12opowiescizydowskich
RECENZJE | 20.01.2014

„Wiedziałem, że jesteśmy Żydami. Czułem, że to jest coś dziwnego” – 12 opowieści żydowskich Anki Grupińskiej

Bohaterów zebranych w książce Anki Grupińskiej fragmentów historii łączą białe plamy, luki w pamięci, za które odpowiadają wojna i mijający czas, chociaż o niektórych wydarzeniach i sprawach opowiadający zapominali samoistnie. Bo po co pamiętać czas zakazany, światy, które nie wrócą, dla których nie ma już miejsca w nowej rzeczywistości wybrukowanej macewami?

Swoimi historiami nie dzielili się ani z dziećmi, ani z wnukami. Jedni woleli nie przyznawać się do swojego żydowskiego pochodzenia, ochrzcili swoje dzieci, aby się nie wyróżniały. Inni – przez sentyment, przyzwyczajenie albo chcąc zatrzymać to, co dobre, ze świata, którego już nie ma – podtrzymywali tradycję, bo tak robiła matka, tak uczył ich ojciec. Robili to w tajemnicy przed sąsiadami, stale się ukrywając. Często nie wiedzieli, że sąsiad mieszkający kilka pięter niżej też jest żydowskiego pochodzenia – jak było w przypadku zamieszkujących w jednym bloku Alfreda Borowicza (Horowitza) i Juliana Grena, którzy codziennie mijali się w windzie.

12 opowieści żydowskich to książka powstała na podstawie dwóch wieloletnich projektów historii mówionej, realizowanych przez Fundację Centropa w Wiedniu (Świadek żydowskiego stulecia) oraz Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie (Zapisywanie świata żydowskiego w Polsce). Z około 200 historii Anka Grupińska włożyła między okładki dwanaście zapisów losów polskich Żydów, którzy przeżyli Zagładę w kraju lub na Wschodzie i po wojnie pozostali w Polsce. Jak pisze autorka we wstępie – Te polskie opowieści żydowskie są ciągle jak opowieści afrykańskie: inne, obce, nie nasze. Obce i nieznane w pełni pozostaje to, co przed Zagładą i po niej. 12 opowieści żydowskich to przede wszystkim opowieści nie o komorach gazowych, łapankach i obozach, ale o tym, o czym wciąż wiemy niewiele – o życiu polskich Żydów przed II i I wojną światową. Książka Anki Grupińskiej pokazuje, że twierdzenie: im więcej wiesz o Zagładzie, tym więcej wiesz o Żydach jest błędne, zaś archeologizowanie w pamięci rozmówców nie ma na celu wydobycia jedynej słusznej prawdy, której objawienia – na podstawie szczątkowych opowieści – niektórzy mogą oczekiwać. Między Pamiętam, że… przewijają się niepewność, wątpliwość, pustka, białe przepaście, wobec których bohaterowie opowieści pozostają bezsilni: Nie wiem, czy moi dziadkowie znali żydowski; Z tego, co słyszałem…; O ile wiem…; Mam wątpliwości co do dokładnej daty, bo w obozie nie mieliśmy żadnego rozeznania w czasie. Wiedzieliśmy tylko, czy jest zima, czy wiosna; Pamiętam tylko babcię. Mamę mojego taty. Miriam; Kiedy ja ostatni raz widziałem się z mamą?; Ale po wojnie pytałem, szukałem […]. Nic!; Gdzie ja byłam, kiedy mnie nie było? O rodzinie ojca mogę powiedzieć mało. Wspomnienia bohaterów są obarczone błędem i niepewnością, które w tym przypadku są dozwolone, a docieranie do przeszłości staje się synonimem poszukiwania czy odsłaniana skrywanej – szczególnie po 1945 roku – tożsamości. Jednym z najważniejszych założeń książki pozostaje to, że nie mamy tu do czynienia z dwunastoma historiami przepełnionymi datami, faktami, adresami, godzinami czy nazwami, ale ze snutą w indywidualnym tempie opowieścią – z odpowiednią dla opowiadającego składnią, słownictwem, kolejnością i ważnością wspomnień i zdarzeń, z przywoływaniem kolorów, zapachów, emocji, relacji, jakie łączyły rozmówców z ich najbliższymi.

