kowalik
ARTYKUŁY | 23.04.2012

„Ultima Thule” Marcina Kowalika

Czy odnalezienie kontekstu oznacza lepsze rozumienie? Czemu dziś mogą służyć powroty do przeszłości? Co wspólnego może mieć malarstwo z psychoanalizą? I czy istnieją granice poznania? Czym właściwie jest nowoczesne dzieło sztuki? Te i inne tematy narzucają się nieuchronnie przy okazji styczności z pracami artysty wyróżnionego w rankingu Kompasu Młodej Sztuki.

 

Komu bije „palma” i dlaczego bije tobie?

THEBEZNADZIEJNA GALLERY – projekt kuratorski Marcina Kowalika (rocznik 1981), absolwenta Akademii w Krakowie – pojawia się cyklicznie w różnych miejscach i wprowadza w osłupienie. Gdy spełni swą powinność, dematerializuje się. Kilka lat temu w Berlinie przejęła patronat nad bożonarodzeniowym eventem Christmas Palm. W ciągu jednego dnia – w siedmiu różnych galeriach równocześnie – wystawiono multiplikowane prace ponad 80 artystów z Niemiec, Polski, Chile i San Francisco. Cel był prosty: obudzić refleksję nad światem komercji. Palmy  z obrazów Kowalika  ukazały się wtedy w scenerii rodem z egzotycznych bajek. Stały dumnie wkopane w piaskową plażę, w tle rozlewał się błękit nieba, a na nim snuły się bieluchne obłoczki. Tropikalne drzewa stały się symbolem bezmyślnie powielanej tandety. Podobny pomysł nieco wcześniej zrealizowała Joanna Rajkowska – na rondzie Charles’a de Gaulle’a w Warszawie (również w grudniu) ustawiła daktylową palmę. Dlaczego czas przedświąteczny mobilizuje artystów do takich działań? Znacie powiedzenie: „odbija ci palma”? Mówimy tak, gdy ktoś wyraźnie zachowuje się anormalnie, traci równowagę i trzeźwość widzenia. Zdaje się, że słowa te dość trafnie oddają atmosferę przedświątecznych przygotowań…

 

Historia lubi się powtarzać

Marcin Kowalik tworzy większość obrazów nie z natury czy fotografii, lecz w oparciu o dzieła wielkich mistrzów. Analizuje je, uwypukla, malarsko opisuje. Przeszłość płócien jest dla niego gotową inspiracją – tunelem łączącym świat, w jakim żyjemy, z rzeczywistością historyczną. Akryl Cyrkulacja wody to reinterpretacja Pejzażu z wodospadem i zamkiem Kessela d’Amsterdama (1641–1680). Artysta bada, czy w obrazie Holendra zawarte jest jakieś przesłanie, które wymyka się granicom. Do Kessela sięga po motyw szumiącej kaskady. Staje się on symbolem przemijania i ulotności ludzkiego życia – jak u Heraklita (panta rei – wszystko płynie – mówił filozof). Obieg wody w Cyrkulacji przybiera kształty zdecydowanych linii i brył. Pejzaż resetuje się w czasoprzestrzeni papierowych wycinanek. Uwięziony w krainie kubików, przeczy teorii o wiecznych przemianach. To rzeczywistość, w której nigdy nie narodził się Isaac Newton ani Gottfried Wilhelm Leibniz. Nie opisują jej żadne równania różniczkowe i – tak, jak chcieli postmoderniści – historia zamiera w jednym punkcie: tu i teraz (A. Bednarczyk). Obraz Z wnętrza – inspirowany pracą Michela da Verona (ok. 1470–1536) – odwołuje się do historii Brutusa (zabójcy Juliusza Cezara) oraz jego żony Porcji (uznawanej za jedną z najbardziej wpływowych kobiet swoich czasów). Na płótnie Verona para zajmuje pierwszy plan. W tle pojawiają się skały i antyczne budowle. U Kowalika perspektywa ulega odwróceniu. Olbrzymia góra – obsadzona gdzieniegdzie drobnymi palmami – staje bezpośrednio przed widzem. Od jej nasady sączą się delikatne smugi farby. Zgeometryzowane tło zatrzaśnięte złowieszczym niebem prowadzi w głąb obrazu. Rozgrywa się tam zagadkowy teatr cieni, niczym ze świata azjatyckiego. Pudełko z farbami nawiązuje do Rozmównicy klasztornej Pietro Longhiego (1702–1785) – malarza scen z życia arystokracji i mieszczaństwa weneckiego. W wydaniu Kowalika sala zapełniona ludźmi przegrupowuje się w „arsenał” barw, który przybiera formę otwierającego się ku widzowi sześcianu. W pracy Pułapka – odnoszącej się do XVIII-wiecznego Pejzażu z trzema mostami nieznanego autorstwa – Kowalik sięga po zarys mostu. Powiela jego kontur – tworzy sieć równoległych pasów tęczy – wypierając wszelkie inne „real-pochodne ślady”. W tej wariacji most staje się czarną dziurą pochłaniającą postać tajemniczego jeźdźca. Całość wygląda jak klockowa układanka z ołowianym żołnierzykiem (T. Wiktor).

