snyder
RECENZJE | 14.12.2015

Wieki stanu wyjątkowego (Timothy Snyder „Czarna ziemia. Holocaust jako ostrzeżenie”)

W ciemne zwierciadło Zagłady zaglądano już z różnych pozycji: filozofii, socjologii, literatury, historii, myśli politycznej. Pytanie: „Jak to było możliwe?” dźwięczy echem drugiego, może jeszcze bardziej złowieszczego: „Czy takie ludobójstwo może się powtórzyć?”. Nowa książka Timothy’ego Snydera podejmuje się rozwikływania tej zagadki, która – mimo swojej najwyższej doniosłości i aktualności, a może właśnie przez to – ostatnio przestaje budzić zainteresowanie. Rezultat jest oryginalny i bez wątpienia zapisze się na dziejach myślenia o Szoah. Ale próba złożenia na powrót wszystkich warunków, które doprowadziły do Zagłady i wymyślenia mechanizmów, które zabezpieczyłyby przed jej powrotem – w tej czy innej postaci – to wyzwanie tyleż desperackie, co niemożliwe do zrealizowania. A przede wszystkim, teraz może nawet bardziej niż dawniej, wiodące do podszytego rozpaczą zwątpienia.

Nowe dzieło Timothy’ego Snydera – popularnego także w Polsce amerykańskiego historyka dwudziestego wieku – to kontynuacja jego dotychczasowego projektu rewizji rozpowszechnionych przekonań na temat okresu II wojny światowej i Zagłady. Wydana właśnie Czarna ziemia jest sequelem bestsellerowych Bloodlands.

Przypomnijmy: w tej wcześniejszej książce celem autora było pokazanie, że wyobrażenie o równorzędności  wschodniego i zachodniego teatru II wojny światowej jest z gruntu nieprawdziwe, a metonimiczne utożsamienie Zagłady z Auschwitz zupełnie zaniedbuje skalę ludobójstwa dokonywanego przez III Rzeszę na ziemiach okupowanego ZSRR. To, co działo się na wschodnich rubieżach nazistowskiego państwa i na wschód od jego granic, a więc właśnie na tytułowych „skrwawionych ziemiach”, dalece przerastało ziemie zachodnie liczbą ofiar cywilnych i wojskowych, bezwzględnością terroru, pogardą dla ludzkiego życia i zastanych stosunków społecznych, a wreszcie skalą i technikami masowych mordów. Autor, wyraźnie zafascynowany przedziwnym związaniem, które połączyło ostateczne bestialstwo z pewnym wyraźnie odgraniczonym obszarem geograficznym, dążył w Bloodlands do wydźwignięcia dziejów tych ziem spod ich własnej bezwładnej postpamięci i niewiedzy Zachodu.

Czarna ziemia – jak wskazuje sam tytuł – eksploruje fenomen terytorium sprzyjającego ludobójstwu i terrorowi. Jednak uwaga przesuwa się z całościowego ujęcia skutków wojny – począwszy od śmierci żołnierzy, poprzez ludobójstwo, a skończywszy na zbrodniach wojennych – ku samej Zagładzie. Tym razem Snyder, bazując na swoich dawniejszych ustaleniach, usiłuje wykroczyć poza wąski warsztat historyka i spojrzeć na Zagładę z szerszej, filozoficzno-dziejowej perspektywy. Rezultat jest o tyle ciekawy, że w zwięzłej i świetnie napisanej książce otrzymujemy kompendium historycznych danych mających przemawiać za tezą, że to nie siła, a słabość państwa narodowego stoi za masowym ludobójstwem. Problem jednak w tym, że Snyder wygłasza swoje twierdzenia z pewnością właściwą popularnemu anglosaskiemu pisarstwu historycznemu, choć brakuje mu spojrzenia filozofii politycznej. W rezultacie niektóre tezy książki wydają się z góry przykrojone do myśli, która przyświecała wyborowi materiału.

Myśl ta dotyczy związku między zniszczeniem państwa narodowego a możliwością realizacji masowego prześladowania i mordowania ludności, która zamieszkuje terytorium opuszczone przez dotychczasową władzę państwową. Mówiąc krótko: Snyder dąży do przełamania paradygmatu, który przyczyn Zagłady upatruje w zbyt mocnym, zbiurokratyzowanym, instrumentalnym i systematycznie działającym aparacie państwowym. Taki sposób myślenia o Szoah wywodzi się od Adorno i Horkheimera oraz – w różnych odmianach – funduje istotną część teoretycznych opracowań Zagłady (np. w książkach Raula Hilberga i Zygmunta Baumana). Snyder tymczasem proponuje spojrzenie odwrotne: zamiast skupiać się na potędze machiny państwowo-partyjno-wojennej III Rzeszy, a wyciągając z niej wnioski, orędować za możliwie słabym i wycofanym państwem, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ludobójstwo na największą skalę było możliwe tam, gdzie nazistowskie Niemcy zniszczyły całkowicie aparaty państwowe. Jego zdaniem państwo narodowe należy więc postrzegać w pierwszej kolejności jako zespół instytucji chroniących ludność, a szczególnie mniejszości, przed anarchiczną i chaotyczną władzą sięgającą po życie. Niezależnie od tego, w jak dużym stopniu przedwojenne państwa były – urzędowo i praktycznie – antysemickie, jak bardzo dyskryminowały i prześladowały mniejszości (Polska znajduje w tych rozważaniach ważne miejsce), stanowiły według Snydera mniejsze zło, które zapewniało Żydom mniejszą lub większą ochronę. Zniszczenie tych państw w toku specyficznej wojny – wojny przeciw ludności i strukturom państwowym – uczyniło z ich terytoriów tytułową „czarną ziemię”. Był to obszar, na którym zbrodni można było dokonywać bez większych problemów, z dala od światowej i niemieckiej opinii publicznej, a nawet wykorzystywać do tego celu resztki podporządkowanych nowej władzy struktur państwowych. Na takim terenie obywatelstwo przestawało istnieć lub mieć jakiekolwiek znaczenie – a zabicie człowieka nie było w ogóle widoczne. Wschód Europy stał się czarną dziurą, w której nie obowiązywało już prawo, zapanował permanentny stan wyjątkowy, pozwalający doraźnie wykonywać mordercze plany.

