amis
RECENZJE | 02.11.2015

Werter w obozie śmierci (Martin Amis „Strefa interesów”)

Gdy Martin Amis jako mały chłopiec odwiedził obóz koncentracyjny, w pewnym momencie sparaliżował go ogromny niepokój, mimo że przyszły pisarz nie był jeszcze w stanie zrozumieć, czym jest miejsce, w którym się znalazł. Podobno jego matka, widząc co się dzieje, postanowiła go uspokoić w osobliwy sposób: Nie bój się, masz niebieskie oczy, blond włosy i jesteś ładnym chłopcem. Hitler by cię kochał. Chłopiec się nie uspokoił.

Ten niepokój, wywołany kontaktem z ruinami nazistowskiej kultury śmierci, musiał zakorzenić się w Amisie bardzo głęboko, skoro brytyjski pisarz wydał po dłuższej przerwie już drugą książkę, w której powraca do tematu obozów koncentracyjnych, czyli Strefę interesów. Jak stwierdził podczas wrześniowego spotkania z czytelnikami w Krakowie, jest to bardziej realistyczna odsłona jego zmagań z zagadnieniem rzeczywistości Auschwitz. Poprzednia, Strzałka czasu, była fantazją odwracającą upływ obozowego czasu. Autor opisywał w niej, jak więźniowie wychodzili z komór gazowych, ubierali się, wsiadali do wagonów i wracali do swoich domów. W najnowszej książce Amisa brak równie optymistycznego zakończenia.

Strefa interesów przynajmniej pozornie chce pozostawać bliżej historii, wspierając się na obozowym sztafażu i prezentując fikcyjną fabułę – opowieść o romansie oficera SS, Golo Thomsena, i Hanny Doll, żony komendanta obozu – Paula Dolla. W trójkąt tej intrygi „wdziera się” historia Żyda Szmula, dowódcy Sonderkommando, który jest jednym z równorzędnych narratorów powieści, obok wspomnianych wcześniej dwóch męskich postaci.

Między ich głosami wytwarza się interesujące napięcie, prowokując czytelnika i dając Strefie interesów duży potencjał problematyczności. Powieść rozpoczyna się opisem obozowego świata. Thomsen ujmuje go z jednej strony przez świetlany filtr zakochania (oczywiście w werterowskiej stylistyce: Coś się wydarzyło od pierwszego wejrzenia. Błyskawica grom, ulewa, słońce, tęcza – meteorologia od pierwszego wejrzenia.), a z drugiej poprzez różne, mniej wzniosłe interesy. Jego opowieść koncentruje się na blaskach i cieniach romansu, na strachu przed zdemaskowaniem, rozterkach „zawodowych” (czy warto jeszcze walczyć za Niemcy? jak zabezpieczyć w obozie interesy IG Farben, dla którego pracuje oficer?) i rodzinnych. Doll to psychotyczne skrzydło powieści – jego narracja pokazuje okrucieństwo, nieprzewidywalność „wściekłych rytmów KL”, buchalterskie podejście do procesu przetwarzania „projektów” kreślonych przez jego przełożonych i nieludzkość nazistowskich katów, którą podsumowuje zdanie Dolla: „Muszę na zawsze zlikwidować pewną strefę w swoim mózgu”.

Perspektywa Szmula wydaje się najciekawsza i najbardziej problematyczna – pokazuje człowieka, który w świecie pozostającym całkowicie poza jego kontrolą chwyta się wszelkich pozorów wpływu na los swój i swoich bliskich. Chociaż codziennie prowadzi ludzi na rzeź, woli podkreślać małe, wywrotowe akty, które w jego oczach uzasadniają ten kompromis pozwalający mu zachować życie. Z drugiej strony jego historia budzi współczucie – Żyd tęskni za ukochaną Szulamit, ukrywającą się w Łodzi (jak ma nadzieję Szmul, bezpiecznie), a jego współdziałanie z nazistami jest dla niego niemożliwym do opisania ciężarem. Z czasem dowódca „milczących chłopców” staje się coraz istotniejszym elementem intrygi romansowej, a czytelnik przekonuje się, jak beznadziejna i upodlająca może być walka o przeżycie.

