Susan Sontag_rys_Marta Kubiczek
RECENZJE | 13.10.2014

Wrażliwość saturnicznego umysłu (Susan Sontag „Pod znakiem Saturna“)

Susan Sontag bez wątpienia posiada dar uwodzenia słowem. I to uwodzenia w iście barthesowskim znaczeniu, z autorem S/Z dzieliła przecież ideę pożądania tekstu niczym kochanka. Pisała, że intelektualne pragnienie jest podobne do seksualnego – przez pragnienie rozumiejąc żądzę, marzenie o Posiadaniu, permanentny niepokój umysłu. Niedawno przetłumaczony i wydany przez Karakter słynny zbiór esejów z 1980 roku Pod znakiem Saturna wypełnia intelektualny namysł.

Przestrzeń siedmiu esejów to przede wszystkim miejsce spotkania: z sobą samym, z własną wrażliwością. Wniknąwszy w tekst autorki O Fotografii, śledzić można napięcia i myśli (mówiąc językiem Sontag – formy odczuwania) rodzące się na styku świata zewnętrznego z wewnętrznym, znanym czytelnikowi z Dziennika. Twórczość Sontag to świadectwo stwarzania i odkrywania „ja”, miłości do myśli i literatury, jak również wchodzenia w relację z otaczającą rzeczywistością. Rodzi się pytanie: co to za rzeczywistość i w jakim układzie zależności pozostaje wobec niej tytułowy Saturn?

 

(Dez)integracja

Poszukiwanie trafnej formuły czy celnego zdania zdolnego zawrzeć w sobie myśl przewodnią zbioru z góry skazane jest na niepowodzenie. Można, co prawda, przytaknąć podpowiedzi wydawnictwa twierdzącego, że motywem przewodnim wszystkich esejów czyni Sontag związki estetyki i etyki w literaturze, filozofii, teatrze i filmie, lecz za chwilę dociekliwy czytelnik zapyta: „Czym jest estetyka?”, a wtedy znadziemy się w mało komfortowej sytuacji, naiwnie usiłując dobrać odpowiednie słowa, by wyjaśniać fundamentalne pojęcia. Do proponowanego czytelnikowi opisu dodałabym uwagę o spotykanym niemal w każdym eseju motywie dezintegracji rzeczywistości, jaźni czy myśli. Zresztą już od czasów Ziemi jałowej obraz rozbitych kawałków stawia otaczającemu nas światu trafną diagnozę. Rozbity świat Sontag domaga się jednak scalenia czy choćby zaznaczenia możliwości łączenia fragmentów siebie przez tekst. Jak pisze m.in. w kontekście Waltera Benjamina – oznaką temperamentu saturnicznego jest świadomy i bezlitosny stosunek do własnego „ja” […] Jaźń jest tekstem – trzeba ją odczytać. Znak Saturna okazuje się w obliczu przemyśleń autorki Przeciw interpretacji sposobem nazwania pewnego rodzaju wrażliwości – intelektualisty, melancholika, jak również strategią definiowania siebie. Nie pierwszy raz pojawia się w tym kontekście u Sontag obraz Baudelaire’a jako samoświadomego flâneura – w pewnym stopniu ucieleśniającego ideę „saturniczności”. Idea – czy może raczej pewna wrażliwość umysłu – scala więc eseje mimo ich tematycznej różnorodności.

 

Co naprawdę myślę i czuję?

Sontag wprowadza czytelnika w świat własnych przemyśleń poprzez osobisty tekst-wspomnienie o Paulu Goodmanie. Takie otwarcie jest wyraźnie skupione na wyeksponowaniu autentyczności emocji, uwiedzenia literaturą czy wreszcie głównego postulatu pierwszego eseju. Centrum tego tekstu jest idea porzucenia książek innych autorów, by móc nad kartką papieru w scenerii paryskiego mieszkania lepiej słyszeć własny głos i odkrywać, co naprawdę myślę i czuję. Fragment ten nie tylko antycypuje charakter całego zbioru, lecz także łączy się z ostatnim esejem pod tytułem Umysł jako pasja – przybliżającym postać Eliasa Canettiego. Autorka z entuzjazmem przywołuje w tym kontekście słowa Brocha – pisarstwo jest zawsze niecierpliwością poznania. Jakże bardzo współgra to z samym Canettim i opowiadaną przez niego historią o kondycji wygnania, wyzwoleniu umysłu i języka! Ironiczna, nakreślona przez Sontag przestrzeń, w której rozgrywa się akcja Auto da fé, tylko pozornie pozostaje w opozycji do postulatu oczyszczenia umysłu z książek innych autorów. Moment, w którym bohater Canettiego, Kien, zostałby oddzielony od własnej biblioteki, byłby momentem zatracenia siebie, finalnego samospalenia. Miejsce ( takie jak choćby biblioteka) zgodnie z refleksją Sontag manifestuje się u Canettiego w języku. Język zaś łączy się z głosem oznaczającym (jakże blisko filozofii żydowskiej) dla niego niepodważalną obecność.

