popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Urok napastliwego domokrążcy („Better Call Saul”)
16.02.15 (1)
ARTYKUŁY | 02.03.2015

Urok napastliwego domokrążcy („Better Call Saul”)

Najświeższe dzieło duetu Gilligan-Gould nie miało w swoim krótkim życiu najłatwiejszego startu. Jak to zwykle bywa w przypadku dzieci wybitnych rodziców, od początku ciążyła na nim presja związana z porównaniami do Breaking Bad, być może najwybitniejszego serialu, jaki powstał w dwudziestym pierwszym wieku. Wielu podejrzewało również, że komercyjny i artystyczny sukces starszego rodzeństwa przeszkodzi Better Call Saul w usamodzielnieniu się i trudno będzie rozpatrywać je jako osobną, suwerenną produkcję. Wreszcie: potencjał komediowy postaci Saula Goodmana mógł sugerować, że spin-off Breaking Bad będzie stanowił kondensację tego wszystkiego, co we wspomnianym serialu lekkie i ludyczne. Nic z tego. Co prawda na wystawienie oceny końcowej jest jeszcze za wcześnie, jednak po trzech tygodniach, jakie minęły od emisji pilota pod tytułem Uno można śmiało stwierdzić, że Better Call Saul ma apetyt na bycie dziełem wybitnym.

BCS_Press_Release_Digi_2_Sheet_-_PREFERRED_FILE_SIZE

Historia świata zna całą masę zjawisk, jakie nie powinny nigdy mieć miejsca i które chcielibyśmy trwale wymazać z indywidualnej lub zbiorowej pamięci. Moja trójka to: 1. II wojna światowa, 2. zespół Enej, 3. komentarze na Filmwebie. Jako że na opasłe, erudycyjne elaboraty dotyczące nowej produkcji AMC przyjdzie jeszcze czas, postanowiłem sięgnąć po ostatni ze stopni podium. Oto moje prywatne know how, w którym odnoszę się do wybranych opinii znalezionych w wyżej wymienionym serwisie.

ten sam dobry saul

Przeciwnie: to JESZCZE nie jest ten sam dobry Saul z Breaking Bad. Co prawda pierwsza scena odcinka pilotowego prezentuje postać podczas wykonywania zawodu, na jaki skazało go fiasko współpracy z Walterem White’em, jednak chwilę potem widz zostaje wrzucony w wir wydarzeń poprzedzających wspomniane wypadki. Nasz bohater (występujący jeszcze pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem „James McGill”) właśnie kończy – bynajmniej nie z własnej woli – współpracę z dużą korporacją prawniczą i jest zmuszony do budowania własnej marki. Łatwo dostrzec już wszystkie charakterystyczne przymioty Goodmana (retoryczna sprawność połączona z kompletną niezdarnością), można jednak domniemywać, że urok napastliwego domokrążcy, za jaki kochamy tę postać, zostanie w pełni wypracowany dopiero po założeniu własnej firmy.

chuck

Być może tego typu teza byłaby uzasadniona, gdyby Better Call Saul nie było niczym więcej niż bonus packiem, apendyksem do Breaking Bad. Tymczasem tego typu niebezpieczeństwo zostało bardzo sprawnie ominięte: znajdziemy tu oczywiście sporo formalnych zagrywek znanych z tamtej produkcji (choćby ujęcia „od dołu” wykorzystywane najczęściej przy okazji filmowania rozmaitych płynów), jednocześnie jednak Albuquerque Jamesa McGilla wydaje się odmienne od tego, które już znamy, nieco bardziej stonowane i pastelowe, co nie znaczy, że pozbawione napięcia. Znajomość Breaking Bad nie jest wcale konieczna, aby „rozczytać się” w serialu – widzowie znający poprzednią produkcję Gilligana i Goulda szybko poczują się zadomowieni, natomiast ci, którzy nie mają tego typu doświadczeń docenią prawdopodobnie nową – w ich odczuciu – jakość (choćby świetne zdjęcia i precyzyjne dialogi, za którymi fani „BB” mieli prawo się stęsknić).

