Alina Szapocznikow
RECENZJE | 10.12.2012

„Wystrzegaj się trudnych słów” (Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego)

Korespondencja jednej z najwybitniejszych polskich artystek Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego, który zaznaczył się w kulturze nie tylko jako dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, ale także jako propagator idei muzeum otwartego, to kolejna pozycja, która potwierdza dwa przekonania: że literatura autobiograficzna wciąż święci triumfy i że nie tylko „co”, ale także „w jakiej formie” ma znaczenie.

Współpraca Wydawnictwa Karakter i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zaowocowała czterystustronicową publikacją, w której obok – często bardzo pomocnych w lekturze – przypisów czytelnik znajdzie wiele fotografii korespondentów. Gdyby szukać dziury w całym, można by wspomnieć o nader skromnej liczbie fotografii rękopisów listów – rzecz to może dalszoplanowa, ale, jak sądzę, znacząca. Zostawiam jednak tę kwestię, to temat na inną okazję.

Chciałam Ci napisać zupełnie inny list, a wyszedł taki

Ta niezwykła – nie tylko ze względu na uprawiane profesje – para prowadziła listową wymianę (z przerwami) przez dwadzieścia trzy lata. Zachowały się głównie listy Szapocznikow (kolejny raz mamy do czynienia z sytuacją, gdy zmysł archiwistyczny posiada tylko jeden korespondent), te autorstwa Stanisławskiego stanowią niewielki korpus tekstów. Do pewnego stopnia rekompensatą są żywiołowość i intensywność tej epistolografii, która atrakcyjnością dorównuje co najmniej nie tak dawno przetłumaczonym na język polski listom Ingeborg Bachmann i Paula Celana. Nie ma w tym ani trochę przesady; podobieństw dopatrzeć można by się zresztą na co najmniej kilku poziomach. Historia znajomości Szapocznikow i Stanisławskiego (listowych Alusi i Rysieńka) zawarta w tomie Kroją mi się piękne sprawy czytana może być zarówno jako świadectwo trwających wówczas przemian społeczno-politycznych, jak i materiał, z którego wyczytać można wiele informacji dotyczących praktyki artystycznej Szapocznikow, a także opowieść o miłości, która rodzi się za granicami Polski i ostatecznie nigdy nie staje się stabilna, zakotwiczona w jednej przestrzeni.

Jak dziecko z otwartą gębą gapię się na te wszystkie cuda

Stąd zresztą ta korespondencja – umożliwiająca parze kontakt, pozwalająca budować więź mimo przestrzennego oddalenia. Istotne znaczenie, szczególnie w pierwszych latach znajomości (co niejednokrotnie wybija się w lekturze na pierwszy plan), ma tęsknota obojga, najintensywniej eksponowana przez Szapocznikow, widoczna także w nielicznych zachowanych listach Stanisławskiego. Kochankowie tęsknią, ale nie przestają wyjeżdżać (ostatecznie przecież Szapocznikow razem z późniejszym partnerem – grafikiem Romanem Cieślewiczem – zamieszka w Paryżu), oglądać sztukę i angażować we własną pracę artystyczną. Listy są także świadectwem tego, jak w owym czasie postrzegali nie tylko swoją znajomość i samych siebie (co jest skądinąd chyba najciekawsze), ale także wydarzenia, w których brali udział lub których byli świadkami. W 1968 roku, już długo po rozstaniu ze Stanisławskim, aktualny mąż Szapocznikow – Cieślewicz (zarówno jego wiadomości, jak również te od ich syna, mieszkającego po rozwodzie rodziców z matką, są włączone do tomu – „nowe rodziny” autorów tej korespondencji stają się tym samym w naturalny sposób obecne także w przestrzeni listów) – dopisze kilka słów na temat „zamieszek studenckich”. Wcześniej główni bohaterowie tej korespondencji wymieniają refleksje na temat sytuacji politycznej w Polsce i za granicą.

Aluś, miej bardziej otwarte oczy i nie daj się ponosić „tanim” entuzjazmem

Szapocznikow i Stanisławski – obojgu bliskie były poglądy lewicowe – dyskutują w listach o bieżących polskich sprawach dość obszernie. Dzielą ich temperament i zaufanie do aktualnych nastrojów. Nie zachowała się znaczna część wiadomości od bardziej ostrożnego Stanisławskiego, tonującego entuzjazm adresatki. W jednym z listów pisze: Tradycja jest niezmiernie cenna i nie należy jej niszczyć. Nasze życie, tzn. Twoje i moje, zupełnie odbiegło od „nawyków” związanych z tradycją – i to jest niedobre. Mimo że żyjemy w nowym, rewolucyjnym świecie, o niektórych rzeczach związanych ze światem nie mamy prawa zapominać. A o których – to porozmawiamy, gdy przyjedziesz. Mężczyzna apeluje też, aby mimo poparcia dla trwających przemian Szapocznikow nie traciła krytycyzmu, którego rzeczywiście w jej listach z tego okresu ze świecą szukać. Na przestrzeni tej jednej wypowiedzi kilkakrotnie wspomina, że powrócić muszą do rozmowy podczas spotkania.