Innym osobistym esejem jest Wspomnienie Barthes’a pisane tydzień po śmierci krytyka. Sontag początkowo nakreśla sylwetkę samej postaci, by następnie w kontekście widocznej w jego twórczości dramaturgii emocji stwierdzić, że najbardziej interesował się rzeczami niemal niewyrażalnymi. Problem niewyrażalności podejmuje Sontag w esejach stricte historycznych. Recenzując produkcję Hitler. Film z Niemiec (1977), nie boi się snuć refleksji o terapeutycznych zadaniach sztuki. Ideę filmu Syberberga zestawia ze znanym esejem Freuda Żałoba i melancholia, zauważając niemożliwość przepracowania żałoby. Spostrzega też, że sposób „pojęcia” niepojętego przy pomocy mitu, trawestacji, bajki, kończy nieprzypadkowy obrzęd dekonsekracji Graala (mitu i patosu) – odkupienie nie jest możliwe.

 

Fascynacja i sprzeciw

Jednym z najciekawszych i równocześnie najobszerniejszych esejów tomu jest tekst W stronę Artauda. Sontag kreśli przed czytelnikiem zarys twórczości (czy raczej myśli i idei) francuskiego pisarza, dramaturga, aktora czy wreszcie – ofiary własnej świadomości. Esej Sontag to mocno odczuwana i wnikliwa refleksja nad zapisem doświadczenia bólu, paradoskalnym podziwem i pogardą dla literatury, gnozą oraz teatrem okrucieństwa. Oryginalność odbioru Sontag polega na połączeniu fascynacji z jednoczesnym imperatywem potępienia. Autorka Choroby jako metafory twierdzi, że w myśleniu Antonina Artauda nie ma miejsca na cokolwiek poza własną „jaźnią”, natomiast trudne próby zrozumienia własnego wnętrza przybierają formę nadania występom teatralnym powagi transakcji religijnej. W takim myśleniu najwyraźniej uwidacznia się dramatyczna sprzeczność afirmacji i potępienia języka. Języka, w którym, jak wiadomo z samej biografii Sontag, można się stwarzać i stawać się jednością. Jeśli więc można stwarzać – możliwe jest również dokonanie samozniszczenia i dezintegracji „ja”. W tym sensie – bliskiego Sontag dualizmu, grze przeciwieństw – czytelnika należy ustrzec (lub przynajmniej ostrzec), twierdząc, że trzeba mieć szczególny rodzaj wytrwałości i taktu, by czytać Artauda właściwie. Skąd nagle tak mocna potrzeba definiowania poprawności interpretacji? Czy istnieje i czym jest lektura właściwa? Sontag wydaje się mówić, że każda, byleby nie utożsamiać się z  autodestrukcją, nie demontować „jaźni”. Nie trudno nam chyba przyjąć jej radę, postulat stwarzania siebie i stawania się jednością skontrastowany z wolą niszczenia, wszechobecnej dezintegracji.

Przemyślenia Sontag łączy jeszcze jedna cecha – mimo różnych tematów, osobistych doświadczeń, trudnej do zrozumienia historii – eseje nie tracą swobody ekspresji, strumienia wciągającej, a przy tym bardzo uporządkowanej, myśli, co w konsekwencji niesie doświadczenie barthesowskiej przyjemności tekstu. Pod znakiem Saturna to zbiór ciekawy i różnorodny, pełen inteligentnych komentarzy, jak również głęboko osobistych wyznań. Jeśli także i w czytelniku odnajdzie się element umysłu saturnicznego, to wówczas polecanie (pierwszy raz przetłumaczonej na polski) książki Sontag okaże się tylko formalnością.  

_____

Susan Sontag

Pod znakiem Saturna

Przeł. Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Karakter, 2014

Liczba stron: 213