twin peaks 2
ARTYKUŁY, RECENZJE | 13.11.2017

[W POPRZEDNIM ODCINKU] „TWIN PEAKS”

Trzeci sezon Twin Peaks zapowiedziano dość niespodziewanie 3 października 2014 na Twitterze. „Drodzy przyjaciele z Twittera, ta guma, którą lubicie, będzie mieć stylowy powrót. #damngoodcoffee” – napisali Mark Frost i David Lynch. Godzina umieszczenia tej informacji była nieprzypadkowa. Wpisy twórców pojawiły się dokładnie o 17.30, czyli o tej samej godzinie, o której agent Dale Cooper po raz pierwszy przekroczył granice Twin Peaks. Od tego momentu wszystko zaczęło mieć znaczenie, co stało się błogosławieństwem i przekleństwem równocześnie.

Teraz, kiedy znamy już wszystkie odcinki nowego sezonu, możemy przyznać, że liczba elementów domagających się interpretacji przyprawiała o zawrót głowy, dowodzą tego choćby mnożące się do dzisiaj teorie fanów na Reddicie. Zanim jednak serial trafił do postprodukcji, miało miejsce kilka momentów kryzysowych, dotyczących nieporozumień między Lynchem a stacją Showtime, produkującą serial. Los serialu przez chwilę był niepewny. Z tego powodu spotkanie po 25 latach przesunięto o rok.

W końcu jednak doczekaliśmy się premiery Twin Peaks, który formalnie odcinał się od dwóch poprzednich sezonów. Wskazuje na to choćby nowy tytuł Twin Peaks: The Return, a także – co jest dość paradoksalne – fakt, że wizyty w Twin Peaks są dosyć krótkie, gdyż akcja serialu rozgrywa się w dużej mierze w innych lokalizacjach, jak Nowy Jork, Buckhorn w Dakocie Południowej czy Las Vegas.

I co, nie powiesz mi tego, co ona ci powiedziała?*
Krytycy nazywają Twin Peaks serialem na wskroś surrealistycznym. Duża w tym zasługa Davida Lyncha, który dał upust swojej fascynacji malarstwem. Wiele kadrów przypomina obrazy jego mistrzów, między innymi Francisa Bacona, René Magritte’a, Edwarda Hoppera. Wyjście poza sferę realizmu i uwielbiana przez Lyncha poetyka snu dominują trzeci sezon serialu. Ta strategia artystyczna nie wszystkim widzom przypadła do gustu. Widzowie, którzy pierwszy sezon serialu oglądali głównie z chęci śledzenia wątku kryminalnego (kto zabił Laurę Palmer?) albo z powodu udanej zabawy gatunkami (połączenie opery mydlanej i serialu kryminalnego), mogą być rozczarowani odejściem od pokazywania życia małomiasteczkowej społeczności na rzecz rozbudowania mitologii serialu i odsłaniania kolejnych jej elementów.

Sporo eksperymentów, jak na przykład odcinek ósmy, będący swoistym esejem audiowizualnym na temat narodzin zła, również może odstraszać wielbicieli telewizji gatunków, a także zwolenników linearnych opowieści. Widać, że wiele osób poczuło się zniechęconych, ponieważ frekwencja premierowych odcinków w stacji Showtime (a także ilość odtworzeń odcinków na platformie streamingowej Showtime) malała z tygodnia na tydzień, a do samego finału dotarli najwytrwalsi (psycho)fani twórczości Lyncha.

Czy to jest przyszłość, czy przeszłość?
Wróćmy jednak do opowieści o życiu Twin Peaks i historii jego mieszkańców, mimo że nie zawsze mają one kluczowe znaczenie dla wątku przewodniego. Powrót do Twin Peaks okazuje się powrotem do Ameryki, która nie spełniła swojego wielkiego snu o potędze. Przyglądając się życiu poszczególnych postaci, niewidzianych ponad ćwierć wieku, widzimy, że większość z nich nie zrealizowała swoich marzeń, tkwi w tym samym miejscu, robi ciągle te same rzeczy.