all that jazz

Wiadomo, że Breaking Bad było usiane rozmaitymi aluzjami, intertekstami i „mrugnięciami oczka”, tu jest podobnie. Ten konkretny przykład pozwala nam szerzej scharakteryzować stosunek, jaki ma do wykonywanego przez siebie zawodu Goodman/McGill. Teatralny aspekt amerykańskich rozpraw sądowych, podsuwany przez popkulturę, jest zjawiskiem powszechnie znanym, Saul wydaje się świadomym doprowadzeniem tego schematu do, bardzo zabawnego, ekstremum. Wskazują na to choćby sceny z pilotowego odcinka, w których powtarza w toalecie swoją przemowę niczym aktor, który za kilka sekund ma się pojawić na scenie. Adwokat jest więc kimś na kształt stand-upera systemu karnego, a liczne filmowe nawiązania, jakie padają z ust McGilla, wskazują, że owo teatralno-performance’owe nastawienie dotyczy w jego przypadku stosunków międzyludzkich w ogólności.

tuconapustyni

Moim zdaniem była to akurat kwintesencja stylu Breaking Bad – świadomie rozciągnięte, pełne napięcia sceny polegające na odwlekaniu momentu egzekucji. A przy okazji retoryczny popis Jamesa/Saula.

chuck

Brat Jamesa, Chuck, choruje prawdopodobnie na nadwrażliwość elektromagnetyczną, która wiąże się z dolegliwościami występującymi w przypadku kontaktu z urządzeniami wytwarzającymi pole (prawdopodobnie występuje tu efekt nocebo, przeciwieństwo placebo). Dlatego też dom braci jest pozbawiony elektryczności, a James zostawia swój telefon komórkowy w skrzynce na listy znajdującej się parę metrów od drzwi. Chorobę Chucka nieco dokładniej widać w scenie z odcinka czwartego, gdy decyduje się on na opuszczenie domu na kilka sekund (warto zwrócić też uwagę na „space blanket”, z którego śmieje się w odcinku trzecim James).

polski tytuł

Do dziś zastanawiam się, jak to możliwe, że – znając fetysze polskich dystrybutorów – emitowane przez jakiś czas w Polsacie (!) Breaking Bad nie funkcjonowało u nas jako Schodząc na psy.

smaczki

Wyszukanie owych „smaczków” i bardzo licznych nawiązań do Breaking Bad (tzw. easter eggs) może stanowić jeden z czynników wspomnianego zadomawiania się, jest to jednak jedynie poboczna rozrywka, a nie clou serialu. Osoby nieznające poprzedniej produkcji nie będą co prawda w stanie rozszyfrować tych aluzji, jednocześnie jednak nie grozi im poczucie wyobcowania z tego powodu, gdyż najzwyczajniej w świecie nie będą sobie zdawać sprawy z ich istnienia. Ach: wszyscy, którzy stęsknili się za Mike’em, najspokojniejszym gangsterem na świecie, mogą odetchnąć – jest tutaj obecny, pełniąc rolę stoickiego stróża parkingu, doprowadzającego McGilla swoją skrupulatnością na skraj histerii.

Spin-off Breaking Bad, przez wielu skazywany na porażkę od momentu ogłoszenia produkcji, ma spore szanse na to, aby przynajmniej zbliżyć się do poziomu oryginału. Saul Goodman okazał się bowiem kimś więcej niż tą postacią z szekspirowskich dramatów, która zmniejsza napięcie i przenosi całość w inny rejestr dzięki swojej groteskowości czy wręcz głupkowatości. W Better Call Saul ujawnia się cały potencjał krytyczny Goodmana, który wydaje się wcieloną kpiną z amerykańskiego modelu self-made mana. A ponadto: wszyscy zmęczeni ekscentrycznymi geniuszami, w których obfitowały rozmaite (zwykle zresztą całkiem udane) produkcje serialowe ostatnich lat, mogą być spokojni – James McGill to raczej sprzedawca ubezpieczeń z lat 80., który pewnie mógłby być wybitny, ale byłoby to wówczas zdecydowanie mniej efektowne.

Mateusz Witkowski

Mateusz Witkowski

(ur. 1989) – redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna. Obecnie doktorant na WP UJ, absolwent krytyki literackiej na tym samym wydziale. Do tej pory publikował m.in. w “Dwutygodniku“, “Czasie Kultury“, “Opcjach”, "Xięgarni" i innych, zarówno teksty literackie, jak i krytyczne. Stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską. Mocno plebejskie zainteresowania: brytyjskie zespoły z lat 80., włoski futbol, portal Popmoderna.