To napięcie wytwarzane przez trojaką, zróżnicowaną perspektywę oraz sąsiedztwo romansu i przemysłu śmierci staje się główną osią lektury Strefy interesów. I przy całej doniosłości tematu Zagłady, dramatyzm wytwarzany przez tarcia między tak odmiennymi podejściami to chyba szczyt tego, co udało się osiągnąć Amisowi w tej powieści. W każdym razie żaden z wątków, żadna ze scen czy postaci nie prowadzi w rejony, których nie dotknęła już literatura czy inne media poruszające temat obozów koncentracyjnych. Nawet sam romans, eksponowany jako zarzewie kontrowersji wokół książki, zaskakująco słabo ukonkretnia się w opowieści i przez to ginie jego „dziwność” na tle tanatycznego krajobrazu. Dlatego trudno nie spojrzeć na Strefę interesów jak na opowieść niewątpliwie nacechowaną charakterystycznym stylem mistrza „literatury nieprzyjemności” (jak krytycy określają nurt reprezentowany przez Amisa), ale jednak niewnoszącą zbyt wiele do kulturowego doświadczenia. Raczej potwierdzają się w niej dość znane kierunki poszukiwań – „niewytłumaczalność” nazizmu, wyparcie albo automatyzm jako strategie radzenia sobie z obozem, przyjmowane przez ofiary i katów, czy banalność zła wymagającego nie tylko sadyzmu, ale także żyłki skrupulatnego subiekta.

Na tym tle bardziej wyraziste stają się inne braki. Od razu rzuca się w oczy zasadnicza nieobecność bardziej charakterystycznego głosu kobiecego. Chociaż Hanna Doll jest niekiedy cytowana przez narratorów, to w kontekście całej powieści okazuje się raczej katalizatorem męskich namiętności i, jak sugerowałoby nazwisko w wersji angielskiej, „lalką” (która pod koniec historii staje się zdecydowanie bardziej samodzielna). I nie chodzi tutaj o parytetowe podejście do bohaterów literackich, ale o straconą szansę włączenia do opowieści mniej oczywistego elementu.

Osobną kwestią pozostaje język. Mimo rozbicia głosu narratora na trzy perspektywy, tutaj również nie została odpowiednio wykorzystana heterogeniczność postaci. I być może nie jest to tak rażąca kwestia, gdy chodzi o różnicę między Thomsenem a Dollem, ale gdy Amis każe przemawiać Szmulowi w horacjańskich rejestrach, kreacja literacka staje się już z pewnością zbyt widoczna. Jeśli zaś jest coś, co przemawia na korzyść tej książki, to większa wrażliwość na różnicę i złożoność doświadczeń, również językowych, zradykalizowaną w obozach koncentracyjnych do granic możliwości.

Spojrzenie Amisa na realia Zagłady to spojrzenie z dystansu, skutecznie zamazując literacką osobność, do której zdolny jest autor Ciężarnej wdowy. W Krakowie swoją twórczość powieściową nazwał Dziwnymi pocztówkami od nieświadomości – w Strefie interesów jest to pocztówka przedstawiająca obraz niepokojący (nie można całkowicie odmówić tej historii refleksyjnego potencjału), zaś z drugiej strony utwierdzający w ustalonym sposobie opowiadania o obozach koncentracyjnych. Nawet jeśli miało tu miejsce jakieś istotne przemieszczenie (na czele z wyborem romansu jako osi intrygi), to pozostaje wrażenie, że historia zbyt łatwo wkomponowuje się w zastany krajobraz tekstów o II wojnie światowej. Być może prywatna potrzeba lub obowiązek zabrania głosu w sprawie Auschwitz zdominowały ten pisarski projekt – w każdym razie koszt poniosła literatura, rozumiana jako miejsce odpowiednie (mimo konieczności porażki) do konfrontacji z najtrudniejszą pamięcią.

 

Przeł. Katarzyna Karłowska

Dom Wydawniczy Rebis

Poznań 2015

Liczba stron: 414

Michał Koza

Michał Koza

(ur. 1987) – redaktor internetowego czasopisma naukowego „Polisemia”. Doktorant polonistyki na UJ, gdzie im dalej w teorię, tym jest mu lepiej. Lubi oglądać to, co niepokoi albo nie jest zbyt poważne, słucha rzeczy przewiercających, często dryfuje w nerdowe strony. Najczęściej i tak czyta. Siewcoentuzjasta memów, batmanów i Twin Peaks.