• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 10.12.2018
Wyłażąc z ekranu („Ślepnąc od świateł”)
Artykuły | 10.12.2018

Wyłażąc z ekranu („Ślepnąc od świateł”)

Recenzje Ślepnąc od świateł zdążyły już wybrzmieć i przekwitnąć. Tymczasem popularność serialowej adaptacji książki Jakuba Żulczyka wcale nie maleje. Produkcja wyreżyserowana przez Skoniecznego pozostaje w naszej pamięci jako przypowieść o bohaterach żyjących w złudzeniu swoich istnień oraz jako wycieczka do galerii archetypów.

W programie zwiedzania: minimalistyczny diler, ekscentryczny gangsterski bonzo pamiętający czasy spirytusu Royal i napadów na tiry; nieśmiertelny, zepsuty do szpiku kości zabijaka. Wreszcie – postać, wokół której wciąż trwa karnawał paradoksu fikcji. Nawinął lepiej niż 95% prawilnych raperów; lepsze niż 90% polskiej rap gry; kiedy płyta?; s z t y w n i u t k o – piszą youtube’owi komentatorzy pod wideo z utworami bohatera, zrealizowanymi rzecz jasna na potrzeby serialu. Domagają się spin-offu opowiadającego jego historię, chcą solowego albumu, są gotowi nosić ubrania z jego linii odzieżowej. Wyławiają go z fikcyjnej rzeczywistości, przywołując na myśl experimental crossing – zjawisko przenikania się fikcji z rzeczywistością, zbadane i opisane w 2017 roku przez naukowców z uniwersytetu w Durham, współpracującego z dziennikiem „The Guardian”. Autorzy badań przyglądali się wyobrażeniom czytelników o bohaterach prozy uczestniczących w realnych sytuacjach i wyciąganiem postaci fikcyjnych poza ramy fabuły, powołując się między innymi na wpływ, jaki na zachowanie młodych czytelników miał główny bohater Buszującego w zbożu J. D. Salingera.

Usnąć przed kacem (J. Żulczyk „Ślepnąc od świateł”)



Piorun, podobnie jak Holden Caulfield, jest postacią zmyśloną, nie występuje jednak na pierwszym, ani nawet na drugim planie serialowej opowieści. Na ekranie pojawia się na dosłownie kilkanaście minut – wiemy o nim niewiele. Jest pastiszowym koncentratem z raperów-biznesmenów z podwórka, których teledyski wykręcają milionowe wyświetlenia. Zdobył też platynową płytę za nieistniejący album Cicho Bądź, Gdy Trzeba. Posiada markę odzieżową o nazwie Sztywniutko, nawiązującą do znanych streetwearowych firm znad Wisły. Tworzy brudną, miejską muzykę na zimnych, PRO8L3M-owych podkładach (o ghostwriting tekstów internauci posądzają współtworzącego projekt Oskara). Piorun, choć fikcyjny, wzbudza zapotrzebowanie na swoją twórczość wśród odbiorców w realnym świecie. Stanowi pozbawiony rzeczywistego odpowiednika konstrukt sklecony z przeróżnych schematów, którymi Krzysztof Skonieczny, sam odgrywający rolę rapera, operuje niezwykle świadomie.

Sam reżyser niejednokrotnie ocierał się o kulturę hip-hopową, tworząc teledyski dla artystów takich jak Eldo czy donGURALesko. Jako aktor natomiast wcielał się wcześniej w role drabów – najpierw w 2012 roku, w Yumie Piotra Mularuka, w której wystąpił jako Kula – i choć pamiętam go jak przez mgłę, wydobywam zza niej jego uliczną zadziorność i mało subtelne docinki. Dwa lata później, w swoim debiucie reżyserskim, pojawił się na ekranie dosłownie na chwilę – jako niezbyt tolerancyjny wobec trwającej imprezy dresiarz, który kanonadą przekleństw próbował wymusić na sąsiadach wyłączenie magnetofonu, żeby drugi raz się nie fatygował. Naturalność i siła ekspresji, wypracowane w ramach wcześniejszych ról, określiły późniejszy charakter postaci Pioruna. Jego jaskrawość ułatwia widzowi poszukiwanie odpowiedników – to naturalna potrzeba odbiorcy, opisana przez Eileen John w pracy zbiorowej zatytułowanej Fictional Characters, Real Problems z 2016 roku. Podświadoma kategoryzacja zjawisk i chęć zaznajomienia się z jednoosobowymi opisami danych zbiorowości ułatwiają odbiór rzeczywistości, dają pole do uogólnienia. Piorun, wyraźny i dosadny, staje się reprezentacją ulicznych raperów, których pseudonimy, równie charakterystyczne, przywoływane są pod każdym materiałem z jego udziałem.

