Bez-nazwy-1
RECENZJE | 02.06.2014

To, co ważne, piszemy na marginesach („Świadomość ruchu. Teksty o tańcu współczesnym”)

Świadomość ruchu jest pierwszą polską tak obszerną i różnorodną publikacją dotyczącą tańca współczesnego. Dlatego właśnie, dla tancerzy i choreografów niekoniecznie zaznajomionych z oryginalnymi wersjami przetłumaczonych na jej użytek tekstów, powinna w sposób naturalny stać się pozycją obowiązkową – źródłem wiedzy, inspiracji; generatorem dalszych poszukiwań. Spełnia zresztą wszelkie warunki, by tak właśnie było.

Chcemy wierzyć, że korpus wiedzy wyklucza wiedzę ciała. Jakże uroczo nieaktualna karykatura. Ignoruje ona rzeczywistość tego przedziwnego tworu, jakim jest współczesny intelektualista, który nie może się powstrzymać przed zaspokojeniem swoich dionizyjskich żądz i który, słysząc słowo kultura (jak definiował je Matthew Arnold), prędzej sięgnie po prażoną kukurydzę niż przejrzy Szekspira. Nie widzi potrzeby wybierania między Miltonem a Madonną; chodzi o to, aby objąć ich oboje, bez konieczności poświęcenia powagi tego pierwszego i wygłupów tej drugiej. Niczym anioły w filmie Wima Wendersa „Wings of Desire”, intelektualistów tego rodzaju nudzą już efemerydy, pragną więc materii.

(Roger Copeland, Między opisem a dekonstrukcją)

Nigdy nie tańczyłam. I nie mówię tu tylko o tańcu nowoczesnym, ale także o takich przygodach, jak zespół folklorystyczny, dziecięce zawody tańca towarzyskiego czy nawet (bardzo modna swego czasu) nauka salsy. Kiedy przystępowałam do lektury, moje doświadczenie jako teoretyka tańca ograniczało się do czynnego udziału w Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego w Bytomiu i napisaniu kilku tekstów o Pinie Bausch. Na zajęcia. Dlatego postawiłam przed antologią dosyć trudne zadanie – zadałam sobie pytanie, czy taki laik jak ja (czytaj: osoba jako tako zainteresowana kulturą w różnych jej przejawach) znajdzie w książce coś intrygującego, ważnego. Cytat, który przywołałam powyżej, ostatecznie przekonał mnie do tego, że po Świadomość ruchu sięgnąć warto – nawet jeśli swoje dotychczasowe doświadczenia ograniczamy do oglądania Tańca z gwiazdami.

Jest to bowiem książka, która nie tylko trafnie wskazuje na tzw. punkty zapalne teorii tańca, ale przede wszystkim mówi sporo o przemianach kulturowych i obyczajowych od początku XX wieku aż po dzień dzisiejszy. Jesteśmy płynnie (choć nie chronologicznie) prowadzeni przez autorkę wyboru, Jadwigę Majewską, od pierwszych przesunięć w balecie tradycyjnym, przez szeroko rozumiany taniec nowoczesny, nowe technologie, aż do tańca międzykulturowego, równocześnie otrzymując wskazówki dotyczące powodów, dzięki którym miało szansę narodzić się dane zjawisko. Czytamy zarówno o recepcji nienormatywnej seksualnie wymowy choreografii Niżyńskiego przez Rosjan u progu XX wieku, jak i o rewolucji seksualnej lat 60. w Stanach Zjednoczonych. Ten szeroki kontekst, umożliwiający osadzenie tańca w obrębie innych dziedzin sztuki i dominujących w danym czasie prądów myślowych, był chyba dla mnie podczas lektury najważniejszy i najbardziej wartościowy. Nie mogę jednak sprowadzić obcowania z tak obszerną antologią tylko i wyłącznie do tego aspektu – można ją z czystym sumieniem rekomendować na inne sposoby.

Chociażby nazwiska autorów zebranych tekstów – te często mówią same za siebie. Kiedy w tekście Johna Cage’a pt. Nowa muzyka, nowy taniec z 1939 roku przeczytałam pytanie: Czym właściwie jest piękno w sztukach performatywnych? z wrażenia postawiłam obok trzy wykrzykniki. Takich odkryć, związanych z zaskakującym nowatorstwem artykułów, do których, wydawałoby się, dziś nie ma już po co wracać, znajdziemy w książce całkiem sporo. To tylko dowód na to, że w Polsce (i chyba nie tylko tutaj) teorię tańca skutecznie marginalizowano, kierując się zapewne szkodliwym stereotypem dotyczącym separacji ducha i ciała. Ten problem zresztą pojawia się w antologii kilkakrotnie, dokładnie naświetlany i skutecznie dekonstruowany. Tak jak i przekonanie, jakoby taniec można było prosto utożsamiać z ruchem i na tej analogii opierać jego rzekomo uniwersalny charakter (świetny tekst Andrée Grau pt. Mity o pochodzeniu). Wracając do nazwisk (moją dygresyjność prowokuje ogromna rozpiętość materiału tworzącego Świadomość ruchu), obok Cage’a znajdziemy Merce’a Cunninghama, jego artystycznego partnera, tanecznego rewolucjonistę, który drastycznie zmienił podejście do baletu, separując ruch od fabuły i muzyki. Wspomnieć wypada też o Yvonne Rainer (uznanej praktyczce, twórczyni awangardowych filmów i autorce słynnego NO manifesto) czy Mary Wigman (odpowiedzialnej za rozwój tzw. tańca wyrazistego, czyli ekspresjonistycznego – będącego ilustracją wewnętrznych przeżyć).

