podszepty
RECENZJE | 19.11.2012

Uchwycić świat w jego nieuchwytności (Balla „Podszepty”)

Są książki, których lektura stawia mi przed oczami bezradną postać ich pierwszego czytelnika. Wyobrażam sobie, jak w największym roztargnieniu rozgląda się dookoła, by podpatrzeć reakcje innych. Dziś jesteśmy cwani wobec Procesu – pełni powagi i skupienia – podczas gdy jego synchronicznym odbiorcom zdarzało się parsknąć śmiechem. Podszepty Vladimíra Balli postawiły mnie w podobnie niezręcznej sytuacji. Odwołanie do dzieła Kafki też nie jest przypadkowe.

Rozmawiałem z facetem, który, schylony pod kuchennym blatem, naprawiał mi hydraulikę – tymi słowami Balla rozpoczyna opowiadanie Powódź, którym z kolei tłumacz Jacek Bukowski otwiera kompilację pięciu tekstów słowackiego autora. Z niewinnego zdanka, niczym z kłębka, wychodzą i rozwijają się główne wątki (wątłe niteczki) interpretacyjne. Czy ta hydraulika czasem nie jest dwuznaczna? Kim jest milczący facet, wobec którego narrator się usprawiedliwia? Czego symptomem jest pojawiająca się awaria? Pochód pytań wprawia w ruch jakość literackiej rzeczywistości – surrealistycznej, onirycznej – nietworzącej koherentnej całości, lecz akcentującej ontologiczną niepewność, migotliwość, która w zależności od przyjętej perspektywy zaciemnia lub rozjaśnia pewne tylko aspekty przedmiotu. To narracja (kreacja?) szaleńca, somnambulika lub medium – do odbiorcy należy wybranie jednej z możliwości i uwarunkowana nią wysokość kredytu zaufania – zdominowana przez podświadomość, prezentująca wywróconą na nice wizję świata, ukazująca metafizykę za pomocą jej fizycznych emblematów. A może jest całkiem inaczej: może nonsensowne wydarzenia, pozorne dialogi bohaterów, zależność konstrukcji świata przedstawionego od konstrukcji językowej, erotyczne i infantylizujące zarazem implikacje są zgrabnym żartem autora, podszyte absurdem w stylu Monty Pythona i skrojone na – przywołane już – czytelnicze parsknięcie śmiechem? W pierwszym odruchu nie można tego wykluczyć.

Wracamy do Kafki, obdarzonego – jak się zdaje – podobnym co Balla dowcipem. Przebijający tu i ówdzie ludyczny aspekt jego pisarstwa zostaje przysłonięty ogromem niepokoju, tajemniczości, które to nastroje ewokuje proza Czecha. Nie inaczej jest w Podszeptach, których bohaterowie, zanurzeni w zwyczajności, zostają skonfrontowani z amorficzną strukturą, wszechmocną i obezwładniającą ich siłą o nieludzkiej proweniencji. Czasem są to metafizyczne zjawy, innym razem zhierarchizowane instytucje, miłość duchowa, Bóg-Zewnętrzny Obserwator, erotyka, natura… W perspektywie makrokosmicznej świat Balli jawi się jako pole (efekt, wypadkowa?) starcia wielu żywiołów, których wartkie nurty podmywają rzeczywistość empiryczną, tylko fragmentarycznie się do niej przedostając, przybierając rozmaite kształty. Rzadkie ukłucia „dziwnego” pozbawiają bohaterów opowiadań stabilności ontologicznej, wszystko staje się płynne i (nie)prawdopodobne, jak w obrazach surrealistycznych (z gniazdka zwisa prąd elektryczny pod postacią dwóch węgorzy, których w dzieciństwie się bałem). Osoby słyszące podszepty nie są już całkiem w porządku. Tacy ludzie, zaznaczyłem, pewnie nawet nie żyją z wami w tym świecie. Nie rozumieją waszych codziennych marzeń. Świat Balli zaludniony jest postaciami z pogranicza (jawy i snu, życia i śmierci, człowieczeństwa i zwierzęcości), bardziej lub mniej świadomymi rewersu rzeczywistości, jednak poznawczo – dojmująco wobec niego bezradnymi. Po omacku działa też czytelnik, który (liczę, że teraz jest to bardziej zrozumiałe) ma prawo dostrzegać w hydrauliku figurę Boga-Stwórcy, zaś w usterce kanalizacyjnej doszukiwać się zapowiedzi biblijnego potopu (motyw ten pojawia się eksplicytnie w jednym z opowiadań).

