z20161064Q,Claudio-Magris--O-demokracji--pamieci-i-Europie-Sr
RECENZJE | 27.06.2016

Z Triestu widać wiele (Claudio Magris „O demokracji, pamięci i Europie Środkowej”)

Czym naprawdę była Cekania i z czego zbudowano jej mit? Na te pytania Claudio Magris udziela popartych erudycją odpowiedzi. Ale w różnorodnym zbiorze jego esejów nie dominuje ton autorytatywny. Kiedy Magris pisze o polityce, skomplikowanych tożsamościach czy współczesnym oddziaływaniu historii, unika dogmatyzmu. Złożoność rzeczywistości jest tu na pierwszym miejscu.

Badacz mitu habsburskiego, wieloletni felietonista „Corriere della Sera”, krytyczny piewca pogranicznego Triestu. Tak chyba należałoby określić trzy tożsamości Magrisa, które najmocniej przejawiają się w zbiorze esejów O demokracji, pamięci i Europie Środkowej. Niewykluczone zresztą, że to najlepsza z jego książek, jaka ukazała się po polsku.

Co istotne, jest to książka wyłącznie polska, w tym sensie, że wyboru tekstów dokonała wybitna tłumaczka Joanna Ugniewska. I udało jej się przygotować antologię bardzo u nas potrzebną. Magris podejmuje bowiem tematy kluczowe dla polskich debat o tożsamości i czyni to w odświeżający sposób.

Książkę otwierają gęste teksty z początku kariery naukowej Magrisa (lata 60.), mierzące się z literaturą założycielską dla mitologii habsburskiej. Temat jest nośny, bo przecież w ostatnich latach obserwujemy zaskakującą żywotność tej, zdawałoby się, zamkniętej już karty. Cekania (czyli c. i k. monarchia) powraca triumfalnie pod postacią rozbudowanego przemysłu nostalgii, staje się modna i pożądana. Elementy habsburskiej mitologii są już nie tylko tworzywem sztuki literackiej czy filmowej, lecz także skutecznym narzędziem marketingu. Wizerunki Franciszka Józefa i dobrego wojaka Szwejka potrafią zwiększyć sprzedaż produktów żywnościowych, a wokół historii Cekanii tworzy się coraz bogatszą ofertę turystyczną. Po części zjawiska te zostały pochwycone na zeszłorocznej wystawie Mit Galicji w MCK. Warto skonfrontować to, czego doświadczamy dzisiaj, z esejami Magrisa, który zna klasyczne pisarstwo sierot po Cekanii jak mało kto.

I też rekonstruuje krajobraz tej krainy w sposób daleki od popularnych schematów. Wielogłos rozbrzmiewający w tych esejach tworzą zarówno kodyfikatorzy mitu, jak i umiarkowani rewizjoniści, bezlitośni kpiarze, a także sentymentalni melancholicy. Z tego mnóstwa narracji wyłaniają się mimo wszystko punkty wspólne. Jako miejsce kluczowe dla mieszkańców Cekanii Magris wskazuje kawiarnie. Czytamy zatem smakowity fragment z Alfreda Polgara (mało znanego dziennikarza i eseisty): Café Central położona jest pod wiedeńską szerokością geograficzną, wzdłuż południka samotności. Jej bywalcy to na ogół ludzie, których mizantropia jest równie wielka jak ich pragnienie towarzystwa, ludzie, którzy chcą być sami, lecz potrzebują w tym celu innych. Magris dodaje: Być może ten właśnie aspekt mitu Mitteleuropy okaże się najtrwalszy – zauważając, że ów mit pozostaje dla wielu ludzi zupełnie namacalną rzeczywistością. Autor, na którego w triesteńskiej kawiarni San Marco zawsze czeka ulubiony stolik, z pewnością pisze też w swoim imieniu: Jakiekolwiek spotkałoby nas zmartwienie, rozczarowanie miłosne, niezależnie od tego, czy mielibyśmy długi, podarte buty, czy też postanowilibyśmy ze sobą skończyć, hasłem jest zawsze: „ins Kaffeehaus”.

Niewątpliwie bardziej od ustalania głównych elementów mitologii habsburskiej pociąga Magrisa tropienie jej paradoksów. Z chwalebną podejrzliwością zauważa, że Franciszek Józef był dobrotliwy dla „swoich ludów”, lecz ignorował zamieszkujące jego kraj narody. Magris dostrzega racjonalność Cekanii, ale też jej wszechogarniającą inercję i stopniowe wygaszanie instynktów samozachowawczych zmierzające do nieuchronnego finału. Uznawszy Austro-Węgry za kraj geniuszy, poświęca wiele miejsca kiczowatym operetkom wypełniającym długie wieczory drobnomieszczańskiej publiczności. Ze zwięzłych tekstów umieszczonych w antologii wyłania się zaskakująco gęsty obraz dziwnego imperium – imperium z liberalną konstytucją i zamkniętym na klucz parlamentem, z elitami wolnomyślnymi i prowincjonalnymi zarazem, z potężną i najzupełniej przeciętną dynastią.

Dalsze części zbioru – eseje o pamięci i demokracji – przyjmują z jednej strony bardziej filozoficzny, a z drugiej felietonowy charakter. Magris rozważa w nich tak palące (zwłaszcza we współczesnej Polsce) problemy jak wina historyczna, prymat prawa moralnego nad stanowionym czy rozdział państwa od Kościoła.