Sporo miejsca w książce zajmują teksty wybitnych badaczy, dotyczące problemów z terminologią w obrębie teorii tańca i klasyfikacji jego różnorakich odmian. Przeczytamy o istocie improwizacji kontaktowej (a także o kontekstach filozoficznych, które powinny być punktem wyjścia do dobrej improwizacji, z uwzględnieniem myśli Deleuze’a, Spinozy czy Celana), teatru tańca (w kontekście twórczości Piny Bausch) czy modern dance. Te (zazwyczaj szczegółowe) opisy, poparte wiedzą praktyka i teoretyka (bo najczęściej z takiej, podwójnej perspektywy piszą autorzy), mogą być użyteczne zarówno dla czytelnika-tancerza, jak i dla czytelnika-komentatora lub po prostu czytelnika-widza. Skutecznie niwelują poczucie bezradności, które towarzyszy wielu z nas podczas biernego udziału we współczesnych przedstawieniach tanecznych. Zresztą – nie tylko tanecznych, jeśli przywołać cytat z tekstu Jana Ritsema Improwizacja jako performens: Idealny widz nie przychodzi do teatru po to, aby mieć dostęp do treści teatralnej, ale raczej po to, by niespodziewanie natrafić na zaskakujące myśli, by postawić pod znakiem zapytania swoje stereotypowe poglądy i sposoby myślenia: nie szuka potwierdzenia swoich przekonań, nie chce, aby jego wyobrażenia na temat teatru, życia i świata zostały potwierdzone, ale przeciwnie, by zostały zakwestionowane. Ile mogłaby zyskać nasza recepcja, gdybyśmy chociaż spróbowali odrzucić myślenie życzeniowe (wraz z przekleństwem chodzenia do teatru na tzw. wystawienie konkretnego [sic!] tekstu), z zamian za otwartość na zmiany, przesunięcia, zaskoczenia.

Skoro jestem już przy teatrze, muszę wspomnieć o jeszcze jednym tekście – Dramaturg tańca jako sojusznik choreografa Liesbeth Wildschut. Kiedy w Polsce nadal toczą się dyskusje o roli dramaturga w teatrze dramatycznym (tutaj chociażby jeden z paneli tegorocznego Festiwalu im. Jana Błońskiego z udziałem Grzegorza Niziołka, Igi Gańczarczyk i Sebastiana Majewskiego), u Wildschut czytamy o zadaniach, jakie taniec nowoczesny stawia przed dramaturgiem tańca. To, co zainteresowało mnie szczególnie, to zwrócenie przez autorkę uwagi na termin „tekst spektaklu”, rozumiany jako całość teatralnej materii z uwzględnieniem scenografii, świateł, muzyki, języka ciała aktorów/tancerzy i użytych multimediów. Takie postdramatyczne ujęcie wciąż pozostaje w polskim teatrze konstruktem teoretycznym, rzadko przekłuwanym na naturalną technikę odbioru spektaklu. Brak porozumienia na linii „intencja twórcy-recepcja widza” tworzy często mur nie do zburzenia.

Na koniec, po tym teoretyzującym statemencie, dodam tylko, że w Świadomości ruchu znajdziemy też napisane „po bożemu”, wypełnione faktami i datami, szkice historyczne, jak ten autorstwa Norberta Servosa o Pinie Bausch czy Ramsaya Burta o Wacławie Niżyńskim, a także kilka porządnych syntez. I tutaj antologia spełnia rolę przewodnika, a może nawet podręcznika, którego zaletą jest to, że można go używać niezależnie od poziomu zaawansowania i „wtajemniczenia”.

Jedyne, do czego muszę się przyczepić, bo znacznie utrudnia lekturę amatorom takim jak ja, to brak umiejscowienia proponowanych tekstów w czasie. Tylko przy niektórych artykułach znajdziemy przypis, informujący nas, czy pochodzi on z roku 1972 czy 2004 – reszta to zgaduj zgadula. A nie jest to zabawa szczególnie trafiona w momencie, kiedy tak ważne są kontekst historyczny i tzw. „rozwój wydarzeń”.

Mimo tego ewidentnego, choć z drugiej strony łatwego do naprawy (np. przy dodruku) błędu, Świadomości ruchu trudno odmówić wartości i atrakcyjności. Szczególnie, kiedy autorka wyboru wdzięcznie podkreśla, że ta ponad sześćsetstronicowa książka jest tylko punktem wyjścia do dyskusji, przyczynkiem do dalszych rozważań, pierwszym krokiem, by wydobyć krytykę tańca z jej getta. To bardzo urocze. I bardzo ważne. Nie będę nikogo namawiać do tego, żeby „rozpoczął swoją przygodę z tańcem już dziś”, ale za to chętnie i z czystym sumieniem namówię do lektury.

 

Świadomość ruchu. Teksty o tańcu współczesnym

Pod red. Jadwigi Majewskiej

Korpotacja Ha!art

Linia Teatralna

Liczba stron: 616

Katarzyna Pawlicka

Katarzyna Pawlicka

(ur. 1988) - absolwentka krakowskiej teatrologii, studentka krytyki literackiej i doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Publikuje m.in. w "Res Publice Nowej", "Nowej Dekadzie Krakowskiej" i "Popmodernie". Interesuje się problemem niewyrażalności traumy poholocaustowej i estetyzacją śmierci.