oj
ARTYKUŁY, RECENZJE | 11.12.2017

[W poprzednim odcinku] „O.J.: Made in America”

O.J. Simpson to postać niezwykle ważna dla amerykańskiej popkultury. Nie chodzi jedynie o jego zasługi dla sportu czy znaczenie kariery aktorskiej i widoczności jako jednego z pierwszych ciemnoskórych celebrytów, którzy funkcjonowali w białej amerykańskiej telewizji na takich samych prawach jak Donald Trump, Jane Fonda albo Tom Cruise.

Simpson przetarł szlaki dla mniejszości etnicznych na wielu polach działalności publicznej, mimo że nigdy mu na tym specjalnie nie zależało. I to właśnie jest jeden z najciekawszych aspektów jego kariery – nie był rzecznikiem mniejszości, nie walczył o własną społeczność, ale paradoksalnie jego zasługi mogą być większe niż zasługi aktywistów na rzecz zrównania praw obywatelskich wszystkich mieszkańców Ameryki.

 

Od „wojownika perskiego”* do przyjaciela Trumpa** i mieszkańca Brentwood

Chciałoby się powiedzieć, że droga zawodowa Simpsona to spełnienie amerykańskiego snu – od pucybuta do milionera. Co prawda urodził się w rodzinie o niezłych jak na ówczesne realia dochodach – Simpsonowie należeli do niższej klasy średniej – jednakże ojciec sportowca stał się dla niego na całe lata antywzorcem męskości i powodem wstydu. Dorastanie futbolisty i studia na Uniwersytecie Południowej Kalifornii to punkt wyjścia nagrodzonego Oscarem serialu dokumentalnego Ezry Edelmana O.J.: Made in America. To czas bardzo burzliwy dla ciemnoskórych Amerykanów, szczególnie tych mieszkających w Los Angeles. Zamieszki rasowe przybierały na sile, w mediach mainstreamowych wciąż mówiono o „negro people”, a działalność Martina Luthera Kinga dopiero przebijała się do świadomości obywateli. Skalę problemów, z którymi w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych mierzyły się amerykańskie mniejszości etniczne, widać wyraźnie już w pierwszym odcinku serialu Edelmana. Reżyser nie skupia się wyłącznie na biografii sportowca, ale wpisuje ją w kontekst przemian społecznych zachodzących wówczas w Stanach. Widzimy, jak życie studenckie Simpsona różniło się od tego, czym żyła ówczesna ulica. Gdy futbolista osiągał pierwsze sukcesy, policja regularnie tłumiła zamieszki, pod pozorem poszukiwania narkotyków demolowała mieszkania komunalne. W stacjach telewizyjnych mówiło się o problemach, jakie sprawiają przedstawiciele ciemnoskórych organizacji obywatelskich, ale i robotnicy, zwykli ludzie mający dosyć segregacji rasowej i oddzielnych kolejek w instytucjach czy punktach gastronomicznych.

Szeroki kontekst zbudowany przez twórcę serialu ułatwia widzom zrozumienie, dlaczego tak zwany proces stulecia, w którym Simpson był oskarżany o podwójne morderstwo, zakończył się jego uniewinnieniem. Zanim jednak będzie znany jako przemocowiec i prześladowca swojej byłej żony, w latach siedemdziesiątych dokona wyłomu w amerykańskim showbiznesie. Pojawi się w reklamach firmy Hertz, prestiżowej i „białej” wypożyczalni samochodów, nie na każdą kieszeń. Fakt, że właśnie on stał się twarzą marki Hertz, był absolutnie bezprecedensowy. Scenariusze reklam przedstawiały go jako dobrze sytuowanego profesjonalistę, który dzięki wypożyczonym autom może realizować swój napięty grafik. Późnej pojawią się kolejne kontrakty reklamowe, między innymi luksusowych marek samochodowych, koncernów żywieniowych, w końcu film Naga broń. Kolor skóry nie odgrywał żadnej roli, a właściwie był niezauważany, bo jak wielokrotnie mówił sam O.J. – istotnie było tak, że „nie był czarny, był O.J.”. Media wykreowały wizerunek, w którym jego ciemna skóra nie była dostrzegana. Nie znaczy to wcale, że zaszły znaczące zmiany w myśleniu o segregacji rasowej. Owszem, w latach siedemdziesiątych sytuacja nie była tak drastyczna jak dwadzieścia lat wcześniej, ale jak dobrze wiemy z najnowszej amerykańskiej historii, podziały rasowe wciąż funkcjonują.

