201711262020_0001 (1)
RECENZJE | 27.11.2017

Wielki skok naprzód (Ulrike Guérot „Europejska wojna domowa”)

Jabłonie uginają się od jabłek – mówiła rok temu Anda Rottenberg – jak w pamiętnym sierpniu 1939. Niezależnie od tego, jaką porę roku aktualnie mamy, mentalny kalendarz Europy zatrzymał się na przejrzałym lecie, stojącym u progu katastrofy. Pośród tego nostalgicznego krajobrazu już chcielibyśmy się melancholijnie żegnać ze światem, który znów może być nie po-, a przedwojenny. Z rezygnacji mogą nas jednak obudzić nie tylko głosy szyderców („łodygi uginają się od ogórków”, pisała w odpowiedzi Rottenberg Kaja Puto), ale i wezwania tych, którzy nie chcą składać broni. To do nich kierowany jest manifest Ulrike Guérot.

Króciutki esej niemieckiej politolożki warto czytać razem z inną niedawną publikacją Krytyki Politycznej – książką Co to jest populizm? Jana-Wernera Müllera. Obie oddają stan współczesnego europejskiego ducha. Z jednej strony – poczucie wzbierającego kryzysu, z drugiej – tężejąca wściekłość na lata zaniedbań, bezradności i oddawania pola antyoświeceniowym siłom. Obie podejmują tę samą próbę: zbadania zjawisk, które w pewien sposób są nam dobrze znane, ale których nie chcieliśmy dotąd nazywać po imieniu ani tym bardziej wyciągać z nich wniosków. Terytorium, na które się zapuszczają, nie jest wdzięczne do intelektualnych rozważań. Wszyscy coś o nim wiedzą i coś przeczuwają, więc trudno być rzeczywiście nowatorskim. Trzeba raczej pobudki niż nowości ujęcia. Wyrazisty, czasem nawet zbyt upraszczający manifest może być lepszy od precyzyjnej analizy. Müller stawia sobie za cel zdefiniowanie populizmu, tak by wyrwać to pojęcie z medialno-politycznej młócki i na powrót uczynić przydatnym w publicznej debacie (jeśli ta jeszcze istnieje). Guérot natomiast usiłuje przywrócić do szerszego obiegu ideę wspólnej europejskiej demokracji i natchnąć odwagą wszystkich tych, którzy mogliby się do nowego projektu przyczynić.

Europejska wojna domowa to książka równie śmiała, co prosta.

Nie oszukujmy się: jeśli prawicowi populiści swą krytyką Europy trafiają w rzeczywisty słaby punkt, wskazując na to, że Europa nie jest ani odpowiednio ukonstytuowana, ani socjalna, to my możemy ich pokonać nie przez wykluczanie ich, lecz przez uczynienie Europy naprawdę demokratyczną i socjalną. Ograniczając się do samych odruchów obronnych, już niczego nie wskóramy. To na politycznym centrum ciąży obowiązek traktowania Europy serio. […] Europie największe szkody wyrządza hipokryzja narodowych elit politycznych, które ze względu na swe partyjno-polityczne wyrachowanie nie są gotowe płacić ceny za Europę [s. 109].

Punktem wyjścia dla Guérot jest stwierdzenie, że Europa znajduje się obecnie w stanie wojny domowej. Po jednej stronie stoją autorytarni nacjonaliści i zwolennicy twardych tożsamości, których poglądy zwykle zatrącają również znanym bukietem niemiłych zapachów – homofobii, patriarchalizmu oraz islamofobii, wypierającej (choć nie wszędzie) dawny antysemityzm. Po drugiej – zwolennicy i zwolenniczki (post)oświeceniowej tradycji, wolności i równości, otwartego oraz sprawiedliwego społeczeństwa. Pierwsi są w natarciu, drudzy – choć generalnie sprawują jeszcze hegemonię – są zagubieni; wypierają narastające problemy, stygmatyzują populistów i boją się podjąć z nimi walkę. Guérot wyciąga stąd oczywisty wniosek, że proeuropejskie siły powinny przejść do kontrnatarcia. Tym, co wyróżnia podejście autorki, jest deklarowana śmiałość wizji. Europejska wojna domowa to żarliwe wystąpienie w imię ostrożnie wycofanego do szuflady z napisem „utopia” europejskiego federalizmu. Żadnych kolejnych scenariuszy Junckera, twierdzi niemiecka politolożka. Europę ocalić może tylko gest radykalny: dopełnienie wspólnego rynku i wspólnej waluty przez europejską demokrację, a dokładniej – republikę europejską. Nie projektowaną w kolejnych międzyrządowych negocjacjach i tworzoną w oparciu o traktaty zawierane pomiędzy państwami, ale zbudowaną przez paneuropejską konstytuantę. Kryzysowa sytuacja, twierdzi Guérot, toruje drogę dla najambitniejszych rozwiązań i ich wymaga.

