodelka
RECENZJE | 28.04.2014

Zdrowa to (nowa) chuda? („Artysta i modelka”)

Cztery lata temu powstał w Internecie ruch pod nazwą Healthy is the new skinny, na który składają się m.in. strona na Facebooku, sieć blogów, agencja modelek. To ani pierwsza, ani jedyna krytyczna odpowiedź na współczesny kanon piękna – choć moim zdaniem jedna z bardziej udanych. Sprzeciw wobec nierealistycznych wzorców prezentowanych w mediach, terroru Photoshopa i idealnie gładkich, chudych ciał staje się coraz bardziej powszechny. Wspominam o tym nie bez powodu, ale bynajmniej nie po to, by sprowadzić piękny w swej prostocie, choć zarazem wzniosły w swej francuskości film Fernanda Trueby do roli kampanii przeciwko anoreksji.

Artysta i modelka to jednak zdecydowanie film o pięknie i osobliwie konsekwentnie piękny. W ten sam sposób jest także francuski (nawet jeśli hiszpańskiej produkcji), bo to właśnie w kraju sera i winnej latorośli, w czasie II wojny światowej, toczy się akcja. Czarno-biały, oszczędny w środkach, dowodzi, że są takie miejsca, których nawet wojenna zawierucha nie dotyczy – cicha pracownia na wzgórzu, skupiająca większość wydarzeń, tworzy niemal osobną czasoprzestrzeń. Nawet obcy goście muszą się do tego reżimu dostosować: nie tylko leczący rany partyzant, ale i żołnierz niemieckiej armii, który pisze książkę o głównym bohaterze – francuskim rzeźbiarzu. Wojna jest gdzie indziej, mówią o niej w radiu, dla modelki dzieje się nocami, ale zawsze poza pracownią; wojnę należy zostawić przy wejściu, tak samo, jak ściąga się buty w przedpokoju. Z kolei w pracowni wydarza się piękno, a właściwie rodzi się ono – w bólach, lecz cierpliwie, dojrzewa jak owoc. To nie finalny efekt jest najważniejszy – liczy się proces, droga, w którą po raz ostatni przed śmiercią wyrusza stary rzeźbiarz. Poszukuje ideału, takiej formy kobiecego ciała, by pomieściła w sobie całą dostojność natury.

Stary rzeźbiarz i modelka (grani przez wybitnego francuskiego aktora Jeana Rocheforta i dobrze zapowiadającą się Hiszpankę Aidę Folch) znajdują się przez przypadek. Gdy młoda dziewczyna, która uciekła z obozu, myje się w fontannie, zauważa ją żona artysty (Claudia Cardinale), zaprasza do domu, karmi, ubiera i tłumaczy tajemnice fachu, jakim sama trudniła się całe życie. Uciekinierka dostaje pracę i schronienie w pracowni, lecz w nowej roli czuje się niepewnie. Jest świeża, nieokrzesana, nigdy wcześniej nie słyszała, czym jest rzeźba, nie rozumie jeszcze sztuki, wciąż pyta o cel.

W pewnym sensie to film oparty na przeciwieństwach – starość, doświadczenie, męskość spotykają się tu z młodością, spontanicznością i kobiecością (a właściwie jeszcze dziewczęcością). Nie jest to jednak refleksja, która narzucałaby się podczas oglądania, na pewno nie w ten sposób, jak na przykład przy Nietykalnych Toledano i Nakache. To nie napięcia wynikające z różnic, jeśli już się ich dopatrywać, są przedmiotem zainteresowania filmu, ale raczej podziw dla sztuki, który ostatecznie łączy ludzi niezależnie od wieku, pochodzenia czy płci.

Choć stary rzeźbiarz wyrusza w swoją ostatnią, a młoda dziewczyna w swoją pierwszą podróż w poszukiwaniu piękna, film dowodzi, że jest to zawsze ta sama droga. Piękno według Trueby jest proste, codzienne, lecz zarazem według antycznych wzorów w jakiś sposób boskie; ukryte w drobnych rzeczach, wymaga pracy, czasu i talentu, żeby je z nich wydobyć. Próbując nauczyć dziewczynę czegoś o sztuce, artysta objaśnia jej rysunek Rembrandta. Ta pełna uroku scena pokazuje, jak wiele w życiu przegapiamy piękna, przechodząc obok niego obojętnie – i że to właśnie sztuka uczy nas uwagi i zachwytu.

Piękny film o pięknie: tym właśnie jest Artysta i modelka, wysmakowany i smakowity, jak francuski posiłek – powolny, skupiony, nastawiony na radość z doświadczania i bycia z innymi. Kobieta i oliwa z oliwek – to mają być według starego rzeźbiarza dwa dowody na istnienie Boga; modelka słyszy od niego zupełnie inną historię stworzenia świata, człowieka i wreszcie wygnania go z raju. Kobiece ciało to ideał, który rzeźbiarz stara się odwzorować w kamieniu, symbol natury, Stwórcy i doskonałości. To jednak zupełnie inny zachwyt niż ten spotykany obecnie – niemal oderotyzowany, czysty. Przede wszystkim jednak domagający się naturalności, którą wciąż potrafimy się zachwycać, czego dowodzi niedotknięte dzisiejszymi wynalazkami – takimi jak dieta, fitness czy nawet golarka – ciało modelki.

Tym różni się zarówno Healthy is the new skinny, jak i Artysta i modelka od innych odpowiedzi na współczesny kanon piękna – propozycją czegoś w zamian. Nie chodzi o to, żeby pozbyć się wzorców; nawet gdyby to było możliwe, Trueba dowodzi, że oznaczałoby rezygnację ze sztuki, która ma rację bytu tylko przy uznaniu za wspólne jakiegoś kryterium piękna. Przyjęcie wzorca nie musi jednak oznaczać ujednolicenia – Artysta i modelka jest w istocie hołdem złożonym różnorodności, której współcześni twórcy okładek magazynów nie nauczyli się doceniać. Ten film to niezwykła terapia na kompleksy współczesnej kobiety, a dla wszystkich lekcja sztuki, której bardzo potrzebowaliśmy.

Artysta i modelka (El Artista y la modelo), reż. Fernando Trueba, Hiszpania (2012)