alternatywna historia polski
RECENZJE | 28.01.2014

Zapomnijcie o mocarstwie instant (Ziemowit Szczerek „Rzeczpospolita zwycięska…”)

Jest kilka takich momentów w historii Polski, o których się gdyba. Najwięcej hipotez tworzy się przy okazji analizowania szans na wygraną podczas II wojny światowej, trochę rzadziej pyta się o powstania styczniowe i listopadowe, o poszczególne bitwy (Grunwald, Bzura) albo o stan wojenny. Pisarze mogą sobie pozwolić na trochę dalej posunięte rewizje, stąd wehikuły czasu, przerzucające współczesnych komandosów w środek kampanii wrześniowej (Ciszewski), wieści z przyszłości, zmuszające dowódców do wysłania bombowców nad siedzibę Hitlera (Wolski) i inne tego typu rozwiązania techniczne. Niektóre fabuły odbijają się od konkretnego punktu zwrotnego i poruszają po prostej linii alternatywnej, bez wycieczek w czasie (Dukaj).

Jednak stawianie pytań o rzeczywiste możliwości historyczne i konsekwencje wychodzi w powieściach różnie. Rzeczpospolita zwycięska jako swobodny esej nadrabia ich polemiczne braki, a ze swoimi beletryzowanymi fragmentami i stylem nie jest dziełem historycznym. Ziemowit Szczerek chce patrzeć trzeźwo, rozsądnie, bez pomniejszania czy wyolbrzymiania szans i zagrożeń. Czyli co, gdyby nie Hitler, faktycznie bylibyśmy mocarstwem?

 

Hipotetyczny kolos

Szczerek pokazuje, że wyobrażając sobie domniemaną potęgę, w rzeczywistości budujemy na chmurach. Nie mamy dostatecznej wiedzy na temat Polski dwudziestolecia międzywojennego i stąd może wydawać nam się, że Historia była niesprawiedliwa. Łatwo winą za klęski obarczać sojuszników, że nie pomogli, albo Los, że zawiódł. Trudniej spojrzeć na realne możliwości – i krytykować, a nie marzyć. Krytykować, analizując wszystkie elementy składające się na wizję niezaistniałego państwa.

A jest to kraj na wątłych fundamentach. Nawet po otrzymaniu pomocy, przede wszystkim ekonomicznej, ze strony państw zachodnich, II RP prawdopodobnie nie byłaby w stanie przeorganizować swojej struktury, zmienić sposobu myślenia obywateli i nagle zainwestować siły w rozwój zupełnie zaniedbywanych wcześniej obszarów. W rzeczywistości kreowanej przez Szczerka II wojna nie jest dla Polaków szokiem, bo kończy się jako lokalny konflikt – bez Holokaustu, bomb atomowych i wyniszczenia całych grup społecznych. Jeden wniosek byłby dla świata ważny: że w tym miejscu geopolitycznej mapy Europy potrzebne jest silne państwo, równoważące rozrost Niemiec i Rosji. Aby osiągnąć ten cel, Zachód otacza Polskę matczyną opieką.

 

Sny o potędze

Rzeczpospolitą Szczerka można porównać do międzywojennych powieści futurystycznych. Obecnie trudno dostępne, wtedy groszowe, popularne, często zwyczajnie kiepskie, wiele mówią o aspiracjach i marzeniach obywateli II RP. Fragmenty takich powieści opublikowali Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz w zbiorze Śniąc o potędze. Pewne ich wątki powtarzają się w eseju Szczerka, np. kolonizacja Madagaskaru albo realizacja projektu Międzymorza.

Wyliczenia zdarzeń i szans są momentami nużące, tym bardziej że są to listy szans historycznie zmarnowanych i układów, które były i musiały być niekorzystne. Po nich następują opisy rozwiązań i inwestycji z perspektywy czasu bardzo rozsądnych. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem jedynym wyjściem z sytuacji mógł być cud.

Niektórych rzeczy nie dało się przewidzieć – na przykład tego, że Hitler wymyśli plan „ostatecznej zagłady”. Mogliśmy go wyczytać z Mein Kampf? Niezbyt prawdopodobne, bo zawarte tam tezy traktowano mniej więcej w ten sam sposób, w jaki w bliższych nam czasach traktowano „Zieloną książkę” Kaddafiego czy „Ruhnamę” Turkmenbaszy: jako obsesyjne wynurzenia, które […] niespecjalne nadają się do realizacji. Szczerek pokazuje, że wszystko zależy od perspektywy, a w określonych momentach pewne sposoby myślenia i interpretowania nie są możliwe. Dlatego w powieściach historii alternatywnych pojawia się wehikuł czasu – oprócz technologii przenosi przede wszystkim wiedzę na temat tego, co się dopiero stanie.

Jako pożywkę do tworzenia własnych scenariuszy Szczerek wykorzystuje mało znane wydarzenia historyczne (zakłada na przykład, że mikoroofensywa francuska w Saarze stała się początkiem poważnych walk z Niemcami), szuka analogicznych momentów w dziejach innych państw, analizuje mechanizmy dające się zaobserwować współcześnie, po czym przeszczepia wybrane schematy na naszą glebę, obserwując, jak by się przyjęły. W Warszawie buduje np. dzielnicę poświęconą chwale Piłsudskiego, największego bohatera XX wieku, porównując ją z powojennym rzymskim EUR-em. Możliwe rozwiązania dla Polski środkowoeuropejskiej wskazuje, podsuwając pozycję współczesnej Rosji. Poparcia dla swoich teorii szuka na wiele różnych sposobów, przez co jego wnioski zyskują siłę i powab, ale też całość traci na spójności.