Proces stulecia, czyli historia pewnej rękawiczki

Zakończenie kariery sportowej i wejście „na pełny etat” do showbiznesu przydarzyły się Simpsonowi bardzo naturalnie. Media chciały z nim pracować, stacje telewizyjne miały pomysł na angażowanie go w rozmaite przedsięwzięcia – w końcu był wysoce uprzywilejowanym mieszkańcem Brentwood. Ten adres był dla niego spełnieniem wielu wcześniejszych marzeń, czuł się kompletny i w pełni utożsamiał się z białym sąsiedztwem grającym w weekendy w golfa. Poślubienie Nicole Brown było kolejnym krokiem w odcinaniu korzeni. Nicole Brown, znacznie młodsza od niego druga żona, stanowiła dopełnienie idyllicznego obrazka i hagiografii doskonałego sportowca, świetnego showmana, który nie potrzebował ustawiać się w kolejce po parytety, bo dowiódł, że odcień skóry nie stanowi dla niego przeszkody w sięgnięciu po laury w rozmaitych dziedzinach życia. Serial Edelmana pokazuje „Juice’a”*** z różnych perspektyw. Głos zabierają jego byli koledzy i przyjaciele, członkowie rodziny Brown, a nawet szef z Hertza. Komentują również dziennikarze zaangażowani w relacjonowanie procesu, autorzy książek, a także sama prokurator Marcia Clark. W najtrudniejszym położeniu znajdują się rozmówcy, którzy w przeszłości rozwijali karierę futbolisty, dawali mu rozmaite szanse, chronili go i tuszowali drobniejsze przewiny. Dzisiaj usiłują bagatelizować swój wpływ na karierę O.J. Simpsona. Wielu z nich znajduje się w trudnym moralnie położeniu, ponieważ nie sposób uwierzyć wszystkim, że nie mieli pojęcia o jego porywczym charakterze, narcystycznej osobowości i skłonnościach do przemocy.

Edelman przygotowuje widzów na zrozumienie wszystkich elementów procesu i absurdów, które nie powinny mieć miejsca na sali sądowej. Dowiadujemy się o brutalności policji w Los Angeles, poznajemy szczegóły pobicia Rodneya Kinga, wydarzenia niemającego bezpośredniego związku ze sprawą morderstwa, a jednak istotnie wpływającego na werdykt ławy przysięgłych. W tym momencie warto przypomnieć serial Czas: Historia Kaliefa Browdera, czyli smutny epilog dla zastanawiających się nad tym, jak dalece amerykańska policja i wymiar sprawiedliwości zreformowały się po niechlubnych latach dziewięćdziesiątych.

O.J.: Made in America wnikliwie przygląda się odrębnym amerykańskim światom: białej i czarnej społeczności, ciągle tak samo podzielonym. Widać to wyraźnie w reakcjach na wyrok uniewinniający O.J.’a w procesie. Twórca pokazuje materiały nagrywane w barach, restauracjach, na ulicach. Znamienne są także słowa byłej ławniczki, pytanej o to, czy uniewinnienie Simpsona to zemsta na białych za pobicie Rodneya Kinga. Chciałoby się dodać, że serial Edelmana z powodzeniem mógłby nosić podtytuł „Sprawiedliwość po amerykańsku”, ponieważ widzimy wiele oblicz tego, co uznajemy za sprawiedliwość – rozwiązania prawne, umowy społeczne, rzeczywistą i formalną równość wobec prawa i tak dalej.

