• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 30.07.2018
Wehikuł czasu – to byłby cud („Misja w czasie”, „Zdarzyło się jutro”)
Artykuły | 30.07.2018

Wehikuł czasu – to byłby cud („Misja w czasie”, „Zdarzyło się jutro”)

Na przełomie wieku XX zmienił się dominujący sposób opowiadania o podróżach w czasie. Czy zatem dwa seriale z końca lat 90. mogą nam jeszcze przekazać coś wartościowego?

W historiach o podróżach w czasie często pojawia się motyw obawy przed zmianą historii lub niemożności dokonania takiej zmiany. Twórcy chętnie powołują się na koncepcje takie jak paradoks dziadka czy efekt motyla, demonstrujące, jak chaotyczne, nieprzewidywalne i daleko sięgające zmiany mogłoby wywołać wpływanie na przeszłość. Jeśli bohaterowie już cofną się w czasie, często okazuje się, że podróż ta od samego początku wpisana była w bieg wydarzeń. Tak dzieje się choćby w Harrym Potterze i więźniu AzkabanuInterstellar Christophera Nolana czy Zagubionych. Głośna ekranizacja opowiadania Teda Chianga, Nowy początek, rozciągnęła tę wizję historii nawet na przyszłość: główna bohaterka wie, jak potoczy się jej życie i jakie tragedie się w nim wydarzą, ale tego nie zmienia.

Jak wskazuje krytyczka Elizabeth Sandifer, analizując koncepcję „stałych punktów w czasie” w Doctor Who, wizja historii, której nie wolno zmieniać, jest z samej swojej natury konserwatywna i sprzyja utrzymaniu status quo. Zdaje się mówić, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a wszystkie tragedie i cierpienia, które doprowadziły nas do tego punktu, były konieczne i powinny zostać zachowane, nawet gdybyśmy mieli możliwość je zmienić (najgorszą realizację tego motywu zawiera chyba superbohaterski The Flash, w którym bohater cofa się w czasie, by zapobiec morderstwu swojej matki, po czym uznaje zmienioną przez to teraźniejszość za złą, więc po raz kolejny wraca do tamtego momentu, by tym razem pozwolić zabójcy na dokończenie dzieła). Nietrudno dopatrzyć się w tym analogii do globalnego kapitalizmu, którego obrońcy wychwalają oferowane przezeń dobrodziejstwa, każąc tym samym akceptować tragedie i niesprawiedliwości, które są jego nieodłączną częścią.

Nie zawsze jednak tak było. Szczególnie lata 90. przyniosły kilka seriali, w których zmiana biegu wydarzeń była chlebem powszednim. Modę tę zapoczątkował w roku 1989 Zagubiony w czasie, w którym na skutek eksperymentu świadomość głównego bohatera przeskakuje z ciała do ciała, a on musi pomagać ludziom, na których w ten sposób trafia. Dla mnie szczególnie ciekawe są jednak dwa seriale emitowane w drugiej połowie dekady, w cieniu pluskwy milenijnej i XXI wieku: Misja w czasie oraz Zdarzyło się jutro. W pierwszym z nich amerykańska National Security Agency tworzy wehikuł czasu zdolny cofnąć się siedem dni w przeszłość i za jego pomocą wysyła swojego agenta, by zapobiegał zdarzeniom grożącym bezpieczeństwu narodowemu. W drugim główny bohater każdego dnia otrzymuje za pośrednictwem kota gazetę z przyszłości i wykorzystuje zawarte w niej informacje, by czynić dobro.

Oba seriale opierają się na tym samym schemacie, w którym główny bohater z zespołem wspierających go postaci drugoplanowych co tydzień wpływa na bieg historii, pomagając innym lub powstrzymując zagrożenia. Nie ma w nich (na ogół) dyskusji na temat tego, czy na pewno warto pomagać, czy doraźna poprawa losu jednej lub kilku jednostek nie przełoży się przypadkiem na jakieś większe nieszczęście. Sama możliwość pomocy oznacza zobowiązanie, by tę możliwość wykorzystać – zwłaszcza że nad działaniami bohaterów nie czuwa żadna siła wyższa, żadne prawa natury nie zakazują też ingerowania w bieg zdarzeń.