Warto w tym miejscu zastanowić się nad fabularnym znaczeniem wody, której istotna obecność jest spoiwem wielu opowiadań Balli. W finale Powodzi fachowiec informuje narratora o wznoszącym się poziomie Dunaju. I na tym się nie zakończy – ostrzega. Bohaterowie Podszeptywacza rozmawiają o powrocie natury, podczas gdy w wilgotnym, ciężkim, niemal dotykalnym oparze, którym lokal stopniowo się wypełniał, siedzieli ludzie o zielonkawych, brodawkowych twarzach, niczym wodnicy, z glonami między palcami, z mokrymi dłońmi; zaś jeden z tytułowych Ostrzyhomskich pielgrzymów, przeobraziwszy się w sowę, wzorem Ikara runął w wodę. Tego typu odniesień jest znacznie więcej.

Uczyńmy właśnie metaforykę akwatyczną kluczem do rozmowy o pisarstwie Balli. Powoływane przez niego do fikcyjnego żywota postaci są skąpane, zanurzone – w erotycznych popędach, w oparach absurdu, w strukturze języka, itd. Obojętne, co podłożymy pod żywioł wodny, zobaczymy, jak kotłują się w nim bohaterowie, jak bałwany fal wyrzucają raz po raz kolejny element świata przedstawionego i jak wypluwają topielców-rozbitków na brzeg. Tam żyją ze swoimi uszczerbkami, kompleksami, z bolesną świadomością, że ich mikrokosmos jest fraszką w porównaniu z ogromem świata, metodycznie im uświadamianym. Walczą o niezależność, o swoje małe sprawy; przepędzają czas, tworząc mity i teorie, w świetle których ich szamotanina nabiera sensu. Z konstrukcji opowiadań jasno jednak wynika, że są jedynie igraszką w rękach Zewnętrznego Obserwatora, narratora w formie pluralis maiestatis – Boga. Prezentując swoje uniwersalistyczne koncepcje, autor nadwyręża stereotypy, obnaża konwencjonalność tradycji, krytykuje nieludzki aspekt instytucji, demaskuje mechanizmy (dosłownie!) relacji damsko-męskich, wskazuje na zależność mentalności od systemu językowego. Konkretne odniesienia do sfery pozaliterackiej równoważą nieprawdopodobieństwo pewnych elementów fabuły. Relacja między rzeczywistością a fikcją wydaje się u Balli funkcjonować na zasadach odbicia w tafli wody (a jakże!) – świat przedstawia się w niej wiarygodnie, lecz na opak; zaś gdy jej stabilność zostanie zachwiana (o co nietrudno), obraz staje się mętny, drżący.

Autor Podszeptów przedstawia świat nie-do-pomyślenia; ogołocony z tradycji, która stara się uspójnić i wytłumaczyć to, czego człowiek nie może pojąć, co wykracza poza jego możliwości percepcyjne. Balansowanie między spojrzeniem mikro- i makrokosmicznym daje wyobrażenie o obu tych sferach, przede wszystkim jednak akcentuje ludzką bezradność (śmieszność) wobec świata. Słowackiego pisarza nie interesuje rzeczywistość taka, jaką widzi człowiek, ale właśnie taka, jakiej nie widzi. Wiarygodność przestaje być wartością, istotniejsze staje się zobrazowanie istnienia nieskończenie wielu możliwości (poznawalnych jedynie przez podszepty) i przyjęcie pokornego przeświadczenia o braku jednoznacznych rozstrzygnięć. Uchwycić świat w jego nieuchwytności – oto pisarska ambicja Vladimíra Balli.

___

Balla Podszepty

Przekład: Jacek Bukowski

Biuro Literackie, 2012

Liczba stron: 92

Malwina Mus

Malwina Mus

(ur. 1987) – doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Zainteresowana związkami literatury z popkulturą – bada działalność Marcina Świetlickiego, chętnie zajmuje się krytyką literacką, okazjonalnie także muzyczną.