Posterunek w Twin Peaks ani Double R Diner nie przeszły wielkiej rewolucji, jeśli chodzi o kadry. Wciąż pracują tam te same osoby, zmieniają się tylko kartki w kalendarzu. Twórcy nie mieli też zbyt dobrego pomysłu na zagospodarowanie większości z nich. Można odnieść wrażenie, że Norma, Shelly czy Ed pojawiają się tylko po to, żeby odhaczyć kolejny punkt nostalgicznej podróży do wczesnych lat dziewięćdziesiątych. To też wyjaśnia długą listę obsadową – wiele nazwisk, które miały przyciągnąć widzów do serialu, okazuje się obietnicą bez pokrycia (dotyczy to epizodów z udziałem Davida Duchovnego, Richarda Chamberleina czy Moniki Bellucci, chociaż jej występ, mimo że krótki, jest bardzo znaczący).

Co ciekawe, w przebiegu akcji większą rolę od postaci pojawiających się okazjonalnie (jak na przykład Norma czy Nadine) mają bohaterowie nieobecni – warto przywołać choćby majora Briggsa czy Phillipa Jeffriesa (postać tę odgrywał wcześniej David Bowie), którego wizualizację stanowi w trzecim sezonie czajnik. Zarówno Briggs, jak i Jeffries wiedzieli dużo na temat akcja o kryptonimie Błękitna Róża, której kontynuację śledzimy w nowych odcinkach. Istotną rolę w sprawie odgrywa także Dama z Pieńkiem, w tę postać ponownie wciela się Catherine E. Coulson. To ostatni występ aktorki, zmarłej tuż po zakończeniu zdjęć z jej udziałem.

Margaret Lanterman, nazywana Damą z Pieńkiem, pisze doskonałą puentę dla swojej postaci, ale równocześnie trudno nie uznać, że to także twórczy testament Coulson. Rozmawiając z zastępcą szeryfa, Hawkiem, stara się pomóc w rozwikłaniu zagadki zaginięcia agenta Coopera, ale dzieli się z nim także rozważaniami egzystencjalnymi, relacjonowanymi z perspektywy osoby rozstającej się z tym światem. Dama z Pieńkiem umiera. Lynch i Frost zadbali o to, aby pożegnanie z postacią, jak i jej odtwórczynią, zapadło nam w pamięć.

Chciałbym was wszystkich jeszcze kiedyś zobaczyć
Przez 16 odcinków akcja toczy się bardzo niespiesznie, ciągle dostajemy nowe wątki, wyglądające na kompletnie niepowiązane z pozostałymi, co sprawia, że z każdym odcinkiem coraz mniej widzów chce się dowiedzieć, czy agent Cooper powróci w końcu do Twin Peaks.

Dygresyjność twórców zdaje się nie przystawać do realiów współczesnej telewizji. Mitologia oparta na Czarnej i Białej Chacie dominuje większość odcinków, do Twin Peaks zaglądamy głównie po to, żeby – jak wspominałam wcześniej – przekonać się, iż nic się tam nie zmieniło. Lucy i Andy nadal pracują na posterunku. Norma zarządza siecią swoich jadłodajni, nie poukładała sobie życia z Edem. Córka Shelly wydaje się popełniać te same błędy, którymi jej matka zasłynęła 25 lat wcześniej. Jedynie wątek Audrey wiąże się mocniej z mitologią serialu. Historia tej postaci jest niezwykle dramatyczna i oczywiście – jak to u Lyncha – równocześnie nieco groteskowa i utrzymana w duchu opery mydlanej.

Oczekiwanie na powrót agenta Coopera było niezwykle długie i męczące (z wielu powodów, których nie warto zdradzać czytelnikom dopiero planującym wizytę w Twin Peaks), co nie znaczy, że Kyle MacLachlan na planie zdjęciowym pojawiał się okazjonalnie. Wręcz przeciwnie – Kyle MacLachlan i jego role to esencja sezonu trzeciego. Aktor wciela się w trzy, albo i cztery postacie (zły Cooper, dobry Cooper, Dougie, Richard) i każda z nich jest zupełnie inna, co stanowi imponujący popis jego możliwości warsztatowych.

Historia o małej dziewczynce, mieszkającej na końcu ulicy
W rzeczywistości Dobrej i Złej Chaty, mającej wpływ na życie wielu mieszkańców Twin Peaks, czas nie płynie linearnie. Trudno dokładnie stwierdzić, ile dni zajmuje akcja całego sezonu, ale są to najprawdopodobniej zaledwie trzy albo cztery dni, w czasie których wskazówki zegarów poruszają się do przodu i do tyłu. Wyczekiwane pojawienie się agenta Coopera w Twin Peaks mogło stanowić idealny happy end i być kropką nad i, na którą czekaliśmy podczas blisko czteromiesięcznej emisji serialu.