 

Nie tkwi w lustrze, co się w lustrze mieści

Artysta, (de)konstruując wizję świata, w którym wyrósł, poszukuje formy własnego wyrazu i własnej twórczej osobowości. Na jednym z płócien pojawia się zmultiplikowany przyrząd podobny do camery obscura lub – w wersji nieco unowocześnionej – rzutnika. Urządzenie powiela obraz dawnego mistrza, powołując do życia autonomiczne dzieło. Powstaje coś w rodzaju matrioszki mieszczącej w sobie – zamiast drewnianych lalek – obraz odbity w obrazie. W niektórych pracach motyw lustra wyłania się z kontekstu. Rzeczywistość zwierciadła opuszcza przyciasne ramy i układa się w abstrakcyjne zgeometryzowane wzory. Innym razem staje się szklanym więzieniem. W transparentnym prostokącie,  przypominającym trójwymiarowe akwarium,  na miejscu egzotycznych skrzydlic, płaszczek i pławikoników mamy konie. Wśród zarysu drzew unoszą się na wzór hologramów. Kształty zwierząt zostały zaczerpnięte od Florentczyka Paola Uccello (1397–1475). Seria prac odwołuje się do Cudu eucharystycznego. Wrota domostwa, które namalował Uccello, na obrazach Kowalika zastępuje gruba tafla szkła. Uzbrojeni po zęby katolicy z Trani nie są w stanie jej pokonać. Historyczny wyrok zostaje zawieszony. Jaką tajemnicę kryją zwierciadła artysty? Sięgnijmy pamięcią do czasów, gdy pierwszy raz zdaliśmy sobie sprawę, że odbicie w lustrze jest wizerunkiem nas samych i otaczającej rzeczywistości. W tej jednej chwili zawieszeniu uległ cały dotychczasowo znany nam świat. Postać w zwierciadle była równocześnie nami i Innym, Innym, który niespodziewanie mógł stać się źródłem zagrożenia. Ten moment w życiu człowieka Jacques Lacan – reformator współczesnej psychoanalizy – nazwał „fazą lustra” i umiejscowił go w najwcześniejszych latach naszego dzieciństwa. Według Lacana jest to przełomowy etap identyfikacji, który przypada między 6 a 18 miesiącem życia. Jego zdaniem, właśnie wtedy dochodzi do kształtowania się podmiotowości Ego. Już niebawem zapełni się ona mozaiką wyobrażeń: o sobie samym oraz akceptowanych przez otoczenie sposobach postępowania wraz całą paletą zasad moralnych i odniesień kulturowych. Co, jeśli z biegiem lat okaże się, że tożsamość zbudowana na tej podstawie jest jedynie kruchą szklaną menażerią? Pozostaje powrócić do „fazy lustra” – jak zrobił to Marcin Kowalik w  cyklu malarskim o takim właśnie tytule – i rozpocząć wszystko od nowa.

 

Repetycja czy nowość?

 

Niektórzy malarstwo Kowalika wpisują w krąg „historycznych” surrealistów. W kontekście rozmowy o sztuce artysty pojawia się Belg Renée Magritte (1898–1967), uznawany – ze względu na sposób przedstawiania rzeczywistości – za mentalny zwiastun pop-artu. Pada także nazwisko Giorgia de Chirico (1888–1978), prekursora nadrealizmu i twórcy pittura metafisica – nurtu metafizycznego. Jego niepokojące, zanurzone w złowrogiej, tajemniczej melancholii prace czerpały z mitologii i filozofii, wydobywając sprzeczną z doświadczeniem oka geometrię przestrzeni. Motyw ten rozwinął Holender Maurits Cornelis Escher (1898–72), opierając się na inspiracjach matematycznych. Podobnie jak u Eschera, w pracach Kowalika pojawia się wyobrażenie nieskończoności jako zgeometryzowanych brył. „Escherowsko-magrittowskie gry iluzjonistyczne” autora Cyrkulacji wody każą przewartościować pojęcie odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Granica ludzkiej percepcji zostaje w nich przesunięta na skraj wizualności. Hans Blumenberg – jeden z najwybitniejszych filozofów ostatnich dziesięcioleci, zajmujący się m.in. statusem metafory – uważał, że nowoczesne dzieło sztuki jest jak najbardziej autonomiczne. Nie odnosi się, nie wskazuje i nie prezentuje innego, wcześniej zaistniałego bytu, lecz uczestnicząc bytowo w świecie człowieka, jest czymś oryginalnym. […] „Nowy obraz jest wydarzeniem niepowtarzalnym, narodzinami, które obraz świata, ten jaki ogarnia duch człowieka, wzbogacają o nową formę”. Widzeniem i tworzeniem Nowego nie powoduje już instynktowna ciekawość, […] lecz potrzeba metafizyczna: człowiek szuka potwierdzenia obrazu, który ma przed sobą (Rzeczywistości, w których żyjemy).

 

Ultima Thulegranice percepcji

Od czasów Wergiliusza i jego Georgik – które wywarły ogromny wpływ na spuściznę kulturową – Ultima Thule utożsamiana jest z wyspą położoną na krańcach świata. Wyznacza ona umowną granicę między tym, co znane, a tym, co pozostaje poza zasięgiem naszej percepcji. Ta kraina posłużyła Armii (polskiemu zespołowi grającemu polskiego punk rocka i hard core) za określenie przesłania jednej z płyt. Na okładce „krążka” Ultima Thule pojawiła się reprodukcja surrealistycznego obrazu Giorgia de Chirico. W Tajemnicy i melancholii ulicy Chirico manipuluje perspektywą, budzi niepokój, wzmaga niesamowitość. Zdradliwy miraż drogi prowadzi w pustkę nicości. Armia ruszyła w stronę dychotomii dźwięków, szukając w niej intymności. Kowalik – wsłuchany w „melodykę” dawnych mistrzów i „tembr” nadrealizmu –  odnajduje zgeometryzowane światy. Praca nad rzeczywistością, z którą  się mierzę na płótnie, polega przede wszystkim na „słuchaniu” – tak mówi. Po prostu wchodzi w osobliwy kontakt z zastaną przestrzenią i zgłębia jej metafizykę.