O.J. Simpson otoczony najlepszymi prawnikami wmawiającymi ławnikom, że oskarżenie go o morderstwo to efekt rasizmu, wywołuje wielkie wrażenie na widzu, zwłaszcza że rzecz dzieje się w 1995 roku, czyli zaledwie wczoraj. Nieznający nowego serialu fabularnego American Crime Story: The People v. O.J. Simpson ani książek na temat procesu czy wiadomości na ten temat otrzymują solidną porcję informacji pozwalających zorientować się w sprawie i wyrobić sobie opinię. Edelman doskonale przemyślał kolejne odcinki/rozdziały, wprowadzając coraz bardziej szczegółowe informacje, a wychodzi od panoramy społecznej, tego, jak wyglądała Ameryka końca lat sześćdziesiątych. Przeprowadza nas przez kolejne dekady, wspólnie towarzyszymy futboliście w jego drodze na szczyt i z powrotem.

Na szczyt i z powrotem

Powrót do życia na wolności nie był jednak historią w rodzaju „żył długo i szczęśliwie”. Prawdopodobnie byłoby to możliwe, gdyby Simpson nie czuł się częścią białej społeczności i gdyby nie aspirował do takiego życia, jakie prowadził przed 12 czerwca 1994, czyli dniem śmierci Nicole Brown. Proces cywilny, w którym zapadł zupełnie inny wyrok niż w karnym (uwielbiany przez studentów prawa paradoks), walka z rodzicami Brown o dzieci, problemy finansowe, przeprowadzki, awantury hotelowe, kolejne problemy z prawem i wyrok skazujący. Wszystko to stanowi zaprzeczenie długiego i spokojnego żywota. W serialu dokumentalnym widzimy dokładnie, dlaczego historia wielkiego sportowca i celebryty musiała się tak skończyć – jakie motywacje i skłonności doprowadziły go do wyroku skazującego na 33 lata pozbawienia wolności.

To jednak nie koniec historii Orenthala Simpsona, który w październiku tego roku warunkowo wyszedł na wolność. Podobno w otoczeniu rodziny pragnie cieszyć się daną mu szansą i rozkoszować się stekami i owocami morza. W tej historii wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi. Jak przebiegał proces wychowywania dzieci, mających świadomość, że ojciec zamordował ich matkę? Kim dzisiaj są dorosłe dzieci Simpsona? Czy ma poczucie, że skrzywdził je bardziej niż jego własny ojciec, którego „winą” były homoseksualizm i zabawy wizerunkiem drag queen? Otoczony rodziną i znajomymi o coraz słabszym morale, zawsze czuł się gwiazdą. Z tego trudno się wyleczyć. Czy więc usłyszymy jeszcze coś o siedemdziesięcioletnim Simpsonie? Ostatnio odgrażał się, że gdy wyjdzie z więzienia, to poślubi Kim Kardashian. Czy nauczył się reguł obowiązujących w nowych czasach i staranniejszego dobierania słów, ostrożniejszego wygłaszania opinii?

 

*O.J. Simpson przez krótki czas w młodości był członkiem gangu „wojowników perskich”.

**W przeszłości znał się z Donaldem Trumpem, pozostały ślady tej relacji w postaci wspólnych fotografii.

***Kultowy pseudonim Simpsona.

Małgorzata Major

Małgorzata Major

(ur. 1984) – kulturoznawczyni, autorka tekstów poświęconych kulturze popularnej („EKRANy”, „Bliza”, „Fabularie”, „Tygodnik Przegląd”, „Kultura Popularna”), współredaktorka tomów „Władcy torrentów. Wokół angażującego modelu telewizji”, „Pomiędzy retro a retromanią”, „Wydzieliny”.