popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | W poszukiwaniu sławy, chwały i ziemi („Wikingowie”)
popmoderna_ilu
ARTYKUŁY, RECENZJE | 16.05.2016

W poszukiwaniu sławy, chwały i ziemi („Wikingowie”)

 Krwiożerczy łupieżcy z Północy powracają w czwartym sezonie produkcji kanału History, wraz z odświeżoną obsadą i urozmaiconą czołówką. Wikingowie, bo o nich mowa, ponownie przeniosą nas w czasy średniowiecznej Europy targanej walkami o władzę, namiętnościami i żądzą zdobycia uznania na wszelkie możliwe sposoby. Na szczęście kolejne odcinki serii to nie tylko seks i brutalność. Pomimo że tworzy ją ciągle jeden człowiek, Michael Hirst, ma ona do zaoferowania o wiele więcej, szeroko prezentując chociażby wikińską kulturę i obrzędowość.

Jako że serial znajduje się w tej chwili na dość zaawansowanym etapie, co wynika chociażby z podwojenia liczby odcinków w sezonie, warto przytoczyć kilka podstawowych informacji. Specjalnie dla tych z Was, którzy tej produkcji nie poświęcali dotychczas zbyt wiele uwagi.

Głównym bohaterem jest postać historyczna – Ragnar Lothbrok, który z prostego chłopa spędzającego czas na uprawie ziemi, z czasem stał się jarlem (odpowiednikiem wodza w średniowiecznej Skandynawii), a wkrótce królem. Przykład jego awansu społecznego doskonale pokazuje właściwą serialowi dynamikę. Nie tylko główni bohaterowie dokonują mniej lub bardziej gwałtownych zmian. Również drugoplanowe postacie mają w produkcji Michaela Hirsta odpowiednie miejsce. Żona Ragnara również staje się jarlem, a z czasem nawet przelotną kochanką króla Wessex, natomiast skonfliktowany i zazdrosny brat Lothbroka raz po raz szuka skutecznej okazji do zdrady. Najciekawsza chyba postać, która w moim odczuciu ginie przedwcześnie, przechodzi zaś drogę od mnicha z opactwa w Lindisfarne do wikińskiego wojownika, na równi dzielącego stół z rodzimymi mieszkańcami Kattegatt, w międzyczasie pełniąc również funkcję zaufanego skryby i tłumacza w księstwie Wessex.

W makroskali natomiast, brytyjscy królowie zawierają nowe sojusze, dążąc nieodmiennie do absolutnej władzy na wyspach, zaś w samej Skandynawii dochodzi do bratobójczych walk mających na celu zwiększenie strefy wpływów. Nietrudno wyobrazić sobie, że w średniowieczu niewielkie zaludnienie tych terenów sprzyjało szybkiemu rozprzestrzenianiu się wieści, zwłaszcza tak istotnych, jak kto i w jaki sposób objął władzę w okolicy. Ostatecznie wikingowie z różnych regionów jednoczą się w wyprawach łupieżczych, mając jednak na uwadze przede wszystkim swoje interesy.

Polityka tak naprawdę pojawia się w serialu dopiero w końcówce pierwszego sezonu, po to, żeby zupełnie zmienić jego wydźwięk. W ten sposób z intrygującej opowieści o grupie młodych przyjaciół żądnych przygód i odkrywania nowego świata, serial staje się pełnym spisków dramatem historycznym, obfitującym w bezpardonowe sceny walki, prezentowane z naturalizmem właściwym średniowieczu. Z tego powodu, moim zdaniem zupełnie niesłusznie, Wikingów porównuje się bez wahania do osławionej Gry o tron. Nic bardziej mylnego. Nie ma tutaj rodów o rozbudowanej genealogii, zmagających się walce o jeden tron. W ich miejscu funkcjonują natomiast różne grupy interesów, niekoniecznie sprzecznych, raczej ścierających się ze sobą w zobrazowanych w serialu obszarach średniowiecznej Europy. Brak tu nadchodzącego niebezpieczeństwa niewiadomego pochodzenia oraz charakterystycznych uwarunkowań klimatycznych, w postaci nienaturalnie długich pór roku, które znacznie wpływają na kształt i bezpieczeństwo świata.

