abessira
WYWIADY | 05.11.2012

Wywiad z Jennifer Abessirą

Młoda izraelska fotografka, Jennifer Abessira, z obrazów „znalezionych” lub przypadkowo napotkanych tworzy nowe, nieoczekiwane wizualne kompozycje. Ich chaotyczność i różnorodność w żaden sposób nie pozwalają na jakąkolwiek klasyfikację. W tym szumie wizualnym jest jednak coś wyrazistego i pociągającego – coś, co odbija się echem w obecnej rzeczywistości Tumblra i Flickra, zdominowanej przez jednorodność tematyczną fotografii pustych przestrzeni, mglistych pejzaży czy elementów architektonicznych.

Co jest twoim wizualnym stymulantem?

Rzeczy oczywiste, bezpośrednio dostrzegalne oraz fakt, że nie patrzymy „po prostu” na ich fizyczny byt, lecz na rożne relacje tworzone w ich obrębie.

Czy w takim razie wszystko, co dostrzegasz, jest dla ciebie potencjalną fotografią?

Tak naprawdę jest to zależne od mojego nastroju. Większą część energii przeznaczam jednak na obserwację rzeczy, która czasem ma charakter bardzo intensywny. Fotografuję stosunkowo rzadko, gdyż nie chcę, żeby stało się to dla mnie rutyną. Staram się, żeby proces myślenia o potencjalnej fotografii miał charakter niewinny, trochę infantylny.

Patrząc na twój blog, automatycznie myślę o tym, co powiedział Albert Einstein: wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza, bo choć wiedza wskazuje na to, co jest, wyobraźnia wskazuje na to, co będzie. W świetle tego Elastique jest dla mnie „wydłużeniem” istniejących już obrazów – fragmentarycznym dodaniem elementów, których niekoniecznie brakowało, ale których najzwyczajniej wcześniej nie było. Czym Elastique jest dla ciebie?

Czymś, co pozwala mojej wyobraźni działać, czymś, co zaspokaja mój „głód wizualny”. Przy obecnej płynności i dostępności obrazów czuję potrzebę ich klasyfikacji – produkowania wciąż nowych, z zamysłem łączenia, mieszania ich z już istniejącymi. Pracując w niewielkim –18 m2– studio i zapełniając fotografiami całą powierzchnię podłogi i ścian, można w nieskończoność przypatrywać się nowo powstającym obrazom, układom. Rzeczy czasem bardzo od siebie odmienne lub wyrwane fragmenty z rożnych „światów” mogą zmieniać limity tego, co było lub jest wizualnie akceptowalne lub atrakcyjne.

Dla mnie twoje zabiegi łączenia obrazów podkreślają ich odmienność, wyostrzają szczegóły. Dla ciebie?

Ja staram się skupić głównie na relacji pomiędzy nimi oraz możliwości tworzenia nowego znaczenia. Zestawiane obrazy są często bardzo odmienne, jednak możliwość znalezienia punktów wspólnych jest czymś satysfakcjonującym. Nigdy nie stosuję żadnej hierarchii w doborze zdjęć, z których buduję swoje kompozycje – daję im możliwość „bycia po prostu”.

Czy refleksja nad nieskończoną liczbą fotografii, które napotykasz w sieci, książkach, na wystawach, pomaga w kreowaniu twoich własnych?

Na pewno tak. Wierzę, że wszystko na świecie jest procesem – nic nie powstaje z niczego. Korzystam z faktu, że jestem jeszcze bardzo młoda i mogę próbować wszystkiego – a raczej powinnam. Wertuję setki fotografii, książek, nie wspominając już o filmach, magazynach, blogach, stronach internetowych. To wszystko jest gdzieś kodowane w mojej głowie i któregoś dnia pod wpływem impulsu lub zwykłej ciekawości zostaje odgrzebane.

Czy jesteś równie ostrożna przy selekcjonowaniu fotografii jak przy faktycznym fotografowaniu?

