agatha christie
ARTYKUŁY, RECENZJE | 27.11.2017

Whodunit: Celebrity Edition („Morderstwo w Orient Ekspresie” i kinowe adaptacje prozy Agathy Christie)

Twórczość Agathy Christie, najjaśniejszej pisarskiej gwiazdy kryminałów z gatunku whodunit (od ang. Who [has] done it?, Who did it?Kto to zrobił?), wbrew pozorom nie przełożyła się na wiele udanych adaptacji kinowych. Znacznie obfitszy i wielowymiarowy jest dorobek telewizyjny, gdzie schemat książek sprawdzał się dużo lepiej. Ale Hollywood też dokonało kilku ciekawych podejść. Najbardziej popularne były te, które łączyły odtworzone z rozmachem lata 30. i kłębowisko gwiazd w obsadzie. Morderstwo w Orient Ekspresie, w reżyserii i z główną rolą Kennetha Branagha, jest pierwszą od prawie trzydziestu lat wysokobudżetową ekranizacją Christie, która odwołuje się do tego właśnie modelu.

Trudno o bardziej powszednią w popkulturze intrygę niż tą polegającą na morderstwie, które zostaje popełnione w bogatym domostwie, a sprawcą jest ktoś z gości lub służby. Towarzystwo jest na domiar złego odcięte od cywilizacji, a wśród zgromadzonych znajduje się genialny umysł, który – jeden po drugim – wyklucza podejrzanych, aż do ujęcia sprawcy. Ten wyrosły głównie z twórczości Christie motyw, bardzo płodnie przeniósł się (nie zawsze w formie bezpośredniej adaptacji) na grunt kina. Posiadał bowiem dwa bardzo korzystne aspekty: odwoływał się do świata wyższych sfer, które w przedwojennym kinie były najczęściej portretowanym środowiskiem, a akcja rozgrywała się w jednej lokacji, co znacznie obniżało koszty produkcji.

Pierwszą produkcją tego typu, do której wciąż powraca się z sentymentem, jest A potem nie było już nikogo (And Then There Were None) nakręcona w 1945 roku przez René Claira, mistrza francuskich komedii z początku lat 30., który przed wojną wyemigrował do USA. Ta adaptacja Dziesięciu małych Murzynków, jednej z najpopularniejszych książek Christie, przedstawiała siedem obcych sobie osób, które trafiają do starego domostwa na samotnej wyspie. Towarzyszy im jedynie świeżo przyjęty asystent nieobecnego gospodarza i dwie osoby ze służby. Nikt nie wie przez kogo i dlaczego został zaproszony. Gdy rozpoczyna się seria morderstw, staje się jasne, że sprawcą kieruje żądza zemsty. W toku akcji poznajemy motywy i przeszłość wszystkich bohaterów. Film wygrywa przede wszystkim mistrzowskim balansem pomiędzy bardzo ponurą intrygą a ironią samej sytuacji. Clair, przedstawiając historię z charakterystycznym sobie dystansem, nigdy nie przekracza granic komedii, stwarzając rozrywkowe widowisko, które do dziś intryguje.

A potem nie było już nikogo najdobitniej skodyfikowało schemat opowieści, który z powodzeniem przejęła telewizja. Tylko do 1959 roku powstały trzy kolejne telewizyjne adaptacje Dziesięciu małych Murzynków, a na przestrzeni lat wyprodukowano w sumie kilkadziesiąt bardziej lub mniej wiernych wersji kinowych i telewizyjnych. Warto z nich wyróżnić przede wszystkim film Ten Little Indians George’a Pollocka z 1965 roku oraz miniserial BBC And Then There Were None powstały w 2015 roku. Jednak to produkcja René Claira sprzed siedmiu dekad wydaje się najlepsza. Seth MacFarlane nawiązał do niej w specjalnym godzinnym odcinku serialu Family Guy zatytułowanym And Then There Were Fewer (2010), gdzie w autorski sposób oddał hołd stworzonemu przez Claira klimatowi.

