gunter
ARTYKUŁY, RECENZJE | 29.04.2013

W tańcu z von Hagensem (The Human Body Exhibition)

Artysta w kapeluszu kroi zwłoki w telewizyjnym show. Żebra pękają, nóż gładko wchodzi w ciało. Doktor Gunther von Hagens podnosi płuca, przecina tchawicę, widownia wstrzymuje oddech. Everything should look neatly – uśmiecha się doktor i wyciera dłonie. Za chwilę pokaże, jak działają płuca – na przykładzie martwego i żywego eksponatu.

Prezentowana w Krakowie wystawa The Human Body Exhibition z osobą Gunthera von Hagensa oficjalnie nie ma nic wspólnego. Jej organizatorzy zapewniają, że nastawiona jest na edukację, a nie na szokowanie odbiorcy. W mediach zaś mówi się o niej na dwa sposoby.

Pierwszy to strategia unaukowienia. Dla tych, którzy niekoniecznie cenią sobie kontrowersję, a zwłaszcza – kontrowersję w sztuce. Im mówi się, że wystawa jest absolutnie naukowa, mimo że w Krakowie prezentowana jest w Klubie Fabryka, a w Gdańsku w Garnizonie Kultury. Do nich skierowany jest też fanpage na Facebooku, z którego można się dowiedzieć, że mięśnie w dwudziestu procentach składają się z wody, a Albert Einstein miał mały mózg – czyli mniej więcej tyle, co z zakrętek po soczku Tarczyn. Celem wystawy jest w tej optyce  zwrócenie uwagi odwiedzających na konieczność troski o to, co dla nas najważniejsze – nasze niezwykłe ciało. Przy wyjściu można wyrzucić papierosy i rozpocząć nowy rozdział pt. „zdrowy tryb życia”.

Drugi to strategia kontrowersji. O wystawach z ludzkich ciał zrobiło się głośno pod koniec lat 90. ub.w. za sprawą Niemca Gunthera von Hagensa. To on jako pierwszy zaczął pokazywać tzw. plastynaty. Metoda plastynacji jest dość prosta: naukowcy zamieniają wodę z ludzkiego ciała na aceton, a potem umieszczają je w mieszance silikonowej. Już po kilku tygodniach ciało robi się twarde, suche, zakonserwowane. Plastynacja budzi sprzeczne emocje, gdyż wiąże się z uprzedmiotowieniem ludzkich zwłok. Artykuły, w których przyjmuje się tę strategię, starają się podkreślić związek Gunthera von Hagensa z wystawą oraz przytoczyć kontrowersje związane z jego osobą. Począwszy od tego, że był wynalazcą metody plastynacji, a skończywszy na wzmiankach o powiązaniach jego ojca z nazistami (Gerhard Liebchen [ojciec Hagensa] przed wojną za działalność w piątej kolumnie siedział w polskim więzieniu. W czasie wojny prześladował Polaków, był aktywistą NSDAP, dowodził jednostką SS Jürgena Stroopa). Przy okazji wspomina się też, że von Hagens ze swoją wystawą Body Worlds nie został wpuszczony do Polski.

Dwa różne podejścia do tej wystawy obrazowane są poprzez dwa typy plakatów promujących The Human Body Exhibition. Ten bardziej „naukowy” przedstawia komputerowy obraz kręgosłupa i tylnej części czaszki. Drugi – kontrowersyjny, ale i „poetycki” – ukazuje zdjęcie jednego z „eksponatów”, pozbawione skóry ciało z otwartą czaszką i widoczną prawą półkulą mózgu. Fragment twarzy o przymkniętych powiekach – bo powieki, brwi, nos i usta pozostawiono jako ozdobę – jest uosobieniem myśli von Hagensa: There is a poetry in anatomy.

Trudno wyzbyć się wrażenia, że ulegamy manipulacji. To, co wcześniej w Polsce było nie do przyjęcia w formie prezentowanej przez Body Worlds von Hagensa, sprzedaje nam się w wersji light jako The Human Body Exhibition. To, co było nie do przyjęcia jako wybryk lekarza-artysty, jest już zupełnie do przyjęcia jako wystawa naukowa (popnaukowa). A że zarzutem o średniowiecze jesteśmy gwałceni nieustannie, pokaz ludzkich ciał akceptują nawet ci, których na ogół wszystko w sztuce obraża. Ich na szczęście nie trzeba traktować poważnie, wystarczy na wszelki wypadek przeprosić .

Takim właśnie przepraszaniem, ubezpieczaniem się – w razie gdyby pojawiły się zarzuty o nieetyczność – jest wkładanie The Human Body Exhibition w kontekst naukowy. Nie przeczę, że oglądając tę wystawę, wiele osób nauczy się sporo o mięśniach, chcę jednak uwypuklić ukryty motyw takiego przedstawiania. Żeby wszyscy mogli mieć spokojne sumienie, wystarczy powiedzieć, że wystawa jest „najlepszym atlasem anatomii” i w dodatku może się przyczynić do rzucenia palenia. Wtedy nie trzeba się będzie zastanawiać nad innymi jej wymiarami.

Wśród podziwiających ciała w Krakowie są i tacy, którzy mieli okazję oglądać Body Worlds w Londynie. „Gdzie jest kobieta w ciąży?” – pytają – „W Londynie była jeszcze kobieta w ciąży”. Przekrój. Kobiety. I ciąży. Do Polski nie dojechała.

Raczej nie zamierzam moralizować i pytać donośnym głosem: gdzie jest granica? Czy „eksponat” kontemplujący podręcznik anatomii jeszcze przejdzie, ale „eksponat” na huśtawce – przywołujący na myśl skojarzenie z obrazem Huśtawka – już nie? Czy „eksponat” na stole do wykonywania sekcji zwłok – tak, ale „eksponat” w tańcu z von Hagensem już nie? Nie zadam też jednego z najczęściej stawianych pytań: kim są eksponaty?

Zapytam inaczej: czy sztuka jest aż tak mało autonomiczna, że trzeba ją sprzedawać pod sztandarem nauki? I czy odbiorców The Human Body Exhibition traktuje się poważnie? Czy też, schlebiając ich zamiłowaniu do naukowości, proste odpowiedzi podsuwa się im w zakładce „Frequently asked questions”. I tam sobie poczytają, że ciała znajdują się w różnych pozycjach, żeby lepiej prezentowały właściwości fizjologiczne. Ufff, i wszystko jasne, żadnej sztuki, tylko brwi na ozdobę, bo przecież zwykłe szkielety to są w każdej szkolnej sali biologicznej.

W programie telewizyjnym Gunther von Hagens zakłada kitel lekarski. Kapelusz i przekonanie, że w anatomii jest poezja, nie dawałyby mu jeszcze przyzwolenia na krojenie ciał w ramach performance’u. Dla performance’u zamienia się w lekarza. Jako artysta natomiast jest dla mnie mniej ciekawy od Lady Gagi, która wzorując się na Janie Sterbak, ubiera się w mięso, bo taka jest jej sztuka.

 

The Human Body

Kraków: Fabryka, Zabłocie 23, 12 marca 2013 – 30 czerwca 2013

Gdańsk: Garnizon Kultury, Juliusza Słowackiego 3, 2 maja 2013 – 31 sierpnia 2013