Największym wydarzeniem dziennym jest listonosz

Rozmowy istotne, jak powiedziałby Witkacy, kochankowie, a potem małżonkowie, prowadzą jednak nie tylko w przestrzeni pozalistownej. Także w listach pojawiają się tematy, które okazują się ważkie dla ich związku. Czułość, troska i serdeczność, jaką sobie okazują, mają znaczenie nie tylko dla tonu korespondencji, ale i dla kształtowania się znajomości – listy te nie sprawiają wrażenia dodatku do życia, trudno odnieść wrażenie, jakoby wymieniane były przez ostatecznie i nienaruszalnie ukształtowane osoby. Wyłaniające się z tej korespondencji postaci nie tyle podtrzymują za pomocą listów znajomość, co czynią to medium oczywistym wymiarem relacji.

Czy Ty doprawdy jesteś taki, jak ja to sobie dziś wyobrażam?

Stanisławski i Szapocznikow znaczną część życia spędzają osobno – oboje intensywnie pracują, oboje wyjeżdżają za granicę, gdzie z różnym powodzeniem próbują zaistnieć w świecie artystycznym. Jeżeli dodać do tego okresy, w których Szapocznikow boryka się z chorobami i przechodzi rekonwalescencję w szpitalu, który nie jest dla niej bynajmniej miejscem sielankowym (bliskość umierających pacjentów przypomina jej okres spędzony w obozach podczas drugiej wojny światowej), czas, który para spędza razem, okazuje się niespodziewanie krótki.

Twoja ex ż., ale zawsze szczerze itd. kochająca

Rozłąki wypełniają im, poza pracą i nieustannymi zmaganiami z niełatwymi warunkami ekonomicznymi (dość typowa sytuacja polskiej inteligencji tamtego czasu), listy. Później – również te od syna do Stanisławskiego, a także nowych partnerów włączonych w tę korespondencję. Swoją drogą, decyzję tę uważam za bardzo interesującą i, w ostateczności, przekonującą. O rozstaniu pary z listów nie sposób dowiedzieć się wiele – czytelnicy poszukujący plotek nie raz rozczarują się podczas lektury tego tomu – kilka wspomnień, krótkie refleksje, żadnych łzawych sentymentów. Czytając Kroją mi się piękne sprawy, właściwie płynnie przechodzi się od lektury listów małżonków do listów pary przyjaciół. Zauważalna różnica na poziomie stylu czy też zaangażowania emocjonalnego decyduje o tym, że ostatnie listy są przede wszystkim istotne jako kolejne wyjaśnienia decyzji i poglądów piszących. Szapocznikow, która umiera na chorobę nowotworową w 1973 roku, i Stanisławski (zmarł w 2000 roku) do końca tej korespondencji nie tracą do siebie serca. Mimo zmiany tonu wiadomości, listy te pozostają żywe do końca. Istotne są dziś nie tylko ze względu na kwestie historyczno-polityczne czy społeczne, które ostatecznie znacząco wpłynęły na kształt tej epistolografii, ale przede wszystkim z powodu swojej intensywności – zarówno jeśli chodzi o stosunek piszących do siebie nawzajem, sztuki, jak i świata, od którego tak rzadko uciekali.

 

___

Alina Szapocznikow, Ryszard Stanisławski

Kroją mi się piękne sprawy. Listy 19481971

Wydawnictwo Karakter, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 2012

Liczba stron: 400

Olga Szmidt

Olga Szmidt

(ur. 1989) redaktor naczelna portalu „Popmoderna”. Regularnie pisuje również dla „Czasu Kultury” oraz „Miesięcznika Znak”. Autorka monografii naukowej „Korespondent Witkacy” (Universitas, 2014) oraz biografii „Kownacka. Ta od Plastusia” (Czarne, 2016). Na Wydziale Polonistyki UJ przygotowuje rozprawę doktorską na temat autentyczności w XXI wieku. Pisze literaturę faktu.