W 1957 roku powstała kolejna głośna adaptacja Christie. Świadek oskarżenia (Witness for the Prosecution) nie wpisuje się jednak w schemat zapoczątkowany w A potem nie było już nikogo. Zekranizowany przez Billy’ego Wildera kryminał, skupia się na relacji żony domniemanego sprawcy zabójstwa z prawnikiem, który ma go bronić w sądzie. Wilder, jeden z najwybitniejszych scenarzystów Hollywoodu, połączył pełną zwrotów i retrospekcji intrygę z tzw. character movies, gdzie błyszczały aktorskie osobowości Marleny Dietrich i Charlesa Laughtona. Szczególnie Dietrich umiejętnie wykorzystała szansę na stworzenie jednej ze swych ostatnich wielkich kreacji. Stosując zabiegi charakteryzatorskie i kostiumowe oraz bezbłędnie skonstruowaną postać famme fatale o wielu obliczach, udowodniła po raz kolejny swoją aktorską wirtuozerię. Film dostał szereg nominacji do Oscara i zapisał się w historii jako jeden z najlepszych kryminałów.

W latach 60. wielokrotnie podejmowano się ekranizacji prozy autorki Pułapki na myszy. Oprócz wspomnianego już Ten Little Indians (1965) i serii filmów z Margareth Rutherford jako Panną Marple (Murder She Said z 1961, Murder at the Gallop z 1963, Murder Most Foul i Murder Ahoy z 1964), były to przedsięwzięcia w większości nieudane. Przeciętnemu widzowi oferowano w tym czasie szereg telewizyjnych seriali kryminalnych, które każdego tygodnia karmiły nowymi zagadkami. Było to również pokłosie sukcesów dzieł Alfreda Hitchcocka, który co ciekawe nigdy nie sięgnął po fabuły Christie, uważając je za zbyt schematyczne dla swoich produkcji. Po kolejnych porażkach twórcy kinowi musieli znaleźć nowy sposób na pisarkę. Przełom nastąpił dopiero w latach 70., kiedy to w kontrkulturowych okolicznościach nieśmiało budził się sentyment za kostiumem minionych epok.

Już sam tytuł: Morderstwo w Orient Expressie (Murder on the Orient Express, 1974) poprzedzony nazwiskiem Christie oraz plakat z listą nazwisk najpopularniejszych wówczas aktorów, zwiastowały sukces. Ingrid Bergman, Lauren Bacall, Sean Connery (tuż po rozstaniu z rolą Jamesa Bonda), Michael York, Jacqueline Bisset czy kilkanaście innych wielkich nazwisk (w sumie dziewięcioro nagrodzonych lub nominowanych w tym czasie do Oscara aktorów) w jednym filmie to był ewenement! Fabuła tej nigdy wcześniej nie ekranizowanej książki wracała do dobrze znanego schematu: kilkunastu przedstawicieli elity stłoczonych w jednym miejscu, a wśród nich morderca. Jedyna zmiana dotyczyła miejsca akcji. Tym razem był to luksusowy pociąg, który kursował na trasie Stambuł–Calais. Odtworzone z rozmachem i detalami wnętrza, wspaniałe kostiumy oraz gwiazdy nawet w drugim planie sprawiały, że widz miał do czynienia z dobrami pierwszego sortu. Był to też jeden z pierwszych kinowych filmów, w którym pojawia się postać Herculesa Poirot (nominowany do Oscara Albert Finney), później bezspornie zawłaszczona przez Davida Sucheta w serii telewizyjnej. Film Sidneya Lumeta okazał się wielkim sukcesem. Część krytyków wskazywała, że blichtr nieco przysłania samą zagadkę, ale należy się zgodzić, że w efekcie powstała ekscytująca widokówka wyższych sfer lat 30., na której morderstwo sprowadza się do rozrywki przy popołudniowej herbacie. Czyż nie taka jest właśnie geneza kryminałów Christie?

Idąc za ciosem powtórzono formułę Morderstwa… ekranizując w 1978 roku Śmierć na Nilu (Death on the Nile). W obsadzie znaleźli się m.in. Bette Davis, Mia Farrow, David Niven, czy Maggie Smith, a w roli Poirot tym razem wystąpił dwukrotny laureat Oscara, Peter Ustinov. Podobnie jak w filmie Lumeta, intryga również miała miejsce podczas podróży (rejs po Nilu), a epokę lat 30. odtworzono z rozmachem (Oscar za kostiumy). Sama historia jednak powielała koncept z powieści Christie i rozwiązanie nie było już tak odkrywcze. Niemniej film swoje zarobił, a Ustinov powrócił jako Poirot w 1982 roku, za sprawą filmu Zło czai się wszędzie (Evil Under the Sun). Mimo że w obsadzie tej produkcji dziejącej się w tropikalnym kurorcie znaleźli się James Mason, Roddy McDowall, czy ponownie Maggie Smith, widać, że seria z Poirot powoli przejmowała utarte schematy.