Mój sposób patrzenia i pracy z obrazami jest bardzo impulsywny. Ostrożność nigdy nie pomagała mi w pracy – zarówno przy tworzeniu moich własnych fotografii, jak i budowaniu kolaży. Praca z obrazami musi mieć charakter naturalny. Nigdy nie noszę ze sobą profesjonalnego sprzętu fotograficznego – nie chcę czuć się jak „fotograf”, nie chcę czuć się zobligowana do robienia fotografii. Bardzo dużo moich zdjęć powstało zupełnie przypadkowo – zostały wykonane telefonem lub niewielkim aparatem analogowym w trakcie długich spacerów w Tel Awiwie. Wykształciłam w sobie rytuał patrzenia w opozycji do ciągłego szukania obiektów do sfotografowania.

Bernard Shaw powiedział kiedyś, że nie ma sekretów lepiej utrzymanych niż te, których domyślają się wszyscy. Czy w fotografii istotniejsza jest dla ciebie kreacyjność, przemycanie znaczenia, czy „zwykłość” rzeczy, ich naturalność?

Trudno mi powiedzieć, gdyż jako widz bardzo cenię i uważnie obserwuję scenę fotografii kreacyjnej. Moje własne prace buduję jednak na naturalności tego, co widzialne, i niedoskonałości rzeczy. Nie staram się konstruować kadrów i być skrupulatnym fotografem – w moim przypadku ma to charakter intuicyjny. Zawsze uważałam, iż moje fotografie nie muszą mieć charakteru narracyjnego. Elementy na nich zapisane mogą zwyczajnie „być”, istnieć. Ta tendencja częściowo wzięła się z pełnej aprobaty słów Rilkego, iż świat jest ogromny, ale dopiero w nas staje się głęboki jak morze.

W wywiadzie dla „Disturber Magazine” powiedziałaś, że oryginalność niekoniecznie musi być istotnym elementem w sztuce, dopóki proces tworzenia budowany jest na wierze w to, co się robi. Czy wierzysz, że można być obecnie oryginalnym, praktykując fotografię?

Elastique traktuję w jakimś stopniu jako odpowiedź na to pytanie. Projekt powstał z poczucia, iż ciągłe „robienie” fotografii mi nie wystarcza – zwyczajnie potrzebuję czegoś więcej. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której artysta tworzy coś zupełnie oryginalnego, świeżego. Żyjemy w rzeczywistości z istniejącymi już ścieżkami, wzorami i moment istotny to moment wyboru, którą z nich będziemy podążać. Wierzę, że inspirowanie się ukształtowanym już dorobkiem lub jego adaptacja nie jest czymś złym – może być bodźcem budującym, ale jednak nigdy nie powinno być elementem dominującym w procesie kreacji.

Nad jakimi projektami poza Elastique obecnie pracujesz?

Pracuję nad projektem blisko związanym z Elastique – Elastique Festival – organizowanym przez fundację Peila, który będzie miał miejsce na początku grudnia w ogromnym hangarze w Jaffie. Przez sześć dni każdy z odwiedzających będzie mógł zobaczyć wystawę, wybrać dowolną pracę z kolekcji oraz zdecydować, w jakiej formie drukowanej zabrać ją ze sobą. W przestrzeni będzie dostępny sprzęt, różne rodzaje papieru, wolontariusze. Ideą jest zabawa z dostępnymi fotografiami, możliwości ich łączenia i prezentacji przez osoby odwiedzające wystawę – osoby czasem zupełnie przypadkowe.

Pytanie do osoby nieustannie otoczonej fotografią – czy jest jakieś konkretne zdjęcie ciągle obecne w twojej świadomości?

Okładka książki kuratorowanej przez Stephena Shore’a. Czarno-biała fotografia ręki z podwiniętym rękawem, trzymającej widokówkę dużego statku. W tle widać morze i horyzont – przez moment ma się wrażenie, że unosi się ona na powierzchni wody.