popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | „The truth is out there” (powrót „Z Archiwum X”)
xf
ARTYKUŁY | 18.05.2015

„The truth is out there” (powrót „Z Archiwum X”)

Z Archiwum X chciało oglądać każde dziecko lat 80. i 90. Niestety, w Polsce serial był emitowany w późnych godzinach, a naszym rodzicom wydawało się, że produkcja niechybnie spowoduje koszmary. Nic bardziej mylnego. Cała metoda polegała na tym, że wszystko było podawane z ogromnym przymrużeniem oka. Z Archiwum X zawierało w sobie wszystko to, na co liczyli widzowie w latach 90. – szybką akcję, grozę i ciągle pojawiający się wątek romansu między głównymi bohaterami. Ok, być może nigdy nie był to najlepszy serial: fabularnie dziurawy jak ser szwajcarski, a klimatem przypominający filmy klasy B. Mimo to, między innymi dzięki dobremu aktorstwu i udanym dialogom, osiągnął status dzieła kultowego i trwale odcisnął swój ślad w kulturze popularnej przełomu tysiącleci. Dla wszystkich, którzy przez lata śledzili perypetie Foxa Muldera i Dany Scully, jest dobra wiadomość: Z Archiwum X powróci w styczniu 2016 roku.

W 1993 roku nikt nie spodziewał się, że serial osiągnie międzynarodowy sukces. Nikomu nieznani David Duchovny i Gillian Anderson na pierwszy rzut oka nie mieli szans, by stać się bohaterami masowej wyobraźni.  Stało się jednak inaczej: produkcja osiągnęła rekordy oglądalności z kilku powodów. Z Archiwum X było podzielone na dwa rodzaje odcinków: śledcze i mitologiczne. Pierwsze zajmowały się tematyką zjawisk paranormalnych, niewyjaśnionych zdarzeń, duchów i wszystkich stworzeń, które znamy ze współczesnych opowieści grozy. Całość nabierała spójności dzięki odcinkom mitologicznym, czyli tym, które odkrywają po kolei „prawdę”, kryjącą się „gdzieś tam” (Fox Mulder jest nią opętany i chce do niej dotrzeć za wszelką cenę). „Mitologia” w serialu to w skrócie teoria o istnieniu spisku zawiązanego przez ludzi z najwyższych kręgów władzy zwanych „Konsorcjum”. Z kolejnym sezonem odkrywane są następne elementy układanki, które powoli łączą się w spójną całość. Za sprawą rewelacyjnych antagonistów czujemy, że owy spisek jest jak najbardziej realny. Przez wszystkie sezony przewija się postać „Palacza”, na którego temat mamy jedynie szczątkowe informacje. Pali papierosy fikcyjnej marki Morley, prawdopodobnie jest ojcem Foxa Muldera i, uwaga, jest odpowiedzialny za zamach na Martina Luthera Kinga oraz prezydenta Kennedy’ego. Pojawiają się również informatorzy: Deep Throat oraz Pan X. Nie jest jednak jasne to, czy pomagają agentom FBI, czy może celowo wprowadzają ich w błąd, podając fałszywe informacje, okłamując i wykorzystując ich do własnych celów. Deep Throat ginie w ramionach Scully, szepcząc: Trust no one, oneliner jest obok The truth is out there” mottem całej produkcji. Na koniec ciekawostki: Fox Mulder jest cichym amatorem porno, ale jego ulubiony film to Plan 9 from Outer Space. Scully wybiera natomiast Egzorcystę.

 

Deep Throat: Kończysz pracę, Mulder?

Mulder: Mama każe wracać mi przed zmrokiem.

Kolejnym elementem, który prawdopodobnie przyciągał przed telewizory rzesze widzów, była chemia między głównymi bohaterami. Na pierwszy rzut oka widać, że Scully i Mulder mają się ku sobie i powoli uzależniają się od swojego partnerstwa. Próby uporządkowania przez Scully własnego życia spalają na panewce, ponieważ zawsze nieoczekiwanie pojawia się jej partner. Przez dziewięć sezonów bohaterowie sukcesywnie zniechęcają do siebie wszystkich w swoim otoczeniu, uświadamiając sobie zarazem, że w gruncie rzeczy mają tylko siebie. Do samego końca, pomiędzy dwójką partnerów wyczuwalne jest nieuchwytne, erotyczne napięcie. Widz liczy na to, że w końcu dojdzie między nimi do jakiegoś zbliżenia. Tak się oczywiście nie dzieje, co dodaje serialowi smaczku.

 

Mulder: Czy zauważył pan coś niezwykłego zeszłej nocy?