W XXI wieku teoretycznie takich historii nie brakuje (na każdy film taki jak Interstellar, Nowy początek czy Primer przypada Efekt motylaKod nieśmiertelności bądź Looper), jednak wydają się mniej popularne. W telewizji powtórki wspomnianych wyżej konceptów (Journeyman o człowieku w losowych momentach przenoszącym się w czasie, by pomagać ludziom, oraz Flashforward, w którym wszyscy ludzie na Ziemi otrzymują przebłysk przyszłości) zdecydowanie nie chwyciły – oba seriale skończyły się po jednym sezonie, podczas gdy Zdarzyło się jutro emitowano przez cztery, a Misja w czasie: przez trzy.

Co się zmieniło?

Aby poznać odpowiedź, warto przyjrzeć się bliżej Misji w czasie. Tamtejszy wehikuł czasu został stworzony w oparciu o obcą technologię odzyskaną z wraku statku kosmicznego, który rozbił się w Roswell. Historia wprost odwołuje się więc do popularnego źródła teorii spiskowych, choć w tym przypadku chodzi o spisek dobrotliwy: tajny organ amerykańskiego rządu działa w interesie publicznym, zapobiegając katastrofom. Zapobiega im zresztą za pomocą rozbudowanego aparatu śledczego, surveillance state – bo czymże innym jest stuprocentowa pewność, że dane wydarzenie nastąpi, jeśli nikt nie interweniuje?

Ta interwencja ma zresztą w przypadku obu seriali charakter jednostkowy, jeszcze mocniej widoczny w Zdarzyło się jutro, którego bohater nie ma za sobą zespołu specjalistów ani zasobów jednego z najpotężniejszych państw na świecie. Gary’ego Hobsona, głównego bohatera, wspomaga garstka przyjaciół i krewnych, ponadto skala jego działań jest o wiele mniejsza – choć i jemu zdarzyło się zapobiec zamachowi na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Emisja Zdarzyło się jutro została zakończona w roku 2000, Misji w czasie – w maju roku 2001, na kilka miesięcy przed zamachem na World Trade Center. Wywiad amerykański otrzymywał ostrzeżenia na temat planowanego ataku terrorystycznego na terenie Stanów Zjednoczonych, ale nie udało się mu zapobiec. Późniejsza wojna z terrorem dobitnie obnażyła również negatywne aspekty amerykańskiego interwencjonizmu. Dzisiejszemu widzowi raczej trudno sobie wyobrażać, że misje Franka Parkera, bohatera Misji w czasie, faktycznie ograniczałyby się do zapobiegania atakom i katastrofom.

Wiek XXI ukazał jednak nie tylko niedostatki służb państwowych, które miały chronić swoich obywateli przed zagrożeniem. Wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu (których wyrazem był krach ekonomiczny z 2008 roku oraz rosnące nierówności) czy coraz wyraźniej odczuwalne zmiany klimatyczne to problemy, z którymi jednostka nie jest w stanie sobie poradzić. Z kolei zalew newsów pochodzących z mediów tradycyjnych i społecznościowych częściej wywołuje apatię i rezygnację niż wolę działania. Czy Gary Hobson faktycznie każdego dnia odbierałby dzisiaj jutrzejszą gazetę i ruszał do walki? Czy może leżałby na łóżku, wpatrując się w telewizor i jednocześnie za pomocą telefonu śledząc kolejne fochy strzelane przez prezydenta na Twitterze?

Nic dziwnego, że w tej sytuacji popularność zyskuje narracja, w której wszystko jest częścią większego planu przygotowanego przez istoty o bardziej rozwiniętej jaźni: przyszli potomkowie ludzkości w Interstellar, kosmici w Nowym początku – świeckie ekwiwalenty nieoczekiwanej łaski, boskiej interwencji.

Być może potrzebujemy jej, żeby wsparła nasze działania (trudno w końcu bohaterów Interstellar czy Nowego początku nazwać biernymi), ale trudno na nią liczyć. Większość z nas nie zna boskiego planu. Dlatego, chociaż pomysł stojący za Misją w czasie mocno się zestarzał, Zdarzyło się jutro ciągle przekazuje coś cennego. Główny bohater nie ma nadzwyczajnych umiejętności ani zasobów. Mimo to każdego dnia otrzymuje wezwanie, by zrobić coś dobrego. Każdego dnia zastanawia się, co może zrobić i jak. Na mniejszą lub większą skalę. W miarę swoich możliwości. A potem to robi.