Bohaterów jednoczy poczucie straty, to, że są Żydami, to, że przeżyli Zagładę i zostali w kraju. Łączy ich również problem, z którym borykali się przez cały okres powojenny – czy mówić o historii swojej rodziny, czy opowiedzieć o swoim żydostwie (chociaż: Miałam wygląd nieżydowski; Tak jak mama, ja też nie miałam żydowskiej urody), czy przekazywać tę opowieść wnukom i dzieciom. Każda relacja żydowskości z polskością i polskości z żydowskością, objawiająca się nie wprost na kolejnych stronach książki, jest inna, w odpowiedni sobie sposób skomplikowana i niedopowiedziana. Bohaterowie są trochę stąd, trochę stamtąd, które już nie istnieje. Jak jestem między Żydami nie z Polski, to się czuję bardzo polska, natomiast jak jestem między Polakami, to się czuję bardzo żydowska. Nie jest w tych opowieściach najważniejsze definiowanie siebie, modelowanie pozagładowej tożsamości, ale próba rekonstrukcji przedwojennych światów polskich Żydów – które nigdy, mimo starań, nie ułożą się w uniwersum kompletne, znane i zrozumiałe.

W opowieściach ze zbioru zawarte jest również i to, co dzieli – poczynając od środowisk, z jakich pochodzą rozmówcy, przez miejsca zamieszkania i narodowości, obok których przyszło im żyć (Ukraińcy, Niemcy, Rosjanie), status społeczny, możliwości finansowe. Obok rodzin, które nie mogły pozwolić sobie na opłacenie gimnazjum dla córek, pojawiają się i bohaterowie doskonale wykształceni, ze zdaną maturą, studiami. Obok rodzin ortodoksyjnych, tradycyjnych, są i zasymilowane, w których domach mówiło się już tylko po polsku. Ultraortodoksja, z jaką potomkowie żydowskich rodzin mieli styczność, nie zachowała się w żadnym przypadku w pełnym kształcie. W historiach bohaterów książki Anki Grupińskiej epizodycznie, na marginesie właściwych historii polskich Żydów, pojawiają się: Janusz Korczak, Adolf Rudnicki, Bruno Schulz i Tadeusz Borowski.

Każda opowieść podzielona jest na trzy części: część przedwojenną, zagładową / wojenną i powojenną / PRL-owską. Historiom towarzyszą zdjęcia z prywatnych archiwów rozmówców, dające pełniejszy obraz przeszłości, zdjęcia cudem zachowane do dziś, przewożone, nieraz ukrywane pod chustką ściśniętą na głowie. Najbardziej rozbudowaną częścią każdej opowieści jest ta przedwojenna, sięgająca czasów dziadków rozmówców. Jakkolwiek każda relacja nabiera swojego tempa, w tle składni, barwnego słownictwa i języka pobrzmiewa jidysz – dopełniając historię. Przedzagładowe światy polskich Żydów łączą obrazy, smaki, zapachy, zapamiętane zwyczaje. Bohaterowie żydowskich opowieści namiętnie czytali Sienkiewicza – Quo vadis albo Trylogię – wspominają swoich ortodoksyjnych dziadków, wizyty w synagodze, uroczyste sobotnie kolacje, wino rodzynkowe na Pesach, święto Jom Kippur, gromadzone przez babcie winogrona, ananasy i orzechy na Purym czy humentasze – ciastka z makiem i rodzynkami albo – greger – grzechotki. Gizela Fudem rozmowę, w której przywoływała czasy swojego dzieciństwa, okres szkolny, wspominała dziadków, rodziców, życie codzienne, święta, koleżanki i kolegów, zakończyła słowami: Pierwszy raz mogłam opowiedzieć całą historię mojego życia, z czego bardzo się cieszę. Dziękuję.

Nie ma w zebranych przez Ankę Grupińską opowieściach nachalnego patosu ani przebijającej się z każdego słowa Zagłady. Są przede wszystkim wspomnienia codziennego życia, układające się w części pewnej niemożliwej do odzyskania całości, w której Felicja, Romek, Maurycy, Sabina, Jakub, Maks, Marek i Mietek to tak naprawdę: Fajga, Abraham, Mojżesz, Salomea, Jankiel, Majlech, Mordche i Mordechaj.

 

Anka Grupińska

12 opowieści żydowskich

Wydawnictwo Czarne, 2013

Liczba stron: 272