Kolejne trzy filmy z Ustinovem (Thirteen at Dinner z 1985, Dead Man’s Folly i Murder in Three Acts z 1986) były produkcjami telewizyjnymi o znacznie mniejszym budżecie. W  1988 roku nakręcono jeszcze jedną kinową adaptację, która okazała się ostatnią. W Rendez-vous ze śmiercią (Appointment with Death) wystąpili Lauren Bacall, Carrie Fisher, John Gielgud i – podobnie jak w Śmierci na Nilu – rzecz działa się w Egipcie. Mimo że nie wyróżnia się szczególnie w serii, to stanowi sprawnie zrealizowaną ekranizację, w której Ustinov z klasą żegna się z postacią Poirot.

W latach 80. oprócz Poirot próbowano również wskrzesić postać Panny Marple za sprawą filmu Pękniętego zwierciadła (The Mirror Crack’d, 1980). Angela Lansbury dostała rolę domorosłej pani detektyw, a na plakacie lśniły już nieco przygasłe, ale nadal rozpoznawalne gwiazdy Elizabeth Taylor, Rocka Hudsona, Tony Curtisa czy Kim Novak. Film okazał się na tyle słaby, że Panna Marple nie powróciła więcej w takiej wersji, ale sama Lansbury trafiła do telewizji i przez ponad dekadę z powodzeniem grała podobną postać w serialu Murder, She Wrote (1984-1996).

Ekranizacjom książek Christie towarzyszyły ich parodie, które o dziwo też przyciągały wielkie nazwiska. W filmie Zabity na śmierć (Murder by Death, 1976) pojawili się m.in. Alec Guinness, David Niven, Peter Falk i Maggie Smith. Naśladując schemat znany z A potem nie było już nikogo, Neil Simon stworzył intrygę, w której grupa światowej sławy detektywów trafiła do posiadłości ekscentrycznego milionera (w tej roli po raz pierwszy na ekranie Truman Capote) z zadaniem rozwikłania zagadki morderstwa. Zwycięzca miał otrzymać tytuł najlepszego detektywa na świecie. Dwa lata później pojawił się natomiast film o wszystko mówiącym tytule Kto wykańcza najlepszych europejskich kucharzy? (Who Is Killing the Great Chefs of Europe?), a w 1985 roku, również powielająca schemat morderstwa w wielkiej rezydencji, farsa pod tytułem Trop (Clue), ze świetnymi rolami Tima Curry, Madeline Kahn i Eileen Brennan.

Lata 90. nie przyniosły żadnej istotnej adaptacji Christie, tak jak i pierwsza dekada XXI wieku, jeżeli nie liczyć filmu Gosford Park (2001) Roberta Altmana. Amerykański mistrz społecznej stary posłużył się motywem zagadek a la Agatha Christie, aby opowiedzieć o stosunkach społecznych w Anglii lat 30. XX wieku. Sposób skonstruowania zagadki kryminalnej rzeczywiście przywodzi na myśl którąś z powieści Christie (Oscar za scenariusz dla Juliana Fellowesa, późniejszego twórcy serialu Downton Abbey), zamiarem reżysera jednak było ukazanie portretu społeczeństwa podzielonego na panów i sługi, gdzie indywidualny ludzki dramat nie ma znaczenia. Motyw zagadki pozostaje tutaj jedynie kostiumem.

Przez ostatnie dekady kinowe adaptacje Christie były w zdecydowanym zaniku. Twórcy nie mają pomysłu na ogranie schematu, który jest dobrze znany widzom. Nie pojawiają się też dzieła pokroju takich artystów jak Wilder czy Altman, którzy umieliby fabuły Christie wtopić w swoje strategie narracyjne. Najnowszy film Kennetha Branagha, który w polskich kinach wyświetlany jest od 24 listopada, zdaje się nic nie zmieniać w tej kwestii. Mimo obecności Johnny’ego Deppa, Michelle Pfeiffer, Judi Dench, czy Penelope Cruz oraz inscenizacyjnego rozmachu, pierwsze recenzje wskazują, że film poprzestaje jedynie na kopiowaniu tradycji poprzednich adaptacji. Forma zdaje się być wyczerpana i powraca jedynie jako wspomnienie. Być może należy z tego wyciągnąć wniosek, iż twórczość Agathy Christie najlepiej sprawdza się w bezpośrednim kontakcie.