W tak ustawionej intelektualnej scenie prawicowy populizm jest nie tyle wrogiem, ile katalizatorem. Przeciwnikiem są tu przede wszystkim narodowe elity polityczne, które obstają przy konserwatywnych rozwiązaniach, uważając, że schowanie głowy w piasek wystarczy. Tymczasem to one, zdaniem Guérot, doprowadziły do obecnej fali europejskiego populizmu. Nie byłoby jej, gdyby nie kryzys strefy euro i zadłużenie krajów południa, wynikające nie z nadmiaru, a właśnie niedostatku integracji – poprzestania na wprowadzeniu wspólnej waluty bez unii budżetowej, podatkowej i socjalnej. Upaństwowienie długów banków, przy jednoczesnym umywaniu rąk od losów klas niższych, stanowiło dla niemieckiej politolożki rodzaj zdrady i złamania zasady odpowiedzialności. Teraz natomiast, gdy bezrobocie oraz prekaryzacja rynku pracy doprowadziły do wzrostu poparcia dla populistów, krajowe elity nie chcą z tego wyciągnąć odpowiednich wniosków. Usiłują przeczekać kryzys, zamiast odciąć paliwo dla rosnącej w siłę skrajnej prawicy, grającej socjalistycznymi obietnicami. Jeszcze bardziej osłabiają i tak nadwątloną Unię, choć to ona mogłaby pomóc w zwalczeniu społecznego rozwarstwienia.

Przy tych założeniach Guérot stara się wytyczyć nową „trzecią drogę”. Nie jest to już przebrzmiały synkretyzm à la Blair i Schröder, ale rzeczywisty skok naprzód. Chodzi mianowicie o odpowiedź na potrzeby, które eksploatuje prawicowy populizm, ale przy pomocy silnej integracji europejskiej. To nowa republika może zaoferować swoim mieszkańcom powszechne, europejskie obywatelstwo, ubezpieczenie od bezrobocia i dochód podstawowy. Bez niej Europa rozejdzie się w szwach, nie będąc ani wystarczająco narodowa, ani wystarczająco zintegrowana.

Książka Guérot – mimo trzeźwego spojrzenia – nie zawiera nowych propozycji. Jest raczej amalgamatem tego, co już znane – różnych wariantów europejskiego federalizmu, bardziej zresztą szkicowanych niż dopracowanych – z najzupełniej współczesnymi próbami odpowiedzi na prawicowy populizm oraz kryzys pracy. Ale też do nowości nie pretenduje, kładąc nacisk na to, że stare idee wymagają niezwłocznego odnowienia, jeśli mamy zapobiec katastrofie. W tym znaczeniu Europejska wojna domowa pragnie przełamać spiralę bezsilności i wezwać do odważenia się na to, co dla wielu było zbyt utopijnym marzeniem. Wśród krótkiego przeglądu źródeł paneuropejskich idei, dokonanego przez autorkę, niepokojąco wiele zostało opracowanych w latach trzydziestych XX wieku. W czasie marnym myśl potrafi wzlecieć wysoko i tym trudniej odnaleźć się jej na Ziemi.

Europejska wojna domowa ma wiele słabości, spośród których dość nieudolne powoływanie się na Agambena jest jedną z najmniejszych. Książka Guérot dowodzi, że lewicowe minimum zostało już przyswojone przez liberalizm, który gotów jest je wykorzystać dla własnych celów, ale w dość ślepy sposób. Autorka nie dostrzega bowiem, że Unia powstała głównie dzięki integracji gospodarczej, wyznaczającej dopiero drogę dla integracji politycznej. Postulat budowy republiki europejskiej wbrew interesom ekonomicznym najważniejszych rynkowych graczy wymagałby wielkiego katarktycznego przełomu, do którego być może jeszcze nie doszliśmy. Zarazem państwo narodowe uparcie trzyma się mocno i wbrew nadziejom Guérot jego mity zatruwają dusze w o wiele silniejszy sposób, niż mogłaby tego chcieć europejska solidarność. Przejście z poziomu państw narodowych na europejski nie udało się nawet w złotych ponoć latach dziewięćdziesiątych, więc jak miałoby się udać w czasach powszechnej słabości rozumu i wzbierającej fali tępej nikczemności?

Przy tych wszystkich wątpliwościach co do jednego można być pewnym: Europa tej wizji potrzebuje. Potrzebuje projektu wielkiego skoku naprzód, nawet jeśli po to, aby nie zrobić choć jednego kroku wstecz. Europejska wojna domowa – właśnie w całej jej prostocie – to jedna z kluczowych książek roku 2017. W trzeźwym rozrachunku nie mamy już wiele do stracenia. To moment, w którym oswobodzony rozum może iść za sercem.

 

Ulrike Guérot

Europejska wojna domowa

Przeł. Bartosz Nowacki

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017

Liczba stron: 128