lubczyk 1
RECENZJE | 30.06.2014

Zapachy do pary (N. Śniadanko „Lubczyk na poddaszu”)

Na łóżku leżały teraz dwa splecione ciała idealnie zgodne, roznamiętnione i obce sobie nawzajem. Było to właśnie to, czego dziewczyna przez całe życie bała się najbardziej i czego unikała panicznie jak zarazy: pieszczota bez uczucia i bez miłości.

M. Kundera, Śmieszne miłości

 

Przepis na tę książkę może wydać się bardzo prosty. Małżonkowie Sarona i Saron znają się przez całe życie, jednak w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że nic o sobie nie wiedzą, że żyją obok siebie. Wydawać by się mogło, że jest to jedna z wielu historii o miłości w jakiś sposób wystawionej na próbę czasu i o dość przypadkowej podróży. Jednak Natalka Śniadanko, znana polskiemu czytelnikowi „kolekcjonerka namiętności”, wymyka się banałowi powieści obyczajowej i serwuje nieskomplikowaną, aczkolwiek dopełnioną niezauważalnymi na pierwszy rzut oka szczegółami, opowieść – wspomnienie rodziny o „nie do końca logicznych relacjach”, pokrytych szczelnie zapachami rozcieranej w rękach bazylii czy suszonego lubczyku; historii zapamiętanej przez smaki; przeszłości zaklętej w przedmiotach – „maleńkich widelczykach”, „kieliszkach do wiśniówki”, „babcinym porcelanowym kubeczku, z którego najlepiej smakowała gorąca czekolada”, „urządzeniu do wyciągania pestek z wiśni czy szczypcach do rozbijania brązowego cukru”.

W świecie wykreowanym przez Śniadanko żaden z bohaterów nie może żyć samotnie, każdy z nich jest usytuowany w jakimś miejscu na drzewie genealogicznym konkretnej rodziny, każdy z nich skądś pochodzi, ma swoje słodkie dziecięce wspomnienia, ale i traumy, które pragnie zrozumieć.

Główną bohaterką powieści Śniadanko jest prowadząca biuro podróży Sarona, która w dzieciństwie lubiła chorować, w młodości – włóczyć się po cmentarzach, a jej ulubioną lekturą pozostawał niezmiennie Zamek Franza Kafki. Jej wspomnienia z dzieciństwa związane są z konkretnymi osobami – dziadkiem, który w czasie wakacji zabierał ją na jeżyny; zawsze wyprostowaną babcią, która nie potrafiła sobie poradzić z hodowaniem pomidorów; oraz ojcem, który nigdy nie chodził do szkoły, natomiast opowiadał historie o swym cyrkowym dzieciństwie.

Partnerem życiowym Sarony jest Saron – szef kuchni w jednej z najbardziej wystawnych francuskich restauracji, lubiący życie w ciągłym biegu i stresie. Uważa także, że „stawianie własnych interesów nad czyimiś jest nieetyczne”, dlatego zawsze błyskawicznie spełniał wszystkie prośby, a wynikało to z chęci pokazania się z jak najlepszej strony i zrobienia dobrego wrażenia. Saron nie utrzymuje kontaktów ze swoimi rodzicami, ale jego pamięć przesiąknięta jest wspomnieniami z domu babci Alicji, która rozmawiała z nim po niemiecku, szanowała słowa, a zdania, które wypowiadała, były tak przemyślane, by można było je od razu zapisać.

Swoją drogą, historia domu babci Alicji oraz opowieść o jej przyjaźni z panią Milą, jedną z nauczycielek literatury z szkoły średniej, jest zapisanym w detalach światem zmierzającym ku nieuchronnemu upadkowi czy (jak kto woli) rozpadowi. Jest to historia pozostałości po Galicji, której mit, choć przestał obowiązywać, trwa ukryty w biblioteczce, w starych tomach atlasów do anatomii i geografii, porcelanowych filiżankach i białych obrusach, które przepadły bez wieści. Wszystkie kolekcje przedmiotów stają się także „kolekcjami namiętności”.

W znacznej części Lubczyk na poddaszu jest powieścią epistolarną, składa się z fragmentów listów wysyłanych przez Saronę do Sarona i odwrotnie. Z dystansu piszą o swojej miłości, która kruszeje, rozpada się; o braku namiętności i spontaniczności. Odkrywają także przed sobą tajemnice z przeszłości, swoje fantazje i seksualne upodobania, wspominają wspólne wycieczki na niemiecką prowincję, domy Goethego (który był tłuściochem i żarłokiem) oraz Schillera (który lubił trzymać w szufladach biurka zgniłe ogryzki jabłek, bo inspirował go ich zapach). Listy stanowią także mozaikę na pozór chaotycznych i bezładnych wspomnień z dzieciństwa i niedalekiej przeszłości, które układają się w historię dogłębnie i pieczołowicie sportretowanej sagi rodzinnej.

Zamiast zakończenia

Chciałabym serdecznie podziękować tłumaczce – Kseni Kaniewskiej – za przekład tej książki, a zwłaszcza za odważną zmianę tytułu. Choć Lubczyk na poddaszu przywodzi na myśl Kwiaty na poddaszu, jeden z bardziej traumatycznych filmów z czasów dzieciństwa, to jest to wybór oddający mieszankę zapachów, która przetacza się po stronach powieści. Natomiast Biuru Literackiemu należą się ukłony za konsekwentne promowanie (mimo „obciętych” źródeł finansowania) wciąż mało znanej w Polsce literatury ukraińskiej.

 

Natalka Śniadanko

Lubczyk na poddaszu

Przekład: Ksenia Kaniewska

Biuro Literackie, 2014

Liczba stron: 137

Urszula Pieczek

Urszula Pieczek

(ur. 1986) - lubaczowianka z pochodzenia, krakowianka z wyboru. Absolwentka ukrainistyki i polonistyki UJ, obecnie doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Redaktorka trójjęzycznego czasopisma "Radar" i miesięcznika "Znak". Tłumaczy z języka ukraińskiego, zajmuje się dyskursem tożsamościowym i udaje, że nie czyta poezji.