Oczywiście Lynch nie byłby sobą, gdyby pozwolił zakończyć serial we w miarę jednoznaczny sposób. Dlatego też odcinek finałowy, w interpretacji części widzów stanowiący wstęp do kolejnego sezonu (o którym pojawiają się pogłoski, ale nawet jeśli zapadną w tej sprawie pozytywne decyzje, nie wydarzy się to w ciągu najbliższego roku albo dwóch, ani pewnie pięciu), albo raczej brutalnie negujący fałszywie pozytywny finał, w który uwierzyć mogli widzowie nieznający przebiegłości twórców, to podróż przez alternatywne rzeczywistości.

Agent Cooper pragnący zmienić bieg wydarzeń i chcący ocalić Laurę Palmer przed śmiercią trafia do nowych wymiarów, w których wiele rzeczy wydaje się pozornie normalnych, ale w gruncie rzeczy światy stworzone przez Judy (kwintesencję zła, zamieszkałą w ciele Sarah Palmer) są niedokończone, pozorne, wyprane z emocji, utylitarne i nasączone brakiem empatii. Wracając do wydarzeń z 23 lutego 1989, kiedy zginęła Laura Palmer, Cooper chce zmienić losy miasteczka. Ponieważ nie jest to takie proste, jak początkowo zakładał jego plan, trafiamy w różne przestrzenie i różne momenty dziejowe. Zaburzeniu ulega cały dotychczas znany porządek świata Twin Peaks.

Który mamy rok?
Postacią, która zdominowała nowy sezon, jest Diane, dotychczas znana jedynie jako adresatka nagrań agenta Coopera. Idealnie w tej roli odnalazła się Laura Dern. Diane i Coopera łączy silna więź, ulegająca rozmaitym przemianom. Bohaterowie decydują się jednak na wspólną podróż, której finał może na zawsze zakończyć tę relację. Wspólnie podróżują 430 mil, aby dotrzeć do portalu prowadzącego do innego wymiaru rzeczywistości. Można odnieść wrażenie, że te inne światy to kolejne sny, które być może śni główny bohater. W każdej nowej rzeczywistości stają się nowymi postaciami, mają inne imiona, stają się między innymi Lindą i Richardem. W świecie Judy, czyli Matki (wcielonego zła), nawet Cooper i Diane przenikają złem i nie ma przed tym ucieczki. Nieskończoność podróżowania Coopera przez rozmaite rzeczywistości może być przekleństwem, a może tylko jego snem. Albo innego śniącego?

Prozaiczne pytanie „O co w tym wszystkim chodzi?” nie jest pozbawione sensu, bo mało kto z widzów ma poczucie, że całkowicie zrozumiał intencje twórców. Dla jednych to przekombinowany bełkot, dla drugich podróż do przeszłości, a dla pozostałych doświadczenie obcowania z serialem po raz kolejny przekraczającym granice telewizji. Co ciekawe, widzom poszukującym nostalgii za latami dziewięćdziesiątymi serial przynosi rozczarowanie. To nie jest Glow ani Stranger Things, nie dostajemy wyciągu popkulturowych fetyszy tamtego czasu. Na szczęście serial stara się nie zjadać własnego ogona.

* Śródtytuły stanowią cytaty z trzeciego sezonu Twin Peaks: The Return.

W najbliższym czasie polscy widzowie będą mieli okazję osobiście porozmawiać z Davidem Lynchem. Artysta przyjeżdża do Bydgoszczy na Camerimage Film Festival (11–18 listopada), a 13 listopada w Toruniu (Dwór Artusa) odbędzie się spotkanie z twórcą. Wstęp wolny!

Małgorzata Major

Małgorzata Major

(ur. 1984) – kulturoznawczyni, autorka tekstów poświęconych kulturze popularnej („EKRANy”, „Bliza”, „Fabularie”, „Tygodnik Przegląd”, „Kultura Popularna”), współredaktorka tomów „Władcy torrentów. Wokół angażującego modelu telewizji”, „Pomiędzy retro a retromanią”, „Wydzieliny”.