Autor jest zafascynowany heroizmem Antygony i Tomasza More’a (postaci, które sprzeciwiły się władzy królewskiej), ale przestrzega przed osłabianiem norm obywatelskiego posłuszeństwa. Mimo pozornej klarowności trudno uzgodnić ze sobą niektóre z formułowanych przez Magrisa stanowisk. Z jednej strony Kreon, skazując Antygonę, nie popełnił według pisarza błędu. Zdaniem Magrisa nie sposób całkowicie zharmonizować prawa stanowionego z moralnym, a instytucje państwa muszą się opowiadać za tym pierwszym. Z drugiej strony pisarz chwali decyzję włoskiego sądu, kiedy ten wyraża zgodę na zaprzestanie podtrzymywania przy życiu pozostającej w śpiączce kobiety. Sam Magris zdaje się pojmować sytuację jako sprytny wybieg współczujących sędziów, służący zignorowaniu ducha obowiązującego prawa. Czy nie ma tu sprzeczności? Może taka jest właśnie cena prowadzenia refleksji wychodzącej od konkretnych zdarzeń, nie od wyabstrahowanych systemów moralnych.

W każdym razie odświeżający jest sposób, w jaki Magris porusza sprawy o moralnym wymiarze. Autor unika patosu, eksponuje za to normalność swoich bohaterów. Na patrona tego tomu wyrasta Tomasz More, którego sprzeciw wobec suwerena nie miał w sobie nic z porywów romantycznych męczenników. Wspaniały chłód stoicyzmu wieje także od brata Gershoma Scholema, który był znawcą literatury niemieckiej. Według anegdoty ten ocalony z Zagłady Żyd, zapytany po latach przez dziennikarza, czy nadal wierzy w wielkość Goethego i Schillera, miał odpowiedzieć: Oczywiście, nie sądzi pan chyba, że z powodu jakiegoś Hitlera mógłbym zmienić zdanie?

Nieco inny ton – bardziej osobisty – dominuje w zamykających zbiór esejach o skomplikowanej tożsamości, eksplikowanej przeważnie na przykładzie Triestu. To niezwykłe miejsce wydaje się zbudowane niemal wyłącznie z granic. Triest, największy port Austro-Węgier, stanowił niewątpliwie kraniec imperium habsburskiego, za nim było wszak już tylko morze. Do dziś jawi się jako ostoja Mitteleuropy, radykalnie odmienna pod względem mentalnym od pobliskiej Wenecji. Ale niech nikogo nie zwiedzie klimat nostalgii za Habsburgami, bo to właśnie w Trieście młody Guglielmo Oberdan dokonał zamachu bombowego na Franciszka Józefa, stając się pierwszym męczennikiem ruchu zjednoczenia Włoch.

Magris pisze wręcz o kulcie włoskości, wywołującym w jego rodzinnym mieście podejrzliwość wobec rodaków z Mediolanu czy Rzymu, którzy jawią się jako nie dość oddani narodowej sprawie. Paradoksalnie to właśnie Triest stanowi jeden z ważniejszych ośrodków życia kulturalnego mniejszości etnicznych i religijnych we Włoszech, zwłaszcza Słoweńców, ale też Serbów, Chorwatów i innych.

Kilka kilometrów od otwartego na Adriatyk rynku triesteńskiego (Piazza Unità) zaczynała się żelazna kurtyna, a za nią – sięgająca aż do Pacyfiku – Słowiańszczyzna. To skłaniało Magrisa do zastanawiania się, która kostka brukowa w jego rodzinnym mieście stanowi granicę Europy Wschodniej. Obecnie to pytanie wydaje się zupełnie absurdalne. Dzięki Unii Europejskiej Triest staje się na powrót (tak jak w czasach habsburskich) ważną metropolią dla ziem zachodniej Słowenii i Chorwacji. W rzeczywistości powojennej te ścieżki zostały urwane, a tuż za rogatkami Triestu zaczynał się ogrodzony drutem kolczastym kraj Tity. Jego reżim jest w Trieście widziany przez pryzmat zbrodni dokonanych na Włochach, którzy z własnej woli lub w wyniku arbitralnych zmian granic znaleźli się po stronie jugosłowiańskiej.

Pisarstwo Magrisa służy między innymi podtrzymaniu pamięci o tamtych zbrodniach (ich symbolem jest więzienie na Golim Otoku), ale jeszcze więcej widać w nim zainteresowania bliską, a zarazem odmienną kulturą sąsiadów. Autor wyrasta na jednego z adwokatów ich spojrzenia na przeszłość, a zarazem na popularyzatora tworzonej przez Słowian literatury. Wynika to chyba nie tylko z przeświadczeń moralnych, lecz także z lokalnego patriotyzmu. Magris żywi przekonanie, że szczególny wgląd w triesteńską tożsamość ma właśnie Słowianin, rozumiejący zarówno zasiedziałego tam od pokoleń Włocha, jak i przyjezdnych ze Wschodu.

Uwzględnienie perspektywy triesteńskiego pisarza mogłoby nad Wisłą pomóc w wykraczaniu poza rytualne, zbanalizowane oceny. Magris przekonuje, że sytuacje skomplikowane i konfliktogenne da się przekuć w wartość za pomocą literatury, która łączy rozsądny dystans z wrażliwością. Wydane właśnie eseje nie mają wiele wspólnego z dziennikarskim słowotokiem i może dlatego wydają się zupełnie aktualne, niezależnie od tego, kiedy zostały napisane.

 

Claudio Magris

O demokracji, pamięci i Europie Środkowej

Wybór i przekład: Joanna Ugniewska

Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie, 2016

Liczba stron: 366

Łukasz Łoziński

Łukasz Łoziński

(ur. 1989) – literaturoznawca, antropolog, copywriter. Przygotowuje doktorat o społeczności współczesnych elegantów i dandysów. Interesuje się free jazzem i rock'n'rollem. Pisze blog Niewesołe humoreski.