mustang
RECENZJE | 18.04.2016

Zarządzanie ciałami („Mustang”)

Mustang, debiut fabularny mieszkającej we Francji tureckiej reżyserki Deniz Gamze Ergüven, zdobył wiele ważnych wyróżnień (m.in. nagrodę Goya, Europejską Nagrodę Filmową) i jeszcze więcej nominacji, w tym nominację do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W wyścigu o złotą statuetkę reprezentował jednak Francję. W Turcji wywołał zaś spory skandal, a jego twórczyni zaczęła funkcjonować w swej ojczyźnie jako persona non grata.

Reżyserka, zainfekowana zgniłą kulturą Zachodu, dopuściła się faktycznie poważnych przewinień. Obnażyła „uświęcony” przez Boga (którego imię w tym wypadku brzmi Allach) i tradycję ojców patriarchalny model rodziny. Zaatakowała podwójne standardy moralne. Zdemaskowała hipokryzję władzy, która oznacza tu przede wszystkim władzę mężczyzn nad kobietami. Brzmi egzotycznie? W pewnym sensie tak, w innym – aż nadto swojsko.

Akcja filmu rozpoczyna się wraz z końcem roku szkolnego na współczesnej tureckiej prowincji. Pięć młodziutkich sióstr (Lale, Selma, Sonay, Nur i Ece), świętuje początek wakacji, beztrosko bawiąc się z chłopcami (chlapiąc wodą, jeżdżąc „na barana”) na pobliskiej plaży. Incydent ten zostaje jednak odebrany przez lokalną społeczność jako obrazoburczy (bezwstydne ocieranie się kroczem o mężczyzn), a same dziewczyny uznane za – mówiąc delikatnie – podejrzane.

Pod pretekstem ratowania ich reputacji (bez niej ani myśleć o dobrym ożenku) opiekujący się  osieroconymi siostrami babcia i wujek postanawiają błyskawicznie przekształcić je w „porządne niewiasty” i wydać za mąż. Jako że zaś w systemach patriarchalnych na sytuację „żon i matek” (zarówno „porządnych”, jak i „nieporządnych”) ma wpływ represyjny charakter ustroju, toteż nieprzypadkowo dom, w którym mieszkają bohaterki, zostaje zamieniony dosłownie (w oknach pojawiają się metalowe kraty) i w przenośni (o tym dalej) w więzienie. Pozbawione kontaktu ze światem zewnętrznym (telefony, komputery i inne zdobycze techniki trafiają – jako prowadzące do zepsucia – pod klucz) dziewczęta rozpoczynają przyspieszony kurs bycia kobietą. Kolorowe ubrania muszą zamienić na szare tuniki (nazywane przez nie same „szmatami”), a czas wolny na lekcje ścielenia małżeńskiego łoża, gotowania, pieczenia, będące – w szerszym znaczeniu – lekcjami uległości.

Ta swoista tresura stanowi wymowny obraz dostosowywania ciała i ducha do wymogów kulturowych. Tak jak bohaterki uczą się formować ciasto, tak same są formowane – by pasować do określonej definicji i modelu kobiety. Nikt bowiem nie rodzi się tą ostatnią, ale – jak wiadomo – w różnych kulturach na różne sposoby się nią staje.

Mustang pokazuje, z czym może wiązać się owo „stawanie się” w krajach Bliskiego Wschodu, niemniej jego sensu w żadnym wypadku nie można sprowadzić tylko i wyłącznie do „interwencyjnego” charakteru. Film Ergüven jest przede wszystkim uniwersalną opowieścią o religii i kulturze jako – cynicznie wykorzystywanych – sposobach zarządzania ciałami, zwłaszcza ciałami kobiet. Szeroko pojęta tradycja, będąca rewersem szeroko pojętej władzy, okazuje się w filmie (co widać na przykładzie „dobrego wujaszka”) jedynie pięknie przystrojoną ścierą, którą wycierają sobie gębę różnego rodzaju świętoszki i obleśne dziady.

Nie znaczy to jednak, że Mustang jest dziełem antyreligijnym, antyislamskim ani tym bardziej (jak zapewne chcieliby jacyś „prawdziwi Turcy”) antytureckim. Debiut Ergüven mówi tylko (i aż), że mieszanie porządku religijnego z jakimkolwiek innym porządkiem (społecznym, prawnym itd.) prowadzi zawsze do nadużyć. Celem filmu, ukazującego – dodajmy – konflikt między Turcją konserwatywną a nowoczesną (którą symbolizuje tu Stambuł), jest nie tyle dążenie do wysadzenia tradycji w powietrze, ile raczej upomnienie się o wolny wybór dla każdego.

O to właśnie, o możliwość decydowania o sobie samej, walczy tytułowy mustang – najmłodsza z sióstr, Lale (znakomita Güneş Şensoy), która, jak preriowy koń, chce żyć na wolności, żyć – zgodnie z etymologią tytułowej frazy (w czym widać zresztą feministyczny pazur reżyserki) – „bez właściciela”.

To z jej, po trosze dziecięcej jeszcze, perspektywy obserwujemy filmowe zdarzenia, obserwujemy rozmaite sposoby radzenia sobie z opresją, bo pięć sióstr to pięć postaw, pięć różnych, czasem tragicznie kończących się historii. Personalna narracja prowadzona z perspektywy dziecka z jednej strony usprawiedliwia pewne naiwności fabularne, z drugiej pozwala – gdyż Lale nie do końca rozumie, co się dzieje w jej domu – opowiedzieć o rzeczach strasznych bez epatowania naturalizmem.

Przede wszystkim jednak przyjęcie omawianej perspektywy umożliwia reżyserce skonstruowanie przekonującej historii o wkraczaniu w dorosłość. Mustang jest bowiem (obok omówionych i nieomówionych znaczeń) baśnią o dojrzewaniu, opowieścią o budzącej się seksualności – niewinnej, nieświadomej, a przez to podanej w filmie subtelnie, finezyjnie, pięknie.

Za zaletę omawianego obrazu uznać należy także to, że mimo rangi poruszanych tematów film Ergüven balansuje ciągle między powagą a humorem. Do historii kinematografii przejdzie być może scena, w której ciotka dziewczyn spostrzegłszy je na trybunach transmitowanego w telewizji meczu piłki nożnej (na który oczywiście wymknęły się „nielegalnie”), niszczy transformator z prądem, pozbawiając całą wieś (przede wszystkim zaś wspomnianego już „wujaszka”) możliwości oglądania futbolowej rozgrywki.

Równie swobodnie jak tonacjami Mustang żongluje rozmaitymi stylistykami (dramatem społecznym, kinem psychologicznym, opowieścią inicjalną), rzeczy ważkie podając w przystępnej konwencji kina gatunkowego. Jest też dość rzadkim przykładem dzieła, w którym artystyczna złożoność (wielowarstwowość, uniwersalność itd.) umiejętnie współgra z wydźwiękiem społeczno-politycznym. Głos upominający się o szeroko rozumiane prawo kobiet do wolnego wyboru pozostaje bowiem aktualny w wielu krajach, niezależnie od kulturowych uwarunkowań czy geograficznych współrzędnych. Pozostaje aktualny – niestety – także w dzisiejszej Polsce.

 

Mustang, reż. Deniz Gamze Ergüven, Francja/Turcja/Niemcy 2015