Facet: Mieszka tu Koreańczyk, który co wieczór przebiera się za Wonder Woman…

Śmiało można stwierdzić, że gros z seriali, które powstały po Z Archiwum X, było nim inspirowane, stosowało podobne chwyty i jawnie odwoływało się do tej produkcji. Powstały w 2005 roku serial Supernatural, podejmujący podobną tematykę, wydaje się jego naturalnym spadkobiercą. W jednym z odcinków główni bohaterowie udają nawet agentów FBI, a jako swoje nazwiska podają „Mulder” i „Scully”. Gdyby nie Z Archiwum X, nie byłoby zresztą większości współczesnych seriali. Ten, kto oglądał Lost wie, jak dużo mają ze sobą wspólnego oba tytuły. Nie bez znaczenia wydaje się również informacja, że Vince Gilligan, który jest znany przede wszystkim jako scenarzysta Breaking Bad, był odpowiedzialny za produkcję i napisał kilka odcinków Z Archiwum X.

 

Mulder: Co znalazłaś?

Scully: Ślady czerwonego wina i strychnina w żołądku Hoffmana.

Mulder: O kurczę, wzmocnione wino.

Z Archiwum X to nie tylko serial. Powstały również dwa filmy kinowe. Pierwszy w 1998 roku, pomiędzy piątym a szóstym sezonem serialu, noszący podtytuł Pokonać przeszłość, drugi, Chcę wierzyć, w 2008 roku, już po zakończeniu produkcji telewizyjnego pierwowzoru. Oba filmy ciężko oceniać w kategoriach dobry/zły. Pierwsza kinówka powstała na fali popularności serialu i jest naturalnym następstwem wydarzeń znanych z Z Archiwum X: nie wnosi nic nowego, nie odkrywa żadnych tajemnic – to po prostu kolejny, nieco dłuższy, odcinek. Film z 2008 roku można potraktować na dwa sposoby: jako próbę wskrzeszenia popularnego niegdyś duetu lub odcinanie kuponów i wyłudzanie pieniędzy od fanów serialu, którzy wciąż wierzą w kosmitów, spiski i rządzący światem syndykat. W obu przypadkach film wypada blado na tle wszystkich odcinków i pierwszego z obrazów.

 

Mulder: Czy wiesz, co to za substancja?

Scully: Oliwa z oliwek? Ale ty pewnie powiesz mi, że to krew kosmity.

Mulder: Scully, kosmici nie mają krwi…

Kolejną zaletą serialu jest specyficzne, sardoniczne poczucie humoru Foxa Muldera i racjonalne podejście do niewyjaśnionych spraw, jakie prezentuje Dana Scully. Zestawienie naukowości z czymś z pogranicza fantastyki dawało serialowi niesamowity charakter. Z jednej strony wszystko, co obserwowaliśmy, było wyssanymi z palca teoriami spiskowymi, z drugiej jednak, widz zadawał sobie pytanie: czy UFO naprawdę istnieje? Czy jesteśmy sami we wszechświecie? Może ktoś lub coś ukrywa przed nami prawdę? W zależności od tego, jak dużym jest się fanem Z Archiwum X, serial kończy się na dwa sposoby. Dla większości produkcja miała swój finał w siódmym sezonie. Wraz z odejściem Muldera, co było showrunnerskim seppuku, zastępuje go nowy agent John Doggett, grany przez Roberta Patricka (jego życiową rolą był T-1000 w Terminatorze 2). Co prawda Fox powraca w ostatnim sezonie serialu, ale do tego czasu Z Archiwum X robi się bardzo zagmatwane i traci na dotychczasowej spójności.

 

Scully: Nie ma tu nic niezwykłego… (z nieba zaczynają spadać żaby)

Mulder: Lunch?

Scully: Mulder, żaby spadały z nieba…

Mulder: No co? Spadochrony im się nie otworzyły.

Kiedy Chris Carter, twórca serii, ogłosił powrót serialu, wywołało to niemały szok. Czy nie jest bowiem tak, że dziesiąty sezon jest o kilka lat spóźniony? Zainteresowani nim będą tylko starsi widzowie, którzy w latach 90. oglądali na bieżąco premierowe odcinki. Młodzi mają swoje seriale i raczej wątpliwe, aby nowe Z Archiwum X przyciągnęło ich przed ekrany. Kolejnym problemem są rozwiązania fabularne. Wszystkie wątki „mitologiczne” zostały wyjaśnione w finałowych odcinkach The Truth 1 i The Truth 2. Główni przeciwnicy nie żyją, kosmici odlecieli, a syndykat przestał istnieć. Mulder stał się Hankiem Moodym z Californication, a Scully – wredną inspektor Gibson z The Fall. Oczywiście Z Archiwum X mogłoby się nigdy nie kończyć: koncept, na którym opierała się produkcja, wydawał się tak dobry, że aż niemożliwy do wyeksploatowania. Nowa odsłona serialu na pewno nie będzie klęską, ale prawdopodobnie ciężko będzie jej dorównać poziomowi True Detective czy Hannibala. Na kontynuację cieszą się zapewne twórcy serialu, jego producenci, odtwórcy głównych ról i podstarzali fani konspiracji i kosmitów. Ja jestem daleki od hurraoptymizmu, ale nie będę udawał, że powrót produkcji, która towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo, nie wywołuje dreszczyku emocji.