 

Graffiti w jidysz

Autor cytuje źródła takie jak roczniki statystyczne, archiwalne numery „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” i „Expressu Porannego”. Pisze też własne wersje wycinków prasowych, a nawet więcej – fragmenty niezaistniałych dzieł literackich. Bo o ile ekonomicznie i politycznie Polska, nawet wyobrażona, nie może wzbić się ponad określony pułap (nie ma tu aż tak wielkiego pola dla dywagacji), o tyle w wersji niebyłej kultura jest elementem chyba najciekawszym. Można bez końca domniemywać, o czym pisaliby Witkacy czy Gombrowicz, gdyby na ich życiorysy nie wpłynęła wojna.

Polska, gdyby przetrwała, miałaby dużą szansę wnieść do europejskiej kultury własną treść, nie będącą kalką treści innych. Byłaby do tego zdolna ze swoją specyfiką – ziemiaństwem, miejską kulturą, przedwojenną inteligencją, mniejszościami, środowiskami artystycznymi i – co ważne – ambicją, by dogonić i przegonić. Kultura oryginalna jest jedyną dziedziną, w której naprawdę mieliśmy szansę na zdobycie wysokiej pozycji. Naśladując znanych twórców, Szczerek wnioski swojej analizy ubiera w styl Wańkowicza-reportażysty podróżującego po Międzymorzu.

Na końcu zaś dołącza reportaż autorski z „co by było, gdyby” Warszawy 2013 roku, zbierając wizję licznie szarpaną wątpliwościami i alternatywnymi drogami – w konkret wydarzeń najbardziej prawdopodobnych. I tu ratuje pokawałkowaną formę eseju. W porównaniu z rytmem ciągłych pytań i odpowiedzi charakteryzującym większość książki, reportaż odróżnia się spokojnym tonem, jest zarazem bardziej złośliwy i pesymistyczny.

 

Polacy, nic się nie stało

Rewelacja! Rzeczpospolita zwycięża i wreszcie dostaje jej się porządne metro w oryginalnie zachowanej stolicy, samochód narodowej marki, niezły kawałek terytorium. Rzeczpospolita ma swojego bohatera, któremu można postawić kilkadziesiąt pomników i którego można sprzedawać w formie pamiątek. Rzeczpospolita odnosi spektakularne zwycięstwo – i nie może sobie poradzić z nową, ważną rolą. Jeśli troszczyć się o prawdopodobieństwo, to okazuje się, że II wojna światowa nie była wcale taką wielką porażką. Bo i tak nic wielkiego by się nam nie udało. No, może poza wielką literaturą i polskimi stylami regionalnymi.

Polskie imperium było na wyciągnięcie ręki…? Mit mocarstwa mamy w wyobraźni od czasów, kiedy II RP zaczęła przed swoimi obywatelami pozować na mocarstwo. Dlatego przegrana wrześniowa była nie tylko klęską, ale i zawodem, bo okazało się, że wcale nie jesteśmy silni. Z fałszywej propagandy wynikały błędy dowódców. II wojna światowa pozostała traumą pozwalającą przemyśleć na nowo całą politykę międzynarodową. Bez niej Europa rozwijałaby się dalej w kierunku wytyczonym po I wojnie.

U nas oznaczałoby to dyktaturę i zmagania z separatystycznymi dążeniami mniejszości (mowa o Ukraińcach albo o Śląsku jako Polskiej Czarnogórze). Polak występuje jako zaborca nie lepszy od tego, którego sam doświadczył. Wierzy, że Niemcom przegrana należała się jako kara za ich wielowiekową wiarę w możliwość kierowania historią. Antysemityzm traktowany jest z pobłażaniem – występuje jako walka o umacnianie oficjalnego języka państwowego, a powstania w koloniach tłumione są tak, jak to jest przyjęte na całym świecie, za pomocą rozstrzeliwania jeńców i więźniów podczas pokazowych egzekucji. Śmieszni jesteśmy ze swoimi aspiracjami dorównania Anglii i Francji, wprowadzania zachodnich standardów cywilizacji i demokracji, podczas gdy, oczywiście, dróg porządnych nadal nie potrafimy wybudować, a na wsi bieda.

Tylko czy rzeczywiście byłoby aż tak źle? Czy nie mielibyśmy szans na podążenie śladem innych rozwiązań – skupienie się na postępie technologicznym i uniezależnieniu ekonomicznym od Zachodu? Jak wyglądałaby Polska rozwijająca na przykład własną wersję komunizmu? Co z drogą na Północ, w stronę Skandynawii, podjęciem współpracy ze Szwecją? Znamy i takie rozwiązania. Część z tych pytań stawia sobie i Szczerek, jednak większość możliwości odrzuca. To nie mogło się udać – może dlatego, że mocarstwa nie mamy w sobie, w środku? Czy potrafilibyśmy je budować z gotowych, wciśniętych w rękę elementów? W tej wersji nam się nie udaje.

Ziemowit Szczerek

Rzeczpospolita zwycięska. Alternatywna historia Polski

Wydawnictwo Znak

Kraków, 2013

liczba stron: 280

 

Przeczytaj także: „I opowiadać sobie wszystkie te ruskie hardkorowe historie…” („Przyjdzie mordor i nas zje”) oraz Jadąc do Mordoru („Przyjdzie Mordor i nas zje” Ziemowita Szczerka)