Gdyby możliwość wyłamywania się postaci ze świata fikcji była determinowana wyłącznie przez subiektywny odbiór widza, niejeden bohater Ślepnąc od świateł doczekałby się odrębnych historii. W stworzonej oryginalnie przez Żulczyka galerii każdy mógłby bowiem znaleźć kogoś, z kim w choćby najmniejszym stopniu byłby w stanie się utożsamić, na przykładach z fikcji „stworzyć samego siebie”. Pioruna jednak od innych wykreowanych w scenariuszu, zapadających w pamięć bohaterów odróżnia sposób, w jaki porusza się on w fikcyjnym świecie, co stanowi drugą stronę odbioru jego postaci. Z tą pierwszą, czyli zbiorem wewnętrznych odczuć odbiorcy, ściera się perspektywa umiejscowienia go w konwencji dzieła i w świecie przedstawionym, a także wpływ na artystyczną głębię utworu. Piorun przełamuje konwencję, jest wartością dodaną. Nie wywraca historii do góry nogami, jego obecność – eksplodująca nienawiścią do policji, paleniem fur czy czterdziestoma chamami bez koszulek – uderza w momentami podniosły ton scenariusza. Jest bytem odrębnym, lżejszym – a jednocześnie, równie złożonym, przechodzącym metamorfozę i do pewnego stopnia wpisującym się w kanon wykreowanego w serialu świata. W końcu: czym byłaby współczesna metropolia bez uliczników i organicznego wytworu miejskiej kultury, czyli hip-hopu?

Komentarze pod jednym z utworów Pioruna



Podobnie jak wszystkie elementy sztuki ulicznej, działalność Pioruna zyskała rzeszę najprawdziwszych oponentów. Jego szalona motoryka, pląsy w klubie ze striptizem, pobielony kokainą nos, „sztywniutkie” dialogi i przerysowany anturaż, mogące wzbudzić ciarki wstydu u niejednego odbiorcy – wszystko to sprawia, że niektórzy widzowie zarzucają twórcy chamstwo i nieumiejętny pastisz. Sprzeciw, z jakim spotyka się owa fikcyjna postać, świadczy jednak na korzyść jej realizmu. Sztuczność nie wymaga bowiem weryfikacji przy użyciu kategorii prawdy czy fałszu, kreacja jest dla sztuki symptomatyczna, niezależnie od jej charakteru – fantastycznego czy realistycznego. Piorun nie musi dbać o wizerunek, bo nie istnieje – tym samym daje swoim twórcom większe pole do popisu. Jego postać jest jak Skandal Molesty – bezprecedensowa, niepoprawna i niekiedy koślawa, ale świeża i przecierająca szlaki, wdrukowująca się w pamięć, kulturotwórcza.

I zyskująca kolejne rzesze fanów. Jak w przypadku wielu zawartych w serialu historii, w przypadku Pioruna także dwór tworzy króla – niefikcyjni odbiorcy sami oczekują ze strony rapera „nowych rzeczy”. Jego twórca nie pozostawia ich wołań bez odzewu. Na łamach social mediów wypowiada się w tym kontekście zgodnie z przyjętą konwencją: Siemanko Mordeczki siemanko, dzięki za wszystkie dobre słowa. Odpowiadając na pytanka: wszystko w swoim czasie. Eelo.

W 1933 roku krytyk literacki, profesor L. C. Knights opublikował esej pod tytułem How Many Children Had Lady Macbeth?, kpiąc tym samym z krytyków próbujących sztucznie rozszerzać losy fikcyjnych bohaterów, wytykając im naiwność. Być może naiwna jest także fascynacja widzów osobą Pioruna. Jako jeden z nich – nie wstydzę się jej i widzę miejsce dla umiejętnie wykreowanego, archetypicznego obwiesia, przewijającego rasowe, off-beatowe zwrotki. Jego twórcy życzę rozwijania multitalentu, a stworzonej przez niego postaci: zdobycia „platynki”.

Tym razem tej prawdziwej.