Serial wydaje się tym bardziej osadzony w historii naszego kontynentu, że w najnowszym sezonie pojawia się kolejna postać historyczna. Nie chciałbym jednak zdradzać kto to jest, jeśli sami się jeszcze nie zorientowaliście. Co prawda drobiazgowi krytycy i znawcy historii bez wątpienia zarzucą Wikingom odstępstwa od rzeczywistości czy też mocno skomplikowane kontinuum czasowe w sezonie trzecim, mimo to nie da się zaprzeczyć, że produkcja wypada wiarygodnie i nie jest nasycona przesadzonymi efektami specjalnymi. Jej ascetyczna wręcz forma przyzwyczaiła widzów, że największe wydarzenia są wypadkową działań poszczególnych postaci.

Warto w tym miejscu zauważyć, że serial produkowany przez kanał History niewiele ma wspólnego z fantastyką, nawet tą szeroko pojmowaną. Wszelkie zjawiska mogące uchodzić za nadprzyrodzone pozwalają jedynie na zobrazowanie wierzeń religijnych Skandynawów, ich przesądności i nieodłącznego związania z losem. Podczas gdy pozostają oni w całości na łasce bogów, rytuały mają na celu ułaskawienie tychże. Obrzędowość pogańska w tym akurat wydaniu rysuje się o wiele ciekawiej niż przedstawiane tu uroczystości w ówczesnej Brytanii czy Paryżu, który pojawiając się w sezonie trzecim dodatkowo urozmaica świat przedstawiony. Póki co pokazano obrzędy przejścia chłopców w dorosłe życie, wesela oraz składanie najrozmaitszych ofiar ku czci bogów. Niewielu zapewne zapamiętało, co dokładnie robią wikingowie, udając się w podróż łodziami w nieznane, a jest to z pewnością perełka dla wielbicieli marynistyki. Osobną część stanowią również rytualne sposoby wymierzania kar, mające na celu m.in. pozbawienie wojownika miejsca w wikińskim odpowiedniku raju, czyli Valhalli.

Jakby na to nie patrzeć, silne zakorzenienie motywów z kultury wikińskiej we współczesnej kulturze państw Północy, rozlało się i na inne terytoria. Twórcy serialu pochodzą bowiem z Kanady, zaś wśród pierwszoplanowej części obsady Skandynawów jest jak na lekarstwo. Nie przeszkadza to jednak na spore zróżnicowanie językowe, znaleziono bowiem miejsce dla staronordyckiego, staroangielskiego i francuskiego oraz łaciny. Pod tym względem dbałość o szczegóły zaskakuje i niewątpliwie dodaje uroku.

Mając na uwadze ciąg wydarzeń historycznych, wiadomy jest zarówno los Ragnara, jak i jego synów, którzy – jeśli wierzyć podaniom historyczym – osiągnęli o wiele więcej niż ich ojciec. Ten zaś wsławił się tym, że jako pierwszy dotarł do brzegów Brytanii, łupiąc z powodzeniem opactwo w Lindisfarne.

Tak jak wspomniałem, ilość odcinków rozrosła się do znacznych rozmiarów. Pozwala to sądzić, że będziemy mieli do czynienia z rozbudowaną sagą. Mając w pamięci, jak istotne są dla twórców kolejne pokolenia pojawiające się na ekranie, Wikingowie mają szansę stanąć w jednym szeregu obok produkcji telewizyjnych opowiadających o losach rodziny Borgiów czy Windsorów. Po internecie krążą plotki, że kolejny sezon również ma się składać z 20 odcinków. A ciągle tworzony jest przez jedną osobę.