jarosz
ROZMOWY, WYWIADY | 27.06.2016

Zagadać śmierć. Wywiad z Łukaszem Jaroszem

Co grozi poecie? Że zacznie grafomanić, że zacznie się spalać i powtarzać. Będzie wiedział, jak napisać wiersz. Grozi mu pewność, że wie, co jest dobre.

 

Łukasz Jarosz: Fajnie, że przyszłaś. Żona popołudniami siedzi w poradni psychologicznej. A ja jestem z Kaliną. Rysujemy razem, bawimy się. Już mi się trochę nudziło.

Paulina Barańska: Miałam w zasadzie zacząć od czegoś zupełnie innego, ale jak weszła twoja córka zastanowiłam się czy ona wie, kim jest tata.

Ona wie, że piszę wiersze.

Tata jest poetą. A co to znaczy, że tata jest poetą? Jesteś też nauczycielem.

Wie, że jestem nauczycielem, wie, że jestem poetą. Wie, że czasami piszę o niej. Będzie miała kiedyś pamiątkę.

Z tyłu książki jest nota: Łukasz Jarosz urodzony w 1978 roku. Poeta, muzyk, perkusista, wokalista i autor tekstów. Autor sześciu tomików poetyckich. Laureat wielu konkursów poetyckich, m.in. im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, im. Rafała Wojaczka, im. Rainera Marii Rilkego. Wyróżniony I nagrodą w konkursie Młodych Twórców im. Gombrowicza, nagrodą „Złoty Środek” i Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej.

To jest prawda. Ja tę notę układałem. Jestem wokalistą. Gram na perkusji, mam kilka kapel i jestem laureatem kilku konkursów. Ale właściwie to nie jest istotne. Kiedy piszę jakiś wiersz to jest tak, jakbym pisał go po raz pierwszy. Nie myślę o tym. Po prostu spisuję swoje życie. Oczywiście mam to gdzieś z tyłu za plecami, że coś już napisałem, że nie powinienem się powtarzać. Ale zawsze pisanie nowego wiersza jest jak tracenie dziewictwa.

Powiedziałeś kiedyś, że poezja jest po to, żeby zagadać śmierć, a dla twórcy po to, żeby jakoś ją oszukać i przechytrzyć.

To jest taka walka o nieśmiertelność. Walka ze śmiercią. Choć nie wiem, czy te wiersze przetrwają, czy znikną za kilka lat. Ale czy to jest walka o ukojenie? Ukojenia nie znajdę dzięki tym wierszom. Ani ja, ani czytelnik. Choćbym nie wiem, ile ich napisał. Często jest tak, że to, że piszę, to nie jest mój wybór. To nie ja sobie postanawiam, że tu i teraz – wiersz. To mnie nachodzi, jest jakaś siła, która każe i ja to zapisuję i wtedy się staję poetą. Czasami zapominam, że jestem poetą i to są szczęśliwe dni.

Szczęśliwsze?

Nie muszę się męczyć z tym, bo czasami chcę sobie odpocząć, ale coś mi przychodzi. Nachodzi? I pisze się. I po prostu muszę pisać, żeby to zapisać, żeby to wyrzucić z siebie i mieć to już za sobą, żeby nie musieć pamiętać niektórych spraw.

Często piszesz o śmierci i narodzinach. W twoich wierszach umierają ludzie i umierają zwierzęta.

Nigdy się nie zastanawiałem nad tym, dlaczego tyle tego tam jest. To jest ujęte w cyklu narodzin i umierania, o którym piszę. To chyba nie jest nic oryginalnego.

Mnie utkwił w głowie wiersz, w którym piszesz, że dostaliście z psem inne życia.

Te psy się pojawiają od początku w mojej poezji. Fakt, że przeżyłem kilka lat temu zaginięcie mojego ukochanego psa wstrząsnął mną. Ja od dzieciństwa byłem wychowywany wśród zwierząt i stąd może takie przywiązanie do nich. Jak byłem mały, mieliśmy gospodarstwo wiejskie: owce, krowy, koty, psy, kaczki, indyki… Może stąd ta uważność? Wrażliwość? Kiedy myślę o swoim życiu to zawsze będę myślał o tym, że było otoczone przez inne życia. Zwierzęce. Teraz już nawet nie chcę mieć psa, bo jakbym znów miał przeżywać taką śmierć – swoją, wewnętrzną – gdyby ten pies zginął albo umarł. To było dla mnie bardzo ciężkie. A już tyle tych psów ode mnie odeszło… Tyle już pogrzebaliśmy. Pamiętam, że jak byłem mały z bratem, kiedy znaleźliśmy jakiegoś bąka czy jakąś pszczołę to robiliśmy im cmentarzyk w lesie czy na łące. I to właśnie przyjrzenie się światu zwierzęcemu, to jest przyniesione z dzieciństwa. Z wychowania wokół zwierząt i ze zwierzętami.

Ta uważność jest moim zdaniem punktem stałym twojej twórczości. Zmienia się jednak fraza. W pierwszych tomikach język jest bardziej skomplikowany, ozdobny. Z biegiem czasu staje się prostszy.