By udowodnić swoją tezę, Snyder wychodzi od specyficznego dla nazizmu, a przede wszystkim jego wodza, traktowania państwa – nie jako zastanej i trwałej instytucji, a narzędzia w dziele planetarnej wojny rasowej. Podążając w istocie śladami Hanny Arendt, autor Czarnej ziemi rekonstruuje charakterystyczny dla III Rzeszy apaństwowy tryb działania – traktowanie spraw zagranicznych jako w rzeczywistości wewnętrznych, widzianych z perspektywy zmagania ras, dla których państwa są tymczasowymi instrumentami. Niewątpliwie Snyderowi udało się powiązać rozwój tego światopoglądu z kolejnymi działaniami nazistów, a ściślej: z kolejnymi aktami niszczenia państw, wytwarzania przestrzeni bezprawia oraz realizowania w niej ludobójstwa, będącego dla III Rzeszy działaniem wojennym jeszcze istotniejszym od wygrywania bitew. Suchy rachunek Czarnej ziemi wydaje się jednoznaczny – tam gdzie państwa narodowe ocalały i pozostały w miarę niezależne od kontrolujących je nazistowskich władz, Żydom udawało się przeżyć łatwiej niż na obszarach, w których po państwie nie pozostał niemal żaden ślad, jak na okupowanych obszarach ZSRR.

Jednakże Czarna ziemia – mimo całej swojej oryginalności – w wielu miejscach wydaje się tekstem zbyt prostym. Wbrew retorycznemu udrapowaniu, przytaczane przez Snydera statystyki nie przemawiają jednoznacznie za apologią państwa narodowego jako instytucji chroniącej przed zapędami ludobójczej władzy. Autor nie docenia faktu, że naziści doszli do władzy właśnie w państwie narodowym, używając szowinistycznej logiki do zdobycia poparcia mas, a następnie skorzystali z aparatu państwowego w celu przeprowadzenia bezprecedensowego masowego ludobójstwa. Nie ulega wątpliwości, że III Rzesza była państwem stanu wyjątkowego (jak skądinąd zatytułował swoją klasyczną książkę Franciszek Ryszka), jednak Snyder zakłada, że w istocie stanowiła wyjątek od normalnego funkcjonowania państwa. Na tym tle da się nazistowskie Niemcy przedstawić jako ponadpaństwowego demona, który dąży do zniszczenia „normalnych” państw narodowych. Tymczasem podstawowe pytanie, z którym Czarna ziemia powinna się zmierzyć, a tego nie robi, brzmi następująco: czy stan wyjątkowy, którego ucieleśnieniem była III Rzesza, nie jest właściwością samego państwa narodowego, ukrytą w jego mechanizmach? Czy rzeczywiście chodzi tu o wyjątek od normalnego działania państwa, a nie wyjątek w ramach państwa? Stworzenie pozaprawnej przestrzeni w Europie Wschodniej rzeczywiście umożliwiło Zagładę. Jednak dokonała jej – w pustce stanu wyjątkowego – właśnie władza państwowa, wykorzystując zawieszenie obowiązującego prawa.

Książka Snydera nie będzie dziełem ważnym dla filozofii politycznej. W miejsce rozważenia paradoksów władzy i prawa właściwych państwu narodowemu operuje dość uproszczoną wizją antypaństwowych Niemiec dążących do ludobójstwa – oraz suwerennych, chroniących swą ludność „właściwych” państw narodowych. Mimo to Czarna ziemia jest – poniekąd wbrew autorowi – świetnym studium nowoczesnego stanu wyjątkowego. Zjawiska, którego powrót czyha już na kolejne współczesne państwa, otwierając drogę do nowych zbrodni. Snyder nie ukrywa, że wszystkie czynniki, które doprowadziły do powstania nazistowskiego reżimu, jak najbardziej mogą złożyć się w całość kolejny raz.

W tym sensie Czarna ziemia jest kroniką zaprogramowanej – i nigdy definitywnie nieudaremnionej – katastrofy, lekturą na ciemniejące coraz bardziej czasy.

 

Timothy Snyder

Czarna ziemia. Holocaust jako ostrzeżenie

tłum. Bartłomiej Pietrzyk

Znak Horyzont, 2015

Liczba stron: 589