Mnie się wydaję, że to się dzieje mimowolnie. Moja trzecia książka Mimikra jest jedną z moich ulubionych książek ze względu na metaforykę. Bo nie była ona tak oczywista. Z kolei wydaje mi się, że mój debiut – Soma – to była prosta książka. Taki zbiór młodzieńczych, łatwych wierszy. Pojawiają się tam zwyczajne obrazy miłości, dziewczyn, wyjazdów wakacyjnych. A teraz jak jest? Może też jest prosto? Nie wiem. Trudno mi o tym mówić. Chcę pisać tak, żeby moje wiersze były zrozumiałe. Chcę, żeby czytelnik widział konkretnego bohatera, który coś przeżywa. Bo ja, jeśli chodzi o układ wierszy, komponuję na zasadzie nie poetyckiej, a powieściowej – na zasadzie prozy. Chciałbym, żeby czytelnik czytał to od początku do końca, żeby tam była jakaś historia.

Wiem, że nie lubisz mówić o utworach w kontekście interpretacji.

Nie lubię. Ale teraz się rozgadałem.

Ale jesteś z wykształcenia polonistą. Musisz o tym mówić. Nie masz wyjścia.

Chciałem studiować kulturoznawstwo, ale ciotka powiedziała, że z tego nie będzie pieniędzy, a tak to zawsze jakimiś korepetycjami dorobię.

Pewnie miała rację. Ale teraz twoim zawodowym obowiązkiem jest ciągłe tworzenie interpretacji.

Mam ten przywilej, że uczę w szkole podstawowej. Tam są wiersze, ale nie ma ich wiele. Nie są trudne. Nie trzeba im poświęcać wiele czasu.

Podobno podczas studiów straciłeś chęć do pisania.

Nie pisałem. Nie czytałem poezji. Straciłem serce do literatury – do tej, którą musieliśmy czytać na studiach. Straciłem serce do jakichkolwiek interpretacji. Te wszystkie zajęcia to było według mnie tworzenie niepotrzebnego akademickiego bełkotu. I często się spotykam z takimi recenzjami – nie tylko mojej poezji. Że autor recenzji zamiast napisać, że mu się podoba lub nie i dlaczego, kryje się za terminami, zabawami słownymi. To wszystko ładnie wygląda. Ale po przeczytaniu tej recenzji, ja nie wiem, czy to jest dobra książka czy nie. Ewentualnie ten recenzent udowodnił bełkotliwym uniwersyteckim językiem z góry już wcześniej założone tezy. Ktoś ma pewną tezę, bierze książkę Świat fizyczny i już wie, że Jarosz jest ze wsi, lubi zwierzęta i tak dalej… I z tych tez robi sobie ścieżki: to tak, to tak. A nie zawsze tak jest. Wczoraj dzwoniłem do Piotra Maura, który miał napisać o mojej ostatniej książce Kardonia i Faber i mówi, że czyta te recenzje o tej ostatniej książce i wszyscy piszą, że tam jest natura i tak dalej, i on sięgnął tam, i tam nie ma żadnej natury, żadnych obrazów, które by wskazywały, że to się dzieje na wsi. Ludzie od razu mają szufladkę w głowie.

Etykietka?

W jakim sensie?

W sensie: Łukasz Jarosz – poezja chłopska, nurt poezji wiejskiej.  

Nie chciałbym być wrzucany do jakiegoś worka. To jest lenistwo krytyków. Robienie krzywdy twórczości. Nie chciałbym być na transparentach.

Jakbyś chciał, żeby podchodzono do twoich tekstów?

Bez z góry przyjętych tez, bez konkretnych wyobrażeń.

Mówiłeś o krytykach, a co jest z czytelnikami? Czy po nagrodzie Szymborskiej coś się zmieniło?

Ja nie mam wielu spotkań. Z prostej przyczyny – wielu odmawiam. Ponieważ… ponieważ nie lubię spotkań autorskich i nie zabiegam o takie. A jak się zmieniła recepcja tej poezji? Nie wiem co sobie myślą czytelnicy. Nagroda jak nagroda. Mnie się wydaje, że czytelników mam taką samą ilość. Często przychodzą tacy, którzy wiedzą, że Jarosz jest z Żurady i był kiedyś w TVN-ie. A ja bym wolał, żeby oni chociaż przeczytali jeden wiersz, a nie gdzieś mi tam gratulowali na Facebooku.

Chyba wielu znajomych z dawnych lat przypomniało sobie o tobie po tym, jak otrzymałeś Nagrodę Szymborskiej.

To też, to też. A ja bym wolał, żeby oni przeczytali te wiersze, a nie pisali te gratulacje. Więc myślę, że liczba czytelników jest taka sama. Nigdy nie myślę o tym, że mam czytelników i że powinienem zabiegać, żeby było ich więcej. Kiedy wydałem pierwszą książkę, Soma, to wiedziałem, że jestem poetą, ale nie wiedziałem, czy dalej będę pisał. Myślałem, że to podsumowanie pewnego okresu. Ale stało się i piszę dalej. Bo do 25. roku życia to jest wielu poetów. Ktoś się zakocha, odkocha. I pisze.

Rozpoznawalność poecie nie grozi, a co poecie grozi?

Że zacznie grafomanić, że zacznie się spalać i zacznie się powtarzać. Będzie wiedział, jak napisać wiersz. Grozi mu pewność, że wie, co jest dobre. Ja uważam, że każdy wiersz powinien być pisany w niepewności. W pewnym zmaganiu się z nicością.